Lotnisko w Krakowie śni o potędze. Za ćwierć miliarda PLN
Nowa droga startowa to główny punkt planu inwestycyjnego, który ma być zrealizowany do 2023 roku, gdy z lotniska ma korzystać ponad 6 mln pasażerów rocznie. Pas ma mieć 2800 metrów długości i 60 metrów szerokości, dzięki czemu będzie spełniał wszystkie wymogi, by regularnie latały tu samoloty szerokokadłubowe, takie jak należące do LOT Boeingi 787 Dreamliner.
Kraków stracił te trasy w 2010 r., gdy narodowy przewoźnik zlikwidował połączenie do Chicago. I przez lata włodarze portu mówili, że walczą o powrót tej trasy. Sęk w tym, że... i tak nie byłoby to możliwe, bo obecny pas startowy w Krakowie jest dość krótki – ma tylko 2550 metrów. To zaś oznacza, że choć można tu wylądować każdym samolotem, to wystartować z pełnym bakiem i pasażerami byłoby maszynie szerokokadłubowej bardzo trudno. I to był główny powód, dlaczego żadna linia nie pchała się na long-haule ze stolicy Małopolski.
I w najbliższych latach to się nie zmieni, nawet gdy powstanie nowy pas – jedyną linią, która byłaby w stanie uruchomić trasę do USA jest LOT. A narodowy przewoźnik nie dość, że jest w kiepskiej kondycji finansowej, to na dodatek realizuje strategię budowy hubu w Warszawie. To z kolei oznacza, że wszystkie dalekie trasy planuje z Warszawy, gdzie chce dowozić pasażerów z innych lotnisk w Polsce.
Kraków kontra Katowice
Balice są drugim największym lotniskiem w Polsce – z Krakowa lata 21 linii lotniczych, w tym roku ma obsłużyć 4,7 mln ludzi. Mimo szybkiego rozwoju Kraków ma poważnego konkurenta w postaci oddalonego o 90 kilometrów lotniska w Katowicach.
Śląski port (3,1 mln pasażerów rocznie) rozwija się równie dynamicznie jak Kraków, a w ostatnim czasie zyskał zdecydowanie ciekawsze kierunki niż Balice. Dzięki Wizz Air, wkrótce zaczną się loty na Lanzarote i Teneryfę, a od października polecimy z Katowic bezpośrednio do Dubaju.
Drugą nogą rozwoju Katowic są czartery – śląskie lotnisko już obsługuje 1,1 mln pasażerów czarterowych lotów rocznie i w ciągu kilku lat chce pod tym względem wyprzedzić Warszawę. Kluczem mają być połączenie długodystansowe (których Kraków w ogóle nie obsługuje) – pierwsze wystartuje w lipcu, gdy TUI uruchomi stąd połączenie do Punta Cana na Dominikanie.