Ryanair idzie jak burza! Ma za sobą rekordowy kwartał, wspomina też o Polsce
Wynik osiągnięty przez Ryanaira jest tym bardziej rewelacyjny, jeśli weźmiemy pod uwagę, że zazwyczaj końcówka roku (mimo okresu świątecznego) jest dla większości przewoźników słaba. Pokazuje to choćby przykład Wizz Aira, który w ostatnim kwartale znacząco poprawił swoje wyniki (przewiózł np. 12,3 mln pasażerów, czyli o 60 procent więcej niż w analogicznym okresie rok temu), ale w ostatecznym rozrachunku zaliczył stratę operacyjną w wysokości 155,5 mln EUR). W tym kontekście wyniki Ryanaira mogą uchodzić za wzorcowe. Irlandzka linia w trzech ostatnich kwartałach minionego roku przewiozła 38,4 mln pasażerów (wzrost o 24 procent w skali roku) przy współczynniku wypełnienia samolotów na poziomie 93 procent (wzrost o 9 punktów procentowych w skali roku). I najważniejsze: zysku netto, który wyniósł 211 mln EUR (dla porównania: w analogicznym okresie rok temu irlandzka linia zanotowała 96 mln EUR traty).
Ayia Napa od 2840 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Wrocław)
Ayia Napa od 2649 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Radom)
Alanya od 1438 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Jak przewoźnik osiągnął tak dobry wynik? Przede wszystkim dzięki strategii szybkiej ekspansji, także w trudnym czasie pandemii. Efekt to premia w postaci zwiększonego popytu na podróże ze strony pasażerów, którzy nie mają problemu z płaceniem większych kwot za bilety. A trzeba przyznać, że ceny wzrosły i to dość znacząco: z komunikatu prasowego wynika, że średnia cena biletu wzrosła w ostatnim kwartale minionego roku o 14 procent w stosunku do… końca 2019 roku, czyli ostatniego „normalnego” kwartału sprzed pandemii koronawirusa.
Ryanair nie zamierza się zresztą zatrzymywać, a charyzmatyczny szef irlandzkiej linii Michael O’Leary zapowiada odważnie rekordowo dobry sezon letni. Głównie z uwagi na wracających do Europy turystów z Azji i zwłaszcza USA, którzy zamierzają mocno eksplorować Stary Kontynent.
Potwierdza to Neil Sorahan, dyrektor finansowy Ryanaira, według którego na razie nie widać w zachowaniach pasażerów żadnych oznak kryzysu.
– Jeśli spojrzymy na przykład poprzednich kryzysów finansowych, to wyraźnie widzimy, że na czymkolwiek oszczędzali ludzie, to z pewnością tą rzeczą nie były podróże – komentuje.
Ryanair zakłada obecnie, że na koniec obecnego roku fiskalnego (przypadającego na koniec marca) zanotuje czysty zysk na poziomie 1,325-1,425 mld EUR. Chwali się też, że ma jeszcze dużo możliwości wzrostu, negocjując z lotniskami, na których wcześniej nie był obecny. Porty lotnicze też są bardziej skłonne do udzielania irlandzkiej linii rabatów, bo konkurencja (w dużej mierze flagowi przewoźnicy) wciąż nie wrócili do pełni sił po pandemii koronawirusa. Efekt to mocno rosnąca pozycja Ryanaira w Europie, m.in. w Polsce.
Ryanair dominuje na wielu rynkach
Jedną z najciekawszych danych z komunikatu Ryanaira jest ilustracja, na której widzimy, jak bardzo irlandzka linia poprawiła swoją pozycję na kluczowych rynkach, na których jest obecna. Gdzie najmocniej? W komunikacie czytamy m.in. że w porównaniu do 2019 roku przewoźnik zwiększył swoje udziały w przewozach pasażerskich we Włoszech (z 26 do 40 procent wszystkich przewożonych pasażerów), Irlandii (z 49 do 58 procent), Hiszpanii (z 21 do 23 procent) oraz…w Polsce, gdzie udziały rynkowe Ryanaira zwiększyły się z 27 do 38 procent.
Pisaliśmy zresztą o tym na naszych łamach przy okazji publikacji ostatnich danych ULC: jeszcze przed pandemią Ryanair pozostawał co prawda liderem, ale różnice między nimi, a LOT i Wizz Airem nie były duże. Obecnie niewiele brakuje, aby Ryanair przewoził w naszym kraju tylu pasażerów, ilu obie te linie razem wzięte.