REKLAMA

Płać więcej, bo jesteś turystą! Etyka i odpowiedzialne podróżowanie… czy pozwolenie na robienia nas w konia?

Maroko
Foto: Paweł Kunz, Fly4free.pl / archiwum prywatne

Jak znaleźć złoty środek podczas naszych wojaży? Czy musimy rozwijać miejscową ekonomię, płacąc znacznie więcej niż inni?

Słyszeliście o nowym trendzie w turystyce? To tak zwane odpowiedzialne podróżowanie. I o ile większość założeń związanych z „fair trade tourism” jest jak najbardziej OK – o tyle niektóre z postulowanych zasad są… cóż, nieco kontrowersyjne.

Z czym to się je?

Rozmawiając z podróżnikami, którzy z przysłowiowego niejednego turystycznego pieca jedli chleb, coraz częściej przewija się wątek nieco innego sposobu na zwiedzanie i poznawanie świata. Zapominamy o pośpiechu, o podróżach „na wariata” – mając z tyłu głowy nieco inne priorytety.

Odpowiedzialna turystyka (Fair Trade Tourism) wdziera się w świadomość osób, które wyjeżdżają w odległe zakątki naszej planety… ale i na krótkie okołoweekendowe wypady typu city-break. W dobie powrotu do pierwotnych wartości, którymi warto się kierować podczas swoich podróży, coraz większa rzesza turystów zaczyna zadawać sobie pytanie: jak nasz pobyt wpłynie na miejsce, które właśnie odwiedziliśmy?

Nie bez znaczenia są takie elementy jak ewentualna pomoc lokalnej społeczności, zaangażowanie się w projekty, które mogą w przyszłości przynieść realne korzyści w danym miejscu… czy chociażby kwestia negatywnego oddziaływania na środowisko.

Temat jest na czasie – w Warszawie odbyła się dziś konferencja „Fair Trade Travel – odpowiedzialna turystyka w skali światowej”.

„Z czym się je” odpowiedzialną turystykę?  Założyciel skandynawskiego biura podróży Albatros Travel, Soren Rasmussen, przygotował 10 zasad, które mogą pomóc w takim właśnie zwiedzaniu i poznawaniu świata.

Turyści w Hiszpanii
Foto: Konstantin Yolshin / Shutterstock

Jak warto postępować?

Wśród owych zasad jest m.in. zalecenie, aby szanować lokalne zwyczaje (z czym się zgadzam w zupełności), nie robić zdjęć bez pozwolenia obcym osobom, dawać coś od siebie – na przykład opowiadając o swojej rodzinie, kulturze i powodach, dla których odwiedzamy dane miejsce.

Do tego powinniśmy zwracać uwagę na to, aby podróżować rozumnie – trzymając się z dala od miejscowych naciągaczy i mając w głowie wiadomości o mieście / zabytkach / okolicy, które przygotowaliśmy sobie przed wyjazdem.

Do tego momentu wszystko jest jasne i proste. Podpisuję się pod tak sformułowaną odpowiedzialną turystyką wszystkimi swoimi kończynami. Ale dalej (niestety) trafiam na coś,  z czym fundamentalnie się nie zgadzam. Jedną z zasad jest:

Nie wykorzystuj ubóstwa do obniżania cen. Nie domagaj się jak najniższej ceny za produkty i usługi kupowane podczas podróży. Nie ma nic złego w sytuacji, gdy turysta płaci wyższe ceny od miejscowych. W ten sposób pomagasz w rozwoju miejscowej ekonomii.

Czy tylko mi coś w takiej zasadzie odpowiedzialnej turystyki zgrzyta? I jeżeli będę targować się na bazarze na Bliskim Wschodzie, to wyjdę na skąpca z bogatego kraju, czyhającego na oskubanie miejscowych rzemieślników lub sprzedawców?

Maroko
Foto: Gail Palethorpe / Shutterstock

Bądźmy frajerami?!

Problem jest głębszy. Wróciłem niedawno z Iranu. Kraju pięknego, oszałamiającego feerią barw i smaków, różnorodnością krajobrazu. Kraju, który jest dość mocno podzielony: o ile w przypadku dużych miast widać bogactwo przemieszane z ubóstwem – o tyle na prowincji widać prozę życia: obraz różni się mocno od stolicy.

W niektórych miejscach – już dość jawnie – można napotkać dwa cenniki. Jeden dla miejscowych, drugi dla turystów. Co oczywiste, ceny usług i bilety wstępu dla obcokrajowców ( w porównaniu do kosztów, które ponoszą miejscowi) znacząco się różnią. Nie jest to aż tak duża dysproporcja, jak chociażby w Maroku… ale jednak jest widoczna. I tego typu zjawisko, czyli odmienne cenniki dla turystów, staje się powoli normą w wielu azjatyckich i afrykańskich krajach.

* * *

W myśl zasady, którą zacytowałem powyżej, powinienem przyjąć to do wiadomości i potraktować jako coś normalnego. Ot, przyjechał turysta z Europy, więc niech zapłaci więcej. Ale zaraz, chwila, moment: a właściwie dlaczego?

Czy swoisty „podatek od podróży” ma być wyciągany z mojej kieszeni tylko dlatego, że ośmieliłem się pojechać do kraju, który na skali zamożności społeczeństwa jest ulokowany w nieco innym miejscu niż Polska?

Raz jeszcze: nie mam nic przeciwko innym zasadom odpowiedzialnej turystyki. Staram się kupować rzemiosło, a nie kulturę. Nabywam jedzenie, noclegi i pamiątki na miejscu, skracając do minimum łańcuch pośredników. Nie chcę wykorzystywać ubóstwa (lub gorszej sytuacji) do obniżania cen.

…ale nie chcę być traktowany jak jeleń, który ma zapłacić znacznie więcej – a jedynym powodem takiego stanu rzeczy ma być to, że jestem turystą.

Bazar w Iranie
Foto: Paweł Kunz, Fly4free.pl / archiwum prywatne

Brutalna podróżnicza prawda

Nigdy nie zapomnę słów, które usłyszałem w jednym z najbardziej odizolowanych miejsc na świecie, podczas pobytu na Grenlandii w ubiegłym roku.

Jesteście chodzącymi bankomatami, a my wypłacamy z was pieniądze.

To było porażające. W miejscu, które wydawało się nieskażone komercją i nastawieniem na oskubanie turysty, dostałem takim zdaniem, niczym mokrą szmatą w twarz.

Zasada była prosta: skoro przyjechałeś, drogi turysto, na koniec świata – było ciebie na to stać. A skoro już tu dotarłeś, zapłaciłeś za bilet lotniczy – to należy ciebie jak najmocniej wykorzystać. Rzeczy, które jeszcze do niedawna były bezpłatne, a wręcz stanowiły element kultury i gościnności danego narodu lub miejsca… teraz są skrupulatnie przeliczone na lokalną walutę.

Za darmo? A dlaczego mamy coś robić za darmo, skoro możemy na tobie zarobić?! Nie dość tego, dlaczego masz zapłacić tyle samo, co inni? Przyleciałeś z dalekiego kraju, więc sięgaj do portfel, płać więcej i nie marudź!

Miałem okazję już opisywać na naszych łamach to zjawisko, zachęcam do zapoznania się z tekstem.

Polak-cebulak?

Ktoś może powiedzieć:

– No dobrze, ale to jest typowo polskie cebulactwo! Czy robi różnicę zapłacenie za bilet wstępu 15 PLN zamiast 3 PLN? Przecież to i tak jest mała kwota.

I tutaj właśnie jest punkt sporu. Pomijając już fakt, iż nie tylko przedstawiciele naszego kraju lubują się w oszczędzaniu (niekiedy ponad miarę) i wyszukiwaniu wszelkich możliwych okazji do urwania paru groszy z żądanej ceny – powyższe zdanie jest po prostu nieprawdziwe.

Dlaczego? Ponieważ – uwaga, może to będzie niepopularne – dla mnie takie podejście jest nieakceptowalne. I jest to niezależne od poziomu zawyżenia ceny dla turysty oraz od kraju, w którym przebywam.

Maroko
Foto: Paweł Kunz, Fly4free.pl / archiwum prywatne

Wspominałem o Maroku? Jeszcze do niedawna bilet wstępu do wielu z atrakcji, które są dostępne do zwiedzania przez turystów, kosztował z reguły 15-20 dirhamów (6-8 PLN). Będąc w tym afrykańskim kraju kilka tygodni temu, nie mogłem wyjść z podziwu, jak szybko miejscowi biznesmeni i rząd nauczyli się swoistej „ekonomii turystycznej”.

Aktualnie bilet wstępu do praktycznie każdego ważnego zabytku lub ciekawego miejsca w takim Marrakeszu, to koszt oscylujący w granicach 70 dirhamów (28 PLN). Od osoby. Marokańczycy płacą ułamek tej kwoty. Przemnóżmy sobie te koszty x4 – w przypadku wyjazdu rodziny 4-osobowej – i nagle okazuje się, że musimy zapłacić kilkaset PLN więcej za coś, co jeszcze chwilę temu było na akceptowalnym poziomie.

