REKLAMA

Radomski sen o megalotnisku trwa. 350 milionów powodów, że zamieni się w koszmar?

projekt lotniska
Foto: Wikipedia

Gdyby choć połowa zapowiedzi z ostatnich lat na temat radomskiego portu okazała się być prawdziwa, już dawno mielibyśmy tutaj jedno z największych lotnisk w kraju. Niestety, przy wciąż wychodzących nowych wydatkach warto się zastanowić nad tym, czy nie należałoby powiedzieć w końcu “dość”

“Dekretem Prezesa Przedsiębiorstwa Państwowe Porty Lotnicze nakazuje się, co następuje:

– od dnia 27 marca 2020 roku zakazać prawa lądowania w Porcie Lotniczym im. Fryderyka Chopina samolotów przewożących pasażerów, którzy mają wykupione wycieczki w biurach podróży;

– od dnia 28 marca 2020 roku zakazać prawa wykonywania operacji lotniczych ww. porcie wszystkich przewoźników uznanych przez ww. podmiot za linie niskokosztowe. Szczegóły dotyczące rozpoznania ww. przewoźników znajdują się w załączniku. W tym miejscu wskazujemy jedynie na różowe elementy kolorystyczne.

Jednocześnie informujemy, że wymienione powyżej podmioty w dniu 28 marca 2020 roku mają stawić się wraz ze swoimi maszynami w Międzynarodowym Porcie Lotniczym Warszawa-Radom, z którego w tym dniu wznowią planowane na sezon letni 2020 operacje lotnicze. Jednocześnie ww. podmiotom z punktu 1 i 2 umożliwia się dostęp do konsultacji z władzami portu w sprawie ewentualnych korekt w planowanym rozkładzie przylotów i odlotów”

Co to takiego? To dokument, za który daliby się pociąć wszyscy mieszkańcy i lokalni politycy w Radomiu. Zaświadczający o tym, że ogromna inwestycja w lotnisko, której wartość w I etapie przekracza 420 mln PLN, ma sens. Jest to jednocześnie dokument absolutnie fikcyjny, choć patrząc na medialną narrację w temacie rozbudowy lotniska w Radomiu, być może nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę.

Kilka dni temu w sprawie rozbudowy portu w Radomiu nastąpił kolejny zwrot akcji. Na sesji rady miasta zaskoczeni radni Radomia dowiedzieli się, że warunkiem inwestycji w lotnisko przez PPL jest to, że sam Radom (czyli sprzedający) da PPL (czyli inwestorowi) ponad 350 mln PLN. I… umieścili te pieniądze w wieloletnim planie finansowym miasta. Fakt, opłata jest rozłożona na ponad 30 lat, ale to i tak kolosalne pieniądze. Teoretycznie oczywiście prezydent miasta tłumaczący, że “takie są przepisy, wartość gruntów rośnie, a my nie możemy ich sprzedać” ma rację. Mają rację też Ci, którzy mówią, że kto nie ryzykuje ten nie ma i że to szansa rozwojowa dla miasta. Ale w całej dyskusji na temat “komplementarnego lotniska dla Warszawy” uderza mnie coś innego: przekonanie o tym, że tanie linie i czartery “przeniosą się” do Radomia z Lotniska Chopina. Jest w tym rozumowaniu dość poważny błąd, bo o ile oczywiście takich przewoźników można z Lotniska Chopina wyprosić, to nie da się ich zmusić do tego, z którego lotniska mają latać. Takie postępowanie pachnie na kilometr gospodarką nakazowo-rozdzielczą, czyli taką, jak w “rozporządzeniu” na górze tekstu. A jak wiemy my (i jak podejrzewam – wie też PPL), nikogo do latania z danego lotniska zmusić nie można.

Bo to nie jest tak, że przewoźnicy są skazani na Radom. Mogą latać z Modlina (jeśli uda się tamtejsze lotnisko rozbudować, co zapewne będzie nie w smak PPL), mogą latać też… z Łodzi (wspomniał o tym choćby prezes Neckermanna na łamach Fly4free.pl), mogą w końcu zmniejszyć zaangażowanie w centralną Polskę i przenieść się do innych portów regionalnych (o takim scenariuszu najmocniej wspomina prezes Wizz Air).

Kto w tej sytuacji przejdzie do Radomia? Trudno powiedzieć. Tym bardziej, że choć teoretycznie pierwsze samoloty mają wylecieć z lotniska na Sadkowie za nieco ponad 1,5 roku, to rozmowy z potencjalnymi zainteresowanymi w sprawie przenosin dopiero co się zaczęły. I nie jest powiedziane, że skończą się sukcesem. Tym bardziej dziwi w tej sytuacji pewna indolencja (mówiąc delikatnie) płynąca z Łodzi, gdzie miejscowi politycy narzekają, że PPL nie wybrał ich lotniska, zamiast… po prostu zacząć negocjacje z liniami lotniczymi. W tym klimacie biznesowym część tych rozmów z pewnością miałaby duże szanse powodzenia, a w pustawym porciem im. Władysława Reymonta miejsce dla przynajmniej części przewoźników z Warszawy znalazłoby się praktycznie od ręki.

Klamka jednak zapadła. Jeśli lotnisko w Radomiu okaże się sukcesem, to będzie oczywiście wspaniale (bo zawsze lepiej, jeśli setki milionów PLN nie idą w błoto), choć jest to bardzo wątpliwy scenariusz. W tej chwili wydaje się jednak, że nadzieje mieszkańców zostały  niepotrzebnie rozbudzone. Władze miasta przedstawiały PPL jako dobroczyńcę, który pozbawi miasto problemu w postaci lotniska. Teraz okazało się, że do tego problemu trzeba będzie jeszcze dopłacać do 2040 roku. A najgorsze w tej sytuacji jest to, że… wielu mieszkańców to akceptuje. Gdy bowiem do biznesu wchodzi polityka a cała sprawa miesza się sosem z lokalnego patriotyzmu, to piętrzą się problemy.

projekt rozbudowy lotniska
Foto: Perth Airport

Nikt nie chce zgasić światła

Jeszcze kilka lat temu każde co bardziej ambitne miasto w Polsce chciało mieć własne lotnisko pasażerskie. Duże, z kilkoma trasami do głównych hubów w Europie, ale też do ciepłych krajów, żeby mieszkańcy mieli gdzie latać na wczasy.  I koniecznie niedrogo, więc musem było, aby pojawił się tam przynajmniej jeden z dwóch low-costowych gigantów: Ryanair i Wizz Air. Pomysły, wizualizacje i śmiałe projekty co i rusz trafiały na czołówki lokalnych mediów, politycy prześcigali się w obietnicach, a mieszkańcy byli mamieni obietnicami lotów za złotówkę. Takie obietnice padały jeszcze niedawno, a o tym, że wiele samorządów odstawiło swoje marzenia na półkę, zdecydowały losy lotnisk w Gdyni i (przede wszystkim) w Radomiu. I o ile Gdynia chyba pogodziła się już z tym, że low-costów raczej nie uświadczy, o tyle upór Radomia w próbie udowodnienia, że tu może powstać międzynarodowe lotnisko, jest godny szacunku.

Tym bardziej, że walka o międzynarodowe loty z Radomia trwa już od… kilku dobrych lat, a konkretnie od maja 2014 roku, gdy lotnisko zostało formalnie uruchomione. Miał to być start z przyputem, bo już na początku czerwca przewoźnik podpisał umowę z pierwszym przewoźnikiem. Była to linia 4You Airlines, która w Radomiu miała mieć swoją główną bazę operacyjną.

W komunikacie czytaliśmy, że  „od jesieni zostaną zapewnione połączenia z Wielką Brytanią, krajami skandynawskimi, krajami Beneluksu, Niemcami i Włochami. Liczba lotów będzie sukcesywnie rosła od kilku do kilkudziesięciu tygodniowo. Dodatkowo samoloty 4You Airlines będą bazowały na radomskim lotnisku po wybudowaniu nowej dużej płyty postojowej. Przetarg na tę inwestycję powinien być ogłoszony jeszcze we wrześniu”.

Jak jednak pamiętamy, przewoźnik nigdy nie wzbił się w powietrze i szybko ogłosił bankructwo.

Potem nastąpiła trwająca 16 miesięcy cisza, podczas której lotnisko stało puste. Nie oznacza to, że nie było mocarstwowych ambicji. Na tapecie były zarówno negocjacje z Ryanairem jak i Wizz Airem (sam przewoźnik szybko zaprzeczył, że był zainteresowany lotami z Radomia) i regularne zapewnienia, że już za chwilę lotnisko uruchomi regularne połączenia pasażerskie.

– Mamy podpisane umowy z kilkoma podmiotami, ale nie mogę powiedzieć, z jakimi, z jakimi ze względu na klauzulę poufności – mówił w lutym 2015 roku Kajetan Orzeł, rzecznik prasowy lotniska w Radomiu.

Pierwsze połączenia pojawiły się… 7 miesięcy później, jednak nie były to trasy, jakich zapewne spodziewali się mieszkańcy. Najpierw 18 września na lotnisku w Radomiu pojawiła się linia Air Baltic, która uruchomiła regularne połączenie… do Rygi. Połączenie utrzymało się tylko do połowy listopada.

W międzyczasie pod koniec września regularne połączenia do Pragi z Radomia ogłosiły linie lotnicze CSA Czech Airlines. Wytrzymały niecałe 5 tygodni, bo zdarzały się rejsy, gdy na tej trasie latały po 3-4 osoby. Potem połączenie zostało jeszcze na chwilę wznowione pod koniec grudnia, ale w lutym zostało zlikwidowane już na stałe.

Wtedy pojawił się nowy przewoźnik, czyli SprintAir, który uruchomił loty z Radomia do Berlina, Wrocławia, Gdańska, Pragi i Lwowa. Część z nich szybko zresztą zamknął – trasa do Wrocławia została np. Zawieszona, gdy Ryanair przeniósł loty krajowe do Wrocławia z Modlina do Lotniska Chopina w Warszawie i okazało się, że mieszkańcom Radomia bardziej opłaca się jechać ponad 100 km do Warszawy i lecieć na Dolny Śląsk niż zrobić to na swoim lotnisku. SprintAir utrzymał się na radomskim lotnisku niewiele ponad półtora roku – ostatnie rejsy wykonał pod koniec października 2017 roku i od tego czasu lotnisko obsługuje jedynie pojedyncze prywatne loty.

Były to bardzo drogie rejsy, tak samo jak i cała obsługa portu lotniczego. Przypomnijmy więc wyniki finansowe portu: w 2017 r. Lotnisko w Radomiu zanotowało 17,7 mln PLN straty. Rok później było to aż 23,9 mln PLN na minusie.

Z szacunków “Gazety Wyborczej” wynika, że przez ostatnie 10 lat w spółkę Port Lotniczy Radom wpompowano w sumie ok. 160 mln PLN.

Dlaczego więc nikt nie powie “dość”, a zamiast tego brnie się w plany rozwoju lotniska? Być może jakimś kluczem jest tu wypowiedź ówczesnego wiceprezydenta Radomia, Rafała Rajkowskiego, który w programie “Czarno na białym” w TVN24 w 2015 roku powiedział.

– Myślę, że to poszło za daleko, żeby teraz zamykać to lotnisko.

Wówczas całkowite koszty tej inwestycji wynosiły zaledwie 70 mln PLN. Dziś szacunkowe wydatki są już kilka razy wyższe, a po 3,5 roku najlepszym efektem tej inwestycji jest 10,7 tys. pasażerów obsłużonych w 2017 roku.

