Czasem tylko co czwarty lot startował o czasie! Schiphol pogrąża się w kryzysie
O problemach lotniska w Amsterdamie piszemy od kilku tygodni. Choć wielu komentujących przekonywało nas, że nie ma żadnego problemu i jedynie niepotrzebnie nakręcamy aferę, to w rzeczywistości liczby mówią same za siebie. Zresztą sami też pisaliście do nas liczne wiadomości o tym, że nie udało wam się wylecieć z Holandii – i to często mimo tego, że zjawialiście się na miejscu z ogromnym wyprzedzeniem.
Przejdźmy więc do konkretów. Holenderski rząd poinformował, że pod koniec czerwca punktualność lotów startujących z lotniska Schiphol spadła poniżej 50 proc., a oczekiwanie na kontrole i odprawę wynosi średnio 3 godziny.
To jednak nie najgorszy moment. Mark Harbers, minister transportu przyznał, że w tygodniu między 20 a 26 czerwca, liczba lotów startujących o czasie wahała się między 23 a 48 proc.
To oznacza, że był moment, w którym punktualnie wyleciał zaledwie co czwarty samolot. Nic więc dziwnego, że wściekli są absolutnie wszyscy – pasażerowie, linie lotnicze, holenderski rząd i pracownicy lotniska.
Przypomnijmy, że wszystkie problemy lotniska w Amsterdamie zaczęły się od znacznych braków kadrowych. Wraz z niedoborem personelu, znacząco wydłużyły się kolejki do odprawy, do kontroli bezpieczeństwa czy obsługi bagażu. W niektórych momentach ludzie czekali nawet 8 godzin. Z każdym dniem problemy się pogłębiały, a nieobsłużone loty nawarstwiały. Do tego doszła groźba strajku ze strony personelu, który miał dość nierozwiązanych problemów i nadmiaru pracy. Sytuacja stała się tak tragiczna, że lotnisko musiało ograniczyć liczbę lotów, a część przewoźników sama zaczęła uciekać do innych portów. W pewnym momencie KLM w ogóle zawiesił sprzedaż lotów, wiedząc, że najpierw musi uporać się z tymi pasażerami, którzy czekają na obsłużenie.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?