Turyści odwracają się od Chorwacji. Odstraszają ich astronomiczne ceny
Chorwacja od dłuższego czasu pracowała na opinię jednej z najdroższych wakacyjnych destynacji w regionie. W ostatnich latach ceny miejsc noclegowych czy dań w restauracjach jednak eksplodowały, osiągając poziom niespotykany w innych popularnych kurortach nad Adriatykiem czy Morzem Śródziemnym. Kto wybiera się w tym roku do Istrii czy Dalmacji, będzie musiał mocniej złapać się za portfel.
Opinie o wygórowanych cenach w chorwackich kurortach potwierdzają też twarde dane. Według raportu Eurostatu, ceny usług hotelowych i dań w restauracjach wzrosły w Chorwacji o ponad 40% w ciągu ostatnich trzech lat, a w niektórych miejscach – szczególnie nad samym Adriatykiem – nawet o połowę.
Marrakesz od 2485 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Dalaman – Fethiye od 2934 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Sycylia od 2879 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Chopin)
Ceny biją kolejne rekordy
Najlepiej widać to na konkretnych przykładach. Weźmy choćby słynny Park Narodowy Krka – jeden z największych przyrodniczych hitów Chorwacji, znany z malowniczych wodospadów i kąpielisk z turkusową wodą. Tuż po pandemii bilet wstępu kosztował 30 euro, dziś trzeba za niego zapłacić 10 euro więcej.
Jeszcze bardziej obrazowe są ceny w restauracjach. Sprawdziliśmy menu popularnej Stajun Hvar na wyspie Hvar. W lipcu 2022 roku za porcję grillowanych krewetek trzeba było zapłacić tam 190 kun, czyli ok. 25 euro. Dziś ta sama pozycja kosztuje już 33 euro. Podobnie z grillowaną doradą — kiedyś 7,5 euro za 100 gramów, dziś niemal 10 euro. W obu przypadkach mówimy o wzroście przekraczającym 30%.
Najciekawsze jest jednak to, jak chorwackie ceny wypadają na tle innych popularnych wakacyjnych kierunków. W restauracji 5 steps in the sand plaży na Chalkidiki za porcję grillowanych krewetek zapłacimy w tym sezonie 16 euro – niemal połowę tego, co w Chorwacji. W równie popularnej restauracji Obala w czarnogórskiej Budvie to samo danie kosztuje 17 euro. Co więcej, grillowana dorada nadal trzyma tam „chorwackie” ceny sprzed trzech lat — 7,50 euro za 100 gramów.
Dlaczego jest tak drogo?
Skąd te drastyczne podwyżki? Eksperci nie mają wątpliwości – jednym z powodów był fakt, że od stycznia 2023 roku Chorwacja weszła do strefy euro. W kontekście całej gospodarski nie zauważono co prawda znaczącego wzrostu cen, ale branża hotelarska i gastronomiczna stanowią od tej reguł niechlubny wyjątek. Część restauracji i hoteli wykorzystała bowiem wprowadzenie euro jako pretekst do zaokrąglenia cen w górę – zwiększając tym samym swoje zyski.
Do tego doszła również wysoka inflacja, która po pandemii dotknęła całą Europę, ale w Chorwacji wyjątkowo mocno odbiła się na turystyce. Wzrost kosztów energii, pracy sezonowej oraz surowców dla gastronomii i hotelarstwa sprawił, że właściciele podnieśli ceny, próbując ratować swoje marże. Efekt? Nad Adriatykiem zrobiło się drogo jak nigdy wcześniej.
Turyści szukają tańszych kierunków
Nie dziwi więc, że turyści zaczynają się od Chorwacji odwracać. Według danych Chorwackiego Banku Narodowego przychody z turystyki zagranicznej spadły w ubiegłe lato o 0,7% w porównaniu z rokiem poprzednim. To pierwszy taki wynik od lat, który może być sygnałem ostrzegawczym dla tamtejszej branży turystycznej.
Dane za pierwsze miesiące tego roku są jednak dla Chorwacji bardziej optymistyczne. Tylko w kwietniu nad Adriatykiem pojawiło się ponad milion turystów, co stanowi wzrost w porównaniu z rokiem ubiegłym o blisko 15%. W dużej mierze ma to jednak związek z uruchomieniem przez tanie linie stałych połączeń do Dubrownika czy Zadaru, dzięki czemu Chorwacja coraz częściej postrzegana jest nie tylko jako sezonowy, ale całoroczny kierunek podróży.
Jak będzie wyglądała frekwencja na chorwackich plażach tego lata? Przekonamy się już niedługo. Wszystko wskazuje jednak na to, że trend odpływu turystów w stronę tańszych Grecji, Albanii czy Czarnogóry będzie się tylko pogłębiać.