REKLAMA

Mount Everest. Masz wolne 200 tys. PLN? Możesz zacząć planować wyjazd

Mount Everest
Foto: Daniel Prudek / Shutterstock

66 lat po pierwszym wejściu człowieka na najwyższy szczyt świata, media bardziej interesują się… kolejką wspinaczy-turystów przed samym wierzchołkiem Mount Everestu, która była jedną z przyczyn śmierci kilkunastu osób. Czy każdy zaawansowany turysta może marzyć o zdobyciu tej góry? Co z tym Everestem?

Kolejne wyzwanie dla znudzonych klasycznymi wyjazdami turystów z wypchanymi portfelami? Czytając opinie w mediach społecznościowych, można dojść do wniosku, że najwyższa góra świata stała się synonimem komercji i dostępności praktycznie dla każdego, kto dysponuje kwotą ok. 200 tys. PLN. Umiejętności wspinaczkowe i doświadczenie górskie? Zapewne są niepotrzebne, przecież są Szerpowie, butle z tlenem na każde żądanie… i ktoś nas tam prawie wniesie na sam szczyt.

Jaka jest prawda o Evereście: to turystyczny cel czy wyzwanie rzucone naturze?

Góra Gór

Łyk historii: dzisiaj, 29 maja, mija dokładnie 66 lat od momentu, gdy człowiek postawił stopę na szczycie najwyższej góry świata. Mount Everest, wznoszący się na wysokość 8848 m n.p.m. przez wiele lat był górą opierającą się himalaistom.

Ale 29 maja 1953 roku duet nowozelandzko-nepalski, czyli Edmund Hillary i Szerpa Tenzing Norgay, mógł z dumą powiedzieć: mamy tego skurczybyka (to słowa samego Hillary’ego).

Zarówno Edmund Hillary, jak i Tenzing Norgay (pierwszy z nich zmarł w 2008 r., drugi – w 1986 r.) nie mogli przewidzieć, że kilkadziesiąt lat po ich historycznym wejściu, o najwyższym szczycie świata będzie mówić się w kontekście ogromnej kolejki wspinaczy, czekających pod szczytem na swoje pięć minut chwały i ogrzanie się w blasku tytułu zdobywcy Mount Everestu.

Coś, co kiedyś było nadludzkim wyzwaniem, dostępnym dla nielicznych, teraz jest… pozycją w cenniku jednego z polskich klubów alpejskich, stowarzyszenia sportowego. A w telewizji i w Internecie króluje pewne zdjęcie, zrobione przez nepalskiego wspinacza, Nirmala „Nimsa” Purję podczas jego wejścia na Mount Everest kilka dni temu. Spójrzcie sami:

Kolejka na Everest
Foto: Twitter.com/nimsdai

Każdy może zdobyć najwyższy szczyt na świecie? Niekoniecznie…

W teorii zatem wszystko jest proste: uważasz się za zaawansowanego turystę, znudziłeś się już wyjazdami do Tajlandii, Meksyku czy Gruzji, marzysz o wejściu na Mount Everest – więc kontaktujesz się z wyspecjalizowaną agencją, płacisz im 30-70 tys. USD (same koszty zezwolenia na wejście od strony Nepalu to 11 tys. USD), pakujesz plecak i lecisz w Himalaje.

Patrząc na powyższe zdjęcie, można wyrokować, że to bułka z masłem, a kolejka do szczytu, przypominająca ostatnie metry przed wejściem na nasz swojski Giewont, to rzecz normalna i naturalna, która zdarza się codziennie. I oburzać się na komercjalizację, która spowodowała, że część z osób chcących wejść na Mount Everest, zmarła z wyczerpania (a jako powód podaje się m.in. długotrwałe przebywanie w tzw. strefie śmierci).

W praktyce: nie należy wierzyć wszystkim informacjom. Co o kwestii Mount Everestu sądzi Monika Witkowska, która zdobyła ten szczyt kilka lat temu, a 16 maja stanęła na wierzchołku Lhotse, czwartego co do wysokości szczytu na Ziemi?

