Brak wyobraźni przy boardingu w Krakowie skończył się tragedią. Przeczytaj, zanim zaczniesz się pchać
71-letnia Brytyjka została potrącona i upadła, gdy podekscytowany tłum ruszył na lotnisku w Krakowie do autobusu, który zawiezie ich na samolot Ryanaira. W wyniku odniesionych obrażeń zmarła trzy tygodnie później – donoszą brytyjskie media. Takie tragedie każą nam się poważnie zastanowić nad tym, w jaki sposób zachowujemy się podczas procesu wchodzenia na pokład.
O tym, dlaczego pasażerowie na lotniskach stają w kolejkach do bramek jeszcze na kilkanaście minut przed ogłoszeniem boardingu, można pisać wiele. Sami poświęciliśmy tej tematyce duży tekst, z którego wynika, że przyczyn jest wiele i głównie są one związane z dużymi emocjami i podekscytowaniem przed podróżą, która rozpocznie się lada moment. Do tego często dochodzi stres: samolot jest opóźniony, a my przecież lecimy do rodziny, znajomych, na ważne spotkanie, nie możemy się spóźnić, więc w grę wchodzą nerwy i zachowania irracjonalne.
Jedną z najbardziej niewyjaśnionych zagadek w procesie boardingu jest to, dokąd ci wszyscy ludzie tak często się spieszą? Przecież jesteście już przy bramce, samolot na pewno bez Was nie odleci. Jeszcze przed 2014 rokiem, gdy w liniach Ryanair i Wizz Air miejsca nie były numerowane, można to było zrozumieć. Wiadomo – kto pierwszy, ten lepszy. Ale dzisiaj? Przecież większego znaczenia nie ma już nawet to, żeby umieścić bagaż w schowku dokładnie nad naszą głową, bo coraz bardziej restrykcyjna polityka walizkowa sprawia, że schowki nie są już zapchane.
A mimo to ludzie lecą przed siebie: podrywają się błyskawicznie z siedzeń, gdy widzą przedstawicielkę linii zmierzającą do gate’u, biegną prawie do autobusu, jakby zajęcie w nim miejsca dawało jakieś szczególne przywileje, a gdy ten staje przed samolotem, znów wielu zaczyna praktycznie sztafetę. Często z narażeniem zdrowia, swojego i innych.
I jak się okazuje, czasem zdarza się, że takie nieodpowiedzialne zachowanie może doprowadzić do tragedii.
Tak jak 20 marca na lotnisku w Krakowie – od kilku dni o tej sprawie rozpisują się wszystkie brytyjskie media, m.in. „Independent”.
Co tam się stało? 71-letnia Paula Whitelaw czekała na swój lot do Manchesteru razem z mężem. Miała wykupiony priorytetowy boarding, więc razem z mężem została poproszona o przejście na początek kolejki. Oczywiście, wiecie jak wielką farsą potrafi być boarding w tanich liniach, zwłaszcza dla pasażerów z priorytetowym wejściem, które zazwyczaj oznacza tyle, że musicie stać znacznie dłużej przy drzwiach prowadzących na płytę lotniska.
Tak było też tym razem. Wpuszczeni przez agenta ludzie tłoczyli się na schodach przed zamkniętymi drzwiami w oczekiwaniu na autobus, który zawiezie ich do samolotu. Według relacji “Independent” i innych brytyjskich mediów, powołujących się na brytyjskiego koronera, w momencie, gdy autobus pojawił się, wśród czekających pasażerów stworzył się tumult, a ludzie zaczęli się przepychać w stronę wyjścia. W efekcie kilku pasażerów potknęło się na schodach i spadło, powstał efekt domina. Najmocniej ucierpiała w nim Whitelaw, która upadła głową na podłogę, popchnięta przez innych pasażerów.
Po przewiezieniu do szpitala w Krakowie zdiagnozowano uszkodzenie mózgu i pęknięty obojczyk. Paula Whitelaw zmarła 13 kwietnia.
Brytyjski koroner Sarah Murphy uznała, że śmierć nastąpiła w sposób przypadkowy. Ale gdyby nie podekscytowani współpasażerowie zmierzający do autobusu, ten przypadek zapewne by nie nastąpił. Dlatego z tego miejsca warto chyba zaapelować o opamiętanie się – nawet jeśli nie wejdziecie pierwsi na pokład, to samolot i tak nie odleci bez Was. Pośpiech nie tylko nie jest wskazany, ale jak widać, może też prowadzić do bardzo poważnych konsekwencji.
Zwróciliśmy się do lotniska w Krakowie i Ryanaira z pytaniami dotyczącymi tego tragicznego wydarzenia. Być może lotnisko i linia lotnicza muszą przemyśleć to, w jaki sposób prowadzone jest wchodzenie pasażerów na pokład. I jeśli jest taka potrzeba, dokonać pewnych korekt, aby tego typu sytuacje już nigdy się nie powtórzyły.
Gdy tylko otrzymamy odpowiedzi, na pewno Was o nich poinformujemy.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?