Fly4free.pl

Sfrustrowany pasażer przeleciał 1770 km, żeby odzyskać swój bagaż. Był warty majątek!

bagaż rejestrowany
Foto: fizkes / Shutterstock
Niewielki lokalizator gps uratował pasażera przed długotrwałą (jeśli nie permanentną) utratą bagażu w trakcie chaosu lotniczego, z jakim borykają się lotniska na całym świecie. Pasażer był jednak tak zdeterminowany, że na własny koszt przeleciał ponad 1700 km, by dotrzeć do swojego bagażu. Zawartość była na tyle cena, że nie zamierzał bowiem ryzykować jego utraty.

W czasach, gdy coraz więcej linii lotniczych i lotnisk ma problemy z nadmiernym popytem i znacznym niedoborem personelu, pasażerowie zaczynają posuwać się do ekstremalnych lub zaskakujących rozwiązań, żeby odzyskać swój bagaż, który zapodział się w trakcie lotniczych wojaży. Tak było chociażby z mężczyzną, który zdecydował się kupić bilet na lot tylko po to, żeby wejść do hali odlotów i w stosie porzuconych walizek… znaleźć własną. W jego ślady poszedł też pewien Amerykanin – z tą różnicą, że jemu przyszło wcześniej przelecieć ponad 1700 km.

Cała bagażowa epopeja pechowego pasażera rozpoczęła się 15 czerwca. Pasażer odprawił się na lot American Airlines z San Antonio w Teksasie do swojego domu w Santa Ana w Kostaryce, z międzylądowaniem w Miami. Nadał też bagaż rejestrowany, w którym znajdowała się cenna zawartość. Obie walizki były wyładowane sprzętem do dronów – wartym tysiące dolarów.

Niestety niedługo później okazało się, że lot został odwołany, ale szybko znaleziono dla niego alternatywne połączenie – najpierw do Houston, a później do Kostaryki, już na pokładzie United Airlines. Chociaż obsługa na lotnisku zapewniała, że nie musi się martwić bagażem, bo zostanie on odpowiednio przekierowany, to AirTag – lokalizator GPS wskazywał, że jego walizki są w drodze… do Miami. Ostatecznie tylko jedna walizka dotarła na miejsce, a druga utknęła na Florydzie.

Po kilku dniach, licznych telefonach i niezbyt pewnych obietnicach przewoźnika, że bagaże się odnajdą, Amerykanin postanowił poświęcić pieczołowicie zbierane mile lotnicze i wymienił je na bilet z Kostaryki do Miami. Ale i tam odebranie bagażu okazało się być kłopotliwe.

– Facet szukający go w magazynie powiedział, że nie ma go na regale, na którym powinien być, więc użyłem AirTag, aby zlokalizować go na regale obok – relacjonował pasażer w rozmowie z Business Insider.

W końcu mężczyźnie udało się odzyskać torby po pięciu dniach oczekiwania. Niestety kosztowało go to sporo nerwów, czasu i… straconych mil. Przyznał też, że w drodze powrotnej do Kostaryki nie zdecydował się już na ponowne nadanie bagażu rejestrowanego. Cały sprzęt przełożył do bagaży podręcznych.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.

Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?


porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »