Tajlandia bije rekordy popularności. Ale zamiast się cieszyć, szykuje ograniczenia
Nawet 40 mln turystów w przyszłym roku. Tajlandia od dawna stała się jednym z najbardziej popularnych kierunków wakacyjnych na świecie. Stosunkowo tania, bezpieczna i przepiękna nie bez powodu przyciąga tłumy. Ale teraz rząd chce wprowadzić ograniczenia, bo chyba zdał sobie sprawę, że tak duży napływ turystów ma też wady.
– Turystyka może coś stworzyć albo zakłócić funkcjonowanie – przyznał Weerasak Kowsurat, minister turystyki w Tajlandii. – Tłok nie jest dobry dla nikogo: ani dla gości ani dla gospodarzy – dodał wymownie.
I idąc za ciosem chce szukać rozwiązania, by masowa turystyka nie zniszczyła tego rajskiego kraju. Rząd zamierza promować mniej popularne części Tajlandii, walczyć z zatłoczeniem w najbardziej obleganych miejscach i dbać o środowisko. Tym bardziej, że królestwo bije rekord za rekordem i według szacunków, już w 2019 roku odwiedzi ją blisko 40 mln zagranicznych turystów. To już prawie trzykrotnie więcej niż jeszcze 10 lat temu, gdy tajską granicę przekraczało 14,6 mln obcokrajowców.
– Chcemy zachęcać podróżnych z kraju i zagranicy, aby byli bardziej odpowiedzialni nie tylko wobec kultury, ale i środowiska – zapewnił minister.
Dość duży skok liczby turystów w ostatnim czasie Tajlandia zawdzięcza przede wszystkim Chińczykom, ale wśród Europejczyków czy Amerykanów wcale nie słabnie zainteresowanie tym miejscem.
Sytuacja zrobiła się tak kłopotliwa, że kilka miesięcy temu rząd zdecydował się zamknąć jedną z najpopularniejszych zatok, by tutejsza natura mogła w końcu odetchnąć. Według wstępnych planów, po przywróceniu Maya Bay na turystyczną mapę kraju, liczba gości ma być skrupulatnie kontrolowana, a łodzie będą mogły cumować tylko w jednym miejscu.
W ubiegłym roku rozpoczęła się też nieoficjalna walka z „begpackerami”, czyli turystami, którzy z żebrania finansują swoje podróże. Dodatkowo po ostatnim wypadku, w wyniku którego u wybrzeży Phuket zatonęła łódź z turystami, co dla 43 osób skończyło się tragicznie, a dla kolejnych 48 wizytą w szpitalu, Tajlandia rozważa też wprowadzenie prawa, które przymuszałoby przyjezdnych do wykupienia polisy na czas pobytu w kraju.
Oczywiście nie ma obawy, że królestwo zrezygnuje z turystyki w ogóle. Zagraniczni goście gwarantują stałe wpływy do budżetu, które w przyszłym roku mają wynieść nawet 60 mld USD. Tajlandia chce zainwestować te pieniądze przede wszystkim m.in. w Bangkok, Chiang Mai czy Phuket, chociażby rozwijając i ulepszając infrastrukturę turystyczną.
– Włochy i Francja też mają duży ruch turystyczny, ale udało im się rozproszyć przyjezdnych po całym kraju – kontynuuje plany Kowsurat. – To jest wzór, do którego dążymy. Liczby wciąż rosną, a teraz wszystko zależy od tego, jak będziemy nimi „zarządzać” – podsumował.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?