Czy Ryanair przestanie latać z Polski do Oslo? Norwegia opóźnia wprowadzenie podatku pasażerskiego
O nowym podatku, który ma wynieść 80 koron od pasażera (ok. 35 zł) pisaliśmy już w styczniu. Norweski rząd uzasadnia konieczność daniny…troską o środowisko. A ściślej – doprowadzenie do sytuacji, w której droższe bilety spowodują mniejszy popyt na loty, które zanieczyszczają czyste norweskie powietrze.
Pierwotnie podatek miał wejść w życie 1 kwietnia, jednak zostanie opóźniony przynajmniej o 2 miesiące. Wszystko z powodu zastrzeżeń, jakie do opłaty zgłosiła EFTA (Europejskie Stowarzyszenie Wolnego Handlu), której Norwegia jest członkiem. Prawnicy mają wątpliwości do zapisu, że z podatku zwolnieni są pasażerowie transferowi, czyli tylko przesiadający się w Norwegii – zdaniem EFTA może to stanowić formę niedozwolonej pomocy publicznej dla niektórych linii lotniczych.
W związku z wątpliwościami wejście w życie nowego prawa przesunięto do 1 czerwca. Do tego czasu parlament ma opracować wersję, która nie będzie budziła wątpliwości. Norweskie media komentują, że rząd chce w ten sposób rakiem wycofać się z podatku. Zdementowała to już jednak norweska premier, która jest pewna, że podatek wejdzie w życie.
Ale wątpliwości, i to duże, mają linie lotnicze. Zwłaszcza te tanie jak Norwegian, Ryanair czy Wizzair, które zdominowały norweski rynek. W przypadku ich lotów na trasach między np. Norwegią a Polską, gdzie bilety należą do najtańszych (można spokojnie upolować bilety w cenach od 19 do 79 zł) wprowadzenie dodatkowej opłaty może nawet podwoić ceny dla pasażerów.
Na nowy podatek, z którego do norweskiego budżetu ma wpłynąć ok. 2 mld koron (ok. 895 mln zł) rocznie linie reagują zapowiadając cięcie połączeń. Wizzair rozważa np. zamknięcie lotów z Gdańska i Tuzli na lotnisko Oslo Torp. Z kolei Ryanair ogłosił już, że jeśli podatek wejdzie w życie, 1 listopada zamknie swoją bazę z 4 samolotami na lotnisku Oslo Rygge i zlikwiduje większość tras.
Zapowiada się wojna nerwów i to niekoniecznie pozytywna dla pasażerów z Polski. Bo Ryanair zaczął już sprzedaż biletów na zaczynający się 1 listopada sezon zimowy z Oslo Rygge. Bilety można kupić na kilku trasach m.in. do Bergamo, Krakowa i na Wyspy Kanaryjskie. Ale w systemie Ryanaira nie można kupić biletu do Londynu, Dublina, Wilna, Rygi czy Edynburga. Od 1 listopada nie ma też możliwości kupna biletu na trasach z Oslo Rygge do Modlina, Wrocławia, Poznania i Gdańska. Norweskie media, m.in. „Aftenposten” już piszą, że to element szantażu Ryanaira – połączenia, na których nie można teraz kupić biletów, znikną z siatki Ryanaira, jeśli podatek wejdzie w życie.
Czy to oznacza, że z tych miast nie polecimy już do Oslo?
– Ryanair potwierdził, że od 1 listopada zlikwiduje swoją bazę w Oslo Rygge, jeśli podatek wejdzie w życie. Jest jeszcze dużo czasu, by zacząć sprzedawać bilety na te trasy na sezon zimowy. Ale tylko Ryanair jest w stanie powiedzieć, co będzie dalej – tłumaczy w rozmowie z dziennikiem „Aftenposten” Silje Thoresen, rzeczniczka lotniska Oslo Rygge.
Na nasze pytanie o przyszłość połączeń z Polski do Oslo Ryanair nie odpowiedział wprost. –
Nasz rozkład na zimę nie został jeszcze w pełni ogłoszony – mówi Olga Pawlonka z Ryanaira, ale wchodzić w szczegóły na temat Oslo nie chce.
Jednak polityka irlandzkiej linii pokrywa się z jej wcześniejszymi zapowiedziami, że po zamknięciu bazy dalej będzie latać z Oslo, ale maksymalnie na kilku trasach (obecnie ma tu 17 połączeń plus kilka sezonowych). Ale tylko wtedy, jeśli lotnisko nie zbankrutuje, bo nie licząc dwóch tras Norwegiana, Ryanair jest jedyną linią lotniczą latającą z Oslo Rygge. A przy wycofaniu się Ryanaira upadek lotniska jest więcej niż pewny.
Nic dziwnego, że władze portu mają nadzieję, że rząd Norwegii jeszcze zmieni zdanie i podatek ostatecznie nie zostanie wprowadzony.
– Opóźnienie wejścia w życie tego podatku zwiększa naszą nadzieję, że jednak nie zacznie on obowiązywać – mówi bez ogródek Thoresen.