– Otwieram portale i jak mantra – znowu o kolejkach na Evereście, kolejny tekst. I o organizowanych tam „wycieczkach”. Zapewniam, że wyprawy na Everest, to nie żadne „wycieczki”. Tam naprawdę dostaje się w kość, a wcześniej trzeba solidnie zadbać o kondycję. Można dyskutować o wcześniejszym górskim doświadczeniu uczestników, ale kto jest słaby, źle znosi zimno i różnego typu niewygody – nie ma szans.

A co z tymi kolejkami?

– Dni, kiedy wchodzi się na Everest, jest zaledwie kilka w ciągu roku. Nigdy nie wiadomo, jak długo potrwa „okno pogodowe”, otwierające się w drugiej połowie maja. Poza zwykle jednym, jedynym dniem, nie ma na Evereście żadnych ciągłych kolejek. W tym roku mnóstwo osób nastawiało się na 22 maja, ale wybierając ten dzień zdawali sobie sprawę, że będą „kolejki”, że jest szansa na odmrożenia… i że być może nie wszyscy z tego ataku wrócą – informuje Monika Witkowska.

– Z drugiej strony, nic nie stało na przeszkodzie, aby wybrać inny dzień, może z mniej optymalnymi warunkami. Moi koledzy atakowali już 16-tego, kiedy góra była niemal pusta i większość szczyt zdobyła – dodaje Monika na swoim blogu.

Mount Everest
Foto: Daniel Prudek / Shutterstock

Turystyka czy wyzwanie?

Wracając do punktu wyjścia: jak to z tym Mount Everestem jest? Traktować to jako komercyjne miejsce, kolejny cel turystyczny – o tyle specyficzny, że wymagający sporych nakładów finansowych bez gwarancji powodzenia? A może należy wprowadzić jakieś bariery – prawne lub techniczne – które mogą zastopować taką komercjalizację?

Michał Gurgul, redaktor naczelny pisma Outdoor Magazyn, jest sceptyczny w tym temacie.

– Wydaje mi się, że nie da się tego powstrzymać czy ograniczyć. Te kilka dni w roku, kiedy jest szansa wejść na szczyt powodują, że „chętnych jest więcej niż miejsc”. Ale „bilety”, czyli zezwolenia, sprzedają się dobrze – opowiada mi Michał. – Nikt nie zrezygnuje ze sprzedaży, wyprawy komercyjne na Everest to świetny interes i źródło dochodu dla wielu osób: Szerpów, przewodników, agencji i rządu – dodaje redaktor naczelny Outdoor Magazyn.

* * *

Na naszych łamach informowaliśmy już, że postępująca komercjalizacja pod najwyższym szczytem świata zaczyna powoli być nieco absurdalna z punktu widzenia osób wyobrażających sobie spartańskie warunki w surowej, górskiej scenerii. A co powiecie na… pizzę, która była dowieziona helikopterem do bazy pod Mount Everestem (nabywcą był katarski członek rodziny królewskiej)?

Normą staje się sytuacja, w której będąc turystą i mając pieniądze, nawet pod Everestem możesz poczuć się jak na pikniku w Tatrach. Przesada? Spójrzcie, jakie warunki zapewniał 7summitclub, czyli jedna z agencji oferujących komercyjne wyprawy na najwyższą górę na świecie.

W bazie pod Everestem na najbogatszych klientów miał czekać m.in. dwupokojowy, w pełni ogrzewany namiot – potencjalny turysta-wspinacz mógł wyspać się na wygodnym materacu, w normalnym łóżku, mając do dyspozycji szafę na swoje rzeczy i biurko do pracy… plus rozłożony na podłodze dywan.

Namiot bazowy 7summit
Foto: 7summits

Turystyka? Wyczyn?

Zaintrygowany zdaniem osoby, która zna na wylot zarówno branżę turystyczno-outdoorową, jak i wspinaczkową, postanowiłem pociągnąć temat dalej.

* * *

Paweł Kunz, Fly4free.pl: Michał, czy według ciebie Mount Everest to wciąż wyzwanie wspinaczkowe… czy może cel dla zaawansowanych turystów, dysponujących odpowiednim budżetem?

Michał Gurgul, Outdoor Magazyn: Wejście na Everest popularnymi drogami (od strony południowej – Nepalu lub północnej – Tybetu) wiosną nie jest wyczynem wspinaczkowym. Oczywiście każdy ma prawo odbierać to na swój sposób, a satysfakcji ze spełnienia marzenia nikt nam nie odbierze. Jeśli jednak nie mówimy o sukcesach indywidualnych, a o osiągnięciach docenianych przez środowisko wspinaczkowe to wejście na Everest na pewno się do nich nie zalicza.

A co z bezpieczeństwem? Jak ludzie, którzy na co dzień uprawiają wspinaczkę, ale nie wysokogórską, oceniają poziom trudności wejścia na Mount Everest?

Odnośnie drogi normalnej na Everest – alpiniści (wspinacze górscy) takiego przejścia nie traktują jako wspinania. Ale to już kwestia danego wejścia, stylu, ewentualnych porównań – wszystko zależy od punktu widzenia.

Porównań?

Jestem wspinaczem skalnym z kilkunastoletnim doświadczeniem. Trudno jest mi porównywać te dwa rodzaje aktywności, bo choć i jedno i drugie (wejście na Everest i aktywność w skałach) określamy wspinaniem, są to kompletnie inne dyscypliny. Jednak w każdej z nich mamy poziomy trudności. Tak jak w skale 8a możemy uznać za przyzwoity poziom sportowy, tak w górach wysokich będzie to kilkudniowe przejście długiej i trudnej technicznie ściany mikstowej (lód+skała).

Różnica jest taka, że we wspinaczce skalnej (szczególnie sportowej) jesteśmy w miarę bezpieczni, niezależnie od stopnia trudności. W górach wysokich, nawet podczas najłatwiejszego przejścia czyha na nas mnóstwo zagrożeń. Co widać chociażby po niepokojących informacjach dochodzących z okolic Mount Everestu, a dotyczących kolejnych osób, które zginęły w tym sezonie.

Okej, ale z drugiej strony, wiele osób nie patrzy na ewentualną trudność sportową. Dla nich to jest najwyższa góra świata, którą pierwszy raz zdobyto dopiero 66 lat temu. Jeżeli postawimy stopę na jej szczycie, to mamy wieczną chwałę – a skoro są agencje, które chcą to umożliwiać nawet „zaawansowanym turystom”, to dlaczego nie skorzystać? Chciałbyś postawić stopę na szczycie Everestu?

Absolutnie nie! Znajduję frajdę w dwóch sferach: pierwszą jest wyzwanie, wyczyn, trudność, regularna i ciężka praca, wyrzeczenia, ból, gniew, nerwy… czyli wspinanie. A drugą jest chillout na łonie natury, czas na wyciszenie, kontemplację. Nie mam więc czego szukać na Evereście. 😉

Michał Gurgul
Foto: Michał Gurgul, Outdoor Magazyn

Podążając za marzeniami

Marzenia turystyczne przybierają różne formy. Dla jednych będzie to intensywny trekking w Alpach, inni planują relaks na karaibskich plażach. Są i tacy, którzy marzą o wejściu na najwyższą górę świata, widząc ku temu okazję, do niedawna zarezerwowaną dla nielicznego grona zawodowych wspinaczy.

Warto – przed próbą realizacji marzeń o Evereście – realnie ocenić swoje możliwości. Czy naprawdę to miejsce, do którego warto próbować się dostać, nawet za wszelką cenę?

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Taka kolejeczka jak na jednym ze zdjęć powyżej, to istny zlot samobójców! ...Nie... Wróć... To istny zlot pretendentów do nagrody Darwina! Tatry rok w rok zabijają... A co dopiero Himalaje! Ale zamożni jegomoście myślą, że jak mają pieniądze, to już są nieśmiertelni... 
SurvivorManPL, 29 maja 2019, 23:02 | odpowiedz

Statua Wolności
Najlepsza oferta

Sylwester w Nowym Jorku od 1642 PLN

Tomasz Świerczyński | 2019-10-17 14:10
REKLAMA
Nowa oferta: . Czytaj teraz »
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.
porównaj loty, hotele, lot+hotel