Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 33 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
Offline
#21 PostWysłany: 22 Gru 2025 22:09 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 25981
Wstaję dość wcześnie rano. Niestety taki urok porannego lotu na Flores. No ale wielki plus dla Avianki za powrót na tej trasie i zbicie drogiego monopolu, jaki był na ten lot. Teraz za parędziesiąt dolarów można polecieć prosto do najważniejszego punktu Gwatemali — Tikalu.

Odprawa szybka i bezbolesna, nadaję bagaż i idę do baraku lotów krajowych. O salonce mogę zapomnieć, a szkoda, bo ta w GUA na wylotach zagranicznych jest wyśmienita.

Mając trochę za dużo czasu, odpalam Duolingo, gdzie po hiszpańsku muszę powiedzieć, że lubię tańczyć z psami i kotami w łóżku, co budzi lekkie zdziwienie u moich współpasażerów.

Boarding, muszę przyznać, dość specyficzny. Niby mam grupę boardingową, ale oni wywołują pasażerów z imienia i nazwiska. No i oczywiście — było wesoło ze mną:

Señor Ath… dios mío…

Wiedziałem, że chodzi o mnie. Idę, podaję kartę pokładową i paszport, po czym spacerkiem kieruję się do nowiutkiego Airbusa.

Lot jakoś szczególnie mi się nie zapisał w pamięci. Normalny przelot z punktu A do punktu B. Nothing fancy. Z nudów, skoro i tak nie mogłem zasnąć, obserwuję pasażerów, większość to turyści lecący dokładnie w moim kierunku.

Lądujemy przed czasem na „międzynarodowym” (LOL) lotnisku Mundo Maya w Flores. Znów spacerkiem po bagaż i szukanie tuk-tuka, który zawiezie mnie na półwysep Flores. Jestem lekko zszokowany, że poszło tak gładko, bez żadnych „super gringo cen”, tylko normalna stawka: 15 quetzali.

Wycieczkę miałem opłaconą z góry, więc idę do biura zostawić plecak i pospacerować po uliczkach, kiedy jest jeszcze pusto. Jankesi i pokolenie Z, które tu dominują, jeszcze śpią, więc mam „miasto” tylko dla siebie. Skutkuje to jednak problemem ze znalezieniem jakiejkolwiek taniej, otwartej piekarni na śniadanie.

Image

Brzuchowi jeszcze nie ufałem w 100%, a sama myśl o fasoli powodowała lekkie mdłości, więc zostałem przy „europejskim” croissancie i najgorszej kawie, jaką piłem w życiu.

Image

Wycieczka startuje o 8:00 i ruszamy do Tikalu. Pierwszy raz od początku wyjazdu jadę busem z klimatyzacją i czuję mini-upgrade w swoim życiu. Nie powiem, fajnie się jedzie.

Odprawa biletowa, ostatnie zakupy wody i spotykamy się z naszym przewodnikiem, Carlosem. Bardzo miły (aż za bardzo) i widać, że robi to z pasji.

Zachwycony, że w grupie ma też „przewodnika z Krakowa”, na bieżąco wymieniamy się spostrzeżeniami.

Tikal to jedno z, jeśli nie największe, ośrodków Majów w tym regionie. W okresie największej świetności miasto liczyło ok. 60 tys. mieszkańców, a tereny rolnicze wokół zamieszkiwało kolejne 30 tys. osób. Jest tak ogromne, że do dziś archeolodzy odkrywają nowe ruiny, bo wszystko otacza dżungla, a prace prowadzone są ostrożnie, by nie niszczyć flory i fauny. W 1979 roku stanowisko archeologiczne w Tikalu wraz z parkiem narodowym zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Niestety, w głosowaniu na nowe cuda świata Tikal przegrał z pobliskim Chichén Itzá. Popularność meksykańskiej świątyni i łatwiejszy dostęp zrobiły swoje. Ale za to w Tikalu mamy gwarancję, że będziemy sami albo prawie sami, bez tłumów turystów.

Wycieczka trwa około 3 godzin. Pokonujemy sporo kilometrów pieszo i odkrywamy liczne świątynie, m.in. Świątynię Wielkiego Jaguara (Świątynia I),

Image

Image

Świątynię Masek (Świątynia II)

Image

Image

Image

i wiele innych.

Image

Tikal to także niebo dla fanów Gwiezdnych Wojen. To tutaj kręcono sceny przedstawiające planetę rebeliantów Yavin 4 (patrz: Nowa nadzieja, Andor, Rebelianci, Rogue One). Co ciekawe, mało przewodników o tym wspomina.

Image

Image

Image



W naszej grupie, ja jako boomer, tylko ja jarałem się tym, że właśnie tutaj stał Millennium Falcon, a obok Luke, Han i Chewbacca odbierali medale od księżniczki Lei (RIP Carrie Fisher).

Ale Tikal to nie tylko piramidy. To także bogata fauna. Królują koati (ostronosy rude),

Image

Image

czepiaki, wyjce jukatańskie,

Image

Image

których ryk Steven Spielberg wykorzystał jako inspirację do dźwięków dinozaurów w Parku Jurajskim,



oraz pumy i jaguary (niestety-stety jaguar był w parku dzień wcześniej).



Jest też mnóstwo ptaków. Tukana akurat nie widzieliśmy, za co przewodnik bardzo przepraszał.

I tak piękne 3 godziny minęły w sekundę. Bez nachalnych sprzedawców jak w Chichén Itzá, spokojnie, bez presji, mogłem zwiedzić to, na co czekałem przez cały wyjazd.

Wracamy do busa, wszyscy zadowoleni. Czekamy, aż wróci zasięg, i zaczynamy spamować Instagram i WhatsApp relacjami z tego przeżycia.

Docieramy do Flores, odbieram plecak i szukam przystani, żeby przepłynąć na drugą stronę jeziora.

Image

Noclegi na Flores — a szczególnie ich ceny — mnie odstraszyły, więc wybrałem opcję po drugiej stronie, w San Miguel.

Łodzie działają tu jak vaporetto albo taksówki w Wenecji, podnosisz rękę i płyniesz. Robię dokładnie to samo i pakuję się do łodzi z dwoma laskami z „kraju obok Palestyny”, w koszulkach dumnie o tym informujących. Zagaduję więc „kapitana” o pracę, pogodę i inne pierdoły.

Image

Kapitan pyta, gdzie chcę wysiąść. Mówię: Posada Doña Julio — od razu wie. Od lasek bierze po 20 quetzali, a ode mnie 10, bo z nim pogadałem. Wiem, wiem, podstawa do antysemityzmu.

Check-in. Don Julio pyta, czy wypiję z nim chichę. Dziękuję i mówię, że nadal walczę z żołądkiem. Robi mu się trochę przykro, ale pokazuje mi pokój, tłumaczy co, gdzie i jak, i idzie.

Ledwo się rozpakowałem i przygotowałem ubrania do prania, gdy córka Dona Julio przynosi mi tamales, majańskie „gołąbki” w liściach kukurydzy, z masą kukurydzianą, specjalnie dla mojego żołądka.

Dziękuję jej bardzo i odpoczywam na balkonie, z widokiem na Flores.

Image
Góra
 Profil Relacje PM off
20 ludzi lubi ten post.
 
      
Tygodniowa Gran Canaria z wyżywieniem 🌤️⛱️⛰️ Wypoczynek za 2200 PLN ☕🥐 Tygodniowa Gran Canaria z wyżywieniem 🌤️⛱️⛰️ Wypoczynek za 2200 PLN ☕🥐
Tydzień na Maderze za 1807 PLN 😎⛰️ Loty z dużym bagażem i noclegi blisko wybrzeża ✈️🧳 Tydzień na Maderze za 1807 PLN 😎⛰️ Loty z dużym bagażem i noclegi blisko wybrzeża ✈️🧳
Offline
#22 PostWysłany: 27 Gru 2025 14:47 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 25981
Dziś postanowiłem się wyspać.

Rewolucje żołądkowe ustąpiły, a wycieczkę na Yaxhá miałem zaplanowaną na 12:00. No miodzio.
Do momentu, kiedy dostaję wiadomość na WhatsAppie od biura, że wycieczka jest odwołana — powodem są ogromne ulewy, a park zostaje zamknięty.

No nic, c’est la vie. I tak jestem zadowolony, że zobaczyłem Tikal przy idealnej pogodzie.

Wstaję i idę pospacerować po „mieście”, zobaczyć, jakie to cuda tu są.

Ale zanim spacer — szybka kąpiel w „prywatnym” basenie, znanym kiedyś jako balkon

Image

Miasto… dużo powiedziane. Kilka domków, dwie ulice i to w sumie wszystko.

Image

Oczywiście jestem atrakcją dla miejscowych, którzy próbują dogadać się ze mną po angielsku. Ale jeszcze większą atrakcją staję się dla młodzieży grającej w kosza, kiedy widzą mnie w koszulce greckiej reprezentacji Giannisa Antetokounmpo.

Pytają, czy znam go osobiście, a potem, czy nie chciałbym z nimi pograć. Ja w klapkach, oni pełni entuzjazmu, więc YOLO, czemu nie. Oni po 1,60 m, ja 1,80 m, a kosze ustawione jak w europejskim przedszkolu.
Nie powiem, zabawa przednia. Wsadów na spokojnie, piłki zbierane znad głów. Człowiek odżył.

Żegnam się z nimi i idę na miniobiad, żeby przetestować żołądek.

Image

Przeszczep udany, brak reakcji. Więc nie mając nic innego do roboty, płynę do Flores po odbiór kasy za wycieczkę i na spacer.

Image

Znów klasyka: Google Maps mówi „idź tą drogą”,

Image

a ta droga… pod wodą.

Image

Ładnie, zadbane domki, ale widać, że wszystko już totalnie pod turystów after El Paso. Ceny amerykańskie, obowiązkowy tip 10–20% i wszędzie młodzi, którym znudził się Jukatan i przyjechali „odkrywać” Gwatemalę.

Image

Image

Ponieważ prawie wszystko w mieście mam już odhaczone (kraftownia dziś nieczynna), siadam w parku z pierwszym piwem od paru dni i przysłuchuję się przewodniczce oprowadzającej dzieciaki z jakiejś szkoły.

Opowiada, że to było główne miasto Majów z rodu Itzá, z czasów prekolumbijskich, i ostatnia twierdza cywilizacji Majów, podbita przez Hiszpanów dopiero w 1697 roku.

Czegoś nowego się nauczyłem. Mam nadzieję, że w kolejnym wydaniu 1 z 10 Tadeusz Sznuk zada mi właśnie to pytanie.

Zaczyna się robić buro, telefon piszczy, że nadchodzi ulewa,

Image

więc wracam jak najszybciej do San Miguel. Deszcz dopada mnie dosłownie w ostatniej chwili, wchodzę do pokoju i się zaczyna.

Popijając piwko, patrzę z balkonu na „basen” i orientuję się, że mam nowego współlokatora.
Znany w Polsce jako forfiter, a tu jako áayin (po majańsku).

Image

To już definitywnie potwierdza, że ja do tej wody jutro nie wejdę.

Żona właściciela tłumaczy mi, że to jeszcze chico, bo przez ulewę się pogubił i schował tutaj. Normalne kajmany w tej okolicy mają 4–5 metrów.

Fajnie, że mówisz mi to teraz, a nie rano, kiedy pytałem, czy mogę wskoczyć do jeziora.

Wieczór kończę ponownie lokalnymi tacosami i widokiem na drugą stronę jeziora.
Góra
 Profil Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#23 PostWysłany: 29 Gru 2025 22:26 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 25981
W nocy jakieś atrakcje.

Nie żołądkowe, tylko fajerwerkowe. Tak koło 4 nad ranem. Pierwsza myśl: pijani tubylcy w barowej spelunie obok noclegu świętują coś ważnego. Do momentu, kiedy zaczęły się naprawdę mocne huki, jak z kultowego wideo z Twierdzy Kłodzko.



Pomyślałem, że wstanę i zobaczę, ale szybko doszedłem do wniosku, że po co mam dostać rykoszetem, jeśli to akurat porachunki gangów. Obróciłem się na drugi bok i poszedłem spać.

Rano wstaję, oddaję klucze Donowi Julio i pytam go, co to było za strzelanie w nocy.

Aaaa, sąsiad świętował urodziny ciotki.

A te mocne huki?

U nas rzuca się dynamit na takie okazje.

O czwartej nad ranem? Z niedzieli na poniedziałek? DYNAMIT?

Sí, claro.

No cóż, co kraj to obyczaj. Jakby na mojej trzydziestce rzucali dynamitem na krakowskim Kazimierzu, to spora szansa, że do dziś siedzielibyśmy na Montelupich albo w Starych Kiejkutach.

Jak tam żołądek? pyta Don Julio.

Spoko, wczoraj wypiłem piwko, zjadłem tacosy i żołądek je przyjął.

To może nie pogardzisz banieczką chichy ze mną?

Co miałem powiedzieć. Wziąłem szklankę, ale czułem, że to nie będzie jakieś 20%. Raczej „legalnie nielegalne”. Biorę oddech, mały łyk… i mam minę jak Steve McQueen w Wielkiej Ucieczce, kiedy próbowali spirytusu.



Ile to ma, Don Julio?

Z 60–65% bodajże.

No zesz… śniadanie mistrzów.

Żegnam się z balkonem i pięknym widokiem, z Donem Julio i jego rodziną i znów przeprawiam się na drugi brzeg.

Image

Szybkie zakupy w galerii na coś na drogę,

Image

moje guilty pleasure, najlepszy smażony kurczak na świecie, Pollo Campero,

Image

i ruszam na dworzec, skąd złapię busa do granicy z Belize.

