Pasażerka Ryanaira musiała dopłacić 250 zł za większy bagaż podręczny, bo zabrała ze sobą… butelkę z wodą
Jak pisaliśmy na naszych łamach, tanie linie lotnicze w ostatnim czasie wzmogły kontrole wymiarów bagażu podręcznego wśród swoich pasażerów. Robią tak, bo to dla nich dodatkowe źródło dochodu, a dodatkowo pasażerowie przestali przestrzegać restrykcyjnych limitów. Oczywiście, drobiazgowe kontrole nie są za każdym razem identyczne, ale czasem dochodzi do naprawdę kuriozalnych sytuacji. Tak było 4 lutego podczas lotu Ryanaira z Dublina na lotnisko Londyn Stansted.
Sharm El Sheikh od 1672 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Sousse od 1461 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Chopin)
Limassol od 1861 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Modlin)
Jak czytamy w „Daily Mirror” i innych brytyjskich mediach, jedna z pasażerek została zatrzymana tuż przed rozpoczęciem boardingu z powodu butelki wielorazowego użytku z wodą, którą miała obwiązaną w pasie. Zdaniem pracowników irlandzkiej linii, było to złamanie polityki bagażowej przewoźnika. Kobietę poproszono więc o włożenie butelki (sporej, bo o pojemności 750 ml) do jej plecaka. Podróżna próbowała się od tego wymigać, tłumacząc, że lecąc do Dublina kilka dni wcześniej nikt tego od niej nie wymagał. Pracownicy linii pozostali jednak nieugięci, więc kobieta zaczęła się mocować ze swoim plecakiem i po krótkiej chwili udało jej się włożyć butelkę do środka. Wtedy usłyszała jednak, że jej bagaż właśnie przekroczył dozwolone wymiary. Kobieta stanęła więc przed wyborem: dopłaca za dodatkowy bagaż podręczny, wyrzuca butelkę lub nie leci. Ostatecznie zdecydowała się na pierwszy scenariusz i dopłaciła 60 euro (ok. 250 zł), czyli… dwa razy więcej niż zapłaciła za butelkę wielorazowego użytku.
Co na to przewoźnik? W komentarzu wysłanym do „Daily Mirror” czytamy, że pasażerka leciała z biletem w taryfie basic, co oznacza, że mogła mieć ze sobą tylko mały bagaż podręczny.
„Pasażerka chciała lecieć na pokład z dodatkową sztuką bagażu podręcznego, która nie zmieściła się w jej dopuszczalnym bagażu, w związku z czym została prawidłowo poproszona o uiszczenie opłaty w wysokości 60 euro za bagaż podręczny nadawany przy bramce” – czytamy w komunikacie Ryanaira.
Przypomnijmy, że standardowy wymiar małego bagażu podręcznego to mały plecak o wymiarach 40x20x25 cm. Co sądzicie o takim aptekarskim podejściu Ryanaira?