Fly4free.pl

Kup bilet, zapłać dopiero w samolocie. Nadchodzi rewolucja w płaceniu za loty!

Foto: sorbis / Shutterstock

Coraz więcej organizacji i ekspertów skłania się w stronę zmiany modelu płatności za bilety w liniach lotniczych, w myśl którego pasażer miałby płacić za swoją podróż dopiero w momencie wejścia na pokład. Linie lotnicze na razie bronią się przed tym rękoma i nogami, ale mogą nie mieć innego wyjścia, bo poziom nieufności wśród podróżnych może być trudny do przeskoczenia.

Dziesiątki tysięcy odwołanych lotów, liczone w miliardach odszkodowania i zwroty za anulowane połączenia dla pasażerów, których odzyskanie ciągnęło się przez długie miesiące – nie da się ukryć, że pandemia pozostawiła trwałą skazę na wielu pasażerach. Trudno się więc dziwić, że pomni swoich przejść z przewoźnikami z niedalekiej przeszłości, dziś nieufnie patrzą nawet na najbardziej atrakcyjne promocje cenowe, gdy linie lotnicze są gotowe wozić pasażerów znacznie taniej niż jeszcze kilka lat wcześniej. I choć w ostatnich tygodniach w całej Europie (i nie tylko) obserwujemy znaczący wzrost rezerwacji, to wciąż jest daleka droga do osiągnięcia poziomu sprzed pandemii.

Nawet zresztą teraz nie jest tak, że wszystkie loty odbywają się zgodnie z rozkładem – z danych serwisu InFare wynika, że w kwietniu liczba odwołanych lotów była o 300 procent wyższa niż w analogicznym miesiącu w 2019 roku. Dużo? W kwietniu 2020 roku (czyli w szczycie pierwszej fali) liczba anulacji wynosiła 1500 procent tego, co rok wcześniej. Jak odzyskać zaufanie pasażerów? Pomysły są różne.

– Branża lotnicza ucierpiała w wyniku ppndemii bardzo mocno, więc staramy się znaleźć sposób na to, by pasażerowie chcieli wrócić. Jednym z preferowanych rozwiązań jest kwestia płatności za bilety, która mogłaby sprawić, że ludzie podróżowaliby chętniej i częściej – mówi w rozmowie z „Telegraph” Bart Tompkins, dyrektor zarządzający firmy Amadeus.

Jego pomysł to PAYF, czyli Pay As You Fly. Pomysł, który co jakiś czas wraca, ale w dzisiejszych czasach może być skutecznym rozwiązaniem na odzyskanie pasażerów. Powód? Z badania firmy Amadeus wynika, że aż 81 procent podróżnych uważa, że przed podróżą ich największą obawą jest to, że ich lot się nie odbędzie i zostaną z zablokowanymi pieniędzmi jak Himilsbach z angielskim. Ale idźmy dalej. Druga największa obawa? 46 procent potencjalnych turystów nie ma pewności, czy w razie odwołania lotu otrzyma zwrot pieniędzy, a 38 procent ankietowanych dostaje mdłości, gdy pomyśli sobie o konieczności walki o zwrot pieniędzy z linią lotniczą, co oznacza, że zeszłoroczna trauma wciąż jest żywa.

Pomysł podsumowany przez „Telegraph” jest prosty. Załóżmy, że chcemy lecieć do Nowego Jorku wczesną jesienią, ale nie mamy pewności, że do tego czasu Stany otworzą granice dla zagranicznych turystów (a wręcz wydaje się to mało prawdopodobne). Dlatego zamiast wpłacać od razu całą sumę za bilet, pasażer podczas kupna wpłacałby na rzecz linii jedynie niewielki depozyt, a reszta gotówki trafiałaby z naszego konta na konto przewoźnika dopiero w dniu wylotu, gdy jest pewne, że nasz lot na pewno się odbędzie.

Foto: Shutterstock

– Przed pandemią pasażerowie dokonywali rezerwacji średnio z trzymiesięcznym wyprzedzeniem, ale w erze COVID-19 to jest niezwykle dużo czasu, podczas którego wiele może się zmienić. Dlatego wprowadzenie rozwiązań typu PAYF byłoby znacznie bardziej zachęcające dla pasażerów. Nie rekomendujemy wprowadzenia takiego rozwiązania do wprowadzenia od razu, ale w obecnej sytuacji ma ono największy sens – mówi Tomkins.

Jak dodaje, z badań Amadeusa wynika, że większość pasażerów byłaby skłonna wyłożyć depozyt w wysokości ok. 10 procent wartości biletu. Wady? W przypadku odwołania lotu z powodu wprowadzenia restrykcji (lub gdy z tego powodu pasażer nie zdecyduje się na lot) pasażer traciłby depozyt, ale jednocześnie unikałby długiej walki z linią lotniczą o swoje pieniądze za bilety.

Co na to linie lotnicze? Niektóre już ostrożnie eksperymentują z tym modelem, np. British Airways (ale tylko przy pakietach łączących przelot z dodatkową usługą, np. z noclegiem lub wynajęciem auta) czy Lufthansa. Ta druga linia oferuje jednak takie rozwiązanie tylko dla klientów korporacyjnych. Inne linie są w większości sceptyczne, wskazując na ogromne ryzyko takiego rozwiązania i ryzyko, które w tej sytuacji spadają na samego przewoźnika.

– Wiemy, że przewoźnicy mają swoje wątpliwości, ale z naszego punktu widzenia jakakolwiek rezerwacja jest lepsza niż brak rezerwacji – mówi Tomkins.

Z drugiej strony linie też mogą patrzeć na wyniki badania Amadeusa z pewną nadzieją. Pasażerowie są bowiem przekonani, że za taką opcję musieliby zapłacić więcej niż regularna cena biletu i… jest spora grupa podróżnych, która jest gotowa ponieść takie koszty. Jak czytamy w „Rzeczpospolitej” – 67 procent ankietowanych przez Amadeusa pasażerów z Niemiec liczy się z koniecznością tego, że będzie to droższa opcja, a 36 procent deklaruje, że byłaby nim i tak zainteresowana.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Świetny pomysł
wiks91, 8 lipca 2021, 5:31 | odpowiedz

porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »