Tak unikniesz koszmaru na wakacjach. Sprawdź, gdzie tanio zjesz i się nie otrujesz
Wcale nie musisz się bać jedzenia ulicznego. Jest smaczne i niedrogie.
Jeśli nie chcesz wydać majątku na jedzenie, wybierz street food. Ma same zalety dla podróżujących z ograniczonym budżetem: jest szybkie, smaczne i tanie. Niestety nie zawsze bezpieczne. Sprawdź, na co zwrócić uwagę i czego się wystrzegać.
PoprzednieObraz 1 z 10Następne
Możliwość skosztowania lokalnej kuchni jest jedną z największych zalet podróżowania. Odkrywamy nowe smaki i zapachy, poddajemy się temu, co nieznane. Wielu podróżników przyzna, że najlepsze i najbardziej autentyczne jedzenie podawane jest na ulicznych straganach, a nie w drogich, przepełnionych turystami knajpach. Szczególnie jeśli bierzemy pod uwagę potrawy azjatyckie, latynoamerykańskie czy te pochodzące z krajów arabskich. Dlatego warto jadać tam, gdzie stołują się lokalni mieszkańcy. A gdzie szukać? Kramy z jedzeniem znajdziemy wszędzie: na targach, w dzielnicach turystycznych, obok świątyń, w bocznych uliczkach, na głównej drodze. Znajdą się nawet miejscowości, w których nie zdołamy zrobić dwóch kroków, żeby nie natknąć się na kolejny stragan.
Warto spróbować, co ma nam do zaoferowania inna kultura, ale pamiętajmy przy tym, żeby uważnie dobierać miejsca, w których mamy zamiar skosztować lokalnego jedzenia.
Fot. Alan, Flickr
Fot. Alan, Flickr
PoprzednieObraz 1 z 10Następne
Agnieszka Zawistowska Autor artykułu
Misją Fly4free.pl jest przedstawienie Ci najlepszych zdaniem naszej redakcji okazji na podróże. Opisujemy oferty znalezione przez nas w internecie i wskazujemy adresy internetowe, pod którymi samodzielnie możesz wykupić podróż lub elementy podróży. Ceny w artykułach są aktualne w chwili publikacji. Możemy otrzymywać wynagrodzenie od partnerów handlowych, do których Cię przekierowujemy.
Komentarze
Zaloguj się na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Bzdura! W krajach azjatyckich zwracaj uwagę tylko na to, czy miejsce jest oblegane.. Wtedy się nie otrujesz, a fakt czy kucharz ma czyste garnki czy ręce jest w tym wypadku nieistotny.. Artykuł pisał chyba ten, który podróżuje tylko palcem po mapie
Jesteś idiotą, przecież ta laska była chociażby w Nepalu. Odezwał się podróżnik na trasie Warszawa - radom.
Generalna zasada to właśnie NIE jeść z przydrożnych straganów! Nie ważne, że w kolejce stoi 100 Chińczyków! Oni mają w żołądkach inną florę bakteryjną i to samo danie, które mimo swojego zepsucia im nie zaszkodzi potrafi Europejczykowi zrobić z tyłka silnik odrzutowy. Przede wszystkim jeść w restauracjach (niekoniecznie tych najdroższych, ale bardzo uważać na te najtańsze - są najtańsze nie bez powodu).
Powyższej zasady nie trzeba stosować oczywiście w krajach wysoko rozwiniętych.
Wszystkie rady są dobre, ale przede wszystkim powinno się kupić jeszcze w Polsce probiotyki (w aptece bez recepty) i łykać je codziennie 10 dni przed wylotem i 10 dni od wylotu. Inna flora bakteryjna może spowodować objawy zatrucia nawet u najostrozniejszej osoby a mniej ostrożne i tak nie unikną wody z kranu (np podczas mycia zębów).
w Bangkoku spotkalem Polaka ktory przywiozl z PL konserwy i zupki chinskie
"lokalni mieszkańcy" ;P
Alkohol do posiłku pomaga bardziej niż probiotyki.
uwazam, ze to sprawa indywidualna jak czyjs zoladek zareaguje na miejscowe jedzenie. Jadlam z ulicznych straganow w Tajlandii, Indiach, Kambodzy i wielu innych miejscach, na Sri Lance pilam nawet milkshake'a z lodem zrobionym z kranowy i nic mi nie bylo... Za to podczas pierwszej egzotycznej podrozy (do Egiptu) zatrulam sie w hotelu, chociaz pilam tylko wode z butelki, takowej uzywalam tez do mycia zebow, jadlam tylko hotelowe jedzenie, nie jspozywalam warzyw ani owocow, ktore byly plukane w kranowie...Tak wiec nie ma reguly, czasem mam wrecz wrazenie, ze im bardziej o siebie chuchamy tym wiecej nam sie przytrafia...
