Kwarantanna to koszmar? Sprawdzamy, czy są takie, na które trafia się z przyjemnością
Kwarantanna nie wszędzie znaczy to samo. Jedne kraje wymagają całkowitej izolacji, inne pozwalają na obcowanie z naturą, a jeszcze niektóre – grają z nami w loterię, w której możemy „wygrać” zarówno luksusowy pobyt w 5*hotelu jak i pobyt w niskich lotów pensjonacie. Dlatego postanowiliśmy poszukać najciekawszych podejść do kwarantanny – co nie zawsze oznacza, że najprzyjemniejszych.
Już za kilka dni, bo od poniedziałku 15 lutego, Wielka Brytania wdroży zupełnie nowy program kwarantanny. Osoby przyjeżdżające z krajów z tzw. czerwonej listy, nie będą mogły jak dotąd spędzić 10-dniowej izolacji w dowolnym miejscu. Zamiast tego zostaną skierowane do współpracującego z rządem hotelu. Im bliżej terminu, w którym mają zacząć obowiązywać przepisy, tym więcej szczegółów poznajemy.
Początkowo szacowano, że jej koszt będzie oscylował w granicach 1000 GBP. Ostatecznie jednak stanęło na tym, że pojedynczy podróżny musi zapłacić 1750 GBP (czyli blisko 9 tysięcy PLN) za 10-dniowy pobyt. Jeśli jednak przyjeżdżamy we dwoje – to w sumie zapłacimy „tylko” 2400 GBP. Każde dziecko to dodatkowy koszt 325 GBP.
Co znajduje się w takim pakiecie? Przede wszystkim transport z lotniska, pokój i trzy posiłki dziennie. Oczywiście możemy też korzystać z hotelowych usług, które są oferowane z dostawą do pokoju, np. zakupem alkoholu czy dodatkowego jedzenia. Te rzeczy nie są jednak wliczone w cenę. Nie można też zabrać ze sobą zwierząt, z wyjątkiem psów przewodników.
To zdecydowanie droga zabawa. A jak jest w innych krajach, które zdecydowały się na mniej typowe kwarantanny?
Luksusowy pobyt za ułamek ceny? Ta kobieta zgarnęła „szóstkę” w kwarantannowej loterii
Wielka Brytania nie jest jedynym krajem, który stawia na kwarantannę w hotelach. Podobne metody od dawna stosuje także Singapur. Ale tutaj jest jednak o wiele ciekawiej niż w Wielkiej Brytanii, bowiem na przyjeżdżających czeka element niespodzianki. To właśnie dlatego singapurskie zasady nazywa się kwarantannową loterią.
Rząd nawiązał bowiem współpracę z ponad połową obiektów noclegowych w mieście – to aż 35 tys. „łóżek”. Są to zarówno wysokiej klasy hotele, jak i przeciętne pensjonaty. Jedna z najciekawszych historii w tym kontekście dotyczyła kobiety, która w tej „rozgrywce” naprawdę miała wiele szczęścia.
Joy Van Dee przyleciała do Singapuru z Holandii. Wiedziała, że czeka na nią kwarantanna, ale zdecydowanie nie spodziewała się wylądować na niej w… hotelu jednej z najbardziej luksusowych sieci w Singapurze. Podróżująca ze swoim dzieckiem kobieta trafiła do 51-metrowego apartamentu w Ritz Carlton. Co prawda nie mogła korzystać z hotelowej infrastruktury, ale i nawet wewnątrz pokoju nie brakowało rozrywek i luksusów.
Co najistotniejsze kobieta zapłaciła za kwarantannę, tylko co każdy przyjeżdżający – 1600 USD za 14 dni. To spora opłata, ale biorąc pod uwagę, co Van Dee dostała w zamian, można mówić o wielkim szczęściu. Taki sam apartament w normalnych warunkach kosztuje według szacunków blisko 6000 USD.
A może zamiast siedzieć w domu wyjść na spacer? Bywa i tak!
Większość krajów przyzwyczaiła nas jednak, że kwarantanna oznacza bezwzględne siedzenie pod wskazanym adresem. Jeśli wychodzenie, to na własny balkon czy do ogrodu, ale o jakichkolwiek innych eskapadach nie ma mowy. Ale nie wszędzie zdecydowano się na tak restrykcyjne podejście.
Na przykład w Norwegii i Islandii zdecydowano, że kwarantanna nie musi być aż tak uciążliwa. W obu krajach skierowane na izolację osoby mogą opuszczać swoje domy – oczywiście pod pewnymi warunkami. W trakcie kwarantanny możemy np. wybrać się na spacer, ale należy skupić się na najbliższej okolicy. Warunek? Musimy utrzymać stosowny dystans od innych ludzi, a najlepiej wybierać po prostu pustkowia, co w obu tych krajach nie stanowi szczególnego problemu.
Możemy więc śmiało kontemplować naturę, możemy „zaczerpnąć świeżego powietrza”, a nawet przejechać się samochodem. Nie wchodzą jednak w grę podróże między miastami czy korzystanie z transportu publicznego.
Na obcowanie z naturą i drobne wycieczki zamierzały pozwolić także Kajmany. Tutaj jednak plan był nieco bardziej skomplikowany. Rajskie wyspy zdecydowały, że te osoby, które będą gotowe nosić specjalny czujnik śledzącą każdą naszą aktywność i zdrowie, będą zwolnione z 14-dniowej kwarantanny. Urządzenie monitoruje tętno, oddech i temperaturę ciała. Pomysł wywołał jednak wiele kontrowersji, ale niewątpliwie jest to ciekawa opcja, dla tych, którzy nie mają nic przeciwko takiej inwigilacji w zamian za pełnoprawne wakacje.
Wersja tylko dla bogatych? Takie też są!
Są też państwa, które w przeciwieństwie do Singapuru nie zamierzają potencjalnych podróżnych wrzucać do maszyny losującej. Czy są miejsca, w których standard hotelu można sobie wybrać? W teorii tak. W praktyce okazuje się bowiem, że można pod warunkiem, że jest on wystarczająco wysoki, by dane państwo było skłonne nas wpuścić.
Tak było m.in. na Fidżi, gdzie wraz we współpracy z rządem, luksusowy kurort na prywatnej wyspie przygotował kwarantannę w wersji dla obrzydliwie bogatych. Taki pakiet zawierał przelot czarterowy z Los Angeles, pełną obsługę i wyżywienie, a także wszystkie atrakcje i udogodnienia ultra luksusowego hotelu. Mieliśmy go bowiem na wyłączność. Zastanawiacie się, jak to mogło się opłacać? To proste – taka opcja kosztowała blisko 490 tys. USD za 2 tygodnie. Więc tak, opłacało się.
Warto też zaznaczyć, że dla zwykłych przeciętniaków, którzy nie są gotowi wydać takich pieniędzy, przygotowano zwyczajną kwarantannę. Oczywiście musimy za nią zapłacić sami, ale może to być wielokrotnie mniejsza kwota, ale za to jest inny haczyk.
Fidżi chyba nieszczególnie liczy na przyjazd takich osób, bowiem tutejsza kwarantanna trwa aż… 28 dni! I z dużym prawdopodobieństwem jest to jedna z najdłuższych (o ile nie najdłuższych) obowiązkowych izolacji na świecie. Nawet biorąc pod uwagę, że spędza się ją w tak rajskim otoczeniu, to pomysł wydaje się być absurdalny.
Niby bez kwarantanny, a i tak jakby była? Witajcie na Sri Lance!
Jest jeszcze model, który może Was mocno zaskoczyć. Sri Lanka bowiem ogłosiła niedawno, że otwiera się na turystów – i to bez obowiązkowej kwarantanny. Brzmi świetnie? Wstrzymajcie entuzjazm. Pierwsze dwa tygodnie pobytu mamy spędzać tylko w jednym z 55 wyznaczonych przez rząd hoteli. Czekają też na nas dodatkowe testy na koronawirusa, a zwiedzanie jest możliwe tylko w towarzystwie wyznaczonych przewodników. A to wszystko i tak po tym, jak przedstawicie negatywny wynik testu PCR na granicy.
Mówiąc krótko – niby kwarantanny nie ma, a i tak nie macie żadnej swobody. W tym kontekście, to może już te kwarantanny są lepsze? Ocenę zostawiam Wam.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?