Nosił wilk razy kilka. Wizz Air jest zaskoczony, że… wszyscy pasażerowie mający bilet, chcą lecieć
Węgierska linia z miesiąca na miesiąc notuje coraz lepsze wyniki, a zdecydowanie najbardziej imponująco wyglądają one w wakacje, gdy samolotami lata najwięcej pasażerów. Tak było w sierpniu, gdy Wizz Air przewiózł aż 2,887 mln osób, czyli o 24 proc. więcej niż rok wcześniej. Jeszcze bardziej imponujący jest jednak tzw. load factor, czyli współczynnik wypełnienia samolotu, który w sierpniu wyniósł aż 95,4 proc.! Statystycznie oznacza to, że w 180-miejscowym Airbusie A320, którymi lata Wizz Air, podczas danego lotu w sierpniu wolnych było tylko 8-9 foteli.
Takiego współczynnika mogą Wizz Airowi pozazdrościć inne linie lotnicze, ale z drugiej strony pełne samoloty oznaczają kłopoty, gdy przewoźnik próbuje za mocno zarobić na swoich pasażerach. A z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w zeszłym tygodniu na lotnisku w Sofii. Chodziło o lot do Londynu. Pierwszego dnia przed wylotem okazało się, że z ważnym biletem na lotnisku są o 23 osoby więcej niż… samolot jest w stanie zabrać. Pasażerowie byli oczywiście wściekli – wielu potraciło loty transferowe, a na przewoźnika spadła fala krytyki w mediach społecznościowych i tradycyjnych w Bułgarii. Następnego dnia sytuacja się powtórzyła – przed porannym lotem na lotnisku czekało aż o 40 pasażerów więcej z ważnymi biletami niż jest miejsc w samolocie. Jak czytamy w bułgarskim serwisie „Novinite”, Wizz Air musiał wysyłać po „nadprogramowych” pasażerów dodatkowy samolot.
Teoretycznie nie powinno to dziwić, bo to klasyczny „overbooking”, czyli sytuacja, w której linia lotnicza sprzedaje więcej biletów niż ma miejsc w samolocie. I… nie jest to wcale dziwne. Mało tego – to dość powszechna praktyka wśród linii lotniczych. Czemu? Bo… zaskakująco wielu pasażerów mimo ważnych biletów nie pojawia się w samolocie. A przewoźnik na podstawie analizy danych historycznych jest w stanie mniej więcej oszacować, ile miejsc może… sprzedać po raz drugi.
A nawet jeśli na lotnisku okazuje się, że chętnych do samolotu jest więcej niż miejsc, to linia lotnicza, nawet mimo konieczności wypłaty odszkodowań i rekompensat, nadal wychodzi na swoje. Tyle, że opłaca się to głównie przewoźnikom tradycyjnym, z wyższymi cenami biletów niż tani przewoźnicy.
W tym przypadku najbardziej zaskakuje więc skala i fakt, że tych nadprogramowych rezerwacji było aż tyle. Kuriozalne jest tłumaczenie Wizz Aira. W wysłanym do mediów komunikacie, węgierski przewoźnik oczywiście przeprosił pasażerów, ale stwierdził też, że taką politykę prowadzi stale, a sytuacja, w której wszyscy pasażerowie, którzy kupili bilety, pojawili się na lotnisku, nigdy wcześniej nie miała miejsca.