Pasażerowie uwięzieni prawie godzinę w palarni na Lotnisku Chopina. Samolot odleciał bez nich!
Do zdarzenia doszło na początku października. Aleksandra i Michał mieli wykupione bilety na lot Wizz Airem do Londynu i pojawili się na lotnisku 2,5 godziny przed wylotem. Na miejscu dowiedzieli się, że ich lot nie wystartuje planowo o 21.05, bo ma 50 minut opóźnienia. Udali się więc do palarni zlokalizowanej kilkanaście metrów od bramki, z której odlatywał ich samolot.
Jednak po kilku minutach zorientowali się, że nie działają automatyczne drzwi, które kilka chwil wcześniej działały bez zarzutu.
Zatrzaśnięci pasażerowie zaczęli od naciskania guzika, w międzyczasie obserwując jak formuje się kolejka do boardingu na ich lot i kolejne osoby wchodzą do samolotu. Wraz z nimi w palarni była jeszcze jedna osoba, która też leciała do Londynu.
Słoneczny Brzeg od 2807 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Chopin)
Kreta Wschodnia od 2400 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Rzeszów)
Costa Brava od 2835 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
W końcu próbowali siłowo odsunąć drzwi, ale bez żadnego efektu. Jak wskazują, ich losem nie zainteresował się żaden z pasażerów ani pracowników lotniska. Dopiero przed samym końcem boardingu ktoś z obsługi lotu podszedł do palarni, zapytał uwięzionych czy lecą do Londynu i…odszedł.
Po 30 minutach od zatrzaśnięcia pod palarnię przyszedł pracownik ochrony.
– Najpierw próbował coś wskórać przyciskiem otwierającym drzwi z jego strony, ale to nic nie dało. W końcu wybrał opcję siłową, zerwał prowadnicę i jeszcze jakieś elementy systemu otwierającego, no i drzwi się rozsunęły. Wtedy się dowiedzieliśmy, że ok. godz. 22 samolot odleciał bez nas. Może by zaczekał, gdyby na pokładzie były nasze walizki, ale wszyscy mieliśmy tylko bagaż podręczny – relacjonuje pani Aleksandra.
Ostatecznie para zrezygnowała z podróży do Londynu, a dwa tygodnie później wysłała skargę do zarządzającego lotniskiem PPL.
Co na to PPL?
Spółka potwierdza, że takie zdarzenie miało miejsce, ale nie poczuwa się do odpowiedzialności.
„W takiej sytuacji drzwi powinny otworzyć się automatycznie i bez trudności przy użyciu siły ludzkiej. Jednakże w wyniku zaistniałych okoliczności, osoby znajdujące się wewnątrz prawdopodobnie zastosowały zbyt dużą siłę, naciskając na drzwi w sposób prostopadły do ich kierunku otwierania. To spowodowało ich nieprawidłowe przesunięcie z prowadnic rolkowych, co w efekcie doprowadziło do całkowitego zablokowania mechanizmu otwierania” – tłumaczy PPL. Zarządca lotniska dodaje, że była to pierwsza tego typu sytuacja w zainstalowanej w 2022 roku palarni.
Niemniej PPL przyznaje, że osoby, które utknęły w palarni, zbyt długo czekały na pomoc.
„Nadal analizujemy wewnętrznie aspekty braku szybkiej interwencji ze strony obsługi]i długiego oczekiwania na pomoc. Pomimo iż sama awaria była incydentalna, czas reakcji oraz sposób jej obsługi odbiegają od standardów, do jakich dążymy w PPL SA. Przepraszamy za wszelkie niedogodności z tym związane” – czytamy. Jednocześnie lotnisko umieściło kabinach informacje na temat procedur awaryjnego otwierania drzwi w języku polskim i angielskim.
Ostatecznie PPL podjął decyzję o pokryciu kosztów biletów lotniczych, biletów na pociąg do domu dla pasażerów i wizy do Wielkiej Brytanii. W sumie: 624 zł. Na większe zadośćuczynienie PPL nie zgodził się, stojąc na stanowisku, że sytuacja nie była wynikiem zaniedbania po stronie portu, a wszelkie procedury serwisowe były dochowane.
Sami pasażerowie odpuścili zaś sobie dalszą walkę o większe zadośćuczynienie.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?