Tajski bat wystrzelił i jest najdroższy od 19 miesięcy. Koniec z tanimi podróżami do Tajlandii?
Tajlandia zawsze kojarzyła się z egzotycznym rajem dostępnym na każdą kieszeń. Świeże owoce, curry za grosze i noclegi w domkach na plaży – to wszystko dla podróżników z Europy przez lata brzmiało jak idealny urlop. Niestety nie mamy dobrych wieści. Tajski bat zaczyna rządzić na finansowych rynkach, a to może odbić się na cenach, które do tej pory były wyjątkowo atrakcyjne.
Hurghada od 2920 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Hammamet od 2563 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Chopin)
Costa Brava od 2984 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Tajlandia drożeje, ale nie tylko dla turystów
Umocnienie się tajskiej waluty do poziomu nienotowanego od 19 miesięcy to duże zaskoczenie dla ekonomistów i podróżników. Jak donosi Bangkok Post, to największy wzrost tajskiej waluty od 1998 roku. Jest to świetna wiadomość dla tajskiego rządu i… nieco mniej entuzjastyczna dla tamtejszych eksporterów. Mocniejsza waluta sprawia, że tajskie towary stają się mniej konkurencyjne na globalnym rynku, co może zaszkodzić gospodarce opartej w dużej mierze na turystyce i eksporcie (ok. 60% tajskiego PKB). Tajlandczycy liczą na ponowny napływ turystów, ale wyższe koszty mogą odstraszyć podróżników z Europy.
Wielu ekspertów ostrzega, że zbyt silny bat może mieć długofalowe konsekwencje, nie tylko dla gospodarki, ale także dla ruchu turystycznego. Według Bangkok Post, przedstawiciele tajskiego rządu oraz branży turystycznej zaczęli nawoływać do podjęcia działań mających na celu ustabilizowanie waluty. Obawiają się, że długotrwałe umocnienie bata wpłynie negatywnie na liczbę turystów, szczególnie tych, którzy liczą na niskie koszty pobytu.
Koniec budżetowej Tajlandii?
Tajlandia od dawna była postrzegana jako budżetowy raj dla turystów, oferując niskie koszty życia, przystępne ceny hoteli i tanie jedzenie. Dla wielu Europejczyków wyjazd na egzotyczne wakacje nad Morze Andamańskie połączony z odkrywaniem obcej kultury był znacznie bardziej opłacalny niż urlop w Hiszpanii, Włoszech czy nawet nad naszym polskim morzem. Niestety, umacniający się bat stawia pod znakiem zapytania takie scenariusze w przyszłości.
Przy większej liczbie opcji na rynku turystycznym, rosnące koszty mogą sprawić, że podróżni wybiorą inne, bardziej przyjazne budżetowo destynacje, np. Wietnam czy Kambodżę, gdzie waluta nie ulega tak znacznym zmianom. Tajlandia, choć wciąż atrakcyjna, może wkrótce przestać być symbolem taniego podróżowania, co dla wielu backpackerów i turystów szukających oszczędności może być ciosem.
Nieciekawe prognozy na przyszłość w przypadku niezatrzymania karuzeli drożyzny potwierdza w Bangkok Post sam Suksit Suvunditkul, prezes południowego oddziału Thai Hotels Association: „może to wpłynąć na liczbę zagranicznych turystów przybywających w przyszłości, ponieważ wiąże się z wyższymi kosztami wśród turystów”.
W konsekwencji, pytanie brzmi… Czy Tajlandia straci swoją pozycję taniej destynacji dla turystów z Zachodu? Wiele zależy od tego, jak długo potrwa obecna tendencja wzmacniania waluty i czy tajski rząd oraz bank podejmą działania, które mogłyby złagodzić jej skutki.
Mimo wszystko, do tej pory Tajlandię odwiedziło już prawie 25 milionów turystów, co stanowi imponujący wzrost o 31% w porównaniu do roku poprzedniego. To sugeruje, że kraj zbliża się do swojego celu – przyjęcia 36,7 miliona turystów w 2024 roku oraz wygenerowania 2 bilionów bahtów przychodów z turystyki. Czy te liczby mogą być dowodem, że nie wszystko stracone i Tajlandia nie utraci swojej podróżniczej renomy? Będziemy się temu bacznie przyglądać.