REKLAMA

Pożegnaj się z Boeingiem 737 MAX – w tej formie znika na dobre. Linie kupują, ale się wstydzą

Foto: Boeing

Śmialiście się z Donalda Trumpa, który radził Boeingowi zmianę nazwy feralnego samolotu? Okazało się, że to… świetny pomysł, a sprawy w swoje ręce wzięły linie lotnicze. W efekcie mamy dużo gimnastyki słownej linii lotniczej, a dni flagowego samolotu Boeinga pod znaną obecnie nazwą, wydają się policzone.

Wciąż nie wiemy, kiedy uziemione od wielu miesięcy samoloty Boeing 737 MAX wrócą do latania. Po dwóch katastrofach maszyn tego typu, w których zginęło kilkuset pasażerów linii Ethiopian oraz Lion Air, Boeing przyznał się do wystąpienia usterek w samolocie i zobowiązał się je szybko naprawić. Mimo to do teraz nie ustalono terminu przywrócenia samolotów do służby – setki samolotów są uziemione, a kolejne terminy (ostatnio mówi się o połowie września) przesuwane.

Oczywiście, dla linii lotniczych oznacza to kolosalne straty finansowe i wizerunkowe – 5 Boeingów 737 MAX 8 LOT-u jest zbazowanych w Lublinie, a w tym samym czasie przewoźnik musi leasingować starsze, mniejsze i znacznie mniej komfortowe maszyny, co jest dla linii dużym wyzwaniem

Foto: Grand Warszawski / Shutterstock

Jak wyjść z kryzysu? Zmienić nazwę!

Boeing mierzy się z ogromnym wizerunkowym kryzysem, który nie ma precedensu w ostatnich latach.  Jak mu zaradzić? Wśród wielu pomysłów, swój podrzucił m.in. prezydent USA Donald Trump, który zaproponował najzwyczajniej w świecie… zmianę nazwy feralnego samolotu.

Pomysł został na początku wyśmiany. Wiadomo, prezydent Trump…

Ale okazuje się, że Boeing potraktował to rozwiązanie jak najbardziej poważnie.

– Jesteśmy otwarci na każdy pomysł, który pozwoli nam na przywrócenie zaufania pasażerów. Jeśli to oznacza zmianę marki, to z pewnością to zrobimy – powiedział Greg Smith, dyrektor finansowy Boeinga.

Na razie jednak amerykański producent samolotów milczy, więc szlak w tym temacie zdecydowały się przetrzeć linie lotnicze, dla których kwestia bezpieczeństwa w MAX-ach (a także tego, w jaki sposób na bezpieczeństwo patrzą linie lotnicze) też jest priorytetem. Czy uda się ją rozwiązać zmianą nazwy? Zobaczymy – fakty są jednak takie, że pierwszy był Ryanair.

Dla irlandzkiej linii konsekwencje uziemienia MAX-ów na razie nie są monstrualne, ale docelowo mogą być znacznie poważniejsze. Ryanair, który ma zamówionych 135 maszyn tego typu, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i… samoistnie zmienić nazwę swojego samolotu. Dlatego od kilku miesięcy irlandzki przewoźnik konsekwentnie unika używania w komunikacji pełnej nazwy zamówionego przez siebie samolotu, czyli 737 MAX 200, zamiast tego nazywa zaś swój samolot “gamechanger”, wskazując na szereg usprawnień i lepszych osiągów, jakie oferuje nowa maszyna.

Jednocześnie warto dodać, że Ryanair dba też o pozytywny PR Boeinga, cały czas zapewniając o pełnym zaufaniu do amerykańskiego producenta samolotów. Oczywiście, przewoźnik nie robi tego za darmo – kilka tygodni temu “Irish Times” poinformował, że Boeing i Ryanair osiągnęły porozumienie w sprawie rekompensat za uziemienie MAX-ów. Kwota jest objęta tajemnicą, natomiast ma być ona “wypłacona” w formie rabatu na przyszłe zamówienia i część zamówienia obecnego. Nie da się bowiem ukryć, że Boeing jak tlenu potrzebuje nowych zamówień, a kto zdecyduje się na zakup MAX-ów, może potencjalnie sporo wygrać.

Foto: Ryanair

Dobry czas dla hazardzistów

Podczas niedawno zakończonego salonu lotniczego Paris Air Show Boeing poniósł absolutną klęskę w swojej odwiecznej konfrontacji z Airbusem. Podczas gdy Francuzi zaprezentowali wyczekiwanego od dawna Airbusa A321XLR i sprzedali 243 egzemplarze tego modelu, Boeing rozpoczął targi od przeprosin.

Amerykańska linia potrzebowała sukcesu i spektakularnego zamówienia ze strony dużej linii, która podejmie ryzyko i uwierzy w MAX-y. I znalazła w postaci koncernu IAG, który dla swoich linii lotniczych, takich jak: British Airways, Iberia, Vueling, Aer Lingus czy LEVEL, zamówił 200 samolotów tego typu. Eksperci są zgodni: ten list intencyjny to trochę ryzyko dla prezesa firmy Willego Walsha, który wierzy, że pasażerowie zapomną o problemach MAX-a, ale z drugiej strony – znajdujący się “na musiku” Boeing z pewnością zaproponował linii tak dobre warunki, że trudno było je odrzucić.

Ale w tej sprawie ciekawsze jest to, w jaki sposób IAG ogłosiło transakcję. TUTAJ możecie przeczytać komunikat prasowy, informujący o transakcji. Co jest w nim ciekawego? To, że IAG w ani jednym miejscu nie używa nazwy “MAX”. O nowo zakupionych samolotach przewoźnik pisze Boeing 737-8 i Boeing 737-10.

Lotniczy eksperci są przekonani, że ten komunikat nie mógł powstać bez wiedzy Boeinga i dodają, że to tak naprawdę początek końca marki MAX na rynku. I przy okazji świetny interes dla IAG, bo z pewnością przewoźnikowi udało się kupić samoloty po bardzo promocyjnej cenie.

Na problemach Boeinga starają się też korzystać inne linie lotnicze, które próbują nakłonić producenta do udzielenia większych rabatów. Dobrym przykładem jest tu wypowiedź prezesa Lufthansy Carstena Spohra, który w marcu stwierdził, że niemiecki przewoźnik mógłby kupić ponad 100 MAX-ów. No, chyba, że jednak zdecyduje się na Airbusa i jego samoloty z rodziny A320. To zdanie prezesa zostało jednoznacznie odebrane jako rzucenie negocjacyjnej rękawicy Boeingowi.

A czy Waszym zdaniem projekt MAX ma jeszcze przed sobą przyszłość?

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
A czy LOT tez wykorzysta obecne problemu Boeinga? Tak by zapewnić sobie nowe samoloty w dużo lepszej cenie 
Adaam34, 24 czerwca 2019, 20:45 | odpowiedz
Avatar użytkownika
linie lotnicze tak zakombinują, że pasażerowie nie będą świadomi jakim samolotem lecą, tylko pasjonaci lotnictwa poznają maszynę po wyglądzie, nie oszukujmy się... ja tylko mam nadzieję, że już nikt nie zginie przez dziadowanie boeinga...
wit123, 24 czerwca 2019, 20:49 | odpowiedz
Avatar użytkownika
A kiedy ktoś pójdzie siedzieć za zabójstwo 500 osób?
edek_z_krainy_kredek, 25 czerwca 2019, 7:34 | odpowiedz
Co konkretnie było problemem w 737MAXach? Wadliwe oprogramowanie jak podawał producent, czy może jednak wady konstrukcyjne? Ryanair, jak i całe mnóstwo innych linii lotniczych w tym LOT mają tysiące różnych egzemplarzy poprzednich wersji B737, które przez ponad dekadę nie miały takich problemów.Coś mi się wydaje że gdyby problemem był tylko software usterkę by szybko usunięto...
kittycate, 25 czerwca 2019, 20:00 | odpowiedz

Kalabria widok wybrzeża
Najlepsza oferta

Tani urlop we Włoszech za 427 PLN

Igor Więcek | 2019-07-21 19:51
REKLAMA
Aplikacja Fly4free.pl
Nowa oferta: . Czytaj teraz »
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.
porównaj loty, hotele, lot+hotel