Fly4free.pl

Lotnicza „klęska urodzaju” w Europie. Linie znów odwołują tysiące lotów, bo jest za dużo chętnych do latania!

Foto: Alex Koslov / Shutterstock
SAS i British Airways odwołują tysiące lotów, easyJet wymontowuje fotele z samolotów, a lotniska w całej Europie spodziewają się wakacji pod znakiem chaosu i ogromnych opóźnień. Pierwszy „normalny” sezon wakacyjny od 2019 roku może upłynąć przewoźnikom pod znakiem ogromnych problemów.

Patrząc po danych przewoźników sprawa jest prosta: po ponad 2 latach pandemii Europejczycy są tak wygłodniali podróżowania, że nie powstrzymuje ich przed tym ani inflacja, drożejące ceny biletów i wycieczek (wywołane rekordowo drogą ropą) ani nawet rosyjska agresja na Ukrainę.

Szczególnie mocno widać to w krajach, których obywatele byli zamknięcie na dłużej, np. w Wielkiej Brytanii, ale nie tylko. Teoretycznie dla branży to świetne wieści, jednak w praktyce okazuje się, że popyt… chyba trochę zaskoczył linie lotnicze i lotniska. W efekcie mamy do czynienia z poważnymi kłopotami, które mogą położyć się cieniem na całym letnim rozkładzie lotów.

O co właściwie chodzi? Mówiąc najogólniej: o niedobory pracowników. W pierwszej fazie pandemii koronawirusa, gdy nie było jeszcze dokładnie wiadomo, ile czasu pozostaniemy bez zbiorowej odporności na COVID-19 (wykształconej przede wszystkim przez szczepienia oraz przechorowanie koronawirusa) wielu przewoźników i innych podmiotów z branży turystycznej mocno zmniejszało swoim pracownikom pensje, jednocześnie decydując się na masowe zwolnienia, by uniknąć kłopotów. Przykłady? Wizz Air już w kwietniu 2020 roku ogłosił zwolnienie 1000 swoich pracowników (głównie załóg pokładowych), czyli… prawie 1/5 wszystkich pracowników. W liczbach bezwzględnych jeszcze dalej poszła na przykład linia British Airlines, która zwolniła aż 10 tysięcy pracowników. Dzięki tym zabiegom udało się zmniejszyć bieżące straty, jednak gdy popyt powrócił szybko okazało się, że niedobory kadrowe w wielu liniach są bardzo duże. I widzimy je teraz w Europie.

Foto:

Ten problem już się zaczął…

Problem widzimy już od kilku tygodni i co ciekawe, nie dotyczy on tylko przewoźników, ale lotnisk. I to od razu tych największych w Europie. Jego efektem są wielkie kolejki, chaos, opóźniane i odwołane loty. Najlepszym przykładem klęski urodzaju jest sytuacja we wspomnianej wcześniej Wielkiej Brytanii, gdzie z powodu braku pracowników linie lotnicze już od kilkunastu dni mocno redukują swoje siatki połączeń.

Problem najmocniej dotyczy dwóch największych brytyjskich przewoźników, którzy zdecydowali się już na bardziej radykalne kroki. Linia easyJet zredukowała liczbę foteli w części swoich samolotów o 6 miejsc, by dzięki temu loty mogła obsługiwać mniejsza liczba pracowników. Z kolei linia British Airways ogłosiła już, że z powodu braku pracowników letni rozkład lotów skurczy się o około 10 procent. Jak wylicza serwis ch-aviation, to około 8000 lotów powrotnych

To też duży cios dla całej grupy IAG (opócz BA w jej skład wchodzą jeszcze m.in. Iberia czy Aer Lingus),która jeszcze niedawno liczyła na osiągnięcie 85 procent poziomu wyników sprzed pandemii, obecnie zaś zmniejszyła swoje oczekiwania do poziomu ok. 80 procent.

Problem jest też widoczny na innych dużych lotniskach. Z powodu braku pracowników i kłopotów m.in. z odprawą i handlingiem na lotnisku we Frankfurcie na początku kwietnia część połączeń do tego portu musiała odwołać Lufthansa. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w Amsterdamie – najpierw na lotnisku Schiphol doszło do całkowitego chaosu, gdy pracownicy obsługi portu postanowili nagle zastrajkować, ale szybko okazało się, że problem jest poważniejszy. W efekcie władze portu zdecydowały się na bezprecedensowy krok i poprosiły linie lotnicze o… zawieszenie przyjmowania nowych rezerwacji i anulowanie części rejsów, by nie zwiększać kolejek i chaosu w lotniskowym terminalu. W efekcie linia KLM odwołała kilkaset rejsów, niektórzy przewoźnicy przenieśli swoje loty na inne holenderskie lotniska, ale generalnie wszyscy byli wściekli. Także same linie, które już zwróciły się do Schiphol o wypłatę odszkodowań.
Czy ten kryzys uda się rozwiązać przed wakacjami? Wszystko na to wskazuje, że nie tylko będzie to niemożliwe, ale wręcz będzie gorzej.

Lotniska bardzo pesymistyczne

Świadczą o tym choćby najnowsze dane organizacji ACI Europe, zrzeszającej lotniska z całego Starego Kontynentu. W najnowszym komunikacie czytamy, że choć ruch lotniczy niechybnie zbliża się do poziomów sprzed pandemii, to oznacza to też zwiększone kolejki i ryzyko opóźnień oraz odwołanych lotów. Z ankiety ACI Europe wynika, że aż 2/3 zrzeszonych w niej lotnisk spodziewa się, że w najbliższych miesiącach opóźnienia lotów jeszcze bardziej się zwiększą. Główny powód? Według 1/3 portów jest to brak rąk do pracy.Jednocześnie, jak wskazuje szef ACI Oliver Jankovec, nie jest łatwo załatać te braki z uwagi na niezwykle trudną sytuację na rynku pracy w Europie.

Foto: Shutterstock

A linie dalej tną rejsy

Mamy więc do czynienie z dość paradoksalną sytuacją, w której przewoźnicy, zamiast korzystać z efektów większego popytu, znów muszą odwoływać rejsy. Na ten krok decydują się kolejne linie. W czwartek linia SAS poinformowała, że w okresie od maja do końca sierpnia odwoła ponad 5 procent wszystkich zaplanowanych pzez siebie w tym okresie lotów. To ponad 4 tysiące lotów z zaplanowanych w sumie 75 tysięcy połączeń.

– Osoby,których loty zostaną odwołane, będą przebukowane na najbliższy możliwy termin. Dla większości pasażderów oznacza to loty tego samego dnia – mówi John Eckhoff, rzecznik prasowy linii SAS. – Mamy obecnie do czynienia z brakiem personelu, jak i opóźnieniach w dostawach nowych samolotów – dodaje.

AAAAaaapracownika przyjmę PILNE

Oczywiście, lotniska i linie lotnicze już kilka miesięcy temu mocno rzuciły się do uzupełniania braków kadrowych. I bardzo solidnie kuszą swoich potencjalnych przyszłych pracowników. Jak pisaliśmy na naszych łamach, Wizz Air postanowił podnieść pensje członków załóg, nawet tym początkującym. Z kolei linia British Airways zaoferowała się wypłacić swoim nowym pracownikom startowy dodatek motywacyjny w wysokości 1000 GBP. Pieniądze będą wypłacane w dwóch ratach (po trzech i po sześciu miesiącach pracy), ale tylko tym członków załóg pokładowych, którzy zaczną pracę w linii do końca czerwca.

Samolot UIA
Foto: UIA

Linie szukają ratunku w wet-leasingu

Innym rozwiązaniem stosowanym przez niektórych przewoźników w związku z niedoborem pracowników jest stosowanie krótkotrwałego wypożyczenia samolotów w formule wet-lease, a więc samolotu wraz z załogą. Problem w tym, że z uwagi na duże zainteresowanie na rynku też zaczyna brakować tego typu ofert. W efekcie dochodzi do dość kuriozalnych sytuacji. Linie Air Baltic wyleasignowały część swojej floty linii Finnair i nagle same znalazły się bez samolotów. W efekcie łotewski przewoźnik sam postanowił zwrócić się w stronę wet-leasingu i wypożyczyć samolot wraz z załogą od linii Ukraine International Airlines.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.

Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?


porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »