Tajlandia zmienia zasady gry. Mają być osobne ceny dla turystów – oczywiście wyższe
Tajlandia była jednym z tych krajów, które utrzymywały najbardziej restrykcyjne zasady wjazdowe. Nic więc dziwnego, że pandemia i niemal 2 lata, w których odwiedzali ich nieliczni turyści, mocno dała się we znaki budżetowi. Teraz jednak rząd wymyślił, jak nieco przyśpieszyć odbudowę środków po tym trudnym czasie.
Początkowo hotele, atrakcje turystyczne i wiele innych miejsc oferowało zniżki – chcąc w tej sposób przyciągnąć turystów z całego świata. Teraz jednak ma się to zmienić.
Riwiera Olimpijska od 2968 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Sharm El Sheikh od 2699 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Berlin)
Costa Brava od 2786 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Poznań)
Rząd Tajlandii zdecydował, że zniżki owszem, powinny zostać utrzymane, ale tylko dla… mieszkańców kraju. Zagraniczni turyści mają zacząć płacić normalnie, jeśli nie więcej. Ba, rząd zaproponował wprost, aby stworzyć dwie kategorie cenników – dla lokalsów i dla obcokrajowców.
– Rząd planuje podnieść stawki hotelowe, aby wesprzeć szybszą odbudowę branży – czytamy w Bangkok Post. – Ministerstwo Turystyki i Sportu chce poprosić operatorów hoteli o wdrożenie struktury dwutaryfowej.
Pomysł jest dość ryzykowny, zwłaszcza gdy ceny w innych krajach Azji Południowo-Wschodniej potrafią być znacznie niższe. Idealnie natomiast wpisuje się w ideę, aby zacząć przyciągać do Tajlandii tzw. turystów premium i przynajmniej częściowo pozbyć się backpackerów.
– Nie możemy wpuszczać ludzi do Tajlandii, którzy przylecą tu tylko dlatego, że jest tu tanio – mówił Anutin Charnvirakul, wicepremier Tajlandii podczas jednej z konferencji prasowych.
Osobne cenniki? To nic nowego!
Sam fakt posiadania osobnych cenników dla obcokrajowców i mieszkańców nie jest niczym nowym, ale dotąd dotyczył głównie biletów na atrakcje turystyczne. W Tajlandii jest to powszechny zwyczaj, że wiele muzeów czy parków narodowych ma osobne bilety dla lokalsów i wielokrotnie droższe dla zagranicznych turystów. Za wstęp płacimy średnio od 5 do 10 razy więcej od miejscowych.
Zresztą nie tylko w Tajlandii. W Iranie bilety wstępu dla turystów potrafią być 10 razy droższe niż dla miejscowych, w Indiach zwykle płacimy 10-20 razy więcej. Na szczęście, gdy przeliczymy to na konkretne pieniądze, często różnica nie jest aż tak dotkliwa i wynosi kilkanaście PLN.
No, chyba że mówimy o Petrze lub Angkor Wat. W tej pierwszej wstęp dla turysty kosztuje 50 JOD – 330 PLN (jeśli nocujemy w Jordanii) lub 90 JOD – 594 PLN (dla jednodniowych turystów), a dla mieszkańca Jordanii jedynie… 1 JOD (6 PLN). Kompleks świątynny w Kambodży jest natomiast zupełnie darmowy dla mieszkańców, a obcokrajowcy płacą minimum 37 USD (173 PLN).
Niektórzy pewnie odpowiedzą, że przecież każdy odbije sobie we własnym kraju, gdzie będzie miał darmowe lub tanie zwiedzanie… Tyle, że akurat w Polsce trudno znaleźć takie miejsca.