Fly4free.pl

Ryanair zrywa współpracę z największym pośrednikiem świata! Co to oznacza dla pasażerów i cen biletów?

Foto: Ryanair
15 grudnia zakończy się współpraca Ryanaira z Amadeusem, czyli największym globalnym systemem dystrybucji biletów lotniczych – ogłosił irlandzki przewoźnik.

W komunikacie Ryanaira czytamy, że obie strony nie doszły do porozumienia w sprawie podpisania nowej umowy. To ciekawe, bo współpraca Ryanaira z Amadeusem i tak trwała bardzo krótko – została nawiązana w 2014 roku, a więc ledwie 3 lata temu.

Wówczas była to rewolucja w filozofii firmy, bo Ryanair „od zawsze” promował własną stronę internetową jako jedyny kanał sprzedaży biletów, w tym czasie zaś dopuścił do tortu GDS-y, czyli globalne systemy dystrybucyjne, które pośredniczą w sprzedaży biletów. Dzięki temu tanie bilety na loty Ryanair mogły zacząć sprzedawać korzystające głównie z GDS-ów agencje turystyczne czy biura podróży.

Amadeus jest w tej układance bardzo ważny, bo jest największym GDS-em świata (obsługuje ok. 45 proc. wszystkich transakcji na tym rynku). Jednocześnie Ryanair w dalszym ciągu będzie korzystał z usług dwóch innych dużych graczy na tym rynku, czyli Travelportu i Sabre.

Decyzja irlandzkiej linii nie powinna wpłynąć na ceny biletów (ostatecznie bilety Ryanaira rezerwujemy w lwiej części na internetowej stronie przewoźnika), ale może wpłynąć na całą branżę lotniczą i ceny oferowane przez pośredników.

Linie lotnicze się buntują

Globalne systemy dystrybucyjne, z których korzystają pośrednicy są ogromną siłą linii lotniczych. W serwisie Bloomberga czytamy, że prawie połowa wszystkich biletów lotniczych jest rezerwowana przy użyciu GDS-ów takich jak Amadeus. A w przypadku tradycyjnych linii lotniczych jak Lufthansa odsetek ten wynosi nawet do 70 proc.

Amadeus i pozostałe systemy wykorzystują tę sytuację i coraz mocniej podnoszą opłaty dla przewoźników za korzystanie z systemu. Efekt? GDS-y notują rekordowe zyski – tylko w tym roku Amadeus ma zarobić na czysto ponad miliard EUR. Ale linie lotincze się buntują – w zeszłym roku musi płacić Amadeusowi średnio 5,1 USD za każdą rezerwację, która przechodzi przez tego GDS-a. Niewiele? Gdy zestawimy sobie tę informację z danymi IATA, według których linia lotnicza statystycznie zarabia na jednym pasażerze około 9 USD, robi się z tego już całkiem spora kwota.

Z tego powodu przewoźnicy szukają różnych sposobów, by większe kwoty trafiały na ich konta. A ponieważ z powodu zróżnicowanego systemu dystrybucji nie mogą po prostu zerwać umowy jak Ryanair, wpadły na pomysł… dopłat dla korzystających z GDS-ów.

Jako pierwsza na ten krok zdecydowała się w 2015 roku Lufthansa (opłata wynosi tam 16 EUR za każdy odcinek lotu). Z kolei 1 listopada takie same dopłaty wprowadziły British Airways i Iberia, czyli linie lotnicze z grupy IAG – w tym przypadku dopłata wynosi 8 GBP. A od 1 kwietnia 2018 roku dopłaty wprowadzą też linie lotnicze Air France i KLM – tu opłata wyniesie 11 EUR w każdą stronę podróży, niezależnie od liczby odcinków. Oznacza to, że kupując za pośrednictwem GDS bilet w dwie strony, trzeba będzie dopłacić 22 EUR.

Przewoźnicy robią to, by skłonić agentów i biura podróży do korzystania z bezpośredniej sprzedaży, np. przez stronę internetową linii lotniczej, dzięki czemu sami zarobią więcej.

Czy te kroki skłonią Amadeusa i spółkę do zmiany polityki wobec przewoźników? Na razie za wcześnie na takie wnioski, ale wyraźnie widać, że bunt linii lotniczych jest coraz większy.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
"Ale linie lotincze się buntują – w zeszłym roku musi płacić Amadeusowi średnio 5,1 USD za każdą rezerwację, która przechodzi przez tego GDS-a." Ale kto?
obibok, 10 grudnia 2017, 17:21 | odpowiedz

porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »