Ryanair zrywa współpracę z największym pośrednikiem świata! Co to oznacza dla pasażerów i cen biletów?
W komunikacie Ryanaira czytamy, że obie strony nie doszły do porozumienia w sprawie podpisania nowej umowy. To ciekawe, bo współpraca Ryanaira z Amadeusem i tak trwała bardzo krótko – została nawiązana w 2014 roku, a więc ledwie 3 lata temu.
Wówczas była to rewolucja w filozofii firmy, bo Ryanair „od zawsze” promował własną stronę internetową jako jedyny kanał sprzedaży biletów, w tym czasie zaś dopuścił do tortu GDS-y, czyli globalne systemy dystrybucyjne, które pośredniczą w sprzedaży biletów. Dzięki temu tanie bilety na loty Ryanair mogły zacząć sprzedawać korzystające głównie z GDS-ów agencje turystyczne czy biura podróży.
Amadeus jest w tej układance bardzo ważny, bo jest największym GDS-em świata (obsługuje ok. 45 proc. wszystkich transakcji na tym rynku). Jednocześnie Ryanair w dalszym ciągu będzie korzystał z usług dwóch innych dużych graczy na tym rynku, czyli Travelportu i Sabre.
Decyzja irlandzkiej linii nie powinna wpłynąć na ceny biletów (ostatecznie bilety Ryanaira rezerwujemy w lwiej części na internetowej stronie przewoźnika), ale może wpłynąć na całą branżę lotniczą i ceny oferowane przez pośredników.
Linie lotnicze się buntują
Globalne systemy dystrybucyjne, z których korzystają pośrednicy są ogromną siłą linii lotniczych. W serwisie Bloomberga czytamy, że prawie połowa wszystkich biletów lotniczych jest rezerwowana przy użyciu GDS-ów takich jak Amadeus. A w przypadku tradycyjnych linii lotniczych jak Lufthansa odsetek ten wynosi nawet do 70 proc.
Amadeus i pozostałe systemy wykorzystują tę sytuację i coraz mocniej podnoszą opłaty dla przewoźników za korzystanie z systemu. Efekt? GDS-y notują rekordowe zyski – tylko w tym roku Amadeus ma zarobić na czysto ponad miliard EUR. Ale linie lotincze się buntują – w zeszłym roku musi płacić Amadeusowi średnio 5,1 USD za każdą rezerwację, która przechodzi przez tego GDS-a. Niewiele? Gdy zestawimy sobie tę informację z danymi IATA, według których linia lotnicza statystycznie zarabia na jednym pasażerze około 9 USD, robi się z tego już całkiem spora kwota.
Z tego powodu przewoźnicy szukają różnych sposobów, by większe kwoty trafiały na ich konta. A ponieważ z powodu zróżnicowanego systemu dystrybucji nie mogą po prostu zerwać umowy jak Ryanair, wpadły na pomysł… dopłat dla korzystających z GDS-ów.
Jako pierwsza na ten krok zdecydowała się w 2015 roku Lufthansa (opłata wynosi tam 16 EUR za każdy odcinek lotu). Z kolei 1 listopada takie same dopłaty wprowadziły British Airways i Iberia, czyli linie lotnicze z grupy IAG – w tym przypadku dopłata wynosi 8 GBP. A od 1 kwietnia 2018 roku dopłaty wprowadzą też linie lotnicze Air France i KLM – tu opłata wyniesie 11 EUR w każdą stronę podróży, niezależnie od liczby odcinków. Oznacza to, że kupując za pośrednictwem GDS bilet w dwie strony, trzeba będzie dopłacić 22 EUR.
Przewoźnicy robią to, by skłonić agentów i biura podróży do korzystania z bezpośredniej sprzedaży, np. przez stronę internetową linii lotniczej, dzięki czemu sami zarobią więcej.
Czy te kroki skłonią Amadeusa i spółkę do zmiany polityki wobec przewoźników? Na razie za wcześnie na takie wnioski, ale wyraźnie widać, że bunt linii lotniczych jest coraz większy.