Fly4free.pl

Tak się zarabia na polskich lotniskach. Żyła złota czy zwykłe wykorzystywanie niewiedzy pasażerów?

Kantor na lotnisku
Foto: Kenishirotie, Shutterstock (zdjęcie ilustracyjne)

Narzekasz, że przepłacasz za różne towary na lotnisku? To jeszcze nic. Poznaj ludzi, którzy bez skrupułów wykorzystują sytuację i golą Ciebie aż miło.

Witaj na Dzikim Zachodzie. Niech nie zwiedzie cię nazwa lotniska, na którym właśnie wylądowałeś: Warszawa, Gdańsk, Kraków. Nie szukaj baru-saloonu z whisky i pianistą, gdzie przepuścisz swoje pieniądze lub zostaniesz wprowadzony w błąd, niedoinformowany czy oszukany.

Taką rolę z powodzeniem pełnią w porcie lotniczym inne przybytki. Świecące w oczy błyszczącym neonem z napisem: Kantor Wymiany Walut.

Money, money, money

Portal trojmiasto.pl i wypowiedź rzecznika Portu Lotniczego Gdańsk sprzed 4 lat:

– Szanując zasadę wolnego rynku staramy się nie ingerować w politykę cenową naszych najemców – mówi Michał Dargacz, rzecznik Portu Lotniczego im. Lecha Wałęsy w Gdańsku. – Przekazując skargi od pasażerów, zwróciliśmy jednak uwagę operatorowi kantoru, aby przeanalizował swoją strategię cenową, dotyczącą przede wszystkim ustalania kursów walut, gdyż w oczach klientów może ona wpływać negatywnie na wizerunek nie tylko ich marki ale również i Portu Lotniczego Gdańsk.

Czy coś się zmieniło od tego czasu? Nic.

To samo lotnisko, grudzień 2017. Sanna Laine z 4-miesięcznym synkiem podchodzi do kantoru, po przylocie do Gdańska. Wymienia 400 USD. Kurs? 2,69 PLN. Lekką ręką obywatelka Finlandii straciła ponad 300 PLN.

Precyzując: dokładnie tyle mogła dostać, wymieniając walutę w każdym innym kantorze, nawet w takich „turystycznych” miejscach jak okolice dworca Gdańsk Główny.

– Żona spytała pracownika kantoru o możliwość wymiany pieniędzy. Dopytywała się również, czy dobrym pomysłem jest wymienić całą kwotę na miejscu – opowiada mąż Finki. – A on zaczął jej wmawiać, że lepszej ceny w Gdańsku nie dostanie. I że inne kantory policzą jej dodatkową prowizję – dodaje w rozmowie z jedną z polskich gazet.

O co chodzi z tymi kantorami na polskich lotniskach?

* * *

– Golimy frajerów. A raczej wykorzystujemy ich niewiedzę, naiwność, potrzebę chwili – anonimowo wypowiada się pracownik kantoru w porcie lotniczym położonym w południowej części Polski.
– Na czym polega golenie?
– Informujemy, że kurs w centrum miasta będzie podobny. Wiele osób z lenistwa chce od razu wymienić całą gotówkę. Dla nas to żyła złota.
– Ale przecież wasz kurs jest skrajnie niekorzystny…
– Ty to wiesz. Ja to wiem. Oni nie muszą wiedzieć.
– A co z etyką?
– O jakiej etyce mówimy? To taka sama sytuacja, jak z restauracjami: klient jednorazowy. Nie muszą się starać i oferować świetnego jedzenia, skoro oni do nas już nie wrócą. Więc turystyczne knajpy oferują słabe jedzenie za spore kwoty – bez żadnego ryzyka i zbytnich skrupułów.
– Największa kwota?
– W tym roku? Ciężko mi sobie przypomnieć. Ostatnio przyleciał facet z Norwegii, wymienił coś około 30 tys. NOK (mniej więcej 13,1 tys. PLN – przyp. aut.).
– Ile na nim zarobiliście?
– 3 tys. PLN.
– Na tej jednej transakcji?
– Tak. I to wcale nie był rekord.

Kantor na lotnisku
Foto: Philip Lange, Shutterstock (zdjęcie ilustracyjne)

Kantory zlokalizowane w portach lotniczych na całym świecie mają dość specyficzne kursy. Nazwijmy sprawę po imieniu: jest drogo. Kursy odbiegają od tych, które możemy napotkać poza lotniskiem.

Ale jest znacząca różnica między zarobkiem (naturalna sprawa) a rozbojem w białych rękawiczkach. Ciężko inaczej określić narzut 30-40 proc. na niektórych walutach – a i takie się zdarzają na polskich lotniskach.

Kantory podlegają regulacjom. Sęk w tym, że rozporządzenie Ministerstwa Finansów, określające sposób prowadzenia kantoru, nie przewiduje odgórnej ingerencji. Wprost: to właściciele kantorów dowolnie kształtują kurs. I słusznie, mamy wolny rynek. Ale czy to oznacza, że musi panować w tym temacie totalna „wolna amerykanka”?