Zaczyna kropić. Przyspieszam kroku, żeby mnie deszcz nie złapał… oczywiście łapie. Docieram na dworzec mokry jak szczur. Lokalsi pokazują mi, który to mój bus, plecak ląduje w bagażniku i czekamy, aż zbierze się grupa.

Podchodzi biedak i prosi o kasę. Opowiada, że jest z Wenezueli, że dotarł tu pieszo i marzy, żeby dostać się do Meksyku, a potem do Stanów. Wkurzyć pomarańczowego to mój obywatelski obowiązek, więc daję mu ostatnie 20 quetzali i życzę powodzenia.

Przejazd autobusem był… interesujący. Najpierw wjeżdżamy na targ, bo kierowca musi kupić tamales, a dopiero potem ruszamy w stronę przejścia Melchor de Mencos.

Pierwszy szok: ilość dziur w drodze. To była chyba najgorsza trasa całego wyjazdu. Niby międzynarodowa, a wygląda jak świeżo po bombardowaniu.
Drugi szok: ulewa, która nas goniła. Taka, że minuta na zewnątrz i jesteś mokry w 200%. Mimo to łudzę się, że na granicy będzie spokojnie.

Kierowca wysadza mnie kilkaset metrów od przejścia i macha, że „tam”. Dobrzy taksówkarze chcą mnie „uratować” za 20 quetzali, więc grzecznie dziękuję.

Strona gwatemalska idzie gładko, jak wszystkie dotychczas.

Belize to już zupełnie inna bajka. Rekonstrukcja serialu Śmierci pod palmami BBC. Tam gdzie po stronie hiszpańskojęzycznej był porządek i sens, tu wjeżdża kolonialny luz Karaibów. Na dzień dobry dostaję opieprz od pograniczniczki, że nie mam wypełnionej karty migracyjnej. Tej kartki, która jest warta tyle co były minister sprawiedliwości, dopóki jej nie zgubisz.

Tłumaczę, że nigdzie jej nie było. Znudzona życiem funkcjonariuszka przyznaje mi rację i wręcza formularz.

Pierwszy raz w życiu widzę rubrykę FOOD/JEDZENIE jako powód wjazdu do kraju. Zaznaczam, bo nie będę kłamał. Oddaję paszport, pani ogląda koty na TikToku, rzuca okiem, stempluje i każe iść do kontroli celnej.

Tam pytanie, czy mam owoce, warzywa albo alkohol. Tłumaczę, że nie, a obok mnie Gwatemalczycy niosą na głowach kiście bananów i ananasów. Gość macha ręką, idź dalej.

I tak witamy w Belize.

Image

Pierwszy zonk: zero busów do miasta. Zaczyna padać, taksówkarze wyczuwają moment i lecą klasykiem: „20 USD, my friend”.
Nie ma opcji płacić 20 dolarów za 3 km do Benque Viejo. @tetr1s pisał, że dojechał za dolara, więc liczę, że też się uda. Spoiler: nie udało się. Docieram pieszo, mokry, tylko po to, żeby dowiedzieć się, że autobus do San Ignacio odjechał 10 minut temu. Następny za godzinę.

Zmęczony, przemoczony i bez cierpliwości łapię stopa. I tu sukces — zatrzymuje się tir, taki klasyczny amerykański, którym od lat chciałem się przejechać.

Dokąd, sir?
San Ignacio.
Spoko, podrzucę cię. Nie, nie wyciągaj kasy. Odpocznij.

Ulga… do momentu, gdy odpala swoją „karaokową” playlistę i zaczyna śpiewać Everything I Do Bryana Adamsa. Z karaibsko-hinduskim akcentem. Trzy razy pod rząd. Czuję się jak Jeremy Clarkson, który chciał wyskoczyć z auta w trakcie jazdy.

Image

To chyba kara za moje grzechy.

Kierowca wysadza mnie pod hotelem. Żegnam go, melduję się i idę na zasłużoną kolację do Ko-Ox Han Nah, po majańsku „chodźmy jeść”. Tak, turystyczne. Tak, warte każdego dolara. Czy Amerykańskiego czy z Belize.

Image

IPA, genialny ryż kokosowy z fasolą i kurczakiem — miks karaibskiego grilla i Jukatanu. Mięso soczyste, rozpływa się w ustach. Syto. Dobrze.

Image

Image

Wieczór kończy się przy lokalnych piwach. Zasłużony reset.
Góra
 Profil Relacje PM off
19 ludzi lubi ten post.
hiszpan uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#24 PostWysłany: 31 Gru 2025 18:53 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 25981
Planów na San Ignacio miałem sporo.
Tu świątynia jedna, tu druga, a może jeszcze cmentarz Majów. Dwie nocki wydawały się więc idealne.

Niestety zmęczenie mnie dobijało i bardziej niż zwiedzania pragnąłem odpoczynku. A największa atrakcja okolicy, Actun Tunichil Muknal (Jaskinia Kryształowego Grobowca), znana z majańskich szkieletów, ceramiki i kamionki, skutecznie mnie odstraszyła. Nie tylko ceną wejścia, ale też ciasnotą. Odezwały się więc moje dwa wewnętrzne demony: klaustrofobia i cebula cenowa.

Postanowiłem więc, że się… ponudzę. Poszwendam po mieście bez celu.

Image

Ale najpierw śniadanie. Wiem, że gofry nie są specjalnie lokalne, ale na samą myśl o fasoli dalej robiło mi się niedobrze. Restauracja Obsidian okazała się strzałem w dziesiątkę, dobre ceny, sensowne jedzenie i lokalizacja tuż obok parku archeologicznego Cahal Pech.

Image
Przed śniadaniem

Image
Śniadanko

Już mapa przy wejściu, opisująca park jako „średniej wielkości miasto Majów”, dała mi jasno do zrozumienia, że po Copán i Tikal nie powinienem mieć wygórowanych oczekiwań. Sam park jest dość „młody” — badania archeologiczne ruszyły dopiero w latach 70. i 80. XX wieku, po wcześniejszych rabunkach i rozkradaniu zabytków na handel.

Cahal Pech było zamieszkane od około 1200 r. p.n.e. do około 800 r. n.e. Na zwiedzanie 34 budowli trzeba przeznaczyć jakieś 90–120 minut. Not great, not terrible. Idealne na spokojny spacer wśród zieleni.

Image

Image

Image

Spacerując po mieście, natykam się na tablicę przypominającą okładkę mojego ulubionego albumu Pearl Jam

Image

i docieram do kolejnej „atrakcji”: mostu Hawkesworth z 1949 roku. Zbudowany w Middlesbrough w Anglii i sprowadzony do Belize, przecina rzekę Macal i łączy San Ignacio z miastem partnerskim Santa Elena.
Ale tylko w jedną stronę. W drugą… most jest „w budowie” od 2012 roku. Aktualnie można się tam dostać jedynie „promem”, czyli łódką kursującą z Santa Elena do San Ignacio.

Image

Image

Image

Image

Jak widać, cudów tu nie ma, więc resztę dnia spędzam na balkoniku noclegu, z lokalnym sikaczem i książką o historii regionu. Wieczorem po raz kolejny odwiedzam Ko-Ox Han Nah, gdzie obsługa wita mnie już jak starego znajomego, po czym wracam spać, bo następnego dnia trzeba się dostać na Caye Caulker.

Image
Góra
 Profil Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#25 PostWysłany: 01 Sty 2026 23:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Mar 2017
Posty: 254
Loty: 234
Kilometry: 482 650
niebieski
Zeus napisał(a):
[...] Oczywiście, jak w każdym kościele w Salwadorze, znajduje się tu obraz świętego arcybiskupa Óscara Arnulfo Romero y Galdámeza. W czasie wojny domowej był obrońcą praw człowieka, otwarcie krytykował prawicowych dyktatorów i wspierane przez nich szwadrony śmierci, które mordowały i torturowały lokalną ludność. 24 marca 1980 roku został zastrzelony podczas odprawiania mszy w kaplicy szpitalnej w stolicy. Po latach, w 2018 roku, został kanonizowany w Rzymie podczas Synodu Biskupów. [...]

Przy okazji arcybiskupa Romero warto wspomnieć, że jego przypadek jest jaskrawym przykładem hipokryzji i uporczywego politycznego doktrynerstwa JP2, który za życia traktował go z niechęcią i nawet marginalizował go w strukturach kościoła w Salwadorze widząc w nim przedstawiciela "marksistowskiej" teologii wyzwolenia, ale oczywiście już dwa lata po jego śmierci modlił się przy jego grobie.

Wielkie dzięki za inspirującą relację :)
Góra
 Profil Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
Zeus uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#26 PostWysłany: 03 Sty 2026 21:15 

Rejestracja: 22 Lut 2014
Posty: 15
Loty: 233
Kilometry: 487 115
Super relacja! czekamy na dalszy ciąg ;-)
Góra
 Profil Relacje PM off
Zeus lubi ten post.
Zeus uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#27 PostWysłany: 04 Sty 2026 19:38 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 25981
Być w Belize i nie zobaczyć Morza Karaibskiego to jak kupić majonez light.
Można, ale po co? I co ludzie powiedzą.

Plan na dziś był więc prosty: dostać się na Caye Caulker, czyli do „raju” Jankesów.

Technicznie rzecz biorąc, to podróż przez cały kraj, najpierw do Belize City, a potem prom na wyspę. Dlatego przed wyjazdem szybkie śniadanie, które (mam nadzieję) utrzyma mnie przy życiu do końca tej eskapady.

Image

Wielkim fartem trafiam na bezpośredni autobus z San Ignacio do Belize City. Konduktor wręcza mi dwa bilety: jeden do stolicy kraju, Belmopan, drugi do byłej stolicy, Belize City.

Trasa, muszę przyznać, całkiem przyjemna. Ładne widoki na ogromne zielone pola, a z głośników Bob Marley na okrągło. Żegnamy latynoską Amerykę, witamy karaibską.

W Belmopan krótka przerwa na rozprostowanie nóg i klasyczne people-watching. Oprócz typowych mieszkańców regionu (Latynosi, rastafarianie, potomkowie brytyjskich kolonistów) spotykam sporą grupę Mennonitów, czekających na swoje chicken busy do Orange Walk, do kolonii.

Pakujemy się z powrotem do autobusu i jedziemy do Belize City. Już kilka kilometrów przed miastem widać wyraźną zmianę krajobrazu, znikają zielone pola, a pojawiają się slumsy, głównie Latynosów, którzy przyjechali tu „za chlebem”.

Na dworcu szybki marsz do przystani, żeby zdążyć na prom do Caye. Powiem tak: Belize City nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia. Syf, dziwni ludzie i rozwalone chodniki. W sumie… takie Ateny.

Image

Kupuję bilet na prom / speedboat, boarding i zajmuję najlepsze możliwe miejsce — na zewnątrz, nisko. Chwilę po tym, jak silniki zaczynają swoją „robotę”, czuję się jak Jeremy Clarkson.

Image

I nagle rozumiem, czemu w słynnym odcinku o amfibiach kazali mu nie montować dwóch silników w pickupie, bo się przejedzie.



Image

Image

Kop był konkretny, bujanie solidne i oczywiście, debile współpasażerowie w pakiecie. Po chwili kołysania widzę, jak coś przelatuje mi nad głową. Okazuje się, że to iPad jakiegoś Jankesa, który nagrywał wideo. Połączenie wiatru i fal porwało sprzęt i o mało nie zaliczył lądowania na mojej głowie.
Za to Kanciastoporty SpongeBob będzie miał nową zabawkę.

I tak, bez większych paradoksów, dopływamy do Caye Caulker.

Image
Góra
 Profil Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
 
      
Offline
#28 PostWysłany: 07 Sty 2026 18:17 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 25981
Wysepka jest dość mała. Asfaltu — poza tarmakiem na „lotnisku” — raczej tu nie uświadczysz. Za to są meleksy: taksówki, które dowiozą cię pod wskazany adres, jadąc po pasiastych drogach.

Mając sporo czasu oraz będąc cebulą z wyboru, te 300 metrów do mojego noclegu pokonuję piechotą.

Image

Hotel niestety swoje lata świetności ma już za sobą. Ale jak za darmo, to i ocet dobry. Recepcjonista patrzy na mnie z hamaka i krzyczy, że za 5 minut do mnie przyjdzie. Przyszedł po 15.

Image

Dostaję klucz do pokoju, zostawiam manatki i uciekam prosto na plażę, żeby zaliczyć kąpiel w „istnych, karaibskich wodach”.

Powiem tak: cztery litery nie urwało. Woda chłodna, ładniejsze plaże widziałem w Grecji. Nie wiem, może jeszcze nie należę do grupy „Emerytów Fly4Free”.

Image

Czas zabijam na ship spotting i plane spotting.

Image

Image

Powiem tak: jak pogoda nie dopisuje, to dużo do roboty na tej wyspie nie ma.

Image

Fakt, są wycieczki na rafę, na słynne Blue Hole oraz klasyczne atrakcje w stylu znęcania się nad zwierzętami.

Jak karmienie płaszczek i ich „głaskanie”, jakby nikt nie pamiętał o śmierci Steve’a Irwina, słynnego Łowcy Krokodyli.

Albo karmienie tarpona atlantyckiego, z instrukcją jak nagrać wideo, żeby było „efekt wow”. Sorry, nie moja bajka.

Image

Image

Wolę kupić dobrego, zgrillowanego kuraka, kilka browarków i posiedzieć w TV, oglądając stare greckie komedie.

Image

Image

Rano spaceruję po jeszcze zaspanym miasteczku. Poza mną i kilkoma pracownikami nie widać nikogo na uliczkach.

Ale jeszcze przed spacerem, Fry jack. To tradycyjne danie kuchni belizeńskiej, i są to smażone na głębokim tłuszczu kawałki ciasta podawane na śniadanie,

Image

Docieram na koniec wyspy, gdzie jako atrakcja funkcjonuje punkt widokowy na The Split. Niestety pogoda plus wieczorna ulewa tworzą miks, przez który woda jest mętna jak żelbet.

Image

Image

Nie mając nic innego do roboty, wracam po bagaż i ruszam na lotnisko, mijając plaże i hotele. Po drodze trafiam nawet na plażę nudystów — ludzie machają do mnie (rękami, dzięki Bogu), ja im także odmachuję (również rękami) i po chwili docieram na „lotnisko”.

Image

Lotnisko, to dużo powiedziane. Dwa terminale, jeden pas i dwa miejsca postojowe dla samolotów.

Image

Robię check-in, dostaję tag na bagaż i pytam pracownika, czy jest może jakaś salonka, bo posiadam Priority Passa. Nie do końca zrozumiał, o co mi chodzi, więc wychodzę na chill.

Jakbyście kiedyś czuli się bezużyteczni, przypomnijcie sobie, że lotnisko w Caye Caulker ma: drut, tablicę z zakazem spacerowania po pasie oraz… dziurę.

Image

Samolot przylatuje o czasie, pakujemy się i chyba dopiero teraz zaczyna się największa atrakcja wyspy.

Image

Dowiadujemy się, że lot poleci najpierw na główne lotnisko, bo mamy jednego paxa, który tam wysiada, a dopiero potem na miejskie. Dwa loty w ciągu paru minut! Prawie jak loty widokowe.

Image

Image

Image

Lądujemy, nawet nie wiem, czy punktualnie, na TZA. Biorę plecak i spacerkiem idę do hotelu, gdzie spędzę ostatnią noc przed powrotem do Europy.

Wieczór kończy się zakupami kulinarnych specjałów, kolacją i odpowiednimi trunkami, a całość domykam przy South Parku.
Góra
 Profil Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
Gadekk uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#29 PostWysłany: 09 Sty 2026 19:40 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 25981
Ostatnie śniadanie wyjazdu zaliczam na pobliskiej stacji benzynowej.

Oczywiście, jak na koniec tripu przystało, mam mini fuck-up, zamiast policzyć mi 10 BZD, z karty ściągają 100 BZD. Szybkie mu-ksu-mu przy kasie i dostaję 90 BZD w gotówce. Dobrze, że znajomi lecą po mnie, bo zostałbym z całkiem sporą kwotą egzotycznej waluty, której nawet magnesy by nie chciały.

Na lotnisko jadę, lamersko, transferem. Niestety ciężki bagaż plus pogoda (ulewa) powodują, że moja wewnętrzna cebula przegrywa i wybieram wygodę. Jest za to okazja pogadać z kierowcą, który ma całkiem niezły zestaw historii: o turystach, których woził, i o kraju. Kolejny pakiet ciekawostek do wykorzystania, jak pójdę drugi raz do 1 z 10.

Jak np, ze jest bankomat drive through

Image

Lotnisko… chyba jedno z najdziwniejszych, na jakich byłem podczas tego wyjazdu. Widać, że swoje dobre czasy ma już za sobą, a wszystko to wymieszane z karaibską mentalnością.

Doświadczam tego już przy check-inie. Daję bagaż, paszport, a pracownica pyta: ESTA czy wiza. Mówię, że wiza. Ona skanuje… skanuje… skanuje… po czym informuje mnie, że coś jest nie tak z wizą.

Ja już mam flashback z Vancouver sprzed roku, kiedy ukradli mi paszport z wizą. Po chwili jednak wychodzi na jaw, gdzie był problem: skanowali moją wizę do Kamerunu.
SIC!

Bagaż przyjęty, czekam na boarding passy i ta sama pracownica mówi, że „jest taka sytuacja z biletami”. Ja już uśmiechnięty, myślę: upgrade? Nie. Dostaję w prezencie boarding pass z dopiskiem SSSS.

No i po co mi było dzień wcześniej oglądanie southparkowych odcinków z Trumpem i Vancem…

Image

Kontrola paszportowa, szybkie piwko — ostatnie z Belize i pierwsze lane od wielu dni.

Image

Potem kontrola SSSS. Znów w istnym karaibskim stylu: ledwo pomacali, ledwo sprawdzili i „może pan wejść do samolotu jako pierwszy”.

Krótka rozmowa z pilotami, kartka Delty jako pamiątka i chill aż do Atlanty.

Image
Ostatni błękit

Image
Jesienna Georgia

Image
Jesienna Atlanta

Obawiałem się najgorszego w Atlancie, że przesiadka zajmie wieki, stres, chaos, a tu w 30 minut przechodzę wszystkie kontrole

Image

wypijam pierwszy i ostatni browar na ziemi amerykańskiej i znów melduję się w samolocie, tym razem do Amsterdamu.

Ponownie nadrabiam filmy, rozmawiam z personelem i rano budzę się w szarej, zimnej Europie. Ale za to z takim widokiem.

Image

Image

Image

Mając jeszcze parę godzin do zabicia, idę na słynny plane spotting na Schipholu, zakupy w Albercie Heijnie i ostatni lot, który transportuje mnie do Krakowa.

Image

Mnie i mój cały dobytek z wyjazdu 🙂

Image
Góra
 Profil Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
Gadekk uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#30 PostWysłany: 10 Sty 2026 22:19 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 25981
No i słowa końcowe o wyjeździe.

Był to wyjazd, na który od dłuższego czasu czekałem. Całe lato pracowałem na 200%, ledwo sypiałem i odliczałem dni do tego pamiętnego 29.10, żeby w końcu polecieć do ukochanej Ameryki Łacińskiej. I dostałem dokładnie to, czego oczekiwałem. Ba, nawet więcej. Wyjazd przerósł moje oczekiwania. Pomijając jeden mały incydent zatruciowy, było po prostu super.

No i teraz parę słów o krajach.

Salwador
Chyba moje największe, i bardzo pozytywne. zaskoczenie. Mało zadeptany, bez takich tłumów jak w Gwatemali. Świetna natura, ładne plaże i bardzo fajni ludzie. Myślę, że to ostatnie lata przed dużym boomem turystycznym, jaki dziś przeżywa Gwatemala.

Gwatemala
Drugi raz w tym kraju. Pierwszy raz byłem tu w 2021 roku, w trakcie covidu. Wtedy było zdecydowanie bardziej „hardkorowo”, obostrzenia, zalecenia, brak busów, brak ludzi. Ale dzięki temu było przyjemnie: i pod względem liczby turystów, i cen.
Teraz niestety ceny poszły w górę i wygląda na to, że gringos odpuszczają Jukatan i „odkrywają” Gwatemalę.

Honduras
Niestety byłem tu krótko i zobaczyłem jedynie Copán. Ale pierwsze wrażenie bardzo pozytywne, zdecydowanie muszę tu wrócić.

Belize
Nie liczyłem na wiele i dokładnie tyle dostałem. Wiedziałem, że będzie turystycznie, emerycko i bardzo gringosowo, i tak właśnie było. Brak klimatu znanego chociażby z Salwadoru. Ceny również wyższe niż w pozostałej części Ameryki Centralnej. Może trochę marudzę, ale pogoda nad wodą też nie była taka, jakiej się spodziewałem.

Tak czy inaczej, dziękuję wszystkim, którzy czytali moją relację.

¡Muchas gracias y hasta la próxima!
Góra
 Profil Relacje PM off
22 ludzi lubi ten post.
5 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#31 PostWysłany: 04 Mar 2026 17:35 

Rejestracja: 31 Maj 2013
Posty: 1557
Loty: 1023
Kilometry: 1 588 321
niebieski
@Zeus wprawdzie dopiero teraz przeczytałem Twoją relację ale za to jednym tchem! :D Świetna!
Teraz w marcu będę w El Salwador i też mam zamiar wejść na wulkan Santa Ana - mam nadzieję że trafię na okienko pogodowe.
Co do Ruta de las Flores to zastanawiam się czy wystarczą te miejscowości, które Ty zrobiłeś czy pchać się jeszcze do kolejnych następnych, które są wymieniane na tej trasie?
W Hondurasie mam zamiar wyskoczyć na Roatan i Guanaja. A potem Nikaragua.
W Belize też leciałem Tropic Air na odcinku CUK - SPR (San Pedro) i był to chyba najkrótszy lot w życiu - coś koło 7 minut.
Będąc w Gwatemali nie udało mi się dotrzeć do Tikal. Miałem wykupiony lot GUA-FRS i spóźniłem się na niego, okazało się że pomimo że to krótki domestic to checkin zamykają godzinę przed a ja zagapiłem się na piękne bajecznie kolorowe Indianki które stały sobie przed terminalem :lol:
Góra
 Profil Relacje PM off
Zeus lubi ten post.
Zeus uważa post za pomocny.
 
      
Offline
#32 PostWysłany: 05 Mar 2026 13:55 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 25981
Dzięki DMW!

Na spokojnie się znajdzie coś do robienia w Rutas. Mająć np auto można skoczyć parę wiosek i treków. Wszystko jednak zależy od pogody :)
Góra
 Profil Relacje PM off
DMW lubi ten post.
 
      
Offline
#33 PostWysłany: 09 Mar 2026 16:41 

Rejestracja: 01 Lut 2018
Posty: 112
Tego się nie spodziewałem. W Salwadorze można płacić za piwo naklejkami z Lewandowskim?
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 33 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group