Najważniejsze jest też pytanie: skoro więc przez te wszystkie lata nie udało się przekonać innych przewoźników, skąd pewność, że uda się tym razem?

Lotnisko Radom
Foto: Wikipedia

Jeśli nie wiesz o co chodzi, to... może chodzi o wybory

Wydaje się, że problemem Radomia jest fakt, że żaden z polityków nie ma ochoty stać się grabarzem inwestycji, która wzbudziła tak duże nadzieje w mieście i została tak pozytywnie przyjęta przez mieszkańców. Bo to najbardziej niesamowity szczegół: mimo tych wszystkich problemów, mieszkańcy Radomia bardzo kibicują lotnisku, o czym osobiście miałem okazję się przekonać, rozmawiając z nimi. Takie same nastroje panują w Zielonej Górze, gdzie od lat na lotnisku w Babimoście funkcjonuje tylko jedna trasa, czyli regularne połączenie lotnicze z Warszawą. Tu dochodzą jeszcze względy ambicjonalne – do dziś pamiętam rozmowę z kierowcą autobusu jadącego na lotnisko, który pytany o Babimost stwierdził z rozbrajającą szczerością.

“Wie pan, w Gorzowie się cieszą, że mają tramwaje, a my nie. No ale my mamy lotnisko, a oni takiego wała”.

Wychodzi więc na to, że lotnisko jest traktowane przez mieszkańców jako… wyższa forma rozwoju miasta. Niezależnie od siatki połączeń czy efektywności biznesowej tego przedsięwzięcia. A jeśli jeszcze przy okazji można dopiec sąsiadowi, to już w ogóle jest świetnie.

Pamiętacie zapewne kuriozalną sytuację sprzed 2 lat, gdy lokalni politycy i mieszkańcy Bydgoszczy chóralnie skrytykowali pomysł tamtejszego lotniska, aby za kilka mln PLN dofinansowania dołożyć do nazwy Port Lotniczy Bydgoszcz drugi człon, czyli “Toruń”. Liczba negatywnych komentarzy po zaprezentowaniu tej propozycji była monstrualna. I to też dowodzi tego, jak ważną rolę dla lokalnej społeczności stanowi lotnisko.

Nawet takie jak w przypadku Radomia, czyli praktycznie nieaktywne. Nie wiem, być może w tym przypadku dochodzi jeszcze czynnik chęci udowodnienia innym, że mimo wszystko da się osiągnąć sukces, a z lotniska-pośmiewiska całej Polski uda się wyprowadzić rentowne i regularne połączenia? Nawet jeśli tak, to tydzień temu nawet na największych optymistów spadł ogromny kubeł zimnej wody. Efektem prowadzonych w tajemnicy negocjacji jest bowiem fakt, że ryzyko powodzenia projektu rozbudowy lotniska wcale nie leży po stronie PPL, czyli inwestora, tylko Radomia. I wcale nie jest powiedziane, że ten Radom nie będzie musiał łożyć jeszcze większych pieniędzy, aby np. zachęcić do siebie jakichkolwiek przewoźników. Albo zapłacić dwa razy tyle, jeśli lotnisko w Radomiu będzie jeszcze mocniej rozbudowywane (czy tak będzie nie wiemy, bo umowa z PPL jest przecież niejawna). Nie jest to komfortowa sytuacja…

Kiepską pociechą jest zaś to, że w razie, gdy lotnisku powinie się noga, to znani są już winowajcy – to nienawistne media, hejterzy, złośliwa „warszawka” i wszyscy ludzie złej woli, którzy nie dali Radomiowi rozwinąć skrzydeł.

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.

Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?


kolosseum
Do których krajów pojedziemy bez problemu? Wszystkie obostrzenia w jednym miejscu! »
REKLAMA
porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.