Koniec świata! Frankfurt zbuduje barak dla Ryanaira i innych tanich linii
Frankfurt to główny port Lufthansy i jeden z największych przesiadkowych hubów w Europie, który jednak w ostatnich latach miał problemy z osiągnięciem zwiększonej liczby pasażerów. W 2016 r. lotnisko obsłużyło 60,78 mln pasażerów i był to pierwszy roczny spadek od 2009 roku. By podreperować statystyki (i zwiększyć zyski) lotnisko we Frankfurcie zaczęło mocno kusić tanie linie lotnicze. Efekt? Od wiosny z Frankfurtu lata Ryanair, a już w przyszłym tygodniu zacznie stąd latać również węgierski Wizz Air. Tanie linie rosną we Frankfurcie bardzo szybko, a to powoduje, że i tak zapchane lotnisko, zapycha się jeszcze bardziej. Dotyczy to głównie Ryanaira, który w tym roku obsłuży we Frankfurcie milion pasażerów. Z kolei w 2018 roku Irlandczycy planują obsłużyć aż 3 mln ludzi i zwiększyć liczbę zbazowanych samolotów. Od września Ryanair będzie ich miał we Frankfurcie aż 7. Jednak, jak kilka dni temu przyznał Matthias Zieschang, dyrektor finansowy Fraport, w przyszłym roku będzie ich aż 12. A to powoduje, że w 2019 roku dwa terminale we Frankfurcie osiągną swoją maksymalną przepustowość. Oczywiście, port we Frankfurcie się rozbudowuje, ale Terminal 3 (w którym będzie można obsługiwać 15 mln ludzi rocznie) ma być gotowy dopiero w 2023 roku.
Dlatego Fraport ogłosił, że planuje zbudować proste, jednopiętrowe przedłużenie jednego z terminali, z którego będą korzystały tylko tanie linie. Budynek ma spełniać „low-costowe” standardy – znajdą się w nim co prawda sklepy bezcłowe, nie będzie jednak saloników dla klientów biznesowych. Cała inwestycja ma zostać zrealizowana w ciągu 2-3 lat. Tanie linie będą operowały z nowego budynku do momentu oddania do użytku nowego terminala. Koszty inwestycji nie są znane, ale Frankfurtowi i tak się opłaci – Zieschang szacuje, że tylko dzięki tanim liniom w tym roku liczba pasażerów na tym lotnisku zwiększy się o 2-4 proc. w skali roku.
Lufthansa i inne linie znów niezadowolone
Tak duże skupienie się przez Fraport na tanich liniach nie podoba się Lufthansie i innym dużym liniom, według których Ryanair jest faworyzowany, m.in. w formie zniżek na nowe połączenia. Władze portu we Frankfurcie próbują załagodzić spór – prowadzone są m.in. rozmowy na temat rabatów dla linii Eurowings, która miałaby jeszcze w tym roku pojawić się we Frankfurcie. Nieoczekiwanie narodził się jednak kolejny problem.
Chodzi o limity operacji lotniczych. Obecnie we Frankfurcie maksymalny limit wynosi do 100 startów i lądowań na godzinę. Od końca października zostanie on zwiększony do 104. Z powodu tej decyzji lotnisko krytykują linie lotnicze, m.in. Lufthansa, Air France i Condor. Czemu? Chodzi o efektywność lotniska i opóźnienia startów samolotów.
– Współczynnik punktualności lotniska we Frankfurcie wynosi tylko 80 proc. i już teraz jest kiepski w porównaniu do innych lotnisk w Europie – mówi Ralf Teckentrup, prezes linii Condor.
Oznacza to, że co piąty samolot startujący z Frankfurtu jest opóźniony. W tle tej krytyki jest oczywiście Ryanair i oskarżenia o to, że lotnisko faworyzuje w ten sposób irlandzką linię.
Władze portu bronią decyzji i dodają, że docelowo Frankfurt jest w stanie obsługiwać maksymalnie 126 startów i lądowań na godzinę. Co na to przewoźnicy? Mówią, że oczywiście, jednak w ślad za zwiększaniem przepustowości portu powinny iść dodatkowe inwestycje w infrastrukturę, których póki co nie ma.