Fly4free.pl

Saloniki lotniskowe: kiedyś wyznacznik luksusu. Teraz? „Poczekalnia dla mas”

Salonik na lotnisku
Foto: hubson / forum Fly4free.pl

Co z tymi salonikami? Czy naprawdę warto bić się lub inwestować pieniądze w możliwość wejścia do tych ekskluzywnych niegdyś miejsc, które spotkacie w większości portów lotniczych świata, w tym w Polsce?

Cisza, darmowe jedzenie, napoje, możliwość relaksu przed zbliżającą się podróżą – lub zagospodarowanie czasu, który mamy na przesiadkę między lotami. Miejsce do ewentualnej szybkiej pracy, wysłania maila, podładowania swoich urządzeń elektronicznych. To wszystko w kulturalnej atmosferze i eleganckim wystroju wnętrz.

…tylko dlaczego, coraz częściej, gdy wchodzimy do saloniku lotniskowego (przypomnijmy powszechnie używane określenie: salonik biznesowy), czujemy się niekiedy jak na bazarze lub dawnym dworcu PKP w Kutnie?

Raj dla wybranych?

Jeszcze kilka-kilkanaście lat temu sytuacja wyglądała w miarę normalnie: port lotniczy to było niezbyt gościnne miejsce dla podróżnych, którzy chcieli w komfortowych warunkach poczekać na rozpoczęcie swojego lotu. W większości dużych portów lotniczych świata do wyboru było: cierpliwe oczekiwanie wraz z innymi pasażerami, wykorzystując dostępną infrastrukturę (fotele, ławki), krążenie po sklepach wolnocłowych… lub zabijanie czasu w jednej z restauracji bądź barów zlokalizowanych na lotnisku, krzywiąc się na wygórowane ceny.

Ale część z podróżnych mogła liczyć na zupełnie inne warunki. Posiadacze specjalnych kart kredytowych, osoby lecące w klasie biznes – generalnie, dość wyselekcjonowana i raczej zamożna grupa – nie musieli tłoczyć się z innymi pasażerami. Wchodzili do specjalnego pomieszczenia, czyli saloniku biznesowego… i świat wypoczynku oraz darmowego jedzenia i trunków, w tym także alkoholowych, stał przed nimi otworem.

Wejście do saloniku było potwierdzeniem zdobytego statusu (biznesowego, społecznego, finansowego) – w wygodnych siedzeniach oczekiwali na swój lot biznesmeni w garniturach i osoby, które nie oglądają każdej złotówki przed jej wydaniem.

Tylko problem w tym, że to pieśń przeszłości. Witajcie w czasach współczesnych.

Salonik biznesowy
Foto: Jacob Lund / Shutterstock

Po prostu poczekalnia

Realia na warszawskim Lotnisku Chopina: zatłoczone saloniki biznesowe. Przepraszam, „biznesowe”. Owszem, zobaczycie tutaj panów w garniturach i z teczkami. Ale do rzadkości nie będzie należeć widok rodziny z krzyczącymi dziećmi, typowych turystów-plecakowiczów, osób pochłaniających górę nałożonego na talerz jedzenia w sposób, który wskazuje, że chyba chcą zrobić to na zapas.

Do kompletu dodajmy wesołych „imprezowiczów”, którzy dostali się do saloniku w jednym celu: umilić sobie oczekiwanie na lot alkoholem. A że jest bezpłatny, więc…

Czy w Krakowie jest inaczej, w salonikach Business Lounge (Schengen i Non-Schengen)? Nie. Tutaj także zamiast komfortu, ciszy i warunków do wypoczynku, można natknąć się na osoby, które na pierwszy rzut oka nie pasują do tego miejsca. Port lotniczy we Wrocławiu? To samo. Gdańsk? Również pełen przekrój, nie tylko z kategorii „VIP i Biznes”.

Co się zmieniło? Jaki jest powód, że z elitarności tego typu miejsc nie zostało nic… a egalitarność, rozumiana jako „prawie” powszechna dostępność jest standardem?

Kup kartę lub dostęp. I po prostu wejdź!

Odpowiedź na to pytanie jest prosta: usługa stała się popularna. Część z banków ma w swojej ofercie karty kredytowe, których posiadacze mogą otrzymać dostęp do saloników biznesowych bez dodatkowych dopłat (lub za stałą kwotę). „Próg wejścia”, który umożliwia otrzymanie takiej karty, znacząco się obniżył: obecnie nie trzeba być biznesmenem, zarabiającym kilkadziesiąt tysięcy PLN, aby móc otrzymać taką kartę kredytową – a co za tym idzie, dostęp do saloników na lotniskach.

Innym sposobem na wejście do saloniku jest po prostu… wniesienie opłaty. Bez żadnych innych warunków wstępnych. Macie ochotę spędzić czas oczekiwania na swój lot z lotniska w Katowicach w saloniku? Nic prostszego:

– Jednorazowa opłata za skorzystanie z usługi Business Lounge wynosi 90 zł brutto. Płatności można dokonać kartą kredytową lub gotówką. Zakupu można dokonać on-line oraz bezpośrednio w recepcji Business Lounge. – informują władze Katowice Airport.

Ale to tylko czubek góry lodowej. Posiadacie kartę Revolut w wersji Metal? W ramach świadczeń, które Wam przysługują, znajduje się również możliwość jednorazowego, bezpłatnego wejścia do wybranego saloniku biznesowego/lotniskowego. Za inne wejścia będziecie musieli zapłacić, ale całość formalności załatwicie bezpośrednio w aplikacji Revolut.

Prawdziwym „gamechangerem” okazały się jednak oferty typu Priority Pass: płacąc jedną, stałą opłatę – otrzymujemy nielimitowany dostęp do wszystkich saloników biznesowych na świecie, których operatorzy podpisali porozumienie z daną organizacją.

Brzmi jak otworzenie drzwi do innego świata, który wcześniej był elitarny i niedostępny? Tak się właśnie stało.

Salonik na lotnisku Chopina
Foto: Lotnisko Chopina

Biznes? Jaki biznes?

W teorii: nie ma problemu, prawda? Jeżeli kogoś na to stać (posiada odpowiednią kartę, bilet w klasie biznes, zapłacił za wejście lub ma dostęp poprzez chociażby Priority Pass) – nic nam do tego.

Ale wsłuchując się w głosy stałych bywalców saloników biznesowych na lotniskach widać wyraźnie, że te miejsca zmieniły swój charakter. To już nie jest ciche (i dość ekskluzywne) miejsce. W ślad za zwiększoną popularnością samych saloników, niestety nie idzie ich jakość i oferta. Ujmując to obrazowo: liczymy na dobrą restaurację, a wchodzimy do zwykłej jadłodajni.

– Śmiech na sali. Rzadka zupa, zimne kanapki, trochę napoi, jakieś tanie wino plus whisky i gin. I nieco słodyczy. Tak wygląda codzienność salonikowa – gorzko stwierdza jeden z naszych czytelników.

Na naszym forum Fly4free.pl wątek o salonikach lotniskowych liczy blisko 1500 wpisów. W drugim wątku, skupionym na relacjach z pobytu w konkretnych salonikach, do rzadkości nie należą opinie, które, co tu dużo mówić, nie są zbyt dobrą rekomendacją.

I nie tylko o polskich salonikach tu mowa. Opinia forumowicza „Oskiboski” o saloniku na lotnisku w Tel Awiwie:

– Ten salonik to kompletny żart. Do jedzenia miks sałat, kukurydza z puszki, hummus, twaróg + krakersy i płatki do mleka. Z alkoholu piwo Carlsberg z nalewaka. Nawet o 4 rano salonik pęka w szwach w związku z falą wylotową na Europę.

Ale problem z salonikami lotniskowymi jest większy niż tylko sama jakość obsługi, wystrój i serwowane usługi. To… typ pasażerów, którzy coraz częściej się tam zjawiają.

Salonik na lotnisku
Foto: greg2014 / forum Fly4free.pl

Realia salonikowe

– To nie jest przypadek, że coraz częściej musimy zwracać uwagę na to, kto aktualnie przebywa w naszym saloniku biznesowym. Zdarza się, że zachowanie podróżnych odbiega od przyjętych norm. I najczęściej przyczyną tego jest nielimitowany alkohol, który jest dostępny dla wszystkich uprawnionych do pobytu w saloniku.

To opinia osoby, która pracuje w saloniku biznesowym w jednym z polskich portów lotniczych (pragnie zachować anonimowość). Opinie powtarzają się… i nie są zależne od miejsca usytuowania saloniku. Czy tylko o alkohol chodzi?

– Nazwałabym to generalnie kindersztubą. Napychanie sobie kieszeni na zapas kanapkami i słodyczami nie jest czymś, co kiedyś było powszechne. Podobnie z innymi wiktuałami, wyłożonymi na stołach. Na część zjawisk przymykamy oko… ale w niektórych przypadkach aż świerzbi język, aby podejść do takiego podróżnego i poinformować go, że alkohol w naszym Business Lounge jest przeznaczony do konsumpcji na miejscu, a nie do zabierania butelek ze sobą – stwierdza kolejna osoba, która na co dzień pracuje w jednym z saloników lotniskowych.

* * *

Być może to kwestia owej zwiększonej dostępności? Na naszych łamach prezentowaliśmy opinię eksperta lotniczego, Setha Kaplana, który stwierdził:

– Trudno się dziwić ludziom, że zaczęli korzystać z możliwości dostania się do saloników. W końcu każdy z nas ma potrzeby aspiracyjne, aby być traktowanym w specjalny sposób. To tak jak podczas lotu: siedzisz w samolocie i widzisz, jak stewardesa zamyka zasłonkę. Wiadomo, że każdy pasażer klasy ekonomicznej chciałby być po drugiej stronie. Tak samo jest z lotniskowymi lounge’ami – mówi ekspert.

Z drugiej strony, w ślad za upowszechnieniem się dostępu do saloników lotniskowych, powinno iść także edukowanie klientów. Problemem jest masowe wynoszenie rozmaitych przedmiotów z saloników? Być może należy informować o braku takiej możliwości w momencie wpuszczania podróżnego do wnętrza obiektu.

– To nie zdałoby rezultatu. W części z saloników biznesowych na świecie wywieszane są kartki z informacją, że całość oferty gastronomicznej oraz alkoholowej jest przeznaczona do spożycia na miejscu. Nic to nie daje. Ludzie i tak upychają alkohol w swoich walizkach czy plecakach. Być może sposobem na ukrócenie takich praktyk byłoby publiczne zawstydzenie klienta: podejście i zwrócenie uwagi, że właśnie schował butelkę alkoholu do swojego bagażu podręcznego? – głośno zastanawia się jedna z moich rozmówczyń.

Salonik lotniskowy
Foto: Lendziro / Forum Fly4free.pl

Co wolno, a czego nie wypada?

Tutaj nie ma złotej reguły. Najprościej zastosować się do słów Antoniego Słonimskiego: jeśli nie wiesz, jak należy się w jakiejś sytuacji zachować, na wszelki wypadek zachowuj się przyzwoicie. Patrząc na zachowanie części z „neofitów salonikowych”, można odnieść wrażenie, że ta zasada jest im obca.

Niektórzy pasażerowie zapominają, że salonik na lotnisku nie jest substytutem placu zabaw dla dzieci, miejscem na głośne konwersacje towarzyskie, imprezę alkoholową lub nieobyczajne zachowanie. Ponownie wróćmy do jednego z umieszczonych na naszych łamach przykładu:

– W czasie jednej z wizyt, gdy czekałem na lot, widziałem jak jakaś pani położyła niemowlaka na barowym stoliku. Następnie rozebrała go do naga i zmieniła mu pieluchę oraz założyła piżamę. Chwilę potem zamówiła sobie drinka i zaczęła głośno rozmawiać przez telefon. W tym samym czasie, przez ponad godzinę, jej syn krzyczał i biegał dookoła saloniku.

* * *

Aby nie było zbyt różowo, obsługa saloników lounge, zlokalizowanych w wielu portach lotniczych świata, również niekiedy dość lekceważąco podchodzi do swoich obowiązków. Światowe media obiegła informacja o pasażerze na lotnisku w San Francisco, który przebywał w saloniku biznesowym i chciał skorzystać z toalety. Jego ciało odnaleziono w łazience po 17 godzinach.

Zagadką pozostaje, jak pracownicy saloniku lounge nie zorientowali się, że w jednej z łazienek przez 17 godzin znajduje się ciało pasażera…

Doświadczenia naszych czytelników

Jak to wygląda z Waszej strony? Korzystacie z usług saloników lotniskowych (Business Lounge) zlokalizowanych na polskich lotniskach? Macie doświadczenia z takimi miejscami w portach lotniczych całego świata?

Podzielcie się opinią w komentarzach na naszym Facebooku lub pod tym artykułem.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
W Kutnie nie ma dworca PKS ;-) 
Mariusz Kucharczyk 1, 20 maja 2019, 20:43 | odpowiedz
 W punkt! :) Ale był/jest słynny dworzec PKP. Jak to szło? „Czy byłeś kiedyś w Kutnie na dworcu w nocy? / Jest tak brudno i brzydko, że pękają oczy”. Pozdrowienia! ;) 
Mariusz Kucharczyk 1 W Kutnie nie ma dworca PKS ;-) 
Paweł Kunz, 20 maja 2019, 20:46 | odpowiedz
Avatar użytkownika
My bank gives me 2 free entrances to PPlounge every month, so I use it everythere. The best in Poland is Gdansk (but they reduce bar in 2019)
nelchnelch, 20 maja 2019, 21:30 | odpowiedz

porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »