Znaleźliśmy turystyczną „Ziemię Obiecaną”. W rok liczba turystów z Polski wzrosła tu prawie 2 razy
Główny Urząd Statystyczny Izraela informuje, że w ubiegłym roku, kraj ten odwiedziło 4,17 mln osób. Taki wynik oznacza 25 proc. wzrost liczby turystów w stosunku do 2016 roku.
Od lat niezmiennie najliczniejszą grupą turystów są Amerykanie. W 2017 roku do Izraela przyjechało ich aż blisko 790 tys, czyli o 20 proc. więcej niż rok wcześniej. Dominującą grupą są też Rosjanie (ok. 331 tys.), Francuzi (308 tys.), Niemcy (218 tys.) i Brytyjczycy (198 tys.).
Ale Polacy też zostali zauważeni. To właśnie liczba turystów z naszego kraju wzrasta najbardziej dynamicznie porównując kolejne lata. W ubiegłym roku do Izraela przyjechało aż 89 proc. więcej polskich obywateli niż w 2016 roku, czyli ok. 120 tys. osób.
Wpływ na to niewątpliwie ma szeroka oferta lotów do Izraela u niskokosztowych przewoźników. Promocje na ten kierunek zdarzają się regularnie, a bilety często można upolować za kilkadziesiąt PLN. Wśród naszych podpowiedzi bez trudu można było znaleźć coś naprawdę taniego. Na przykład Ejlat z Poznania kosztował 52 PLN w dwie strony, a Tel Awiw z Lublina 85 PLN. Pod koniec roku prezentowaliśmy też ofertę lotów na walentynki – z Warszawy do Ejlatu za 88 PLN. Hitem jednak była oferta z Modlina do Ejlatu i z powrotem za 38 PLN!
W czerwcu LOT uruchomił trasy z Lublina, Wrocławia, Poznania i Gdańsku do Tel Awiwu i zwiększył częstotliwość lotów z Warszawy, później pojawiła się też trasa z Rzeszowa. Tym samym tropem poszły tanie linie – zarówno Ryanair, który zaczął latać do Ejlatu z Modlina, Gdańska i Poznania oraz do Tel Awiwu z Wrocławia, Gdańska, Poznania i Krakowa. W tyle nie pozostał także Wizzair, który uruchomił połączenie między Tel Awiwem i Lublinem.
Nagły zwrot w tym bliskowschodnim kierunku zawdzięczamy przede wszystkim tamtejszemu resortowi turystyki. Urząd bardzo zabiegał o turystów z Polski, intensyfikując działania marketingowe. Choć efekt jest aż nadzwyczajnie dobry, to jeszcze kilka miesięcy temu minister turystyki w rozmowie z nami, prognozował o wiele większy wzrost.
– Przez wiele lat liczba turystów z Polski odwiedzających Izrael była stała i kształtowała się na poziomie 50-60 tys. osób rocznie. W tym roku ten wzrost wyniesie kilkaset procent, bo oprócz ruchu pielgrzymkowego odwiedza nas coraz więcej ludzi, którzy chcą tu spędzić w wakacje – mówił Yariv Levin.
Drugim rynkiem, na który postawił Izrael, były Chiny. Liczba turystów z tego kraju wzrosła o 45 proc. Jednocześnie ministerstwo turystyki pracowało nad udoskonaleniem infrastruktury turystycznej, a także utrzymaniem i poprawieniem stanu czystości istniejących obiektów. Zaplanowano zwiększenie liczby miejsc pracy, stale poszukiwani są nowi pracownicy, a urzędnicy zapewniają, że chcą nadal rozwijać branżę turystyczną i intensywnie obserwują rynkowe trendy.
Wszystkie starania mogły zostać pogrzebane przez destabilizację sytuacji politycznej. Po tym jak w grudniu Donald Trump uznał Jerozolimę za stolicę Izraela, w kraju odbywały się liczne manifestacje, a media na całym świecie przyglądały się rozwojowi sytuacji. To wtedy polski MSZ wydał ostrzeżenie „nie podróżuj”, które po kilku dniach złagodził do „ostrzegamy przed podróżą”.
Choć wydawać by się mogło, że takie społeczne niepokoje zaszkodzą turystyce Izraela, to nic bardziej mylnego. W ostatnim miesiącu roku, który jest zawsze kluczowy ze względu Boże Narodzenie, do kraju przyjechało 290 tys. turystów – blisko 17 proc. więcej niż rok wcześniej. Wśród nich było 13 tys. osób z Polski.