Raz jeszcze: nie chcę wykorzystywać ubóstwa do obniżania cen. Ale nie zgadzam się z tym, abym (jako turysta) płacił xxx razy większe ceny niż miejscowi. Co mogę zrobić? Zagłosować nogami i po prostu nie kupić danego biletu. Albo… kupić, złorzecząc że przykładam swoją cegiełkę do takich działań. I tak to właśnie z reguły się kończy 🙁

Podróż po Iranie
Foto: Paweł Kunz, Fly4free.pl / archiwum prywatne

Pozwolenie na oszukiwanie?

Co z tym odpowiedzialnym podróżowaniem? Wydaje mi się, że oprócz zasad odpowiedzialnej turystyki (dla podróżnych), powinien być również opracowany kodeks odpowiedzialnego sprzedawania usług turystycznych i biletów wstępu. I wtedy wszystko byłoby jasne. Oczywiście, pod warunkiem, że każdy chciałby się do niego stosować, co jest utopią.

Jak bardzo jest to system naczyń połączonych, pokazuje chociażby przykład Gruzji. Kraj, w którym kiedyś wszystko było tanie lub bardzo tanie (dla turysty z polskim budżetem), w ostatnich latach przeżywa istne oblężenie turystyczne. I nagle okazuje się, że Gruzini doskonale odnaleźli się w meandrach turystyki: widząc obcokrajowców na placu nieopodal stacji metra Didube w Tbilisi, bez cienia skrępowania żądają horrendalnych cen za przejazd samochodem do Mcchety… pomijając fakt, iż można to zrobić 5-10 razy taniej.

Jeszcze kilka lat temu byłoby to nie do pomyślenia.

* * *

Odpowiedzialna turystyka? Tak. Ale i odpowiedzialne podejście do turystów. Bo jeżeli jedna ze stron zacznie „przeginać”, to ów ekosystem zostanie radykalnie zaburzony.

