Ryanair znów nie ma litości i drobiazgowo sprawdza bagaże podręczne. Sypią się kary
Ryanair wygrał z pasażerami, ale nie zamierza odpuszczać
Irlandzka linia kilkanaście dni temu odtrąbiła sukces w walce z pasażerami, którzy nie przestrzegają limitów bagażu podręcznego i próbują wnieść na pokład więcej niż jest dozwolone w ich taryfie. Efektem tej polityki były zmasowane kontrole wymiarów – czyja walizka lub plecak wystaje choćby na centymetr ponad wymiar, ta osoba musi zapłacić nawet ponad 300 zł za nadanie go do luku bagażowego.
Efekt? Dla Ryanaira świetny. Jak pisaliśmy na naszych łamach, w ciągu roku liczba podróżnych łapanych ze zbyt dużym bagażem podręcznym spadła z 1 mln do ledwie 200 tysięcy pasażerów. Ryanair nie zamierza jednak odpuszczać, a sam Michael O’Leary dodatkowo motywuje pracowników dodatkowymi premiami. Zapowiedział już zwiększenie prowizji od każdej zbyt dużej torby upolowanej na lotnisku z 2,5 do 3,5 euro. Czy to zmotywowało pracowników? Całkiem możliwe, bo w ostatnich dniach słyszymy i czytamy coraz więcej relacji na temat zwiększonej liczby kontroli. Oczywiście, nie na każdym lotnisku w jednakowym natężeniu, jednak pewien trend jest widoczny.
Hurghada od 2018 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Ayia Napa od 2979 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Gdańsk)
Ibiza od 2659 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Berlin)
„Trzepią wszystkich jak leci”
Widać to choćby na forum Fly4free.pl, gdzie pojawiły się wpisy sugerujące zwiększoną aktywność i liczbę kontroli.
„FR WMI grubo im odwaliło. Samolot ponad godzinę w plecy, a wszystko szło do sizera nawet plecaki które ja z wadą prawie 3 dioptrie na oko widziałem, że wejdą na luzie…” – pisze oskiboski.
„Ewidentnie zmienili politykę i kontrolę są bardziej szczegółowe. Niedawno wracałem z Walencji i na powrocie też każdy wkładał do sizera” – dodaje Kanthson.
Kilka dni temu pojawił się też wpis sugerujący wzmożone kontrole na lotnisku we Wrocławiu.
„Praktycznie każda walizka lub większa torba lądowały w sizerach. Na plecaki spoglądali nieco łaskawiej” – czytamy. Podobnie wyglądalo to na lotnisku w Rzymie w połowie maja.
„Weryfikacja wzrokowa wszystkich przy bramce, do sajzera trafiały podejrzane bagaże. Pan z terminalem płatniczym skasował przynajmniej kilka osób. Raczej wyławiał walizki a nie plecaki” – pisze Gaszpar.
Co do moich własnych doświadczeń i ostatnich lotów, nie mam jednoznacznego zdania. Choć przyznaję, półtora tygodnia temu na lotnisku w Budapeszcie obsługa Ryanaira dość szczegółowo (ale też na wyrywki) sprawdzała bagaże podręczne niektórych pasażerów.
Jest to o tyle nowe podejście, że do tej pory Ryanair mocniej kontrolował bagaże w sezonie zimowym, a latem – z uwagi na napięty grafik lotów i ryzyko opóźnień – pracownicy linii patrzyli na pasażerów nieco łaskawszym okiem.