Lotnisko w Łodzi. Najpierw przestały wylatywać samoloty, teraz wyleciał prezes
Szymczak został prezesem lotniska w Łodzi w kwietniu ubiegłego roku. Jego celem była poprawa kondycji finansowej portu, przyciągnięcie nowych pasażerów i zwiększenie liczby tras. Udało mu się, i to tylko częściowo, pierwsze zadanie – w zeszłym roku strata lotniska wyniosła 47,5 mln PLN, o 7,5 miliona mniej niż w 2015 roku.
Spadła liczba pasażerów – w 2016 r. lotnisko obsłużyło tylko 241,2 tys. osób, czyli aż o 40 tys. mniej niż rok wcześniej. A ten rok wcale nie zapowiada się lepiej. W tej sytuacji nie może dziwić, że linie lotnicze zaczęły wycofywać stąd ostatnie istniejące połączenia. W lutym słoweńska Adria zlikwidowała loty do Paryża, a w kwietniu – z Łodzi do Amsterdamu. Uciekły też biura podróży, które oferowały rejsy czarterowe z tego lotniska na Korfu i Zakynthos. Za każdym razem powód był identyczny – bardzo małe zainteresowanie pasażerów biletami, które miały być zdecydowanie za drogie.
Były już prezes lotniska jest zaskoczony decyzją. Cała roszada odbyła się szybko, bo od razu powołano nową osobę na to stanowisko – prezesem będzie od teraz Anna Midera, dotychczasowa członkini zarządu lotniska. Będzie miała bardzo trudne zadanie. Po ostatnich ruchach przewoźników, obecnie z Łodzi można polecieć tylko w 4 kierunkach: do Monachium (połączenie obsługuje Adria), a także Londynu, Dublina i East Midlands (trasy Ryanaira).