Pomysł na wakacje, czyli europejskie oceanaria grzechu warte
Czy każde wakacje muszą wyglądać tak samo? Plaża, morze, piasek. Lub: hotel, basen, pub :). Bądź… chwila, moment – zamiast kolejnej wyliczanki, poznajcie moich znajomych. Karolina i Darek. Para obyta turystycznie. Zakochani w Walencji. Zakochani w oceanariach, delfinariach i wszelkich miejscach, gdzie żyjątka morskie spokojnie egzystują i dają się podglądać. Nie wyobrażają sobie wyjazdu zagranicznego bez odwiedzin tego typu przybytku. I – jak zgodnie twierdzą – to świetna zabawa i pouczająca lekcja geografii.
Szkoda byłoby zmarnować takie „chodzące encyklopedie oceanograficzne”, więc podpytałem ich o najciekawsze tego typu miejsca w Europie. A dodatkowo, zerknąłem na nasze forum Fly4free, gdzie oczywiście wątek z ciekawymi radami dotyczącymi oceanariów europejskich już jest >> TUTAJ

Fot. JaySi, Shutterstock
I wiecie co? Jeżeli nie mieliście jeszcze pomysłu na urozmaicenie swojego pobytu w okolicy poniższych miast, to czas najwyższy dołączyć tego typu miejsca do swojej listy. To propozycja dla każdego. Nie wierzycie? Posłuchajcie ich:
…wiesz, dzieciaki obok nas były zachwycone. Nie nasze, bo my to jeszcze mamy przed sobą, ale sądząc po piskach i okrzykach radości, to chyba lepsze niż plac zabaw. My zresztą też często zachowujemy się w takich miejscach jak dzieci: nos przyklejony do szyby, a na buzi uśmiech od ucha do ucha…
W pełni się podpisuję pod tymi słowami (a sposób zachowania w oceanariach mam sprawdzony empirycznie na sobie). Nie lubicie wody i niebezpiecznych morskich zwierząt? Spokojnie, z dwojga złego chyba lepiej oglądać rekina z tej strony, nieprawdaż? 🙂
Zerknijmy zatem, jakie miejsca rekomenduje wam Karolina, Darek, forumowicze… oraz moje wspomnienia. A na końcu pokażę wam, jak takie miejsca mogą uzależnić… i dlaczego w moim domu od kilku lat mieszka delfin.
Cudze chwalicie, swego nie znacie – chciałoby się zawołać. Zaczynamy od obiektu, który jest położony we Wrocławiu... ale klasą dorównuje tym najlepszym, europejskim. I nie jest to czysta kurtuazja, ale zwykłe stwierdzenie faktu.
Afrykarium to unikatowy kompleks (będący fragmentem Ogrodu Zoologicznego we Wrocławiu), przedstawiający różne ekosystemy związane ze środowiskiem wodnym Czarnego Kontynentu. Zbudowany z rozmachem: w 19 akwariach i basenach (bagatela, 15 000 000 l wody) prezentowane są zwierzęta zamieszkujące plaże i rafę koralową Morza Czerwonego, rzekę Nil, krainę Wielkich Rowów Afrykańskich, głębię Kanału Mozambickiego, plaże Wybrzeża Szkieletów (Namibia) i Dżunglę dorzecza Kongo.
Co jest hitem? Jak dla mnie akrylowy tunel, długości 18 metrów – widok rekinów leniwie pływających -przed -za i -nad nami, zapada w pamięć. Genialnie wyglądają również meduzy (tu ciekawostka: natura stworzyła je tylko w jednym celu, którym jest filtracja wody). Oprócz tego multum innych zwierzaków w rodzaju hipopotamów czy dikdików. I wszelkie „stwory w wodzie”, jak to mawiają dzieci.
Jedyny problem? Tłumy, które się przewijają przez Afrykarium w popularnych godzinach i datach (weekendy). Warto je zwiedzić rano lub wieczorem. I pamiętać o tym, że w ramach biletu mamy do dyspozycji nie tylko Afrykarium, ale CAŁE wrocławskie Zoo...
Informacje praktyczne:
Cena biletu: normalny - 40 PLN, ulgowy - 30 PLN, rodzinny - 120 PLN (2 dorosłych + maks. 3 dzieci), roczna karta wstępu - 120 PLN.
Godziny otwarcia: Pn-Pt – 09:00-18:00, weekendy – 09:00-19:00. Uwaga: kasy zamykane są godzinę wcześniej.
Jak dojechać: Wrocław jest świetnie skomunikowany z praktycznie całą Polską. Od autostrady A4, poprzez połączenia kolejowe, skończywszy na drodze lotniczej (w tym połączeniach krajowych).
Inne informacje: Warto zajrzeć na stronę >> Zoo Wrocław , szukając okazji na tańsze bilety (rodzinne poniedziałki, promocje). A same bilety można >> zakupić online
Fot. Paweł Kunz, Afrykarium.com.pl
