Linie w UE chcą wykorzystać kryzys, by wprowadzić duże zmiany w przepisach. Kilka z nich mocno uderzy w pasażerów
Linie wykorzystują kryzys paliwowy
Sytuacja na rynku lotniczym w Europie wciąż jest niepewna. Choć ryzyko niedoboru paliwa lotniczego w wakacje jest niewielkie, część linii lotniczych reaguje nerwowo anulując mnóstwo rejsów – robi tak na przykład Lufthansa, która odwołała 20 tysięcy lotów do końca października. Jednocześnie jednak przewoźnicy próbują wykorzystać kryzys do swoich celów i negocjują z Komisją Europejską w sprawie zmian w przepisach. Jakie to zmiany? Sprawdźmy.
Porzucenie reformy bagażowej jako najważniejszy postulat
Jak czytamy w „FT”, najbardziej istotnym posulatem przewoźników jest doprowadzenie do zawieszenia prac nad zwiększeniem limitu bagażu podręcznego w UE, nad którym pracuje obecnie Parlament Europejski. Przypomnijmy, że w ramach tej propozycji każdy pasażer będzie mógł zabrać ze sobą oprócz przedmiotu osobistego o wymiarach 40x30x15 cm i walizkę kabinową o wymiarach 55x40x20 cm i wadze do 7 kilogramów.
Część przewoźników uważa, że wpłynie to negatywnie na cały rynek lotniczy, choć najmocniej ucierpią low-costy – doprowadzi do podwyżek cen biletów, co w efekcie wpłynie na zmniejszenia popytu. A o skuszenie pasażerów do latania i tak jest w obecnej sytuacji ciężko.
Nie można więc wykluczyć, że pomysł ten trafi do zamrażarki. Jakie inne pomysły mają przewoźnicy?
Teneryfa od 2619 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Berlin)
Ayia Napa od 2249 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Gdańsk)
Costa Dorada od 2410 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Obniżenie odszkodowań za odwołane i opóźnione rejsy też na stole
Przewoźnicy domagają się też zmian dotyczących unijnych przepisów dotyczących wypłaty odszkodowań za opóźnione i odwołane rejsy. Z jednej strony ich argumentację można zrozumieć. Szef Wizz Aira Jozef Varadi uważa, że jeśli będą lotniska w Europie, na których zabraknie paliwa, przewoźnicy nie powinni płacić odszkodowań za odwołane z tego tytułu loty.
– To nie ja wywołałem wojnę w Iranie, więc dlaczego mam za to płacić? – pyta retorycznie.
Ale propozycja zmian jest znacznie szerej zakrojona i zakłada też duży spadek kwot wypłacanych pasażerom z tytułu EU261. Jak duży? Nie wiemy.
Co jeszcze chcą ugrać linie?
Linie lotnicze chcą też zawieszenia obowiązujących od ubiegłego roku przepisów dotyczących tankeringu. Jest to praktyka polegająca na zabieraniu przez przewoźników nadmiernej ilości paliwa z lotniska, gdzie jest ono tańsze w celu tankowania na droższym lotnisku docelowym. UE ograniczyła tę praktykę z uwagi na troskę o środowisko, bo wożenie doatowego paliwa zwiększa wagę samolotu, co prowadzi do większej emisji CO2.
– Konieczne jest jak najszybsze tymczasowe zawieszenie tych przepisów, aby linie lotnicze mogły jaśniej poruszać się w tak trudnych okolicznościach jak te obecnie występujące – komentuje Ourania Georgouttsakou, szefowa grupy Airlines4Europe, zrzeszającej największe linie lotnicze w Europie.
W związku z ryzykiem odwoływania rejsów przewoźnicy chcą też zawieszenia restrykcyjnych reguł slotowych na największych europejskich lotniskach. Chodzi o słynne reguły „use it or lose it”, w myśl których linie muszą wykonywać określoną liczbę zgłoszonych lotów na danych trasach, a jeśli tego nie zrobią, stracą cenne sloty na największych loniskach w Europie na ich wykonywanie.
Co na to Bruksela? Nie mówi „nie”
Komisja Europejska patrzy na te propozycje zmian dość przychylnie, ale tylko pod warunkiem, że będzie to rozwiązanie tymczasowe, wprowadzone na czas uspokojenia sytuacji.
– Dopuścimy większą elastyczność w temacie slotów lotniskowych, tankeringu, połączeń PSO i praw pasażerów – powiedział kilka dni temu Apostolos Tzitzikostas, unijny komisarz ds. transportu i turystyki. Jednocześnie przyznał on jednak, że takie tymczasowe zmiany zostaną wprowadzone jedynie wtedy, gdy sytuacja się pogorszy.