w azji nikt w domu nie gotuje , bo sie nie opłaca, na ulicy po prostu jest taniej. U nas sanepid pilnuje , zeby nikomu sie cos takiego nie opłaciło , i na restauracje stac tylko wybranych , zreszta wiele mi znanych lokali juz pozamykano
Gdy z koleżanką byłyśmy w Tajlandii jadłyśmy z ulicznych straganów, różne jedzenie (kluseczki, spring rollsy, naleśniki, owady, pokrojone owoce, dumplingsy), chciałyśmy spróbować wszystkiego lokalnego, oprócz skorpionów :) I nawet wtedy gdy cała otoczka przygotowania dania pozostawiała wiele do życzenia to jedzenie było pyszne i nie miałyśmy żadnych problemów z żołądkiem. W czasie tej samej podróży byłyśmy w Singapurze, kolega zaprosił nas do restauracji, obie wzięłyśmy kurczaki no i po tych kurczakach miałyśmy problem, toaleta stała się naszym przyjacielem, dobrze że z Polski wzięłyśmy stoperan, ponieważ tego samego wieczoru jechałyśmy autobusem, bez toalety, do Malezji i obawiam się, że byśmy nie przetrwały bez tego leku :) Tak więc ja polecam stołowanie się na ulicy :):) Wg mnie najważniejsze aby jedzenie było przygotowywane przy nas, a nie wcześniej oraz zwróciłabym uwagę na soki owocowe zamknięte w butelkach leżące na słońcu, nie wiemy kiedy zostały przygotowane i jak długo leżą. Moja koleżanka się takim zatruła :(
Dokladnie! Teraz czlowiek tak na wszystko uwaza, a przeciez jak bylismy mali nie bylo chusteczek antybakteryjnych, probiotykow, jak cukierek spadl na ziemie to sie go z powrotem do buzi wkladalo. Co odwazniejsi pili wode nawet z kaluzy-i wszyscy zyjemy ;)
Strasznie mdły ten artykuł trochę truizmów trochę bzdur. Wszystko zależy od miejsca i pisanie globalnych ogólników nie ma żadnego sensu. Choć faktycznie jak nie będziesz jadł mięsa, owoców i warzyw jest spora szansa że unikniesz zatrucia ;)
"Ilosc ludzi"
najmądrzejszy komentarz pod tym artykułem!
Jedliśmy straganowe jedzenie w Tajlandii, Indonezji, Singapurze (to się pewnie nie liczy :)) i Sri Lance. Na Sri Lance nieco rzadziej, bo byliśmy z 7-letnim synem, a uliczne żarcie było dla niego zbyt ostre. Piliśmy za to sporo świeżych soków, a czy owoce były myte, nie wiadomo. Żadne z nas się nie przytruło, choć stoperan i probiotyki zawsze mam w apteczce. To jest chyba indywidualna wrażliwość organizmu. Znam ludzi, którzy pochorowali się w dobrych hotelach w Turcji...
Po przeczytaniu tego artykułu nasuwa się myśl : NIE JEDZ NIGDZIE I NICZEGO.
Ja po slimakach we francuskiej dobrej restauracji w Montpelier spedziłem całą noc na kiblu :(
W odróżnieniu od Tajlandii, gdzie po dwóch tygodniach żywienia sie gdzie popadnie nie miałem żadnych problemów. A próbowałem niemal wszystkiego.
tak jak chyba wiekszosc osob na tym forum .... zawsze jem na ulicy: tajlandia, kambodza, indie, singapur, chiny ... itp i jeszcze nigdy nic mi nie zaszkodzilo. wiem ze zwykle talerze sa tylko plukane w tej samej wodzie itp .... ale jest smaczne, swieze i jeszcze nigdy mi nie zaszkodzilo ...
"Używaj własnych sztućców" :O
M ma rację. Nie przypominam sobie,żebym miał kiedykolwiek problemy żołądkowe, a nie odmawiam sobie jedzenia nawet robali i innych "przysmaków" tradycyjnych dla kuchni kraju który zwiedzam. Zwracam uwagę właśnie na to, czy w tym miejscu jedzą także "lokalni" i piję wody butelkowane.
zawsze jak moge wybieam jedzenie uliczne, jest to tez to czego mi najbardziej brakuje w Europie i innych "cywilizacjach" :P
pech chciał, że podróżuje.. i wyzwiskami możesz co najwyżej obrażać tego, kogo masz w lustrze
Byłem w Maroku 2 razy, w hotelach 4* i 5*. Unikałem lokalnego jedzenia, na śniadaniach piłem tylko wodę z butelek/soki przy mnie wyciskane i herbatę (woda przegotowana) a i tak zawsze po 1-2 dobie pół dnia w toalecie a potem już w porządku :)
patrzymy co jedzą lokalni ....prosty przykład warszawa bazar na marywilskiej jest kilka barów wietnamskich
ale w jednym wietnamczycy się nie stołują a polacy co zamówią to pół porcji do kosza ;-)
w Azji patrz kto gotuje i jakie ma przy tym ruchy jak tnie gotuje itp
nie zapomnij o gorzałce łyk po i będzie w porządku
Tylko co wtedy pozostaje? ;)
Dla mnie to jest bardziej osobiste odczucie i znajomość swojego ciała, a przede wszystkim brak szczęścia/ karmy czy jak to jeszcze ludzie nazywają.
W Azji jadałem głównie ze straganów i jakiś lokalnych stołówek patrząc co mi będzie smakować a nie czy się zatruję. Nigdy mi nic nie było, a za to wylatując do teżje Azji zatrułem się w siecowym hotelu we Włoszech jedząc śniadanie.
