Te kwoty Was zaskoczą! Ile na jednym locie zarabia Ryanair – oto kulisy ich polityki
Polityka bagażowa Ryanaira to sprzedażowy majstersztyk, choć niekoniecznie dla pasażerów – twierdzą twórcy raportu z firmy IdeaWorks, którzy przeanalizowali politykę bagażową irlandzkiej linii i na tej podstawie wyliczyli, ile i w jaki sposób zarabia irlandzka linia. Po lekturze tego tekstu nie będzie już Was dziwiło, dlaczego Ryanair nieszczególnie lubi krótkie trasy. Zobacz, ilu pasażerów wykupuje bagaż rejestrowany i pierwszeństwo wejścia na pokład w zależności od długości lotu.
Linie lotnicze zarabiają krocie na wszelkiego rodzaju dodatkowych opłatach i nie jest to żadna nowość, a jednym z liderów w tej niechlubnej klasyfikacji jest Ryanair – w zeszłym roku przewoźnik zarobił z tytułu pierwszeństwa wejścia na pokład, dodatkowych bagaży i wyboru foteli ponad 2,8 mld USD.
IdeaWorks, czyli firma, która sporządziła raport na ten temat, pokusiła się jednak o jeszcze jedną, niezwykle ciekawą analizę – podjęła bowiem próbę oszacowania, ile mniej więcej irlandzka linia zarabia na zmianach w swojej polityce bagażowej w przeliczeniu na jeden lot. Dane są bardzo ciekawe, choć nie do końca reprezentatywne – autor sporządził swoje zestawienie na podstawie własnych obserwacji z kilkunastu lotów z lotniska w Dublinie, skrupulatnego liczenia bagaży, a także rozmów z pracownikami Ryanaira.
Dane dotyczą tylko i wyłącznie opłat bagażowych oraz pierwszeństwa wstępu na pokład, czyli priority boarding – najłatwiejszego i najtańszego sposobu, by zabrać ze sobą na pokład mały i duży bagaż podręczny. Jak więc wyglądają rachunki Ryanaira? Spójrzmy na tabelę.
Krótkie trasy? Mały zysk
Już na pierwszy rzut oka widzimy, że kwota jaką linia lotnicza zarabia na jednym locie drastycznie różni się w zależności od tego, jak długo on trwa. Można to jednak zrozumieć – sam dyrektor handlowy Ryanaira swego czasu jasno mówił, dlaczego Ryanair nie jest bardzo chętny do otwierania krótkich tras krajowych. Powód jest prosty: tacy pasażerowie nie wykupują większych bagaży, nie piją kawy, nie jedzą kanapek ani nie zależy im aż tak bardzo, aby zapewnić sobie możliwość siedzenia obok swoich bliskich.
Spójrzmy więc na dane bardziej szczegółowo – widzimy, że kwota, jaką Ryanair zarabia na dłuższym, 3-godzinnym wakacyjnym locie jest 2,5 razy wyższa niż w przypadku krótkiego połączenia. Ale z drugiej strony – widzimy, że niezależnie od długości lotu, praktycznie zawsze mamy maksymalną dozwoloną liczbę pasażerów z wykupionym pierwszeństwem wejścia na pokład.
To bardzo ciekawa sprawa: jeszcze do jesieni 2018 roku wartość tej usługi była znacznie niższa. Bo pierwszeństwo wejścia na pokład sprowadzało się do tego, że jako pierwsi wchodzimy do autobusu, który wiezie nas do samolotu lub, że jako pierwsi stoimy w deszczu na płycie, czekając na otwarcie drzwi do maszyny. Jednak od listopada wartość tej usługi znacznie wzrosła, bo dzięki niej możemy zabrać ze sobą na pokład 10-kilogramowy bagaż, więc z miejsca zyskała ona mocno na popularności. Inna sprawa, że Ryanair wciąż podnosi ceny tej usługi, jednak mimo to wciąż jest to bardzo interesująca usługa dla pasażerów.
Tym bardziej, że cena priority boardingu zależy od tego, jak wcześnie wykupimy tę usługę – na 80 możliwych miejsc, pierwsze 30 osób może kupić pierwszeństwo w obniżonej cenie.
Większe różnice widzimy też w liczbie osób, które wykupują bagaż rejestrowany w zależności od długości lotu. Zawsze też znajdą się jakieś zabłąkane osoby, które “zapomniały” nadać bagaż lub przy bramce okazuje się, że nie mieści się on w dozwolonym limicie. Efekt? Trzeba dopłacać.