* * *

Jadę na lotnisko w Krakowie. Wcześniej proszę mojego przyjaciela, aby przeszedł się po terenie portu lotniczego, zorientował się w tym, czy dużo osób korzysta z kantoru. Efekt? „– Jest ruch”, mówi mój znajomy.

Pani przed okienkiem wymienia 600 EUR po kursie 3,33 PLN za 1 EUR. Dostaje 1998 PLN. Obserwując transakcję, dzwonię do pierwszego kantoru, który wyskakuje mi w google po wpisaniu frazy: „kantor wymiana walut centrum krakowa”.

Sprawdzam również, co mi się pokaże, gdy wpiszę w wyszukiwarkę frazę: „currency exchange cracow center” (wszak nie możemy wymagać od cudzoziemców znajomości naszego języka, tych wszystkich -sz, -cz i chrząszczów, które brzmią w trzcinie). Po drugiej stronie słuchawki damski głos.

– Dzień dobry, własnie przyleciałem z Oslo, muszę wymienić 600 EUR.
– Zapraszamy, mamy kilka lokalizacji w Krakowie.
– A ile złotówek otrzymam za te 600 EUR.
– (szybkie liczenie) Kurs jest zmienny, na ten moment to około 4,15 PLN za 1 EUR, czyli jakieś 2496 PLN, ale mogę nieco więcej dać.
– OK, dziękuję.

Dowiedziałem się właśnie, jak stracić/zyskać 500 PLN w 2 minuty.

Kantor na lotnisku
Foto: Yasni, Shutterstock (zdjęcie ilustracyjne)

Podłoże biznesowe

Rozumiem doskonale, że warunki handlowe na lotnisku są zupełnie odmienne niż w innych miejscach. Mimo to ciekawi mnie, skąd się bierze taka polityka właścicieli kantorów. Wysyłam 3 maile z prośbą o kontakt do operatorów kantorów na części z polskich portów lotniczych. Żaden z nich nie doczekał się odpowiedzi.

* * *

Lotnisko w Katowicach, powrót z Izraela kilka dni temu. Para starszych obywateli Izraela, która siedziała 3 rzędy przede mną, wymienia blisko 1000 USD tuż po przylocie. Łowię uchem rozmowę z pracownikiem kantoru. Łamany angielski.

– Good biznes? Good money? OK?

– Yes, best in Katowice!

Chcę podejść do nich, ale rezygnuję. Może to błąd?

To tylko praca...

Na pozór wszystko gra. Reguły są jasne.

– Rozróżnijmy dowolnie kształtowaną politykę w zakresie ustalania kursu walut, a zwyczajne wprowadzanie w błąd ludzi, którzy mogą nie znać średnich kursów, mogą nie wiedzieć, że na lotnisku będą poczęstowani aż tak dużym narzutem bądź po prostu zostaną wprowadzeni w błąd – Wojciech Szerda, prawnik, tłumaczy mi cierpliwie. – To transakcja na którą zgadzają się obie strony. Jeżeli wszystkie kwoty i ewentualne koszty dodatkowe transakcji są widoczne, wyświetlone na tablicy, nie możemy raczej mówić o oszustwie – dodaje.

* * *

Kolejna rozmowa, ponownie anonimowa. Przyjmijmy, że rozmawiam z Maćkiem.

– Nie masz wyrzutów sumienia?
– To tylko moja praca. Muszę to robić i tyle. Ktoś chce, to wymienia. Nie chce, to odchodzi.
– Ale czasami nie świerzbi język. jak sytuacja jest ewidentna?
– (cisza) Tak ze 3 miesiące temu miałem klientów, grubo po 70-tce. Dopiero co przylecieli, dwie duże walizki ze sobą. Nie mieli złotówek, chcieli jechać taksówką do centrum, widać było, że raczej nie są krezusami. Ale od razu chcieli wymienić ze 2000 USD. Powiedziałem im, że lepszym pomysłem jest wymienić tylko 100 USD, a resztę w jakimś kantorze na mieście.
– Dlaczego to zrobiłeś?
– (długa cisza) Zrobiło mi się ich żal.

Kurs walut na lotnisku
Foto: Paweł Kunz, Fly4free.pl / Jakub R.

Rozmowy z przedstawicielami firm zajmujących się obrotem walutami są pouczające. Ciekawe, że przy próbie wypowiedzi oficjalnej, następuje usztywnienie stanowiska.

Zysk? Owszem. Ale są i tacy, którzy patrzą na to nieco szerzej. Bo z punktu widzenia klienta, planowanie na przyszłość jest jedynym sposobem na uzyskanie najlepszego stosunku jakości do ceny. Pisząc wprost: warto pomyśleć o walucie przed rozpoczęciem wymarzonego wyjazdu.

To moje słowa? Nie, to szef FairFX, Ian Strafford-Taylor.

