Tanie linie będą musiały obniżyć ceny biletów. „Mogą nie mieć wyjścia, a najbardziej Wizz Air”
Wiosną Michael O’Leary uroczyście zapowiedział koniec taniego latania w najbliższych latach. I trzeba przyznać, że sytuacja w ubiegłym roku faktycznie była niewesoła, bo rekordowo droga ropa mocno podnosiła koszty, a do tego wiele krajów w Europie wprowadziło lub drastycznie podniosło podatki pasażerskie i inne opłaty. To siłą rzeczy także skłoniło przewoźników do pójścia dwiema drogami: podniesienia cen lub rezygnacji z części tras, które nagle przestały być rentowne (tak zrobił choćby Wizz Air w przypadku niektórych tras z Polski do Holandii). Jednak teraz pojawiają się głosy, że tanie linie mogą być zmuszone, by obniżyć ceny biletów. Oczywiście nie do takiego poziomu jak w szczycie pandemii w 2020 roku, ale powinno być to widoczne.
Ayia Napa od 2881 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Alanya od 2053 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Sharm El Sheikh od 2467 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Chopin)
Taką tezę stawia m.in. Gabor Bukta, analityk firmy Concorde, który na łamach węgierskiego „Forbesa” tłumaczy, że choć sytuacja tanich linii lotniczych znacząco się poprawiła w stosunku do szczytu pandemii, to jednak nie we wszystkich aspektach.
Zacznijmy od podwyżek cen, które miały miejsce w ubiegłym roku i były związane nie tylko z drogą ropą, ale też m.in. z koniecznością zwiększenia zatrudnienia lub utrzymania pracowników, którzy domagali się podwyżek. Tymczasem z wyników finansowych jasno wynika, że te zwiększone koszty linie z łatwością przerzuciły na pasażerów.
„Średni przychód na pasażerokilometr w Wizz Air był w ostatnim kwartale o 11 procent wyższy w stosunku do lata 2019, a w Ryanairze – o 10 procent. W skali roku te wzrosty są jeszcze większe: w porównaniu do lata 2021 roku średni przychód Wizz Air wzrósł o 47 procent, a Ryanaira o 61 procent” – analizuje Bukta.
Linie sygnalizują podwyżki, ale muszą ożywiać popyt
W tym roku zarówno przedstawiciele Ryanaira i Wizz Aira zapowiedzieli, że ceny biletów raczej będą szły w górę, jednak może się okazać, że wcale tak nie będzie. Dlaczego? Bukta wskazuje tu na ostatnie wyniki dotyczące liczby przewiezionych pasażerów w grudniu, które mogą być dość niepokojące dla inwestorów. Teoretycznie wszystko wygląda dobrze, bo obie linie przewiozły najwięcej pasażerów w swojej historii: Ryanair 11,5 mln osób, a Wizz Air 4,2 mln podróżnych. Nieco gorzej wygląda już jednak wskaźnik wypełnienia samolotów, zwłaszcza w przypadku Wizz Air, gdzie w grudniu wyniósł on zaledwie 84,5 procenta. Co może być powodem? Jest kilka hipotez: Bukta wskazuje na mniejszy popyt na podróże w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, która wciąż stanowi główną oś siatki połączeń Wizz Aira. Jednocześnie uważa on, że przewoźnicy będą musieli mocniej zejść z cen biletów, by ożywić popyt. Będzie to tym łatwiejsze, że ceny ropy obecnie nie są już na rekordowych poziomach, jak niecały rok temu. Częściowo dotyczy to także Ryanaira, który co prawda w grudniu zanotował load Factor na poziomie 92 procent, jednak wciąż jest to znacznie poniżej wyników linii przed pandemią koronawirusa. Przypomnijmy, że w całym 2019 roku współczynnik wypełnienia samolotów Ryanair wyniósł aż 96 procent.
„Zmniejszony popyt i kryzys wywołany inflacją sprawia, że spodziewam się spadku cen biletów w najbliższym miesiącach” – konkluduje ekspert.
Warto w tym momencie dodać, że dla linii (zwłaszcza Wizz Aira) nie będzie to koniec świata, bo coraz większy procent przychodów u obu przewoźników stanowią przychody pozalotnicze z dodatkowo płatnych usług, takich jak większy bagaż podręczny, wybór miejsca czy pierwszeństwo wejścia na pokład.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?