Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 8 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 05 Kwi 2021 20:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Lut 2021
Posty: 5
Wieloryby, renifery i inne ciekawostki wschodniej Islandii

Załącznik:
1.JPG

Nie ma ostatnio na forum zbyt wielu nowych relacji. Wszyscy wiemy dlaczego tak jest, ale zrobiło się jakoś… pusto. Dlatego postanowiłem coś z tym zrobić. Wybierając temat zainspirował mnie @cart publikując zwycięskie, w konkursie na relację miesiąca stycznia i lutego 2021r, „Ochy i achy – czyli dookoła Islandii zimą”. Fotki extra, no i gratuluję wygranej!
Jest wiele relacji z podróży po Islandii, w większości dotyczą one jednak tzw. Złotego kręgu, czyli południowo-zachodniej części wyspy oraz południowego wybrzeża. Zdecydowana większość turystów, mając tylko kilka dni czasu, odwiedza właśnie te miejsca, ewentualnie kończąc najdalej na wschód na lodowcowej zatoce Jökulsárlón. Z uwagi na znaczne odległości od Reykjaviku rzadko też odwiedzana jest północna część wyspy, a w okolice Akureyri, nad jezioro Myvatn czy do Egilsstaðir trafiają z reguły tylko Ci, którzy zdecydowali się na objazd dookoła wyspy. Dlatego w swojej relacji skupię się tylko na znacznie mniej odwiedzanej północno-wschodniej i wschodniej części Islandii, obierając za miejsce startu właśnie Akureyri, a metę przy zatoce Jökulsárlón.
Planując wyjazd, poza wieloma punktami „must see” chciałem zobaczyć również coś innego, mniej oczywistego, stąd też poszukiwanie tytułowych wielorybów, reniferów i innych ciekawostek. Pojedziemy w odwrotnym kierunku niż zrobił to @cart. W wielu miejscach zjedziemy też z „jedynki”, czyli głównej obwodnicy wyspy, żeby lepiej poznać tę część kraju. Mimo, że jadąc tą drogą z Akureyri do Jökulsárlón jest mniej więcej 500 km, co przy dobrych warunkach można przejechać w ciągu 7 godzin, my w podróży spędzimy 6 dni, przejeżdżając ponad 1500 km. Nie wstając jednak o świcie i nie spiesząc się zbytnio w odwiedzanych miejscach. To pozwoliło nam, mając do dyspozycji tylko zwykłe auto, choć w części poznać ten rejon wyspy. Trzeba jednak pamiętać, że każdy dzień dłużej daje możliwość zobaczenia czegoś więcej, wejścia na wulkany, trekkingu wokół Myvatn, do czoła lodowców, dokładniejszego zwiedzenia wschodnich fiordów, itd… nie wspominając już o wycieczkach do wnętrza wyspy. Żeby tam samemu wjechać, trzeba być jednak dobrze przygotowanym, mieć samochód z napędem 4x4, lub skorzystać z drogich firm organizujących takie eskapady. No i możliwe to jest praktycznie tylko latem, bowiem przez większą cześć roku szlaki te są niedostępne.

Dzień 1
Zaczynamy w Akureyri. Jest druga połowa czerwca. Całą dobę widno jak w dzień. Żadnej pandemii jeszcze nikt nie podejrzewa. Trzeba tu było jakoś dojechać, dlatego dzisiaj relaksująca wycieczka na północ od miasta, a w planie rejs po wodach Eyjafjörður, jednego z najdłuższych, bo na około 60 km, fiordów Islandii. Po około pół godzinie jazdy drogą 82 meldujemy się w niewielkim porcie w miejscowości Hauganes, skąd mamy wypłynąć na poszukiwania wielorybów. Wszyscy dostajemy czerwone ochronne kombinezony, wsiadamy na kuter i w drogę.

Załącznik:
2.JPG

Załącznik:
3.jpg

Rejs potrwa około 3 godzin, pogoda sprzyja, morze spokojne… Kapitan opowiada o okolicy i faunie morskiej jaką możemy spotkać. W pewnym momencie zwraca naszą uwagę na widoczny w oddali wynurzający się grzbiet wieloryba. Płyniemy w jego stronę, zwierzę jednak nabiera powietrza i nurkuje, pokazując efektownie płetwę ogonową. To humbak. Płyniemy dalej, licząc że wynurzy się w pobliżu łodzi. I tak się wkrótce staje… nie jeden, a dwa osobniki, trzeci widoczny jest nieco dalej. Znów nabierają powietrza i nurkują. Za każdym razem niewiadomą jest miejsce w którym się wynurzą, trzeba liczyć na łut szczęścia. „Naszego” wieloryba możemy oglądać może dwadzieścia metrów od łodzi, a więc całkiem blisko.

Załącznik:
4.JPG

Załącznik:
5.JPG

Załącznik:
6.JPG

Załącznik:
7.JPG

W końcu dopływamy w pobliże zamieszkałej, drugiej co wielkości wyspy Islandii, Hrísey.

Załącznik:
8.JPG

Przy niej kapitan informuje, że kończymy polowanie na humbaki i możemy złowić sobie coś na kolację. Dostajemy kilka wędek z trzema haczykami na każdej, stajemy wzdłuż burty i próbujemy coś złowić. Łowienie jest dość proste, wystarczy odblokować kołowrotek, zaczekać aż obciążnik ściągnie haczyki na dno i zacząć wyciąganie. Ryby właściwie same się łowią. Po jednej, dwie lub nawet zdarzyło się, że i trzy na wędkę. Nie za każdym razem oczywiście, ale przez 15 minut złowiliśmy tyle dorszy i kilka innych ryb, nazywanych tu, jeśli dobrze pamiętam, pollock (mintaj?), że po ich oczyszczeniu przez załogę jeszcze na łodzi, dostaliśmy chyba ze 3 kg filetów.

Załącznik:
9.JPG

Załącznik:
10.jpg

Załącznik:
11.jpg

Nie przepadam za rybami, ale te, prosto z morza i przewiezione do Akureyri w morskiej wodzie, usmażone już dwie godziny później, smakowały wyśmienicie.
Na takie morskie wypady można wypływać też z innych miejsc w tej części kraju, w tym z Akureyri, czy nieodległego i najbardziej znanego ośrodka obserwacji wielorybów w Húsavík.

Dzień 2
Dziś wyjazd na wschód. Najpierw „jedynką” w kierunku jeziora Myvatn. Pierwszy przystanek przy wysokim na 12 m i szerokim na 30 m wodospadzie Goðafoss. Imponujący… nic dodać nic ująć.

Załącznik:
12.JPG

Przed samym jeziorem skręcamy z „jedynki” na południe, w drogę 848 i jedziemy zobaczyć tzw. pseudokratery, zwane tu Skútustaðagígar. Te ciekawe formacje wyglądają jak wulkany w skali mikro. Nie są jednak komorami wulkanicznymi wytwarzającymi magmę, ale powstały podobno w wyniku eksplozji gazu, kiedy wrząca lawa spłynęła po chłodnych, mokrych powierzchniach około 2,5 tys. lat temu.

Załącznik:
13.JPG

Załącznik:
14.JPG

Po krótkim spacerze jedziemy kawałek dalej, do fantastycznych formacji lawowych Dimmuborgir, zwanych też Ciemną Fortecą. Chodząc po wyznaczonych ścieżkach można spędzić tu kilka godzin.

Załącznik:
15.JPG

Załącznik:
16.JPG

Po kolejnych kilku kilometrach zatrzymujemy się zobaczyć wulkan Hverfjall, zwany też Hverfell. Stożek nie jest bardzo wysoki i można na niego wejść, obchodząc krater w ciągu około godziny. Tym razem darujemy sobie niestety tę przyjemność.

Załącznik:
17.JPG

Zaraz obok, skręcając w drogę 860 znajdziemy się na parkingu przy Grjótagjá, czyli jaskini z gorącą wodą. Zlokalizowana jest w dużym pęknięciu skorupy ziemi. Woda jest bardzo ciepła i w zależności od padającego światła ma ciekawy kolor.

Załącznik:
18.JPG

Załącznik:
19.JPG

Załącznik:
20.JPG

Wracamy na obwodnicę. Po kilku kilometrach z lewej strony drogi widać nieduże jezioro o lazurowym kolorze wody. To część zlokalizowanej obok elektrowni geotermalnej.
Skręcając natomiast w prawo można dojechać do kąpieliska Mývatn Nature Baths. Podobnego jak słynna Blue Lagoon niedaleko lotniska w Keflaviku, ale znacznie mniejszego i trochę tańszego.

Załącznik:
21.JPG

Załącznik:
22.JPG

Po drugiej stronie wzniesienia zatrzymujemy się na parkingu przy dużym obszarze geotermalnym Hverir. Krajobraz nie z tej ziemi, błotne bajora, dymiące fumarole, zapach siarki.

Załącznik:
23.JPG

Załącznik:
24.JPG

Załącznik:
25.JPG

Załącznik:
26.JPG

Z Hverir jest tylko 15 minut jazdy do krateru wulkanu Krafla. Z uwagi na napięty plan dnia rezygnujemy tym razem i z tej atrakcji, zostawiając ją „na później”. Ale polecam, my wrócimy tam w zimie. Pełni wrażeń jedziemy dalej. Po około 20 km w lewo skręca droga nr 862 prowadząca m.in. do wodospadu Dettifoss, na której utknął @cart. My zdecydowaliśmy pojechać drugą stroną rzeki i skręciliśmy kilka kilometrów dalej w drogę nr 864. Cała liczy około 60 km, ma niezbyt równą szutrową nawierzchnię, a krajobrazy są jakby z innej planety.

Załącznik:
27.JPG

Załącznik:
28.JPG

Po około 40 minutach jazdy dojeżdżamy na parking przy największym, jeśli chodzi o ilość prowadzonej wody, wodospadzie Europy – Dettifoss. Wodospad zlokalizowany jest na rzece Jökulsá á Fjöllum, której źródłem jest leżący na południe największy lodowiec Europy, Vatnajökull, a jej ujściem Morze Grenlandzkie. Prawdziwa potęga !! Huk spadającej z 45 metrów wysokości i na 100 metrach szerokości wody robi wrażenie… Krawędź przelewu usytuowana jest skośnie w stosunku do koryta rzeki.

Załącznik:
29.JPG

Załącznik:
30.JPG

To nie jedyny wodospad na tym odcinku rzeki. 15 minut drogi pieszo w górę rzeki od Dettifoss znajduje się Selfoss. Ten wodospad ma kształt jakby podkowy i woda spływa z wysokości ok. 10 metrów do kanionu z 3 stron.

Załącznik:
31.JPG

Załącznik:
32.JPG

Kolejnym, tym razem położonym ok. 2 km poniżej Dettifoss wodospadem jest Hafragilsfoss. Ten z kolei ma bardziej regularny kształt, a woda spada z wysokości 27 metrów.

Załącznik:
33.JPG

Pomiędzy wodospadami fantastyczny kanion Jökulsárgljúfur.

Załącznik:
34.JPG

Czas się zbierać. Robi się coraz później i mimo że tego nie widać (o tej porze roku słońce nie zachodzi za horyzont) trzeba jechać na odpoczynek. Jedziemy więc dalej na północ, docieramy do asfaltowej drogi 85, skąd tylko „rzut beretem” do wąwozu Ásbyrgi, ale dziś musimy go już odpuścić. Po kolejnych 30 km skręcamy w drogę 870 i dojeżdżamy do Kopasker, gdzie mamy nocleg. To małe nadmorskie miasteczko, dotknięte trzęsieniem ziemi o sile 6,5 w styczniu 1976 roku.


Dzień 3
Kolejny dzień spędzimy trochę mniej intensywnie – zaczniemy od objazdu najbardziej na północ zlokalizowanego półwyspu Islandii – Melrakkaslétta, a następnie zobaczymy słynny wąwóz Ásbyrgi. Jedziemy więc na wschód drogą 85 w kierunku Raufarhöfn, najdalej na północ wysuniętej miejscowości na wyspie. Dalej szutrowa droga prowadzi do kolejnego celu, czyli latarni morskiej Hraunhafnartangi. To najdalej na północ wysunięty punkt głównej wyspy Islandii.

Załącznik:
35.JPG

Załącznik:
36.JPG

Do latarni idzie się ponad pół godziny. Najwygodniej iść wzdłuż brzegu, grunt jest skalisty, porośnięty typową dla północnych rejonów niską roślinnością. Mijamy wyrzucone na brzeg sieci, boje i drewno dryftowe. Na tym skalistym gruncie zauważamy też gniazda edredonów. Samice mają taki kolor upierzenia, że trudno je dostrzec na tle ziemi i skał, a jaja złożone są w gnieździe wysłanym puchem. Staramy się jednak nie niepokoić ptaków.

Załącznik:
37.JPG

Załącznik:
38.JPG

Przy latarni GPS pokazuje 66°32´17´´ szerokości geograficznej północnej co oznacza, że do koła podbiegunowego brakuje tylko niecały stopień, czyli ok. 1,5 km! Na Islandii można je jednak przekroczyć, ale trzeba udać się na niewielką wyspę Grimsey, położoną na północ od Akureyri. Ale tu, przed nami tylko bezkresne Morze Grenlandzkie. I zimne, co osobiście sprawdziliśmy.

Załącznik:
39.JPG

Wracamy powoli do samochodu i jedziemy dalej w kierunku zachodnim, zatrzymując się co jakiś czas i docierając w końcu z powrotem do Kopasker, skąd jedziemy w kierunku południowym do wąwozu Ásbyrgi. Ma on około 3,5 km długości i 1,1 km szerokości. Wjeżdżając do niego rzucają się w oczy wysokie na 100 metrów klify kanionu, a także gęsty las brzozowy i wierzbowy wewnątrz, co wyróżnia ten rejon na tle innych miejsc na Islandii. W kanionie jest także małe jezioro Botnstjörn, Jedną z najbardziej charakterystycznych formacji w wąwozie jest Eyjan „Wyspa”, 25-metrowa formacja skalna, która dzieli Ásbyrgi mniej więcej na połowę.

Załącznik:
40.JPG

Załącznik:
41.JPG

Załącznik:
42.JPG

Po spacerze w wąwozie wracamy do Kopasker. O północy wychodzimy zobaczyć zachód słońca, który wygląda tak, że słońce dotyka powierzchni morza, a następnie zaczyna się wzbijać powoli z powrotem w górę. O godzinie 00.30 wygląda on tak:

Załącznik:
43.JPG

Później było już tylko jaśniej. Przy okazji zauważamy pływającą w pobliżu fokę. Udaje się nawet zrobić jej zdjęcie jak przygląda się lecącym nisko ptakom.

Załącznik:
44.JPG


Dzień 4
Dziś czeka nas więcej jazdy. Startujemy drogą 85 na wschód i dalej wzdłuż wybrzeża wyspy w kierunku południowym. Pierwszy przystanek robimy przy półwyspie Raudanes z ciekawymi formacjami skalnymi.

Załącznik:
45.JPG

Potem jazda wzdłuż wybrzeża. Towarzyszą nam fantastyczne widoki. Często też napotykamy na chodzące swobodnie po terenie owce. Ciekawe, że wiele z nich nosi jakby sukienkę…

Załącznik:
46.JPG

Załącznik:
47.JPG

Załącznik:
48.JPG

Załącznik:
49.JPG

Załącznik:
50.JPG

Jadąc przez Vopnafjörður wracamy do „jedynki” i dalej tą drogą docieramy do Egilsstaðir. Tu można zatrzymać się na nocleg, ale my mamy inny plan. Korzystając z długiego dnia chcemy dotrzeć jeszcze do małego hotelu, a właściwie górskiego schroniska, leżącego na zupełnym pustkowiu, prawie 80 km w kierunku wnętrza wyspy. Jedziemy więc najpierw drogą 95 na południe, żeby szybko skręcić na zachód w drogę 931 biegnącą wzdłuż jeziora Lagarfljót. W tym rejonie można też podobno spotkać renifery, może więc i nam się poszczęści? Zwierzęta te zostały sprowadzone na Islandię pod koniec XVIII wieku z Finnmark w Norwegii. Nie udało ich się jednak udomowić, a te co uciekły i przeżyły, zamieszkały właśnie we wschodniej części wyspy.

Załącznik:
51.JPG

W końcowej części jeziora przejeżdżamy mostem na drugą stronę, gdzie kuszą kolejne wodospady - Litlanesfoss i znacznie większy Hengifoss. Musimy je dziś jednak zostawić z boku, kierujemy się więc w lewo, w stronę skrzyżowania z drogą 910 biegnącą do wnętrza wyspy. Liczne serpentyny wprowadzają nas na płaskowyż, ponad 400 metrów wyżej niż dno doliny. A tam znów inny świat… kamienna pustynia, płaty śniegu.

Załącznik:
52.JPG

Droga jest asfaltowa, jedzie się więc dość szybko. Po około 40 km i bez mijania jakiegokolwiek samochodu widzimy w oddali nasz cel.

Załącznik:
53.JPG

Jeszcze tylko prawie 2 km szutrową drogą i jesteśmy na miejscu. Bajka. Zupełne bezludzie. Miejsce nie jest najtańsze nawet jak na islandzkie warunki, ale to fantastyczne lokum na dzień lub dwa pieszych trekkingów po okolicy. W pobliżu kolejne wodospady – Kirkjufoss czy Slæðufoss. Na zewnątrz kuszą dwa niewielkie naturalne baseny z ciepłą wodą, oj kuszą… W oddali licząca 1833 m n.p.m. zaśnieżona góra Snaefell ze schodzącym z niej lodowcem. Trudno było nie ulec pokusie i przy -2 st. C, siedząc w czapkach w ciepłej wodzie, długo relaksowaliśmy się po całym dniu jazdy.

Załącznik:
54.JPG

Załącznik:
55.JPG


Dzień 5
Wyjazd w to miejsce miał dla nas jeszcze inny cel. Wiele osób wie, że energia elektryczna wytwarzana jest na Islandii w elektrowniach geotermalnych i wodnych, ale mało kto wie, że właśnie na tym pustkowiu znajduje się duży zbiornik wodny Hálslón z zaporą Kárahnjúkar Dam, o wysokości 198 m i elektrownią wodną mocy 690 MW. I to cudo inżynierii postanowiliśmy zobaczyć. Dla porównania, najwyższa w Polsce zapora wodna w Solinie ma 80 metrów wysokości i elektrownię wodną o mocy 200 MW.
Jedziemy więc dalej drogą 910. Mimo, że to koniec czerwca tu wciąż panuje zima. Im dalej, tym więcej śniegu wokół. Drogi w głąb wyspy dostępne tylko dla samochodów z napędem 4x4 są wciąż nieprzejezdne.

Załącznik:
56.JPG

Załącznik:
57.JPG

Załącznik:
58.JPG

Załącznik:
59.JPG

Po ok. pół godzinie jesteśmy na miejscu. Droga jest przejezdna, ale miejscami zaspy imponują wysokością.

Załącznik:
60.JPG

Woda w zbiorniku pochodzi z lodowców i z powodu dużej ilości zawiesin ma brudnoszary kolor.

Załącznik:
61.JPG

Załącznik:
62.JPG

Niewykorzystana dla celów energetycznych woda spływa kanionem rzeki Jökulsá, który zaliczany jest do najgłębszych i najbardziej imponujących na Islandii.

Załącznik:
63.JPG

Pogoda dopisuje, ale czas wracać. W drodze powrotnej do cywilizacji, jeszcze na płaskowyżu, pasie się, chodź wydaje się to prawie niemożliwe, kilka reniferów. A więc faktycznie tu są! Stado jest niewielkie i na nasze wyjście z auta szybko oddala się, ale widzieliśmy je!

Załącznik:
64.JPG

Załącznik:
65.JPG

W końcu jesteśmy znów nad jeziorem Lagarfljót. Zanim wrócimy do Egilsstaðir, jedziemy jeszcze odwiedzić ciekawie urządzony pawilon informacyjny Snæfellsstofa Visitor Center. W pobliżu jest też wykuta w zboczu góry elektrownia wodna, do której rurociągami doprowadzona jest woda z zapory, a także restauracja Skriduklaustur, w której można było zjeść obiad na zasadzie szwedzkiego stołu. W menu m.in. pulpeciki z renifera…

Załącznik:
66.JPG

Załącznik:
67.JPG

Jedziemy na wschód drogą 931, tym razem północnym brzegiem jeziora. I nagle stop. Po prawej stronie drogi, na zielonych łąkach pasie się tym razem duże stado reniferów. Te są jakby mniej płochliwe i dają się podejść znacznie bliżej niż te z płaskowyżu.

Załącznik:
68.JPG

Załącznik:
69.JPG

Załącznik:
70.JPG

Załącznik:
71.JPG

Dojeżdżamy do Egilsstaðir, przecinamy w poprzek „jedynkę” i kierujemy się drogą 94 w stronę wybrzeża, a następnie do małej nadmorskiej miejscowości Bakkagerði. W oddali widoczna zatoka Héraðsflói z plażą Héraðssandur o długości prawie 25 km.

Załącznik:
72.JPG

Na końcowych 25 kilometrach droga przebiega przez wysoki na ok. 650 m grzbiet górski, żeby ponownie zejść na poziom morza. W Bakkagerði przy drodze stoi ciekawy budynek.

Załącznik:
73.JPG

Nie on jest jednak celem tej wycieczki tylko mały port poza miasteczkiem, w którym znajduje się kolonia maskonurów. Na niewielkiej skale w samym porcie ptaki te mają ukryte w norach gniazda, a z istniejących tam ścieżek i pomostów można z bardzo bliska obserwować ich zwyczaje.

Załącznik:
74.JPG

Załącznik:
75.JPG

Załącznik:
76.JPG

Załącznik:
77.JPG

Załącznik:
78.JPG

Czas wracać na nocleg.

Dzień 6
Jedziemy do Seyðisfjörður. To niewielkie miasteczko na wschodnich fiordach, do którego przypływają promy z Europy. Żeby tam dojechać trzeba najpierw wjechać na przełęcz, a potem zjechać malowniczymi serpentynami na poziom morza. Po drodze mgła, jezdnia jest mokra. Przy drodze widoczne są liczne niewielkie wodospady, a największy z nich to Gufufoss.

Załącznik:
79.JPG

Załącznik:
80.JPG

Załącznik:
81.JPG

Załącznik:
82.JPG

Na to urokliwe miasteczko w grudniu 2020 roku spłynęły lawiny błotne niszcząc zupełnie 12 budynków, a wiele więcej uszkadzając. Po krótkim spacerze zbieramy się z powrotem. Musimy wrócić tą samą drogą bo innej po prostu nie ma.
Z Egilsstaðir jedziemy na południe w kierunku Fáskrúðsfjörður położonego nad fiordem o tej samej nazwie.

Załącznik:
83.JPG

Załącznik:
84.JPG

Droga wije się wzdłuż wybrzeża. Po kolejnej pół godzinie dojeżdżamy do Stöðvarfjörður. To urokliwe miejsce z małym portem i czymś w rodzaju muzeum przyrodniczego zwanego Petra's Stone Collection. To dom, w którym mieszkała Ljósbjörg Petra María Sveinsdóttir, która podobno przez całe życie interesowała się kamieniami, a na poważnie zaczęła je zbierać w 1946 roku. Znajduje się tu olbrzyma ilość różnego rodzaju kamieni zebranych głównie w okolicach Stöðvarfjörður, ale też w innych miejscach wschodniej Islandii.

Załącznik:
85.JPG

Załącznik:
86.JPG

Załącznik:
87.JPG

Po krótkim postoju jedziemy dalej drogą wzdłuż fiordów w stronę Höfn. Po drodze mijamy skalisty cypel Hvalnes (Whale Point) z latarnią morską, z widokiem na ocean i otaczające góry. Przy Hvalnes zaczyna się długa mierzeja, ciągnąca się prawie do Höfn.

Załącznik:
88.JPG

Załącznik:
89.JPG

Załącznik:
90.JPG

Załącznik:
91.JPG

Höfn to miasto, które jest islandzką stolicą homarów. Po obiedzie, ale bez udziału tych stworzeń, jedziemy dalej w stronę zatoki lodowcowej Jökulsárlón, będącej ostatnim punktem tej relacji. Po drodze co jakiś czas mijamy widoczne w oddali jęzory kolejnych lodowców. Planując noclegi w rejonie Jökulsárlón trzeba mieć na uwadze, że nie ma tu zbyt wielu takich miejsc. Najlepiej zatrzymać się więc w Höfn lub najbliższej okolicy, albo dopiero znacznie dalej w kierunku Vík.

Załącznik:
92.JPG

Załącznik:
93.JPG

Załącznik:
94.JPG

Załącznik:
95.jpg

Jökulsárlón zadziwia kolorami i kształtami pływających, oderwanych z lodowca fragmentów lodu. Błękit, biel, czerń popiołu wulkanicznego…

Załącznik:
96.JPG

Załącznik:
97.JPG

Załącznik:
98.JPG

Załącznik:
99.JPG

Załącznik:
100.JPG

Plaża w rejonie gdzie woda z laguny wpływa do morza nosi nazwę diamentowej, co nietrudno zrozumieć patrząc na leżące tu odłamki lodu.

Załącznik:
101.JPG

Załącznik:
102.JPG

Załącznik:
103.JPG

Ale o tym jest już wiele innych relacji. Dodam tylko jeszcze, że po Jökulsárlón można pływać, wykupując rejs amfibią lub zodiakami. Ale nie tylko tu. Kilka kilometrów dalej na zachód położona jest inna, znacznie mniejsza zatoka Fjallsárlón, gdzie zodiakami pływa się bliżej czoła lodowca Fjallsjokull i wśród równie spektakularnych gór lodowych oderwanych od niego.

Załącznik:
104.JPG

Załącznik:
105.JPG

Załącznik:
106.JPG

I tu kończę swoją relację. Nie pędząc na wariata przejechaliśmy wiele kilometrów, a to tylko część wyprawy. Ale warto było. I warto tu jeszcze wrócić, odkrywając nowe miejsca. Kiedy tylko będzie taka możliwość…


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
29 ludzi lubi ten post.
5 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 05 Kwi 2021 21:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1487
złoty
Super..., zupełnie inny klimat niż zimą.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 06 Kwi 2021 10:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Lip 2012
Posty: 3576
srebrny
Też byłem w czerwcu, fajne klimaty. Miałem jechać ponownie teraz w kwietniu ale landryna pokasowała połączenia.
Jedna uwaga, żeby się komuś to nie utrwaliło
Sandakan napisał(a):
Przy latarni GPS pokazuje 66°32´17´´ szerokości geograficznej północnej co oznacza, że do koła podbiegunowego brakuje tylko niecały stopień, czyli ok. 1,5 km!

1' to 1 mila morska, mila morska = 1852 m
60' = 1° zatem 1° to 60x1,852 km = 111,12 km
Do koła podbiegunowego brakowało Wam 1' a nie 1° ;), Koło podbiegunowe jest na 66°33'39"
_________________
"Ten, kto znalazł się za drzwiami, pokonał najtrudniejszy etap podróży" - przysłowie duńskie
Image
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#4 PostWysłany: 06 Kwi 2021 11:23 

Rejestracja: 25 Paź 2012
Posty: 923
niebieski
Zdjęcia - rewelacja ! Jaka wspaniała kraina :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 06 Kwi 2021 11:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Lut 2021
Posty: 5
Masz rację @cypel. Dzięki za wychwycenie błędu. Oczywiście zabrakło nam minuty, a nie stopnia :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 06 Kwi 2021 11:57 

Rejestracja: 25 Sie 2011
Posty: 7584
Loty: 890
Kilometry: 842 636
platynowy
Do takich miejsc chce się jeździć i potem wracać i wracać.
Aż szkoda, że życie takie krótkie jest...
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 13 Kwi 2021 15:51 

Rejestracja: 06 Kwi 2021
Posty: 1
It's a beautiful fotos. Only the northern lights are missing here.
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 16 Sty 2022 10:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Lut 2014
Posty: 922
niebieski
Z przyjemnością przypomniałem sobie te bajeczne miejsca i widoki. Bardzo ładne zdjęcia. Jechałem podobną trasą, nie widziałem tylko tych pól łubinów - byłem na początku maja i pod koniec sierpnia - brakuje mi więc czerwca/lipca :idea:
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
horacy19 lubi ten post.
horacy19 uważa post za pomocny.
 
 
 [ 8 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group