* * *

Zaglądam do raportów, dotyczących innych lotnisk, poza Polską. Może Londyn? Tutaj jak na dłoni widać, że nie tylko właściciele kantorów odkryli żyłę złota.

Patrząc tylko na Londyn-Heathrow i Londyn-Gatwick, okazuje się, że zarządzający tymi portami lotniczymi zarabiają na czynszach – pobieranych od właścicieli kantorów w swoich terminalach – grube miliony. Jak grube? Bagatela: 75 mln GBP. Rocznie! (ok. 360 mln PLN).

Różnica w kursach? Około 15 proc. Tydzień temu na Heathrow Travelex oferował 1,22 USD za 1 GBP – mniej więcej 15 proc. mniej niż cena rynkowa.

Co z Londyn-Gatwick? 1,20 USD za 1 GBP. Również kilkanaście procent różnicy.

…ale kilkanaście procent to nie 30-40 procent.

Warto myśleć wcześniej

Wracam do mojego rozmówcy z branży.

– Pamiętaj proszę o tym, że oferujemy wygodę. Jesteśmy dostępni praktycznie przez całą dobę, w zasięgu wzroku, tuż po przylocie.
– I to usprawiedliwia takie kursy?
– Biznes. Tylko biznes. Głupota nie boli.
– Głupota?
– Ile czasu zajmie komuś sprawdzenie w internecie, jaki jest średni kurs na mieście? Po co wymieniają całą gotówkę? Jak to inaczej nazwać?

* * *

Być może panaceum na większość tego typu zjawisk jest po prostu rezygnacja z wymiany walut na lotnisku? Coraz popularniejszą metodą płacenia podczas wyjazdów zagranicznych jest używanie karty wielowalutowej lub rozwiązania typu Revolut, który opisywałem na naszych łamach?

A najlepszym rozwiązaniem jest chyba poleganie na swoim zdrowym rozsądku. I przygotowanie się do wyjazdu PRZED jego rozpoczęciem. To aż nadto, aby uniknąć tego typu niespodzianek.

Współpraca: Jakub R.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Niby oczywistości, ale fajnie spisane. Reklam Revoluta nie rozumiem przy wielkosci (a raczej małości) limitu kwoty darmowej od opłat, możliwych do wypłaty miesiącu i absurdalności uzywania karty razem z aplikacją (każdorazowe przelewy? zakup lokalnych kart 3G?)
okiemserca, 19 kwietnia 2018, 19:25 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Nie trzeba nawet znać kursów. Wystarczy spojrzeć na różnicę kupno/sprzedaż.
Apocalipse, 19 kwietnia 2018, 20:25 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Na każdym kroku reklamujecie revoulta - aż jest to niesmaczne.. Jeżeli taki dobry - to sam się zareklamuje, no chyba, że linki referencyjne są "tłuste" - to co innym na foirum zakazane - redakcji już nie...
makesiu, 19 kwietnia 2018, 20:57 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Zdecydowanie lepiej wypłacić środki używając karty w bankomacie
germi, 19 kwietnia 2018, 21:33 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Nie wiem właśnie i co chodzi z ta aplikacja ,  tez tak myślałem a dostałem kartę i płace wszędzie normalnie tylko info na tel ze poszła płatność 
okiemserca Niby oczywistości, ale fajnie spisane. Reklam Revoluta nie rozumiem przy wielkosci (a raczej małości) limitu kwoty darmowej od opłat, możliwych do wypłaty miesiącu i absurdalności uzywania karty razem z aplikacją (każdorazowe przelewy? zakup lokalnych kart 3G?)
noyle, 20 kwietnia 2018, 7:58 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Tak ale te ważne jest , ze na końcu jak bankomat pyta po jakim kursie przeliczyć to trzeba wybrać miejscowa walutę . Nigdy w PLN !!!! Jak jesteśmy za granicą. 
germi Zdecydowanie lepiej wypłacić środki używając karty w bankomacie
noyle, 20 kwietnia 2018, 8:00 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Po pierwsze wystarczy sprawdzić aktualne kursy przed wyjazdem. Jeśli gość wiezie taką kase tzn że tego rzędu kwoty na miejscu spodziewa się wydać. Chyba więc sprawdzał przed wyjazdem ile musi ze sobą zabrać by mu starczyło na planowane wydatki. I nie dało mu do myślenia że dostaje 25% mniej? Nawet jesli się kursów przed wyjazdem nie sprawdziło nie trzeba dzwonić po lokalnych kantorach, wystarczy wpisać w google "30000 NOK to PLN" żeby wiedzieć jakiego rzędu kwoty należy się spodziewać. Przy tej kwocie głupie 5gr rożnicy w kursie daje 655zł zysku/straty. Więc jeśli ktoś jest na tyle głupi bądź leniwy to niech płaci.
marcin.krakow, 21 kwietnia 2018, 16:51 | odpowiedz

porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »