Fly4free.pl

Za 5 lat czeka Cię największa zmiana w lataniu, jakie znasz. Będzie… bardziej „lowcostowo”

Foto: Airbus

Przeznaczony do dalekich lotów wąskokadłubowy Airbus A321XLR był hitem Paris Air Show: linie lotnicze w ciągu kilku dni złożyły zamówienia aż na 243 samoloty tego typu. Eksperci są zachwyceni osiągami maszyny, która zacznie wozić pasażerów w 2023 roku. Co nas czeka na pokładzie? Sprawdźmy.

8700 kilometrów – taki jest maksymalny zasięg wąskokadłubowego Airbusa A321XLR, czyli samolotu, który może w najbliższych latach podbić rynek lotniczy. Czym się wyróżnia?

Maszyna ma o 15 procent większy zasięg od Airbusa A321LR i aż o 30 procent mniejsze spalanie paliwa (w przeliczeniu na pasażera) od A321neo. W świecie poszukujących oszczędności linii lotniczych to idealne połączenie.

Ale równie ważna jak oszczędność jest też relatywnie niewielka pojemność samolotu: w 2-klasowej konfiguracji A321XLR będzie zabierać na pokład od 180 do 220 pasażerów. Oczywiście, nie wliczając tu takich “hardkorów” jak Wizz Air, który już ogłosił, że jego XLR-y wciąż będą miały 239 foteli (przy maksymalnym zagęszczeniu liczba foteli rośnie do 244 sztuk).

Foto: Airbus

Te wszystkie argumenty to świetne wieści, bo oznaczają one stworzenie zupełnie nowego segmentu na rynku lotniczym: dalekich połączeń między miastami średniej wielkości, gdzie w innym wypadku byłoby trudno o połączenia międzykontynentalne. Świadczą o tym choćby niedawne słowa Artura Tomasika, według którego A321XLR daje takim lotniskom jak Katowice niepowtarzalną szansę na regularne pasażerskie loty międzykontynentalne. Katowice to zresztą tylko przykład – chodzi bowiem generalnie o mniejsze rynki, które w normalnych okolicznościach nie byłyby w stanie  zbudować oferty na dalekie połączenie.

Inne przykłady? Weźmy szefa planowania siatki połączeń w linii American Airlines, czyli pana Vasu Raja. American zamówił 50 egzemplarzy A321XLR i choć pierwsze egzemplarze otrzyma dopiero za 6 lat, to już teraz mniej więcej wie, na jakich trasach będzie latać. Będą to loty z USA do Europy, ale między tzw. secondary cities. Gdzie? W Hiszpanii, Francji, Niemczech, a nawet Szwajcarii. Przykładowe trasy, jakie mógłby uruchomić przewoźnik to Filadelfia-Malaga, Filadelfia-Bazylea (choć tu w XLR przewoźnik musiałby więcej zainwestować w osobną klasę biznes, specjalnie przystosowaną pod wąski kadłub) czy Charlotte-Dusseldorf. Wszystko jest dokładnie wyliczone.

– To miasta, do których moglibyśmy polecieć np. Boeingiem 757, ale ten samolot ma ponad 25 procent wyższe jednostkowe koszty niż A321XLR. Do tego w Hiszpanii czy Francji mamy mnóstwo sieciowej mocy, dzięki naszym europejskim partnerom – mówi Raja.

A to tylko jeden przykład z wielu.

Foto: Airbus

Kto jeszcze poleci XLR?

Pierwszym odbiorcą nowoczesnego samolotu mają być libańskie linie lotnicze Middle Eastern Airlines, które zamówiły 4 samoloty A321XLR. Oprócz Libańczyków, American Airlines i opisywanego wcześniej Wizz Aira, nowe maszyny tego typu zamówiły m.in. Saudia, Cebu Pacific, Qantas i JetBlue (który otrzyma 13 maszyn, zamieniając swoje wcześniejsze zamówienie). Szczególnie ciekawa jest ta ostatnia linia – to znany amerykański low-cost, który już zapowiedział, że od 2021 roku zacznie latać z USA do Europy, a pierwszą trasą będzie najbardziej oblegane połączenie transatlantyckie, czyli Londyn-Nowy Jork. Zamówienie 13 samolotów sugeruje, że takich połączeń będzie więcej.

Szlak przecierał WOW Air

Ciekawe jest też zamówienie na 14 tego typu maszyn dokonane przez grupę IAG: spośród tego zamówienia, 8 XLR-ów otrzyma hiszpańska Iberia, a 6 – irlandzki Aer Lingus. Tu plany przewoźnika są klarowne – obie linie będą chciały wykorzystać swoje połączenie geograficzne i postawić na rozwój połączeń transatlantyckich do USA. A dzięki większemu zasięgowi – oznacza to znaczące powiększenie siatki połączeń.

W tym miejscu widzimy, że IAG planuje przetestować manewr, który wprowadził Norwegian, a kontynuował WOW Air, czyli transatlantyckie loty samolotem wąskokadłubowym. W przypadku islandzkiej linii zabrakło funduszy i sensownego długofalowego planu rozwoju, ale tak duży przewoźnicy jak Iberia czy Aer Lingus są z pewnością znacznie lepiej przygotowani do takiego eksperymentu.

Foto: Airbus

A co XLR oznacza dla pasażerów?

Przede wszystkim – większą elastyczność, większą liczbę lotnisk, między którymi możemy odbyć daleką podróż i być może tańsze bilety lotnicze (a na pewno tańsze niż w przypadku rejsów wykonywanych szerokim kadłubem). Ale z drugiej strony – ponieważ układ A321XLR jest zbliżony do Neo – prawdopodobne są także rozwiązania rodem z tanich linii lotniczych związane z polityką bagażu, czyli np. Ograniczenie możliwości zabierania bagażu podręcznego na pokład.

I tu dochodzimy do największej trudności – A321XLR to samolot wąskokadłubowy, a lot wąskim kadłubem na trasie zajmującej 8 godzin czy więcej, nigdy nie jest wygodnym przeżyciem. Z drugiej strony – Airbus zapewnia, że nie będzie tak źle. Układ foteli powoduje bowiem, że będą one miały 18 cali szerokości (45,7 cm), czyli o jeden cal więcej niż w tradycyjnych samolotach wąskokadłubowych. Rozkład foteli będzie oczywiście zależał od przewoźników, ale Airbus oferuje standardowy “legroom”, czyli przestrzeń na nogi, wynoszącą od 32 do 34 cali, więc nie ma co narzekać.

Do tego Airbus już teraz zapowiada, że maszyny będą zaopatrzone w środku w moduł Airspace Cabin, który ma zapewnić większe schowki bagażowe, gotowość do zainstalowania wi-fi oraz specjalny system oświetlenia zmniejszający jetlag i uczucie zmęczenia. Czy to wystarczy? Zobaczymy.

Z pewnością jednak ten samolot będzie dla wielu pasażerów rewolucją. Zgadzacie się z tym?

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.

Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?


porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »