Fly4free.pl

Saloniki lotniskowe: Kiedyś ekskluzywny azyl dla wybranych, dzisiaj – zatłoczone zoo bez miejsc do siedzenia

Foto: Cathay Pacific

Pasażerowie coraz mocniej narzekają na saloniki lotniskowe, a zwłaszcza na ich przepełnienie i coraz niższy poziom usług. Czy problem da się rozwiązać? Na niektórych lotniskach trzeba czekać nawet 45 minut… na samo wejście do lotniskowego lounge’u.

Kiedy Dustin Scott podróżował samolotem i czekało go 6 godzin oczekiwania na przesiadkę w Atlancie, nie martwił się. Dzięki swojej karcie kredytowej Sapphire Reserve miał bowiem zagwarantowany dostęp do lotniskowego saloniku. Wyobrażał sobie to miejsce jako cichą oazę spokoju, w której odpocznie, zje coś dobrego i poczeka na swój lot.

– Myślałem, że spotkam tam kilku biznesmenów z laptopami, a zamiast tego zobaczyłem… Disneyland – żali się Scott w rozmowie z „Wall Street Journal”.

Co zobaczył? Salonik był zatłoczony, bez żadnych wolnych miejsc do siedzenia, w środku było bardzo głośno, a w bufecie straszyły resztki jedzenia.

– Główny problem saloników lotniczych polega na tym, że są one znacznie bardziej zatłoczone niż jeszcze kilka lat temu. Kiedyś był to produkt dedykowany dla wyselekcjonowanej grupy podróżnych, np. lecących klasą biznes lub tych, którzy latają bardzo często i z tego powodu otrzymują taki przywilej od linii lotniczej. Teraz saloniki straciły ten status „uprzywilejowania” i się zdemokratyzowały. Dobra wiadomość jest taka, że coraz więcej ludzi ma do nich dostęp. Zła – że saloniki zrobiły się zatłoczone, a poziom oferowanych przez nich usług jest coraz gorszy – tłumaczy Seth Kaplan, ekspert lotniczy.

Kiedyś dania gorące dziś krakersy i koreczki serowe

W „WSJ” czytamy, że w wielu amerykańskich salonikach widać to choćby po menu do jedzenia. Coraz rzadziej zdarzają się np. ciepłe dania.

– Jeszcze kilka lat temu regularnie pracownicy saloniku podchodzili do mnie i pytali czy mam ochotę na drinka. Dzisiaj muszę stać w kolejce po colę. Nie narzekam, ale patrząc na listę rzeczy do jedzenia, najczęściej mam do wyboru koreczki serowe, krakersy, zupę i coś, co ma wyglądać jak sałatka – mówi Bruce Douglas, ekspert od IT, który regularnie bywa w lotniskowych salonikach od 25 lat.

Na czym polega problem?

Regularnie korzystający z saloników w USA pasażerowie wskazują na to, że problem pojawił się w 2016 roku, gdy banki zaczęły wypuszczać karty kredytowe, w których relatywnie niewielkim kosztem można było otrzymać dostęp do saloników lotniskowych. Jednym z przełomowych produktów była np. wspomniana wyżej karta Sapphire Reserve, która dawała tzw. Priority Pass, czyli dostęp do 60 saloników w USA i ponad 1200 na całym świecie.

– Trudno się dziwić ludziom, że zaczęli korzystać z możliwości dostania się do saloników. W końcu każdy z nas ma potrzeby aspiracyjne, aby być traktowanym w specjalny sposób. To tak jak podczas lotu – siedzisz w samolocie i widzisz, jak stewardesa zamyka zasłonkę. Wiadomo, że każdy pasażer klasy ekonomicznej chciałby być po drugiej stronie. Tak samo jest z lotniskowymi lounge’ami – mówi Kaplan.

Choć prowadzi to do totalnie dziwacznych sytuacji, jak… listy kolejkowe do saloników. Kilka tygodni temu na lotnisku w Dallas recepcjonistka jednego z saloników informowała zdziwionych pasażerów, że minimalny czas oczekiwania na wejście wynosi… 45 minut. I jeśli chcą, może ich zapisać na coś na kształt listy kolejkowej.

