Polacy rzucają się na bony turystyczne, a potem… z nich nie korzystają. Lada moment nowe rozdanie
Dalmacja Północna od 2674 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Gdańsk)
Minorka od 2864 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Chopin)
Alanya od 1478 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Rzeszów)
Najpierw walka o każdą sekundę, a potem nerwy, pretensje i afery
Regionalne czeki turystyczne miały zachęcić Polaków do jesiennych wyjazdów i wesprzeć branżę turystyczną we wschodniej części kraju. Zaczęło się od województwa podlaskiego, a w ślad za nim poszły następne regiony. W tym roku podobne programy objęły także województwa lubelskie, podkarpackie oraz warmińsko-mazurskie. Zasada jest prosta: turysta zdobywa imienny kod o wartości 300 zł i może wykorzystać go do obniżenia ceny pobytu w jednym z obiektów uczestniczących w akcji.
Tyle teoria. W praktyce zdobywanie czeków zaczęło przypominać internetową walkę i sprawdzian na refleks. Za każdym razem bony rozchodzą się błyskawicznie, serwery padają, formularze nie dają rady natężeniu ruchu. W Lubelskim organizatorzy szacują zresztą, że zainteresowanych dopłatami bywa przynajmniej dwa razy więcej niż dostępnych kodów. W innych regionach wyglądało to podobnie. Podczas wrześniowego naboru na Warmii i Mazurach pula dla „zwykłych” dorosłych turystów wyczerpała się po około trzech minutach. Szacowano, że stronę odwiedziło 9–10 tys. osób, choć dopłat wystarczyło dla mniej więcej połowy z nich.
Podobne sceny regionalne programy turystyczne przeżywały już wcześniej – przy poprzedniej formule Podlaskiego Bonu Turystycznego ogromny ruch doprowadził do całkowitego wyłączenia strony. I licznych pretensji ze strony internautów.
Bon zdobyty. To fajnie, ale w sumie to my… nigdzie nie jedziemy
Okazuje się jednak, że refleks przy komputerze nie zawsze idzie w parze z rzeczywistymi planami urlopowymi. W pierwszej turze Lubelskiego Czeku Turystycznego wygenerowano około 7 tys. kodów. Do końca września wykorzystano jednak tylko około 3,2 tys. z nich. Oznacza to, że mniej więcej 3,8 tys. czeków, a więc ponad połowa nie przełożyła się na rzeczywisty nocleg.
Oczywiście powodów może być wiele – kod ma ograniczony termin ważności, nie można wykorzystać go w dowolnym hotelu ani zamienić na gotówkę. Czek jest imienny, nie wolno go sprzedać czy podarować komuś innemu, a rezerwację trzeba zrobić bezpośrednio w obiekcie uczestniczącym w programie. Pobyt musi również obejmować co najmniej dwie kolejne noce. No, ale wszystkie te zasady są znane zanim staniemy w szranki o bon.
Najwyraźniej jednak wiele osób bierze udział w rejestracji „na zapas”. Z myślą, że może skorzystają, może nie, ale lepiej mieć niż nie.
Nie wykorzystali? Na szczęście ktoś dostanie drugą szansę
Jest jednak dobra wiadomość dla tych, którzy zostają z pustymi rękami. Niewykorzystane pieniądze nie przepadają, a wracają do puli. Dzięki temu na Lubelszczyźnie około 3,8 tys. niezrealizowanych czeków zasili kolejną turę programu. Dzięki temu w drugiej turze, startującej 1 października o godz. 10, dostępnych będzie łącznie ponad 4,7 tys. kodów. Każdy nadal wart jest 300 zł.
Podobna zasada działa także w innych regionalnych programach – wartość niewykorzystanych czeków może wracać do puli przeznaczonej na kolejne tury. Następne nabory zaplanowano m.in. na Podlasiu, Podkarpaciu oraz Warmii i Mazurach.
👉 W pierwszej turze Lubelskiego Czeku Turystycznego wydano ok. 7 tys. kodów, ale do końca września 2026 wykorzystano tylko ok. 3,2 tys.
👉 Ponad 3,8 tys. niewykorzystanych lubelskich czeków wróci do puli na kolejną turę programu.
👉 Drugi nabór w Lubelskiem rusza 1 października 2026 o godz. 10:00; dostępnych będzie ponad 4,7 tys. bonów po 300 zł.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?