Fly4free.pl

Izrael planuje się otworzyć, Brazylia zaostrza zasady, Tajlandia zmienia zdanie. Który to już raz?

odwołany lot
Foto: Anna Shvets / Pexels
Tylko w ciągu ostatnich tygodni Izrael zdążył się otworzyć, zamknąć i ponownie zaplanować otwarcie. Brazylia, która przez długi czas miała bardzo łagodne zasady wjazdu, właśnie je zaostrza, a Tajlandia – choć obiecała łagodzenie przepisów – wycofała się z tego na kilka dni przed zapowiedzianą datą.

Odkąd pandemia koronawirusa pojawiła się na świecie, sporo się w swobodnym dostępnie do podróżowania zmieniło. Ale też i my mocno zmieniliśmy swoje nawyki, nauczyliśmy się m.in. sprawdzać obostrzenia, stawiać wcześniej na lotnisku (wszak sprawdzanie dokumentów lubi trwać w nieskończoność). I mogłoby się wydawać, że wraz z przeciętnym podróżującym człowiekiem – na błędach i z upływem czasu uczą się też poszczególne rządy.

Ale wygląda na to, że nic bardziej mylnego. Bo choć od samego początku wszyscy trąbią, że to nie same obostrzenia, a ich zmienność, nieprzewidywalność i chaotyczność powstrzymuje większość ludzi przed podróżowaniem, to i tak najwyraźniej – nikt nie zamierza tego zmieniać.

Izrael planuje otworzyć się 22 grudnia. Ale czy się otworzy?

Zacznijmy od Izraela, który jest najlepszym przykładem tego, jak można mieszać i zmieniać zdanie niemal co chwilę.
A przecież to nie pierwszy raz, gdy ten kraj uskutecznia covidowe kombinacje. Jeszcze przed wykryciem wariantu Omikron, Izrael obiecywał otwarcie kilkukrotnie. Pierwsze informacje na temat takich planów pojawiły się już w maju 2020 roku. Później otwarcie planowane było we wrześniu 2020 roku, potem w lipcu 2021 roku. Wtedy przyszedł czas na bardzo krótki okres testowy (gdy wpuszczane były tylko nieliczne, zarejestrowane wcześniej grupy turystyczne), z którego jeszcze szybciej się wycofano. Wtedy nowa data otwarcia mówiła o 19 września. Ostatecznie udało się 1 listopada 2021 roku, ale… nie na długo. Zaledwie kilka tygodni później, 28 listopada Izrael ponownie zamknął granice.

Wystarczyło jednak kilkanaście kolejnych dni, by pojawiła się… data otwarcia.

– Izrael tymczasowo ograniczył wjazd dla turystów ze wszystkich krajów od 28 listopada i oczekuje się, że zostanie ponownie otwarty 22 grudnia 2021 r.- czytamy na oficjalnej stronie Tourist Israel.

Trudno się jednak dziwić, że nikt nie podskoczył z radości na tę wieść, a media nawet niekoniecznie zaczęły podawać ją dalej – wszyscy są mocno sceptyczni. I to nie tylko sami podróżnicy, ale i linie lotnicze, biura podróży i cała branża turystyczna. Po tylu kombinacjach, każdy wyznaje zasadę „zobaczę, to uwierzę”.

Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że Izrael jest jednym z tych krajów, które wcale nie bazują wyłącznie na turystyce, podejście do turystów zawsze było nieszczególnie pobłażliwe, a przede wszystkim tamtejsze rządy należą do jednych z najbardziej bezkompromisowych. Przecież to właśnie Izrael był pierwszym krajem, który wprowadził całkowity zakaz wjazdu obcokrajowców – w marcu 2020 roku, gdy nikomu nie mieściło się w głowie, że coś takiego w ogóle jest możliwe. I pierwszym, który ponowił tę decyzję, gdy świat usłyszał o Omikronie.

Tyle że już chyba lepiej byłoby powiedzieć – okej, zamykamy się na następne pół roku i po prostu nie mieszać ludziom w głowach zamiast co 2 tygodnie ogłaszać nową datę. A może w tym szaleństwie jest jakaś metoda?

Inne kraje robią podobnie i też mieszają jak im się podoba

Ale Izrael to nie jest jedyny przykład kraju, który robi gigantyczne zamieszanie. Przez wiele miesięcy Brazylia była krajem, który najmocniej zmagał się ze skutkami koronawirusa. Jednocześnie (i mimo tego) przez długi czas można było tu wjechać bez żadnych obostrzeń, a później z łagodnymi obostrzeniami. Brazylia akceptuje bowiem wszystkie testy na koronawirusa, nawet szybsze i tańsze testy antygenowe. Aż nagle – zupełnie niespodziewanie – tamtejszy rząd postanowił zaskoczyć podróżników.

Od dzisiaj Brazylia wymaga bowiem od wszystkich niezaszczepionych podróżnych odbycia 5-dniowej kwarantanny. A wiecie kiedy to ogłosili? Wczoraj. I choć rząd mówi wprost, że to ma być metoda na odstraszenie niezaszczepionych turystów, to czy naprawdę nie można takich decyzji ogłaszać choćby z minimalnym wyprzedzeniem?

O wyprzedzeniu pomyślała natomiast Tajlandia, która na początku grudnia radośnie (i oficjalnie) ogłosiła, że po 15 grudnia poluzuje zasady dla zaszczepionych turystów. Miało być taniej, szybciej i wygodniej. Ba, rząd był na tyle miły, że mówił do turystów „wstrzymajcie się z wypełnianiem formularzy, bo lada moment zmienimy je na nowe”. Tyle że kilka dni później… wycofała się z tego i choć przyznała, że zmiany dalej są w planach, to nowy termin ich wprowadzenia pozostaje nieznany. Chaos? Mało powiedziane.

Zresztą, nie musimy daleko szukać. Kilka dni temu niemiłą niespodziankę przygotował także polski rząd. We wtorek 7 grudnia, na konferencji prasowej ogłoszono, że od 15 grudnia podróżni przylatujący spoza strefy Schengen będą musieli wykonać test na koronawirusa. Jest z wyprzedzeniem, a my i tak się czepiamy? Owszem. Bo na konferencji zrzucono jedynie bombę w postaci informacji, ale już szczegóły okazały się być wielkim zbiorem pytań bez odpowiedzi, wątpliwości i rozbieżności.

Czy dotyczą wszystkich czy tylko niezaszczepionych? Testy muszą być PCR czy akceptowane będą też antygenowe? Trzeba je zrobić przed powrotem do kraju czy można na lotnisku w Polsce? Co z dziećmi? Czy zastępują one kwarantannę czy są dodatkowym środkiem bezpieczeństwa?  Co ciekawe, wiceminister zdrowia Waldemar Kraska próbował wczoraj nieco rozjaśnić niektóre kwestie, ale w efekcie… wywołał jeszcze więcej wątpliwości i kontrowersji.

A rozporządzenia jak nie było, tak nie ma…

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.

Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?


porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »