Turyści płacili 40 euro, by zobaczyć „starożytny” amfiteatr. Prokuratura odkryła, że atrakcja powstała 20 lat temu
Hurghada od 1938 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Berlin)
Teneryfa od 2199 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Rodos od 2369 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Berlin)
Amfiteatr, który miał pamiętać Cezara i Kleopatrę
Historia zaczyna się w 2005 roku w Arcugnano, niewielkiej miejscowości niedaleko Vicenzy na północnym wschodzie Włoch. Franco Malosso, występujący również pod nazwiskiem „von Rosenfranz”, ogłosił wtedy niezwykłe odkrycie. Jak twierdził, po osunięciu ziemi na terenie posiadłości odsłonięte zostały pozostałości zapomnianego starożytnego amfiteatru.
Obiekt, nazwany Berico Maritime Amphitheatre, był przedstawiany jako jeden z najstarszych i największych amfiteatrów świata. Malosso przekonywał, że budowla pochodzi sprzed 393 roku naszej ery. Z czasem historia robiła się jeszcze bardziej spektakularna. Z miejscem mieli być związani Juliusz Cezar i Kleopatra, a w snutych wokół niego opowieściach pojawiała się nawet… Julia Capuletti.
Historyczna układanka miała przy tym dość poważne pęknięcia. Choćby takie, że Juliusz Cezar zmarł ponad cztery stulecia przed datą, z którą łączono rzekomy amfiteatr. To jednak nie przeszkodziło atrakcji zdobyć popularności. Turyści przyjeżdżali, odbywały się tam wydarzenia, wykłady i koncerty, a za zwiedzanie trzeba było zapłacić nawet 40 euro. Co szczególnie zaskakujące, informacje o obiekcie przedostały się również do materiałów turystycznych. Wspominała o nim nawet aplikacja promocyjna finansowana ze środków Unii Europejskiej.
Papier-mache kontra archeolodzy. Mistyfikacja zaczęła się sypać
Problemy rozpoczęły się na dobre w 2016 roku. Sprawą zainteresowały się służby i eksperci, a badanie „starożytnych ruin” przyniosło rezultaty, których raczej nie spodziewa się archeolog pracujący przy zabytku z czasów Imperium Rzymskiego.
W konstrukcji znaleziono współczesne materiały: beton, gips, włókno szklane, papier-mache oraz nowoczesne bloczki poddane zabiegom mającym nadać im wygląd starych kamieni. Posągi i elementy dekoracyjne nie miały wiele wspólnego ze starożytnością.
Jeszcze bardziej kłopotliwe okazały się zdjęcia satelitarne. Miały wskazywać, że teren wcześniej wyrównano i poddano rozległym pracom ziemnym. Trudno było więc utrzymywać, że monumentalne ruiny po prostu czekały pod ziemią przez kilkanaście stuleci, aż przypadkowo odsłoni je osuwisko.
Sam Malosso z czasem przedstawiał różne wersje dotyczące charakteru obiektu. Już w 2016 roku włoska „La Stampa” publikowała jego słowa, według których miejsce miało być w rzeczywistości rodzajem eliptycznego ogrodu ze scenograficznymi instalacjami. Dla śledczych najważniejsze było jednak to, że obiekt był współczesny i powstał bez wymaganych zezwoleń.
Finał po latach. Więzienie i gigantyczne roszczenie
Sprawa ciągnęła się latami, ale ostatecznie dla twórcy „rzymskiego” amfiteatru skończyła się bardzo konkretnymi konsekwencjami.
69-letni Franco Malosso został skazany na dwa lata i cztery miesiące więzienia m.in. w związku z nielegalną zabudową i fałszowaniem dzieł. Otrzymał również grzywnę w wysokości 3 tys. euro. Władze Arcugnano domagają się natomiast około 560 tys. euro odszkodowania. Obiekt ma zostać rozebrany, a teren przywrócony do wcześniejszego stanu.
Cała historia jest tym bardziej absurdalna, że Włochy są przecież krajem, w którym autentycznych zabytków z czasów rzymskich nie trzeba szukać ze świecą. Mimo to przez lata uwagę turystów przyciągała konstrukcja zbudowana współcześnie i opakowana w odpowiednio efektowną legendę.
Ale umówmy się – nie jest jedyną słynną „historyczną” atrakcją, której autentyczność wygląda inaczej, niż wyobrażają sobie zwiedzający. Balkon Julii w Weronie nie ma potwierdzonego związku z bohaterką dramatu Szekspira, a dzisiejszy Checkpoint Charlie w Berlinie jest tylko rekonstrukcją, bo oryginalny punkt kontrolny usunięto po upadku muru.
Przypadek z Arcugnano poszedł jednak znacznie dalej. Tutaj nie odtworzono istniejącego zabytku. Stworzono miejsce, dorobiono mu wielką historię, otwarto dla turystów i przez lata prezentowano jako archeologiczną sensację, doskonale wiedząc, że to zwyczajne oszustwo. I najwyraźniej wystarczyło trochę „starożytnych” kamieni, kilka kolumn i dobra opowieść, by XXI wiek przez długi czas skutecznie udawał IV stulecie
👉 Turyści płacili za zwiedzanie do 40 euro, a obiekt promowano także w materiałach turystycznych i aplikacji finansowanej ze środków UE.
👉 Śledztwo rozpoczęte w 2016 roku wykazało użycie betonu, gipsu, włókna szklanego i papier-mâché oraz brak wymaganych zezwoleń na budowę.
👉 69-letni Malosso dostał 2 lata i 4 miesiące więzienia oraz 3 tys. euro grzywny; władze Arcugnano żądają około 560 tys. euro odszkodowania i rozbiórki obiektu.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?