A przecież nie o to w tym wszystkim ma chodzić…

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Nie zgadzam się z autorem - wg mnie fundamentalnie źle podchodzi do "podwójnych cenników". Po pierwsze - rozróżnijmy cwaniactwo i naciągactwo "prywatne", czyli np taksówkarzy czy restauratorów, a swiadomą politykę ksztaltowania opłat za wstępy.  Zwyczajne naciągactwo taksówkarzy czy sklepikarzy wyłączam z tej dyskusji, można się targować, można nie - jak kto uważa.W przypadku biletów wstępu  natomiast uważam, że błędem jest wyjście od twierdzenia że to zagraniczny turysta płaci więcej - on płaci cenę "rynkową" natomiast lokals płaci mniej. Kiedy odwiedzamy miejsce które jest dziedzctwem danej społeczności płacimy tyle, na ile wyceniana jest ta wizyta normalnie - za ochronę zabytku, płace pracowników, prace restauracyjne itp. Miejscowi natomiast płacą mniej, bo lokalnemu rządowi zależy na propagowaniu historii własnej wśród obywateli. Jest to idealnie ten sam mechanizm, co w przypadku ulgowych biletów dla uczniów i studentów - zależy nam, żeby uczestniczyli w kulturze, mogli się swobodnie przemieszczać itp -dlatego obniżamy ceny żeby promować wśród nich dany produkt.Także skoro jeździmy, jesteśmy gośćmi, zadeptujemy te atrakcje - płacimy więcej, bo są "nie nasze". Proste, logiczne i fair. Chociaż serce czasem boli;)
MaryD, 27 listopada 2018, 19:49 | odpowiedz
Dzięki za rzeczowy komentarz! Problem w tym, że wspomniana przez Ciebie „cena rynkowa” jest niekiedy kosmicznie nieadekwatna do tego, czym powinna być. Wrócę do przykładu z Gruzją (w kontekście prywatnego biznesu) lub do przykładu z Marokiem (w kontekście urzędowo ustalonych cenników). Dysproporcja jest rażąca – i zwracają na nią uwagę nie tylko Polacy. Tym bardziej, jeżeli we wzmiankowanym Marrakeszu owe 70 MAD należy zapłacić  w wielu miejscach. Oczywiście, jako turysta-obcokrajowiec.   
MaryD [...] Po pierwsze - rozróżnijmy cwaniactwo i naciągactwo "prywatne", czyli np taksówkarzy czy restauratorów, a swiadomą politykę ksztaltowania opłat za wstępy [...] Kiedy odwiedzamy miejsce które jest dziedzctwem danej społeczności płacimy tyle, na ile wyceniana jest ta wizyta normalnie - za ochronę zabytku, płace pracowników, prace restauracyjne itp. Miejscowi natomiast płacą mniej, bo lokalnemu rządowi zależy na propagowaniu historii własnej wśród obywateli [...]
Paweł Kunz, 27 listopada 2018, 20:15 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Sorry, ale z  tego artykułu, wali strasznym bólem tylnej części ciała, bo miejscowi chcą zarobić na turystach. Tak jakby było to czymś niepojętym w dzisiejszych czasach. Poza tym, skoro są i zagraniczne przykłady (Maroko, Gruzja), to ja bym dodał nasz polski - Zakopane ;) Skoro ktoś czuje się dymany, albo uważa, że ceny są zbyt wysokie, w stosunku do tego co płacą miejscowi, to jest na to proste rozwiązanie - zagłosować portfelem i pojechać gdzieś indziej, albo skorzystać z innej usługi. Proste i szybkie...
kloose84, 27 listopada 2018, 20:57 | odpowiedz
Nie do końca zrozumiałeś ideę, która jest opisana. Wspominasz Zakopane. Tam zdzierają z WSZYSTKICH turystów. To, czy jesteś mieszkańcem Nowego Targu, Krakowa, Warszawy – a może Londynu lub Paryża - nie jest dla górali istotne. Wszystkich „czeszą” jednakowo. No właśnie, do sedna: jeżeli w knajpach na Krupówkach (lub podczas kupowania biletów na kolejkę na Kasprowy Wierch) widziałbyś inny cennik dla Polaków, inny dla Ukraińców / Norwegów / Anglików... to byłby przykład tego, co widzisz jako Polak w afrykańskim Maroku...
kloose84 [...] bo miejscowi chcą zarobić na turystach. Tak jakby było to czymś niepojętym w dzisiejszych czasach. Poza tym, skoro są i zagraniczne przykłady (Maroko, Gruzja), to ja bym dodał nasz polski - Zakopane ;) Skoro ktoś czuje się dymany, albo uważa, że ceny są zbyt wysokie, w stosunku do tego co płacą miejscowi, to jest na to proste rozwiązanie - zagłosować portfelem i pojechać gdzieś indziej, albo skorzystać z innej usługi.
Paweł Kunz, 27 listopada 2018, 21:09 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Czy w Polsce obcokrajowcy płacą za wstęp więcej niż Polacy? Nie. 
jabollus, 27 listopada 2018, 21:22 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Bardzo dobry i potrzebny artykuł. Dużo jestem w drodze i to zjawisko mocno mi doskwiera. Osobiście kontestuje podwójny cennik i raczej z takich atrakcji staram się nie korzystać. W Europie to nie jest częsty sposób na łupiestwo przyjezdnych ale poza, w Afryce czy Azji powszechny.Podam jeden przykład: osławiona Petra w Jordanii. Obcokrajowcy płacą 55-90 JD a miejscowi 1 JD!!!
A&J, 28 listopada 2018, 11:37 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Nie, chociaż nie wątpię, że pewnie chciano by to wprowadzić, ale jakkolwiek to zabrzmi, trudniej jest odróżnić obcokrajowca od Polaka na pierwszy rzut oka i byłoby więcej zamieszania z 'przepytywaniem' ludzi. W Azji czy Afryce od razu widać kto jest z tej 'bogatszej' zagranicy, więc to w jakimś stopniu zrozumiałe, że wykorzystuje się to kryterium. No, a co do Maroka, to pod koniec wyjazdu też, jak zastanawialiśmy się między sobą ile coś kosztuje, to najpopularniejszą odpowiedzią było właśnie 70 MADów :D
jabollus Czy w Polsce obcokrajowcy płacą za wstęp więcej niż Polacy? Nie. 
Ptehu, 28 listopada 2018, 11:42 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Mylisz oficjalne golenie państwowe (wizy, bilety wstępu, podatki turystyczne) z goleniem prywatnym obecnym chyba wszędzie tam gdzie są turyści. Nie koniecznie biali. Większość krajów które golą białych były przez stulecia golone przez białych. Często do gołej skóry. Mnie też taka dyskryminacja turystyczna boli. Tym bardziej że my nie kolonizowaliśmy więc czemu mamy za to płacić. Z drugiej strony tam gdzie różnicy cen nie ma (Europa, Stany) jest I tak zwykle drożej? 
ayahaga, 28 listopada 2018, 16:33 | odpowiedz
Najlepsza oferta

Loty już od 39 PLN w obie strony!

Igor Więcek | 2018-12-11 17:32
REKLAMA
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.
porównaj loty, hotele, lot+hotel