– Niestety, wiele saloników od czasu do czasu jest kompletnie wypełnionych. Prowadzimy rozmowy z lotniskami nad zmianą tego stanu rzeczy – mówi Sheryl Pflaum, wiceprezes firmy Collinson, do której należy program Priority Pass.

Foto: Facebook

Ludzie... nie potrafią się zachować

Jeszcze jednym problemem związanym z demokratyzacją saloników jest fakt, że coraz więcej ludzi… nie potrafi się zachować.

– W czasie jednej z wizyt, gdy czekałem na lot, widziałem jak jakaś pani położyła niemowlaka na barowym stoliku. Następnie rozebrała go do naga i zmieniła mu pieluchę oraz założyła piżamę. Chwilę potem zamówiła sobie drinka i zaczęła głośno rozmawiać przez telefon. W tym samym czasie, przez ponad godzinę, jej syn krzyczał i biegał dookoła saloniku – skarży się jeden ze stałych bywalców lotniskowych lounge.

Inny problem związany ze specyficznym brakiem obycia w salonikach polega na… próbach wynoszenia jedzenia na zewnątrz. Nie jest to zresztą tylko amerykańska specyfika – tabliczki informujące o tym, że jedzenie z bufetu można konsumować tylko na miejscu pojawiły się np. na Lotnisku Chopina.

Taki „zwyczaj” zdarza się nie tylko na lotniskach, ale też w hotelach, gdzie na porządku dziennym jest robienie kanapek na drogę, upychanie w torebkach jogurtu czy niemal ostentacyjne wynoszenie kop jedzenia na talerzach. Nawet w bardzo ekskluzywnych miejscach – w 2016 r. głośno było o hotelu Best Western w Juracie, który umieścił kartkę przy bufecie śniadaniowym z informacją, że za robienie sobie „suchego prowiantu” na drogę pobierana będzie opłata w wysokości 30 PLN od osoby. (na zdjęciu)

Z tekstu „WSJ” wynika, że dokładnie ten sam problem istnieje na amerykańskich lotniskach

Salonik VIP Lotnisko Chopina
Foto: Lotnisko Chopina

Jak jest w Polsce?

Jesteśmy szybko rosnącym rynkiem lotniczym, choć pasażerowie biznesowi wciąż są w zdecydowanej mniejszości. Generalnie rzecz biorąc, nasze saloniki prezentują się całkiem solidnie (więcej na ten temat przeczytacie TUTAJ) i z całą pewnością nie ma w nich problemu z nadmiarem ludzi. Dość powiedzieć, że na wielu lotniskach wprowadzono zryczałtowaną opłatę jednorazową za wejście. W najtańszym wariancie można wejść do saloniku już za 50 PLN. Przy wysokich cenach w lotniskowych barach restauracjach nie jest to zła oferta, ale mimo to w salonikach nie ma tłumów. I w sumie dobrze. Jednocześnie potwierdza to tezę o tym, że polski pasażer jest zasadniczo oszczędny i każdą złotówkę wybraną na lotnisku ogląda kilka razy. No, chyba, że jedzie na wczasy i w zasięgu wzroku pojawi się sklep duty free.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Ale jak to?! Wynoszą ludzie cokolwiek z saloniku ?Przecież nawet w Gdansku na szybie oddzielajacej bufet ze słodyczami od sali stoi jak wół "konsumuj na miejscu"I niech mi nikt z linii/zarządzających  salonikami nie mowi ze nie mają programów oszczędnościowych :)
tom971, 6 maja 2018, 11:35 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Bolero na Okeciu potrafi byc zapchane. Na dodatek jak bylam tam ostatnio, to bylo bardzo goraco. Przy bramce bylo o wiele przyjemniej.Polecam unikac BA Galleries North na Heathrow T5. Stosunkowo maly i zapchany w godzinach szczytu. Lepiej isc do saloniku South na drugim koncu terminalu.
Aga_podrozniczka, 7 maja 2018, 8:54 | odpowiedz

porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »