Po co podróżujemy? Dla siebie czy dla dobrego selfie i zazdrości wśród znajomych?

17 lipca 2017, 11:25||komentarzy 18
Po co podróżujemy? Dla siebie czy dla dobrego selfie i zazdrości wśród znajomych?

Pytanie na pozór proste. Ale odpowiedź nie musi być jednoznaczna. Bo niektóre z powodów są… co najmniej zastanawiające.

Północna Syberia, styczeń 2017. Temperatura? Minus 42 stopnie. Czuję, że powoli zamarza mi broda, z nieopisaną przyjemnością wbiegam do ogrzewanego budynku, którym jest mini-centrum handlowe w Nowym Urengoju. Przy sklepie z futrami widzę długowłosego faceta, który krzyczy łamanym rosyjskim na ochroniarza obiektu, wskazując palcem tabliczkę ze znakiem sieci WiFi. Przechodzę obok i mimowolnie słyszę, że powodem awantury jest to, iż nie działa bezpłatny internet. A ów jegomość MUSIAŁ (tak przynajmniej wykrzykiwał) zaktualizować swojego bloga podróżniczego, którego prowadzi…

***

Islandia, marzec 2017. Szybki wypad na przedłużony weekend, dwóch redaktorów Fly4free (ja i Rafał), w planie odwiedziny znajomych w Akranes oraz odwiedziny w najciekawszych miejscach w okolicy. Geysir, Gullfoss, Þingvellir.

Przyroda – i całe otoczenie na Islandii  – po prostu zachwyca. Niektóre miejsca wręcz obezwładniają swoją potęgą, dzikością, pierwotną surowością. Podziwiamy Gullfoss… obserwując jednocześnie Włocha, który w krótkich spodenkach (dla porównania: razem z Rafałem mamy na sobie ciepłe kurtki, czapki i rękawiczki) wygina się do zdjęcia na tle cudownego krajobrazu, kuląc się z zimna. Chwilę po zrobieniu sobie selfie zgrabiałymi dłońmi wrzuca świeżo zrobioną fotkę na Facebooka.

Kilka godzin (i dwie gorące herbaty) później. Okolice gejzera Strokkur. Jesteśmy pod wrażeniem jego aktywności, pięknej przemiany z dymiącego oczka wodnego w pulsujący bąbel, który nagle eksploduje strumieniem wody wysoko w powietrze, zamieniając się po chwili w parę wodną. Cud natury. Ale o chwilę widzimy nierozważnych turystów, w większości z Azji, którzy nie bacząc na tabliczki zakazujące podchodzenia do gejzera lub zbliżania się do gorącej wody (ma blisko 100 stopni), ryzykują zdrowie i życie, aby zrobić sobie unikalne zdjęcie. Jak zgadujemy, kilka chwil później to samo zdjęcie będą oglądać wszyscy znajomi owych turystów, przeglądając serwisy społecznościowe.

***

Irlandia Północna, maj 2017. Zatrzymuję wynajętego Nissana nieopodal Dark Hedges. To bardzo charakterystyczne miejsce, splecione korony drzew wyglądają jak żywy tunel nad drogą. Kręcono tutaj kilka scen do kultowego serialu „Gra o Tron”. Próbuję zrobić zdjęcie bez sylwetki ludzkiej w kadrze, po 10 minutach mam ochotę się poddać. Słyszę dwie młode Amerykanki, które podekscytowanym tonem cieszą się, że ich znajomi ze szkoły w Anaheim chyba zzielenieją z zazdrości. Bo one tutaj przyjechały, mają na to dowód, są cool i trendy, a ich koleżanki najdalej to były na Florydzie…

Fot. Paweł Kunz, Fly4free.pl

Jerozolima, czerwiec 2017. Święte miasto trzech religii, każdy krok to historia, która patrzy na mnie ze ścian, pamiętających czasy sprzed 2000 lat. Skręcam w dzielnicę ormiańską i w jednej z uliczek przypadkowo napotykam na parę turystów, wyraźnie spłoszonych moją obecnością. Rzut oka na ścianę za ich plecami nie pozostawia wątpliwości. Świeżo wyryte na ścianie serce z aktualną datą i imionami (Ruth i Mark) zapewne miało być pamiątką z podróży. Może uwiecznioną na zdjęciu, może wspominaną przy okazji spotkań ze znajomymi za kilka lat, przy okazji opowieści z podróży do Izraela…

***

Spitsbergen, kilka godzin temu. Jestem na „końcu świata”. 1300 km do bieguna północnego, dookoła surowy i piękny krajobraz. Wyjście bez broni poza miasto jest zakazane, na Spitsbergenie mieszka więcej niedźwiedzi, niż ludzi. Camping niedaleko Longyearbyen tętni życiem, mieszają się języki z całego świata. Mnóstwo opowieści, planów, nowe znajomości. Przechodzę od grupki do grupki, starannie omijając te, gdzie prym wiodą WIWI. Nie wiesz, drogi czytelniku, któż to WIWI? To taka osoba, która każdą rozmowę w towarzystwie rozpoczyna od: „When I Was In” („kiedy byłem w”). Nie chcę słuchać przechwałek, uciekam na bok. Natężenie WIWI w tym miejscu („ – Fajnie tutaj, ale w tamtym roku na Antarktydzie było ciekawiej, a na Grenlandii 2 lata temu to dopiero było super”), położonym tak daleko na północy – jest bardzo duże. Za duże.

Fot. Paweł Kunz, Fly4free.pl

***

Po co podróżujemy? Co nas ciągnie w świat? Czy aby na pewno to tylko chęć przeżycia przygód, poznania nowych rejonów świata, odmiennych kultur, niekiedy wypoczynek? A może jednak równie ważne są zupełnie inne rzeczy: zrobienie selfie, wrzucenie zdjęć na swojego bloga albo profil facebookowy, wzbudzenie zazdrości / podziwu / popularności (niepotrzebne skreślić)? Podróżujemy dla doświadczeń czy (patrząc na to bez taryfy ulgowej) dla innych ludzi?

Kiedyś podróż bywała celem samym w sobie. Dzisiaj coraz częściej liczy się udowodnienie, że dotarliśmy w miejsce, gdzie nie było naszych znajomych. Możliwość pochwalenia się zdjęciem na tle obiektu, monumentu, cudu przyrody. Snucie opowieści podróżniczych w stylu: To był mój 38 kraj”, skreślanie kolejnych państw na mapie. Paraliżująca świadomość, że karta pamięci w naszym aparacie odmówi posłuszeństwa w najmniej spodziewanym momencie, a internet w hotelu lub hostelu na końcu świata nie będzie działać. Bo jak potem pokazać, że tu byłem?!

Czym się różnię od wymienionych ludzi? Czyżbym zaczynał robić to samo? Zamiast podziwiać bezgraniczne piękno Svalbardu, wody Isfjorden i szykować plecak na trekking po Nordenskjold Land, siedzę pochylony nad tabletem i piszę ten artykuł. Ale wiem, kiedy przestać. I właśnie zamierzam to zrobić.

A wy? Po co podróżujecie?

Foto: Paweł Kunz, Fly4free.pl

Szukasz inspiracji na kolejną podróż?

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby skomentować.

Komentarze 18 komentarzy

  1. +32 Dobre Słabe Odpowiedz
    Legion1 17 lipca 2017, 11:43

    Po co? Żeby realizować marzenia 🙂 Jak byłem mały i młody podróże były dla mnie czymś nierealnym, poza jakimkolwiek zasięgiem. Nigdy nie wyjeżdżaliśmy na rodzinne wakacje poza nasz piękny kraj więc nie wiedziałem jak to jest. Mogłem tylko podziwiać mapy, atlasy w szkole i czasami gdzieś usłyszeć, że ktoś gdzieś był. W końcu przyszedł moment przełamania. Pierwsza podróż poza granice naszego Polski, potem pierwszy lot. Dzięki temu poznałem siebie lepiej, zobaczyłem wiele pięknych miejsc o, których wcześniej mogłem tylko marzyć 🙂 Poznałem wiele świetnych osób, przeżyłem niejedną fajną przygodę 🙂 blogi, zdjęcia, selfie. To robi chyba każdy z nas bądź większość. Jednak dla niektórych jest to główny wyznacznik wyjazdu, a dla innych niewielki procent z całości. Zdecydowanie należę do tej drugiej grupy 🙂

  2. -8 Dobre Słabe Odpowiedz
    namteH 17 lipca 2017, 12:01

    Komentarz ukryty. Kliknij tutaj aby zobaczyć.

  3. +44 Dobre Słabe Odpowiedz
    indivertible 17 lipca 2017, 12:07

    „Czyżbym zaczynał robić to samo?” Tak, cały artykuł to jedno wielkie WIWI 😉

  4. +8 Dobre Słabe Odpowiedz
    Kornel 17 lipca 2017, 12:07

    „Mamo, mamo! Jestem na Giewoncie!”

    25 lat temu, gdy nie było jeszcze komórek, gdy internet był siecią akademicka, moje widokówki wysyłane z podróży po świecie przychodziły do domu długo po moim powrocie.

    To a propos komunikacji „ze światem”.

  5. +8 Dobre Słabe Odpowiedz
    Kornel 17 lipca 2017, 12:08

    U mnie jest prosto: cierpię na vagabond neurosis.

  6. -6 Dobre Słabe Odpowiedz
    indivertible 17 lipca 2017, 12:08

    Komentarz ukryty. Kliknij tutaj aby zobaczyć.

  7. +3 Dobre Słabe Odpowiedz
    kiroo 17 lipca 2017, 12:13

    ciekawe podejście 🙂

  8. -1 Dobre Słabe Odpowiedz
    Kornel 17 lipca 2017, 12:14

    A propos komunikacji „ze światem”:
    25 lat temu, gdy nie było jeszcze komórek, gdy internet był siecią akademicką, moje widokówki wysyłane z podróży po świecie przychodziły do domu długo po moim powrocie.

    Dziś słyszę: „Mamo, mamo! Jestem na Giewoncie!”

  9. -12 Dobre Słabe Odpowiedz
    superzocha 17 lipca 2017, 12:25

    Komentarz ukryty. Kliknij tutaj aby zobaczyć.

  10. +1 Dobre Słabe Odpowiedz
    Magma 17 lipca 2017, 12:36

    W kazdym odwiedzonym kraju mam „swoje miejsce”, a gdy wracam- zawsze je odwiedzam. I nie sa to popularne zabytki, czy wyszukane restauracje. To takie miejsce, w ktorym odkrylam niezwykle smaczą potrawę, przezylam jakas milą chwilę lub poprostu poczulam sie dobrze. Ciezko uchwycic to na zdjeciu. Kazde z miejsc jest ukształtowane przez pryzmat wspomnien, nie zdjęć. Niektóre „pamiątki” z podrozy są tylko w mojej głowie 🙂 i to jest fascynujace! Ale musze przyznac, że lubie wrzucic fotke na FB z miejsc, ktore zrobily na mnie niezwykle wrazenie, bynajmniej nie selfie ze stopamii na tle morza.

  11. -5 Dobre Słabe Odpowiedz
    d-t-x 17 lipca 2017, 12:45

    Komentarz ukryty. Kliknij tutaj aby zobaczyć.

  12. +38 Dobre Słabe Odpowiedz
    DJADKJGU 17 lipca 2017, 12:54

    Usunełam fb, instagram itp, o moich wyjazdach wiedzą najbliżsi i zainteresowani. No i ci, co się przypadkiem post factum dowiedzą z rozmowy. Zamiast bloga prowadzę fizyczny dziennik podróżny, zdjęcia robię dla siebie i potem drukuję i rozwieszam po domu, generują u mnie dobry humor w szarości dnia codziennego, więc mogę chyba powiedzieć, że podróżuję dla własnego dobrego samopoczucia – od bukowania, przez planowanie, bycie gdzieś i potem wspominanie i oglądanie zdjęć, wszystko to stanowi największą radość dla mnie

  13. +1 Dobre Słabe Odpowiedz
    paranoix 17 lipca 2017, 12:54

    Pozdrów Spitsbergen!

  14. +4 Dobre Słabe Odpowiedz
    paranoix 17 lipca 2017, 13:06

    indivertible „Czyżbym zaczynał robić to samo?” Tak, cały artykuł to jedno wielkie WIWI 😉

    No ale to chyba strona o podróżowaniu, wiec jak dla mnie, ok.

  15. +16 Dobre Słabe Odpowiedz
    Podroznik_01234 17 lipca 2017, 13:23

    Cóż, ja mam natomiast takich znajomych, z którymi lubię się dzielić tym, co widzę, co przeżywam w podróży. Nie wzbudzać w nich zazdrość, ale pokazać piękne miejsce, w którym jestem, a do którego nie mieli możliwości przyjechać. I, co dziwne, działa to w dwie strony. Lubię zobaczyć, gdzie dotarli moi znajomi, i podziwiać – nieraz samo miejsce, nieraz pomysł (bo na przykład nie wpadłabym na to, by na wakacje wybrać się do Bośni i Hercegowiny, a tam tak niesamowicie!), nieraz odwagę… Fajnie jest podyskutować, podzielić się doświadczeniem, czasem to niezły pretekst do nawiązania dawno nieodkurzanego kontaktu.
    Cóż, i jeśli tak o tym pomyśleć, to i owszem, podróżuję – również dla zdjęć. Fajnie jest przeżyć / zobaczyć coś niecodziennego, móc podzielić się tym z innymi. Zwłaszcza, kiedy podróżuje się samemu. Ale do tego trzeba mieć wypróbowanych przyjaciół lub bliższych / dalszych znajomych, którzy chcą coś przeżyć z Tobą, a nie tylko zielenieć z zazdrości.
    Ja na widok znajomego na plaży w Zanzibarze nie zielenieję, raczej powiem: wow. Fajnie, że on/ona ma okazję przeżyć coś super. I może podpytam jeszcze, jak taki wyjazd zorganizować.
    PS Autorowi artykułu i wszystkim przez niego opisanym przypadkom życzę zrozumienia, po co się ma znajomych i przyjaciół.

  16. 0 Dobre Słabe Odpowiedz
    Anna Szurkowska 17 lipca 2017, 13:44

    paranoix

    indivertible „Czyżbym zaczynał robić to samo?” Tak, cały artykuł to jedno wielkie WIWI 😉

    No ale to chyba strona o podróżowaniu, wiec jak dla mnie, ok.

    No ale gość od wifi z pierwszej historyjki też chciał aktualizację na bloga wrzucić to był hejt 😛 A może gość pisze dziennik, ma tysiące obserwujących, którzy o określonej godzinie czekają na relację i robi na tym kasę z reklam. Tego nie wiemy.

  17. +11 Dobre Słabe Odpowiedz
    Agowca 17 lipca 2017, 16:03

    Ostatnio jest moda na hejtowanie ludzi, którzy zwiedzają świat nie tak jak powinni… Super, że coraz więcej osób włóczy się po świecie. Pozwalają nam na to obecne czasy i trzeba z tego korzystać. A czy ktoś chce się tym chwalić na FB, abo przy ognisku to jego sprawa – robi to zapewne dlatego, że cieszy się swoją podróżą i wspomnieniami. Nie spotkałam się z żadnym WiWi, ale usłyszałam dużo ciekawych historii przywiezionych od osób, które chcą się dzielić swoimi doświadczeniami. Proponuję przestać analizować takie głupoty a zaoszczędzony czas przeznaczyć na cichą kontemplację miejsca w którym się znajduje i wysłanie w świat pozytywnej energii 🙂

  18. +2 Dobre Słabe Odpowiedz
    zebowawrozka 17 lipca 2017, 21:02

    Mnie w każde nieznane dla siebie miejsce pcha przede wszystkim ciekawość: miejsc, krajobrazów, ludzi,kompozycji barw i zapachów. Właściwie nie bardzo lubię robić zdjęcia ale kolekcja wrażeń z wojaży jest ogromna. Najbardziej lubię obserwować ludzi, ich zachowania, sposób bycia, podejście do wielu spraw- to właśnie z tych obserwacji przechowuję w pamięci wrażenia. A im więcej osób poznaję, tym bardziej robię się tolerancyjna.

Zobacz także

Tanio do Rzymu, Bolonii, Edynburga, Manchesteru i Belfastu z Wrocławia za 78 PLN

20 września 2017, 20:45||Dodaj komentarz

Tanio do Rzymu, Bolonii, Edynburga, Manchesteru i Belfastu z Wrocławia za 78 PLN

Z tymi bagażami coś jest nie tak. Znajdziesz haczyk?

20 września 2017, 19:55||komentarze 2

Z tymi bagażami coś jest nie tak. Znajdziesz haczyk?

Tanie loty z Poznania: Castellon (Walencja) od 78 PLN, Ejlat za 144 PLN, Madryt za 145 PLN, Ateny za 170 PLN oraz Malta za 188 PLN

20 września 2017, 19:20||Komentarze: 1

Tanie loty z Poznania: Castellon (Walencja) od 78 PLN, Ejlat za 144 PLN, Madryt za 145 PLN, Ateny za 170 PLN oraz Malta za 188 PLN

Loty z Krakowa: Cagliari, Barcelona Girona, Neapol, Praga za 78 PLN!

20 września 2017, 18:50||Komentarze: 1

Loty z Krakowa: Cagliari, Barcelona Girona, Neapol, Praga za 78 PLN!

Tanie loty z Warszawy: Edynburg, Wenecja za 78 PLN oraz Walencja za 144 PLN

20 września 2017, 18:26||Dodaj komentarz

Tanie loty z Warszawy: Edynburg, Wenecja za 78 PLN oraz Walencja za 144 PLN