Ryanair zapowiada obniżki cen biletów. A O’Leary… znów ostro krytykuje pasażerów
Wyniki Ryanaira robią ogromne wrażenie, bo w rok, na czysto irlandzka linia zarobiła aż o 141 mln EUR więcej niż 12 miesięcy temu. W okresie od kwietnia do końca czerwca o 12 proc. wzrosła też liczba pasażerów, jakich przewiózł Ryanair – z 31,2 do 35 mln ludzi.
W sumie w bieżącym roku fiskalnym Ryanair chce zarobić 1,4-1,45 mld EUR, choć przewoźnik ostrzega, że będzie mu trudno osiągnąć ten rezultat z powodu stale spadających cen biletów. To efekt wciąż taniej ropy i rosnącej konkurencji wśród przewoźników. Z tego powodu Ryanair zapowiada, że w okresie do końca września średnia cena biletu spadnie o 5 proc., a w drugim półroczu ceny biletów mogą spaść nawet o 8 proc.
– Pod względem liczby sprzedanych biletów wyglądamy bardzo dobrze, ale rynek jest bardzo konkurencyjny – mówi Neil Sorahan, dyrektor ds. finansowych Ryanaira.
Złą informacją jest też cytat z komunikatu prasowego o spadających przychodach z tytułu nadawania bagażu. Oznacza to bowiem, że coraz więcej pasażerów korzysta z bezpłatnego bagażu podręcznego. A to zaś może zwiastować, że Ryanair będzie poszukiwał jakiejś formy wprowadzenia dodatkowych opłat. Tak jak w przypadku obowiązkowej rezerwacji miejsca, do czego kilka dni temu odniósł się szef irlandzkiej taniej linii, Michael O’Leary.
„Przestańcie jęczeć”
Występujący w irlandzkim radiu szef Ryanaira to był stary, dobry Michael O’Leary, krytykujący pasażerów, którzy ośmielają się atakować przewoźników.
– Jeśli pasażerowie nie chcą płacić dodatkowych 2 EUR za wybór miejsca, to zostanie im przydzielone losowe miejsce, więc przestańcie w końcu jęczeć. Chcesz losowego miejsca – dostaniesz takie miejsce – irytował się szef Ryanaira w rozmowie ze słuchaczami publicznego radia RTE.
Chodzi tu o „słynną” politykę Ryanaira, który zaczął rozdzielać grupy znajomych podróżujących na jednej rezerwacji, jeżeli nie wykupili miejsc obok siebie. Ryanair tłumaczył, że system losowo rozrzuca pasażerów po całym samolocie, bo coraz więcej osób rezerwuje konkretne miejsca. Ale z drugiej strony – pasażerowie narzekają, że to zmiana polityki, bo często w momencie wyboru miejsca w samolotach pełno jest wolnych foteli. Szefa Ryanaira denerwują takie dywagacje.
– Przestańcie narzekać i zacznijcie płacić tak jak ponad 50 proc. czy 65 milionów z naszych pasażerów. Wtedy będziecie mogli siadać tam, gdzie dusza zapragnie – skomentował O’Leary.