Testujemy loty z Szyman. Najładniejsze lotnisko w Polsce, ale ma swoje problemy
Port lotniczy Olsztyn-Mazury (bo tak brzmi oficjalna nazwa Szyman) to najmłodsze lotnisko w Polsce, które działa od ponad miesiąca. Na razie lata z niego tylko jedna linia – Sprint Air na trasach do Krakowa i Berlina (loty po 3x w tygodniu). W ciągu pierwszego miesiąca z portu skorzystało ok. 870 pasażerów, jednak wkrótce ta liczba się zwiększy, gdyż regularne loty do Monachium rozpocznie słoweńska Adria. Postanowiliśmy przetestować lotnisko i przewoźnika na trasie do stolicy Niemiec. Jak wypadli?
Rzecznik lotniska w Szymanach krzywi się, gdy stawia się je w jednym rzędzie z portem w Radomiu, ale porównania nasuwają się same – dwa najmłodsze lotniska w Polsce, z obu lata ten sam przewoźnik (w Radomiu dopiero od kwietnia), obu wreszcie eksperci nie wieszczą świetlanej przyszłości.
Szymany mają sporo przewagi nad Radomiem. Przede wszystkim Mazury są znacznie bardziej atrakcyjne turystycznie, przyciągają też w naturalny sposób Niemców. W okolicy oprócz Gdańska nie ma też innego dużego lotniska, które zabierałoby pasażerów, w przeciwieństwie do Radomia, który otoczony jest szybko rosnącymi lotniskami.
Radom ma jednak jedną „przewagę” - jeśli eksperci mają rację i faktycznie oba porty lotnicze upadną, tylko dla Szyman będzie to oznaczało prawdziwe kłopoty. Radom powstał bowiem za pieniądze samorządowe, podczas gdy prawie 70 proc. środków na budowę Szyman pochodzi z funduszy UE. Oznacza to, że Szymany muszą notować wzrosty i dążyć do osiągnięcia rentowności. W przeciwnym wypadku samorząd woj. warmińsko-mazurskiego (właściciel lotniska) będzie musiał oddawać dziesiątki milionów euro do Brukseli.
Fot. Mariusz Piotrowski
