Telefony w dłoń – to koniec trybu samolotowego. Ale przełomowych zmian w lotnictwie jest więcej!
Ostatnie dwie dekady, choć niewątpliwie są czasem gigantycznego rozwoju latania i upowszechnienia podróży, to jednocześnie upłynęły pasażerom pod znakiem ograniczeń, limitów i coraz to większych obostrzeń. Wielokrotnie zmieniały się zasady dotyczące bagażu – oczywiście na niekorzyść dla pasażerów. Stopniowo traciliśmy przywilej bezpłatnego bagażu rejestrowanego na rzecz regularnie zmniejszanego bagażu podręcznego.
Złote Piaski od 2399 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Złote Piaski od 1681 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Wrocław)
Chalkidiki od 2873 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Modlin)
Kilkukrotnie zmieniały się zasady bezpieczeństwa, czego efektem było pojawienie się na rynku setek miniaturowych kosmetyków, bo nagle pojemność „maksymalnie 100 ml” stała się bardzo pożądana. Regularnie zmniejszał się tzw. legroom, a pasażerowie obdarzeni długimi nogami, musieli je coraz mocniej podkurczać. Nie mówiąc już o ostatnich dwóch latach, gdy okazało się, że paszport i wiza to właściwie żaden problem – przy całej stercie dokumentacji związanej z pandemią koronawirusa.
Niestety w wielu aspektach podróże lotnicze już nigdy nie będą „jak kiedyś”. Na szczęście okazuje się, że wraz z rozwojem technologii, niektóre zakazy i limity mają szansę odejść do lamusa. Co ciekawe wiele w tym temacie wydarzyło się dosłownie w ostatnich kilkunastu dniach.
Tryb samolotowy niedługo przejdzie do historii
Zaledwie wczoraj Komisja Europejska ogłosiła, że w samolotach będzie możliwe szerokie wdrożenie usług 5G. Co to znaczy? Mówiąc prościej – to właściwie koniec „trybu samolotowego”. W trakcie lotu będziesz bowiem mógł normalnie korzystać z telefonu, zupełnie tak jak na ziemi. To znaczy, że bez problemu wyślesz SMS-a, zadzwonisz do mamy, odbierzesz połączenie od szefa, a nawet skorzystasz z internetu na bazie zwykłego pakietu danych w telefonie.
Zapowiedź Komisji Europejskiej to jeszcze nie zmiana przepisów, ale można śmiało założyć, że zatwierdzenie przepisów przez Parlament Europejski to właściwie formalność.
– Niebo nie jest już granicą w kontekście szybkich połączeń o dużej przepustowości – skomentował Thierry Breton, unijny komisarz ds. rynku wewnętrznego. – 5G zapewni innowacyjne usługi dla ludzi i możliwości rozwoju dla europejskich firm – dodał.
Trzeba przyznać, że jest to spory przełom. Co prawda od wielu lat głośno mówi się o tym, że włączanie trybu samolotowego nie ma żadnego znaczenia, a część linii zaczęła umożliwiać pasażerom wykupienie dostępu do internetu, to jednak „dostęp jak na ziemi” jest czymś dalece wygodniejszym i bardziej pożądanym.
Limit płynów – o nim też prawdopodobnie zapomnimy
Kilka dni temu powrócił też wątek limitu płynów, o którym dyskutuje się od kilku lat. Udane testy wykorzystywania bramek CT zamiast tradycyjnych skanerów w trakcie kontroli bezpieczeństwa na niektórych europejskich lotniskach, dają nadzieję, że i ta zasada lada moment odejdzie do lamusa.
W efekcie Wielka Brytania zapowiedziała, że na wszystkich większych brytyjskich lotniskach, zasady dotyczące płynów zostaną zniesione w ciągu 18 miesięcy – do lata 2024 r. Niemal od razu zareagowały władze lotniska London City, które zapewniły, że w tym porcie stare skanery znikną już w kwietniu przyszłego roku. Wtedy też pasażerowie nie będą już musieli przejmować się pojemnością kosmetyków. Testy bramek CT prowadzone są z powodzeniem także m.in. na lotnisku Heathrow, a także w innych europejskich portach.
Wraz z wprowadzeniem nowej technologii do kontroli bezpieczeństwa, sam proces jej przejścia znacząco się ułatwi i zajmie mniej czasu. Poza tym, że zniknie limit dotyczący płynów, pasażerowie nie będą też musieli ich wyciągać do plastikowych koszyków. Podobnie zresztą będzie z elektroniką.
Szybkie bramki i biometria zamiast klasycznej kontroli paszportowej
Kolejną kwestią, która przeżywa rozkwit w kontekście podróży lotniczych jest automatyzacja odprawy i kontroli paszportowej. Nawet na mniejszych lotniskach (jak chociażby w Krakowie) pojawiły się bramki do automatycznej kontroli paszportowej – zarówno dla pasażerów przylatujących, jak i wylatujących z i poza strefę Schengen.
Teraz temat powraca, bowiem z tradycyjną kontrolą i kartami pokładowymi właśnie pożegnał się Air New Zealand. Co prawda na razie testowo i tylko na trasie z Los Angeles, ale docelowo taka opcja ma się stać standardem – przynajmniej na lotach z USA.
Pasażerowie mogli zarejestrować się w specjalnych kioskach, dzięki którym później weryfikują swoją tożsamość ekspresowo.
– Słyszeliśmy od klientów, że chcą, aby korzystanie z lotniska było bezproblemowe, a technologia jest w tym procesie kluczowa. Według IATA ponad 75 proc. klientów dostrzega ogromną wartość weryfikacji biometrycznej i chce jej używać zamiast paszportów i kart pokładowych – wyjaśnia Nikhil Ravishankar, dyrektor ds. cyfrowych Air New Zealand.
Wątek biometrii był też istotnym elementem wystawy Emirates podczas EXPO2020. W pawilonie mogliśmy zobaczyć, że przyszłość lotnictwa to właśnie brak okazywania dokumentów, a cała odprawa ma się opierać na skanerach – oczu, odcisków palców itd. Zresztą akurat w Dubaju urządzenia biometryczne zostały wprowadzone już w 2017 roku.