760 PLN za literówkę w nazwisku! Tanie linie pod presją: zniosą najbardziej wkurzającą opłatę?
Brytyjski urząd lotniczy Civil Aviation Authority chce, aby tanie linie umożliwiły pasażerom bezpłatne poprawki w przypadku literówek w nazwisku,a także, aby regulaminy dotyczące zmian nazwiska były bardziej przejrzyste. Obecnie niektórzy przewoźnicy za takie zmiany każą sobie płacić czasem nawet kilkanaście razy więcej niż kosztuje bilet lotniczy.
Każdemu czasem zdarza się pomylić, ale jeśli kupujesz bilet w tanich liniach lotniczych, to może się to okazać bardzo kosztownym błędem. Wiadomo, w ferworze „walki” może się omsknąć ręka, potem nie doczytamy i w efekcie lądujemy z literówką w rezerwacji. Za poprawę której często musimy zapłacić fortunę.
Teraz uwagę na wysokie opłaty zwróciła Civil Aviation Authority, czyli brytyjski urząd lotniczy. W komunikacie czytamy, że wielu przewoźników pobiera ogromne kwoty za wprowadzanie niewielkich poprawek w rezerwacjach, takich jak właśnie literówki. Urząd zwrócił też uwagę na to, że opłaty nie są zazwyczaj wystarczająco jasno wyjaśnione w regulaminach.
– Niektóre z praktyk linii lotniczych są absolutnie niekorzystne dla pasażerów, którzy powinni podejmować świadome decyzje, będąc w pełni poinformowani o konsekwencjach ich działań. Nie będziecie zdziwieni, ale chcielibyśmy, aby w temacie zmiany literówek linie zaprezentowały większą otwartość i transparentność – mówi Richard Moriarty, prezes CAA.
Urząd przygotowuje się do opublikowania raportu na temat ukrytych kosztów latania, w którym zamierza skrytykować tanie linie i ich praktykę mnożenia kolejnych dodatkowych opłat. Jednym z pomysłów ma być zezwolenie na darmową korektę literówek. Dziś zdarza się, że jest to droga przez mękę.
Ryanair niechlubnym rekordzistą
W styczniu pisaliśmy o problemach kilkuset pasażerów Ryanaira, którzy padli ofiarą błędu w systemie rezerwacyjnym przewoźnika. Jak donosił brytyjski “Independent”, błąd pojawia się przy kupowaniu biletów dla kilku osób w momencie wpisywania nazwisk pasażerów. I wygląda na to, że jeśli nazwiska innych pasażerów różnią się od nazwiska głównego “właściciela” rezerwacji, to mogło się zdarzyć, że system automatycznie zmienia je i dopasowuje do głównego nazwiska.
Jeśli w porę połapiemy się, że zaszła pomyłka – nie ma problemu, bo Ryanair daje 48 godzin na bezpłatne poprawki w rezerwacji. Gorzej, jeśli pasażerowie nie zorientowali się na czas – tacy nieszczęśnicy, jeśli chcą polecieć, muszą uiścić opłatę za zmianę w rezerwacji, która w Ryanairze jest absurdalnie wysoka. Wynosi ona aż 115 EUR (552 PLN), jeśli dokonamy zmiany on-line lub… 160 EUR (760 PLN), gdy dokonamy tego na lotnisku.
W tej sytuacji wielu ludzi raczej zrezygnuje z podróży lub… po prostu kupi nowy bilet, bo opłata za zmianę nazwiska często mocno przekracza koszty samego biletu.
Jak jest w innych liniach? Różnie. Patrząc na dodatkowe opłaty w Norwegian, cena biletu po uwzględnieniu opłaty za zmianę imienia może wzrosnąć o 432 PLN.
Co z easyJet i z Wizz Air? Tutaj jest bardziej elastycznie. Przewoźnicy wykazują się wyrozumiałością i pozwalają na bezpłatne skorygowanie literówki (Wizz Air umożliwia to nawet do 3 godzin przed odlotem).
Oczywiście, diabeł tkwi w szczegółach: bezkosztowa zmiana obejmuje do trzech znaków pomyłki w nazwisku, typowy „czeski błąd” lub pomyłkę w płci. Jednak każda większa lub całkowita zmiana danych personalnych w przypadku węgierskiego przewoźnika to koszt rzędu 201 PLN, zaś w easyJet – 275 PLN.
Czy Waszym zdaniem tanie linie ugną się pod naporem urzędników?