Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 28 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 03 Lut 2019 23:06 

Rejestracja: 17 Kwi 2017
Posty: 78
Loty: 24
Kilometry: 61 281
niebieski
Słowem wstępu
Dziś jest ten dzień, jeden z trudniejszych dni w życiu każdego mężczyzny – umieram z przeziębienia. Na zewnątrz mróz, śnieg i plucha, a ja stojąc praktycznie jedną nogą w grobie, staram się przetrwać ten straszny czas, wracając myślami do naszego wyjazdu…

Zachodnia część Stanów Zjednoczonych, choć relacji na forum jest multum, dorzucę także swoją. Dobrych wspomnień, szczególnie w chłodne dni, nigdy za wiele.

Praktycznie cała podróż minęła nam na pełnym farcie, rzeczy, które podobno miały być nie do zrobienia, udawało nam się ogarnąć zupełnie bezstresowo. Nawet otrzymanie wizy, było jakieś inne, zupełnie na luzie. Odchodząc od okienka, zastanawialiśmy się „To naprawdę już?”.

Nie marzyłem o wyjeździe do Stanów, szczerze mówiąc, nigdy w sposób szczególny o nich nie myślałem. Siedząc razem z moją P. na jakiejś uroczystości, znajomi rzucili „a może polecielibyśmy do USA?”, zupełnie nieświadomi dalszego rozwoju przypadków, wzruszyliśmy ramionami i powiedzieliśmy „czemu nie?”.

Dzień 0 – 27.08.18 (WAW-LAX, dojazd do Doliny Śmierci)
Od tamtej rozmowy miął niecały rok. Dzisiejszy lot, dla całej naszej czwórki, jest pierwszym długodystansowym. Dla kontrastu wobec tu piszących, nie kupiliśmy biletów za bezcen – choć w noworocznej promocji LOTu, zapłaciliśmy za nie 2500zł od osoby.

Przyznaję się bez bicia, byłem lekko stremowany 12h lotem, ale żona zadbała o mnie…

Image


Co do samego lotu i dreamlinera, system rozrywki bardzo fajny, na bieżąco mamy podgląd gdzie jesteśmy, filmy nowe, tetris rozwala system (wpadłem do top10!). 2x posiłek, dostępne darmowe przekąski, w cenie biletu także alkohole. Jeśli ktoś chciał rozprostować kości, stewki nie wyrzucały nikogo z tylnej części samolotu.


Image

Image

Zgodnie z zaleceniami z internetów, buchnęliśmy koc (ktoś na forum wspominał, że się przyda – potwierdzam) i pędem ruszyliśmy na odprawę. Poszło dość sprawnie i byliśmy w darmowym busie do wypożyczalni.

Lekka dygresja, wypożyczalnie w Stanach są genialne! Czułem się jak dziecko w sklepie z zabawkami, wchodzisz do każdego, bierzesz ze swojej kategorii, który Ci się podoba. Nam przypadł do gustu Dodge Caravan z przebiegiem 700km. Samochód jest świetny, opiszę go dokładnie trochę później, gdy udamy się w trasę do Yellowstone.

Z WAW wylatywaliśmy coś po 17, na miejscu byliśmy ok. 20 tego samego dnia. Przed 23 wyjeżdżaliśmy samochodem z wypożyczalni, po drodze Walmart, zapas 100 butelek wody, jakieś przekąski i ok. północy ruszyliśmy do Doliny Śmierci. Przed 5 byliśmy na miejscu, przespaliśmy się chwilę przy punkcie widokowym Father Crowley Overlook. Miejscówka genialna na krótką drzemkę, a samo podziwianie nieba, gdy dookoła nie ma nawet jednej latarni również robi wrażenie. Po 7 powoli zaczynali zjeżdżać się turyści, więc i my ruszyliśmy przed siebie.


DZIEŃ 1 – 28.08.18 (Dolina Śmierci + Las Vegas)
Pobudka przy Father Crowley Overlook:

Image


Kierujemy się na Mesquite Flat Dunes, mijając po drodze malutkie Visitor Center. Robimy krótkiego stopa, żeby poradzić się Rengersów, czy nasz Dodge ogarnie drogę na Titus Canyon. Rengers, dokładnie taki sam, jak w bajkach o misiu Yogim, informuje, że trasa jest zamknięta. Przy VC jest stacja paliw, wszyscy straszą o cenach rzędu 5$, my tankowaliśmy za lekko ponad 3$, także bez spiny.

Dojeżdżamy na parking przy Mesquite Flat Dunes, chociaż jest rano, już czuć temperaturę. Decydujemy się przejść kawałkiem po pustyni. Nogi grzęzną w gorącym piasku, żar leje się z nieba, ale każdy brnie twardo przed siebie.


Image


Kolejny punkt to Furnance Creek. Nie ma tutaj nic szczególnego do zobaczenia, malutkie muzeum, niedaleko pole do golfa (wyglądało to trochę surrealistycznie po wyjściu z pustyni). Główna zaleta to klimatyzowany budynek i normalna łazienka. Dobre miejsce na krótki przystanek w podróży i kupienie pamiątek z DV.


Image

Image


W Badwater Basin spotkaliśmy wędrującego bez podkoszulki sympatyka poparzeń III stopnia, ze spalonymi od słońca plecami. Jeśli chcecie się tu przejść warto wziąć ze sobą okulary przeciwsłoneczne, biel soli i ostre słońce powodują, że dość ciężko tu wytrzymać bez ochrony oczu. Kremy przeciwsłoneczny to podstawa, w PL znaleźliśmy max z filtrem 50, jeśli ktoś ma bardzo jasną karnację w Walmarcie spokojnie są dostępne 100. Przejście tej drogi zajmuje ok. 20-30 min w jedną stronę.


Image

Image

Image


Dalej pojechaliśmy na Devil’s Golf Course.


Image


Zupełnym „must see” w DV jest Artist’s Palette. Wspaniałe kolorowe skały oszałamiały swoim wyglądem. Co chwile musieliśmy się zatrzymywać żeby zrobić zdjęcie.


Image

Image

Image

Image

Image


W wielu przewodnikach naczytałem się, że koniecznie trzeba wyłączać klimatyzację w drodze przez DV, bo przegrzewa się samochód. Moim zdaniem lekka bzdura, samochód śmigał normalnie przez cały czas, może jest to kwestia koloru (biały?), a może inni panikują, nie wiem. ALE! Nie pamiętam już za bardzo w jakim miejscu to się stało, ale będąc w środku DV samochód miał ogromne problemy z podjazdem pod górę. Czuć było radykalny spadek mocy. Wciskanie gazu do dechy czy lekkie pulsowanie nim, nic nie dawało. Samochód z ok. 50 mil/h stracił prędkość do 20 i słychać było, że zaraz zgaśnie nam silnik. W ostatniej chwili zorientowałem się, że mamy włączony system ECO, po wyłączeniu go samochód zachowywał się już normalnie. W żadnej relacji o tym nie przeczytałem, a moim zdaniem ten tryb, może być bardziej niebezpieczny niż sama klima. Polecam wyłączać, nie zmniejsza spalania, a niepotrzebnie może zwiększyć adrenalinę.


Zabriskie Point:

Image

Image

Image


Ostatnim punkt w DV to Dantes View


Image


Ktoś wspominał, że warto kupić przenośną lodówkę. Moim zdaniem niepotrzebny wydatek. Chowając wodę gdzieś głęboko w bagażniku, była zupełnie zdatna i przyjemna do picia. Można też spokojnie znaleźć miejsce w samochodzie, gdzie klima będzie chłodzić nam wodę (miejsca na butelki za drugim rzędem siedzeń).


Z DV ruszyliśmy na Las Vegas, zameldowaliśmy się w hotelu i padliśmy na trzy godziny. Jakoś przed północą ruszyliśmy na miasto. Czy warto je zobaczyć? Zdecydowanie. Czy zostać tu na dłużej? Absolutnie nie. Parę godzin wystarczy, aby zobaczyć możliwie najważniejsze rzeczy. Co ciekawe, im dłużej się tu szwędaliśmy, tym bardziej nabraliśmy przekonania, że miasto pachnie cukrem, czuć było go dosłownie wszędzie.


Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Kiedy dawałem mój plan do oceny, @monroe napisał w odniesieniu do tego dnia, że jeśli go wykonamy, powinniśmy ruszać na K2 zimą bez przygotowania. Mieliśmy ruszyć w tym roku, ale moje przeziębienie się strasznie ciągnie, więc chyba odpuścimy :D
_________________
Image

Relacje:
1) USA - Zachodnie Wybrzeże (2018)
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 04 Lut 2019 23:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Lis 2013
Posty: 1509
Loty: 123
Kilometry: 343 358
złoty
Cóż, skoro wywołałeś mnie do tablicy... (inaczej nawet nie pamietałbym, że to Ty)

Nie wiem czy jest się czym chwalić - po 12h locie w ekonomicznej (alkohol też był przy okazji co pokazujesz na zdjeciach) zmianie czasu (różnica względem PL), Wy jeszcze prowadziliście 6h samochód w nocy. Owszem, można - tak jak Ci zresztą pisałem. Można też zrobić wiele innych mało bezpiecznych dla siebie i innych rzeczy ale nie wiem czy to aby na pewno powód do dumy? ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 05 Lut 2019 00:58 

Rejestracja: 18 Sty 2016
Posty: 174
niebieski
A skąd wiesz czy nie przespał 3/4 lotu i nie był zmęczony? My po locie do San Francisco też w ogóle nie odczuwaliśmy zmęczenia i poszliśmy na parogodzinny spacer. Każdy organizm inaczej reaguje na zmiany stref czasowych.
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 05 Lut 2019 03:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Lis 2013
Posty: 1509
Loty: 123
Kilometry: 343 358
złoty
Ciężko mi uwierzyć w to, że byli wypoczęci po 12h lotu startując o 17:00 z WAW i przylatujac do LAX o 5 rano warszawskiego czasu. Zwłaszcza, że lot był w ekonomicznej a nie w C. No i alkohol na pokładzie. Krótki opis lotu wskazuje też, że autor raczej nie miał wiele czasu na spanie, nie trzeba być Sherlockiem, aby to zauważyć.

Do tego się odnosiłem. Poza tym spacer po 12h lotu a jazda samochodem 6h w nocy to też nie to samo. Przepraszam za OT, trzeba było mnie nie wywoływać :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 05 Lut 2019 08:58 

Rejestracja: 18 Sty 2016
Posty: 174
niebieski
Myślę po prostu, że każdy jest na tyle odpowiedzialny i na tyle zna swój organizm, że stwierdzili - "damy radę!". Pewnie też zadziałały emocje z powodu podróży :-)
Góra
 Relacje PM off
szajbek lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 05 Lut 2019 21:52 

Rejestracja: 17 Kwi 2017
Posty: 78
Loty: 24
Kilometry: 61 281
niebieski
Krótki off-top, nie będę zaśmiecał własnej relacji.

Rzetelność informacji podanych przez kolegę jest na poziomie paska z TVP info. Wyjaśnijmy parę kwestii:
1) 50ml whisky, na dwie osoby, 16 godzin przed wejściem do samochodu, z pewnością ma ogromny wpływ na organizm dorosłego faceta.
2) Zmęczenie w klasie ekonomicznej? Osobiście bardziej zmęczyła mnie podróż ryanem do Sevilli niż LOTem do LAX. Mieliśmy naprawdę komfortowe warunki. Podkreślałem to w relacji, zrobię to jeszcze raz tutaj, przelot był dla nas wszystkich naprawdę wygodny, każdy kto obawia się lotu, a podróż będzie odbywał w naszych polskich dreamlinerach, może mieć spokojną głowę.
3) Żadne z nas nie miało żadnych dolegliwości/nieprzyjemności związanych ze zmianą stref czasowych. Nie każdy reaguje tak samo.

Mam wrażenie, że niektórzy nie są w stanie zaakceptować obiektywnych różnic między organizmami poszczególnych osób. Za punk honoru stawiają sobie udowodnienie, że jeśli on by nie dał rady tego zrobić/było by to dla niego niebezpieczne (lub dla osób z jego otoczenia) to przy innych musi być tak samo. Jeszcze w tym tygodniu ktoś wrzucał plan do oceny, niemożliwy do zrealizowania, który jak się okazało, już był zrealizowany bez większych problemów przez innych użytkowników.

Przy okazji zawodów sportowych w których uczestniczę, wystawiałem swój organizm na wiele prób i dokładnie wiem, gdzie są granice mojej wytrzymałości. Z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że dla nas, nasz plan był całkowicie optymalny. Nie uważam, aby o kwestiach tak subiektywnych, mógł decydować zupełnie nieznający nas człowiek za ekranem komputera.

„inaczej nawet nie pamietałbym, że to Ty” – nawet nie chcę się do tego odnosić, tekst co najmniej nieprzyjemny.

Miałem nie reagować w żaden sposób na te wiadomości, ale trochę mnie to dotknęło, bo przez nadinterpretację pasującą do schematu myślenia kolegi, poczułem się przedstawiony jako kierowca alkoholik.

Dla mnie off-top definitywnie się zakończył, zapraszam na dalszą część relacji :-)



DZIEŃ 2 – 29.08.2018 (Las Vegas + Zapora Hoovera + Route 66)
Nocowaliśmy w hotelu Hooters, za 4 osoby + śniadanie + gifty na kasyno zapłaciliśmy 100 dolców. Śniadanie pyszne, kawa obłędna. Zwiedzanie LV mieliśmy już za sobą, ale być w krainie rozpusty i nie przep… uścić kilku dolców w kasynie to grzech. Zaszaleliśmy i puściliśmy z dymem piątaka. Zawsze miałem ten filmowy obraz w głowie, że wrzucam żeton, a jak wygram to maszyna wypluwa moniaki. W rzeczywistości trzeba zarejestrować kartę, wpłacić na nią środki i dopiero z nią możemy grać. Wszelkie wygrane zapisywane są również na niej. Tak czy inaczej, straciliśmy kasę i z tym optymistycznym akcentem opuściliśmy hotel. Mieliśmy zaliczyć jeszcze Valley of Fire, ale nie wyrobilibyśmy się czasowo (zabalowaliśmy z dwie godziny), pojechaliśmy więc od razu do Zapory Hoovera.


Image

Image

Image

Image

Image


Próbujemy naszych sił z eksperymentem z wodą, ale nie umiemy w doświadczenia. Wszelkie próby uchwycenia na zdjęciu wody „wylewanej do góry” nie wyszły. Woda rozbryzgiwała się, albo po prostu spadała.

PS Gdyby ktoś się przegrzał z wrażenia jaką robi Zapora, można się odświeżyć przy „cooling station”, ogromny klimatyzator/wiatrak był mocno oblegany przez wszystkich turystów. Po wyjściu z piętrowego parkingu, znajduje się tuż przy zaporze, po lewej stronie.

Po drodze wjeżdżamy na most, żeby uchwycić zaporę z dalszej perspektywy. Wejście na most łatwe, miłe i przyjemne. Są nawet podjazdy dla niepełnosprawnych.


Image


Droga 66 nie robi na nas większego wrażenia, jedziemy odcinkiem od Kingman do Seligman. Rzadko widujemy motocyklistów, nie wiem czym jest to spowodowane, ale w moich wyobrażeniach powinno być ich mnóstwo w Stanach. W trakcie przejazdu trasą, spotykamy tylko jedną grupę.


Image


W Ameryce wszystko musi być duże - naliczyliśmy 105 wagonów


Image


Jedyną atrakcją na trasie jest sklep, często wspominany na forum. Tak, ten z polskim akcentem. Ceny w sklepie są lekko zawyżone w stosunku do tych z miast, ale tylko tutaj można znaleźć zajebiaszczy, metalowy brelok z napisem Route 66 pordzewiały w paru miejscach. Wygląda bosko. Kupiliśmy tylko jeden i żałujemy, że tak mało. Szukaliśmy podobnego do końca wyjazdu, ale nie wyszło, były same plastiki.


Image

Image


Dziś nocujemy w Valle (Grand Canyon Inn and Motel). Po przyjeździe dostajemy darmowy upgrade, ale nie bardzo jest się kiedy nim nacieszyć, mamy tylko kilka godzin na sen i znowu w trasę. Wiem, że większość planuje swój nocleg w Williams, ale nam zależy na możliwie szybkim dostaniu się do Kanionu. Planujemy zobaczyć wschód słońca nad Kanionem.

PS W Valle nic nie ma, nawet o restauracje ciężko. Nam to bez różnicy, byliśmy tam późnym wieczorem, ale jak ktoś chce połazić po miasteczku, to raczej nie tutaj. Warto pamiętać, że przy Kanionie zmienia się strefa czasowa z -9 na -8, żeby w motelu się nie zdziwić i nie odbić od zamkniętej recepcji.
_________________
Image

Relacje:
1) USA - Zachodnie Wybrzeże (2018)
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
farmer uważa post za pomocny.
 
 
#7 PostWysłany: 07 Lut 2019 21:07 

Rejestracja: 17 Kwi 2017
Posty: 78
Loty: 24
Kilometry: 61 281
niebieski
DZIEŃ 3 – 30.08.2018 (Wielki Kanion)
Wstaliśmy coś koło 4. Z Valle mieliśmy stosunkowo blisko (ok. 30min), zaparkowaliśmy się przy Grand Canyon VC, ale bladego pojęcia nie mieliśmy jak blisko Kanionu jesteśmy. Duża grupa osób stała na przystanku czekając na busa, z rozmowy wynikało, że wszyscy przyjechali zobaczyć wschód. Bus nie odjeżdżał, grupa robiła się coraz większa, a powoli zaczynało świtać. Przyznaje się bez bicia, nie wszystko było dokładnie zaplanowane. Mieliśmy coś na kształt planu, jego zarysy, ale dość dużo rzeczy działo się na bieżąco. Po krótkiej rozmowie z panią prowadzącą busa, dowiedzieliśmy się, że jesteśmy 3 minuty pieszo od najbliższego punktu widokowego, do którego ona będzie odjeżdżać dopiero za kilkanaście minut (a do tego busa wszyscy stali). Zaliczyliśmy z rana niezły sprint, ale opłacało się.


Image

Image


Później dojechaliśmy busem do przystanku łączącego linie niebieską oraz czerwoną i przeszliśmy na pieszo prawie całą drogę do Hermits Rest. Moim zdaniem, jeden z największych błędów przy ogarnianiu tych punktów widokowych to przejazd busem. Szlak pomiędzy poszczególnymi punktami jest łatwy i przyjemny, w wielu miejscach są ławeczki z widokiem na kanion, co ciekawe bardzo mało osób decydowało się na ten sposób zwiedzania. Warto ze sobą wziąć dużo wody, zdecydowaliśmy się odpuścić przez końcem, właśnie ze względu na brak picia.


Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Jeśli gdzieś po drodze, z pozoru bez żadnej większej przyczyny, zatrzymuje się kilka- lub kilkanaście samochodów, to znaczy, że jest zwierzak.


Image


Ogromny i piękny! To chyba jest jeleń kanadyjski, ale głowy sobie uciąć nie dam. Krótka dygresja, jak głupim trzeba być, aby podchodzić do dzikiego zwierzaka na odległość pół metra i robić sobie przy nim selfie? Jeleń był cierpliwy, ale do czasu. Kiedy piętnaste selfi nadal nie było takie jak powinno, jeleń sunął lekko do pary kucającej tuż przy nim, ale chyba bardziej z zamiarem przestraszenia, aniżeli zrobienia jakiejś krzywdy. Nikomu nic się nie stało, ale dopiero po tym ludzie się trochę otrząsnęli i zaczęli trzymać dystans.

No i ostatni punkt na dziś


Image

Image


Jedno trzeba przyznać, Wielki Kanion jest naprawdę wielki. Na forum TripAdvisora czytałem, że spokojnie wystarczy nam 6-7 godzin na ogarnięcie wszystkiego. Tak urzekło nas to miejsce, że spędziliśmy tu 13 godzin. Żałuję, że nie mieliśmy jeszcze jednego dnia na ogarnięcie zejścia w dół. Kierując się do motelu, moja P. zrobiła najbardziej amerykańskie zdjęcie z możliwych.


Image


Na koniec uciekamy na miasto coś zjeść, trafiamy do GENIALNEJ knajpy z grillem, muzyką na żywo i darmowymi orzeszkami w wielkim pudle : - ) Tu trzeba wstąpić koniecznie! Zdjęcia robione pralką.


Image

Image

Image
_________________
Image

Relacje:
1) USA - Zachodnie Wybrzeże (2018)
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
Ruben$ uważa post za pomocny.
 
 
#8 PostWysłany: 08 Lut 2019 02:29 

Rejestracja: 08 Lis 2011
Posty: 462
Loty: 63
Kilometry: 202 612
srebrny
O matko, ale intensywnie. :)
Ale niektóre momenty to jakbym się cofnął w czasie. Te same miejsca, wydarzenia, wrażenia... (Vegas, R66, jelenie). W dodatku byliśmy niemal w tym samym czasie.
No i zdjęcia... ŚWIETNE! Oczywiście oprócz tych, robionych pralką. :lol: Ale że Wam się chciało pralkę ze sobą tachać...

Zupełnie nie znam Waszego planu i nie będę teraz szukał, zatem z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. :)
_________________
Image

Moje relacje:
<USA - Roadtrip z namiotem na dachu>; <Seszele Luksusowo? Budżetowo? Panie, a nie można obu? Można!>,
<Islandia - lodowe góry i maskonury.>, <Ej, ale będzie widać góry? - Kirgistan Kazachstan> - pisze się
Góra
 Relacje PM off
szajbek lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 09 Lut 2019 19:31 

Rejestracja: 17 Kwi 2017
Posty: 78
Loty: 24
Kilometry: 61 281
niebieski
Haha, niedługo po powrocie ze Stanów, czytałem Twoją relację i byłem strasznie zdziwiony, że można wypożyczyć Dodga z namiotem na dachu, mieliście naprawdę niezły pomysł. Nasz plan mimo wszystko uległ lekkim modyfikacjom, więc nawet nie warto go szukać, ale do czytania relacji to bardzo zachęcam :D


DZIEŃ 4 – 31.08.2018 (Dolny Kanion Antylopy + Horseshoe + Zapora Glen + MV)
Wejściówki do Kanionu strasznie drogie, prawie 50 dolców od osoby, myśleliśmy żeby wpaść jeszcze na górny, ale rozsądek wziął górę, ceny są zaporowe (koszt mocno powyżej 100$). Bilety kupowaliśmy wcześniej, przez stronę internetową operatora Ken’s Tours. Nie można ze sobą wziąć praktycznie nic, żadnych toreb, plecaków. Mnie cofnęli z pokrowcem na aparat. Dozwolone camelbacki (dzięki nim, dowiedziałem się w ogóle co to jest).
Zejście do Kanionu niewymagające, schodziły pary z malutkimi dziećmi. Zwiedzanie tylko z przewodnikiem, ale w środku niestety strasznie tłoczno, ciężko o dobre zdjęcie. Czasem przewodnicy wstrzymują grupy i robią zdjęcia aparatami klientów. Na prośbę mogą ustawić aparat czy komórkę.


Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Całość trwa nie dłużej niż półtorej godziny. Po wyjściu z Dolnego Kanionu ruszamy w kierunku kolejnego przystanku – Horseshoe Bend. Przejście do punktu widokowego zajmuje ok. 20-30 minut w jedną stronę. Mniej więcej w połowie jest coś na kształt „przystanku” z zadaszeniem, chroniącym przed słońcem. Idąc do Horseshoe lekko drwiąco patrzyłem się na leniwych Amerykanów odpoczywających przy wiacie, wracając sam się przy niej zatrzymałem, żeby chwilę odpocząć. Idąc do punktu widokowego, nic nie zapowiada tak spektakularnego widoku. Oglądałem setki zdjęć z tego miejsca, ale żadne nie może się równać nawet w najmniejszym stopniu z rzeczywistością. Ogrom tego miejsca przytłacza.


Image


Zapora Glen nie robi takiego wrażenia jak Hoover, choć ze względu na bliskie odległości z pewnością warto ją zobaczyć. Przy zaporze jest Visitor Center, można skorzystać z toalety, my uzupełniliśmy tu zapasy wody. No właśnie, w sumie można byłoby nie kupować wody i korzystać z poidełek, które są dostępne praktycznie przy każdym VC, ale nie byliśmy pewni jak duża jest ilość wody w tym chlorze. Z całą pewnością na plus toalety, praktycznie wszędzie są całkiem czyste, mimo tak dużej ilości turystów.


Image


Zaopatrzeni w wodę i odświeżeni ruszyliśmy do Monument Valley. Na każdym kroku typowy amerykański widok.


Image


Chociaż z kilku źródeł słyszałem, że nie warto, absolutnie się z tym nie zgadzam. Wjazd do MV kosztuje 10 dolców za samochód. Przejazd całą trasą zajął nam coś ok. 3,5h, ale musicie wziąć poprawkę, że robiliśmy strasznie dużo zdjęć, byliśmy zajarani okrutnie. Droga bardzo zniszczona, ale nie robiła większego wrażenia na naszym Dodgu. Przy większych prędkościach osoby wrażliwe na kołysanie, mogą mieć lekki problem, moja P. przeżywała tu trudniejsze chwile :D Na tych dołach jeden z przejeżdżających Mustangów prawie zostawił część zawieszenia.


Image

Image

Image

Image


Przy Dolinie Mustangów stoi mały Indianin z koniem (nie mam bladego pojęcia czy to mustang), na którym można zrobić sobie zdjęcie, oczywiście za opłatą – 5$ wsiadasz na konia i ktoś z Twojej grupy, swoim aparatem, robi Ci zdjęcie; 2 albo 3$, mały siada i jemu robi się zdjęcie własnym aparatem (gdy czekaliśmy w kolejce, ktoś się zdecydował na tę opcję O_O). Choć to brzmi górnolotnie to jednak pewne obrazy potrafią wyryć się w pamięci i zostać z nami na długi czas – końska grzywa przed Tobą, panorama Doliny Mustangów i zachód słońca z pewnością są jednym z nich.


Image

Image

Image
_________________
Image

Relacje:
1) USA - Zachodnie Wybrzeże (2018)
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 10 Lut 2019 12:04 

Rejestracja: 18 Sty 2016
Posty: 174
niebieski
Zawsze z zaciekawieniem i sentymentem czytam relacje z zachodu USA. To była moja i żony pierwsza tak daleka wyprawa i spełnieniem marzeń o road tripie :) Czekam na dalsze części :)
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 10 Lut 2019 19:14 

Rejestracja: 17 Kwi 2017
Posty: 78
Loty: 24
Kilometry: 61 281
niebieski
Miło, że są tutaj osoby zainteresowane relacją, dużo łatwiej się wtedy pisze :D Dla nas również była to pierwsza, tak daleka podróż. Lataliśmy po Europie, ale musiała chwila minąć, żeby się przekonać do dalszych podróży. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że zachód Stanów to naprawdę dobre miejsce na rozpoczęcie takich wyjazdów. Jest miło, łatwo, przyjemnie i z bajecznymi widokami.


DZIEŃ 5 – 01.09.2018 (Park Narodowy Zion – The Narrows)
Wbrew wszelkim zaleceniom dość późno wyruszyliśmy z Page do Zionu. Od początku wyjazdu nie mieliśmy żadnych problemów z parkowaniem, zawsze w sposób bezstresowy udawało nam się coś znaleźć, ale dziś się nacięliśmy. Przyjechaliśmy coś koło 9 i Zion był wręcz zalany turystami (podobno Amerykanom zaczął się długi weekend). Ludzie wychodzili z samochodów i biegali w poszukiwaniu miejsc parkingowych, pytając się kierowców przy samochodach czy może przypadkiem nie zwolni się ich miejsce. Straciliśmy lekką ręką półtorej godziny (włączając w to dość długą sprzeczkę z pewną czarnoskórą "damą"…), na szlaku będąc dopiero ok. 11


Image

Image

Image

Image

Image

Image


Nie, nie dołączę do grona osób zachwycających się The Narrows. Szlak zupełnie niczym mnie nie zachwycił. Oczywiście, są tutaj ładne formacje skalne, ale spodziewałem się czegoś bardziej spektakularnego. Naczytałem się w necie, że jest to jeden z top5 szlaków w całych Stanach, a dla mnie pierwszy lepszy z Bryce czy Wielkiego Kanionu bił go na głowę. Być może lekki stresik związany z miejscem parkingowym oraz to, że dość często biegam w biegach przeszkodowych i łażenie w wodzie mnie tak nie zachwyca, ma w tym swój udział. Z całą pewnością niesprzyjająca była także cała masa ludzka, jaka wlała się na ten szlak (Angel's Landing tego dnia był zamknięty). Tak czy inaczej, The Narrows nie zaliczyłbym do ścisłej piątki najlepszych szlaków, co nie zmienia faktu, że nadal jest tu pięknie.


Image

Image

Image

Image

Image


Z porad praktycznych:
1) Zwykłe buty trekkingowe + ociupina myślenia zupełnie wystarczą na przejście tego szlaku. My mieliśmy najtańsze treki z decathlonu (50zł?) i spokojnie dawały radę. Oczywiście można wypożyczyć specjalne buty + skarpety neoprenowe + kijki za miliony monet, ale moim zdaniem nie warto. Darmowe badyle są na początku szlaku. Jak ktoś chce to można wziąć, chociaż mi się z nimi gorzej chodziło.
2) Woda jest zimna, im później, tym znośniej.
3) Przyjechać możliwie wcześnie rano! Już o 9 nie ma szans na parking przy VC
4) Widzisz agresywną babę za kółkiem – odpuść, szkoda czasu i nerw ;-)

Po średnio udanej wizycie w Zionie ruszyliśmy do Panguitch, mieliśmy tam zarezerwowany nocleg w Adobe Sands Motel (112$ z podatkami za 2 doby dla 4 osób). Jadąc przez jakąś typowo amerykańską wioskę, natknęliśmy się na znak „Special Event Ahead” i masę samochodów zatrzymanych tuż przy drodze. Zatrzymaliśmy się z samej ciekawości i…


Image

Image

Image

Image

Image


Prawdziwe demolition derby!!! Końcówka dnia wręcz oszałamiająca! Recykling motoryzacyjny w iście amerykańskim stylu! Zapach spalin, kłębowisku dymu i zniszczone samochody to jest dopiero zabawa!

Obejrzeliśmy chyba trzy rundy i po zmroku ponownie ruszyliśmy w drogę do motelu. Na tej trasie nie polecam jeździć w nocy, sarny czychały wszędzie, jeszcze żaden kawałek, którym jechaliśmy, nie był przez nie aż tak oblężony.
_________________
Image

Relacje:
1) USA - Zachodnie Wybrzeże (2018)
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 10 Lut 2019 21:06 

Rejestracja: 18 Sty 2016
Posty: 174
niebieski
A cóż to za spięcie na parkingu? Szkoda, że Angels Landing było zamknięte - z jakiego powodu? Wiesz może?

My też jak jechaliśmy po zmroku w stronę Bryce to też jedna sarna stała praktycznie na linii oddzielającej pobocze od pasa ruchu. Lekki stresik po tym był...

A Demolition Derby to fajne przeżycie :)

P.S Zgadzam się - fajnie rozpocząć samodzielne planowanie od bezproblemowo turystycznie miejsc. Zachodnie wybrzeże USA można zaliczyć do takich miejsc.
Góra
 Relacje PM off
szajbek lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 10 Lut 2019 21:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Sie 2014
Posty: 57
Loty: 60
Kilometry: 111 238
niebieski
Angles Landing było zamknięte z powodu zniszczeń po mega burzy która nawiedziła Zion latem. Byłam w połowie września i mieli otworzyć za kilka dni, dlatego my wybraliśmy Observation Point :)

Super relacja - czekam na więcej :)
Góra
 Relacje PM off
szajbek lubi ten post.
Ruben$ uważa post za pomocny.
 
 
#14 PostWysłany: 10 Lut 2019 21:58 

Rejestracja: 09 Sty 2012
Posty: 96
niebieski
Dobrze się czyta, jeszcze lepiej ogląda. Czekam na więcej :)
_________________
Nie odkładaj marzeń. Odkładaj na marzenia.
Góra
 Relacje PM off
szajbek lubi ten post.
 
 
#15 PostWysłany: 10 Lut 2019 22:24 

Rejestracja: 09 Lis 2011
Posty: 8
na prawdę świetnie się czyta, czekam na cd:)
_________________
piszę;)http://www.mistake.com.pl
Góra
 Relacje PM off
szajbek lubi ten post.
 
 
#16 PostWysłany: 03 Mar 2019 18:23 

Rejestracja: 17 Kwi 2017
Posty: 78
Loty: 24
Kilometry: 61 281
niebieski
Miałem dłuższą przerwę ze względu na pracę, ale już wracam do pisania! (no dobra, trochę ściemniam, jeszcze byliśmy na karnawale w Wenecji :D)


@Ruben$ jak to parkingowa sprzeczka, ja uznałem, że byłem pierwszy, ona miała podobne zdanie o sobie. Najbardziej irytującym był jej charakter, zachowywała się super wulgarnie i agresywnie (dokładnie tak jak nieprzyjemna baba w amerykańskiej komedii), na tyle, że zjeżyła mnie konkretnie. Straciliśmy tam kawał czasu, ja chciałem iść do Rangersów w związku z całą sytuacją, ale kolega przemówił mi do rozsądku - "Gdybym był takim amerykańskim szeryfem i widział taką sytuacje, to powiedział bym: Ty i Ty spadać z parku, macie po 500$ mandatu i nie chcę Was więcej widzieć". Przyznam, że doszło to do mnie momentalnie, przecież nie będzie się zastanawiał, kto tu był jednak pierwszy, wcześniej widzieliśmy jak ktoś dostał 450$ mandatu za złe parkowanie, ile dostalibyśmy my za blokowanie ruchu? Nie twierdzę, że sam jestem bez winy, dziś pewnie bym odpuścił, ale jeszcze nigdy w swoim życiu nie spotkałem się z takim zachowaniem.

@Mixsa dziękuję za odpowiedź, szczerze mówiąc nie wiedziałem, dlaczego szlak był zamknięty, usłyszeliśmy od Rangersów, że nie można wchodzić i bez zastanowienia ruszyliśmy dalej.


DZIEŃ 6 – 02.09.2018 (Bryce Canyon)
Dziś Bryce Canyon, moim zdaniem jeden z najbardziej niedocenianych punktów do odwiedzenia. Często w necie napotykałem się na informacje, że spokojnie 4h wystarczy na ogarnięcie całego parku. Polacy, których napotkaliśmy na trasie, robili Bryce + Zion jednego dnia. My natomiast spędziliśmy tutaj cały dzień, robiąc bardzo leniwie dwa szlaki + odwiedzając wszystkie ważniejsze punkty widokowe. Nie jestem w stanie słowami opisać piękna tego miejsca, każdy punkt wbijał mnie w ziemię.


Image

Image


Przy samym wejściu, niedaleko VC, można spotkać jelonki Bambi i pieski preriowe. Jeśli wypatrzycie te drugie, warto się wsłuchać, jak „porozumiewają się” między sobą. Dobrze też mieć ze sobą jakąś mini lornetkę albo aparat z mega zoomem – odnoszę to także do całego wyjazdu, wiele razy mega zoom się przydał.


Image

Image

Image


Maszerujemy dość standardowo, najpierw Sunrise, potem Sunset żeby dojść do Inspiration Point. Z tego miejsca wchodzimy na szlak i kierujemy się Navajo Loop Trail i łączymy go z Queen’s Garden Trail. Przez całą drogę niebo jest mocno zachmurzone, a w oddali słyszymy burzę. Chociaż czasem straszyły nas mocniejsze podmuchy wiatru, niekiedy mocniejsze grzmoty, to jednak non stop burza była dokładnie tam, gdzie nie było nas, ale hej, przecież jesteśmy tu na pełnym farcie :D


Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Po przejściu całego szlaku odwiedziliśmy każdy z ważniejszych punktów zaznaczonych na mapie, od Sunrise Point po Rainbow Point.


Image

Image

Image

Image


Strasznie podobało mi się, że Amerykanie wszędzie podróżują ze swoimi pupilami. Dla miłośników zwierząt, w szczególności psów, oglądanie ich w roli towarzyszy podróży na pickupie zawsze wywoływało u nas uśmiech na twarzy.


Image


Po powrocie do motelu kupiliśmy kartę t-mobile z nielimitowanym Internetem, rozmowami w obrębie Stanów i chyba z 20 połączeń międzynarodowych (całość ok. 60 zielonych). Choć próbowałem kawał czasu, karta nie chciała się zarejestrować. Przechodziłem oczywiście cały proces rejestracji (zgodnie z poleceniami na ekranie), ale na końcu i tak nic to nie dawało. Myśleliśmy, że w recepcji motelu ktoś mógłby nam pomóc, ale facet zaoferował, że może zadzwonić na BOK i żebyśmy sobie pogadali. Męczyłem się z tą kobitką na infolinii okrutnie, nie bardzo potrafiła mi pomóc, zaoferowała, że zarejestruje kartę jeszcze raz. Problem pojawił się przy podaniu adresu… Jedyne co mi wpadło do głowy to 90210 Beverly Hills, przeszło bez problemu :D Internet zadziałał dopiero kolejnego dnia rano i nie było z nim żadnych problemów aż do końca wyjazdu.


PS: Kupiliśmy jeszcze coś...

Image
_________________
Image

Relacje:
1) USA - Zachodnie Wybrzeże (2018)
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#17 PostWysłany: 03 Maj 2019 11:13 

Rejestracja: 07 Sty 2016
Posty: 162
niebieski
Co z dalszą częścią relacji ? ;)
Góra
 Relacje PM off
farmer lubi ten post.
 
 
#18 PostWysłany: 11 Maj 2019 22:07 

Rejestracja: 17 Kwi 2017
Posty: 78
Loty: 24
Kilometry: 61 281
niebieski
@Zjadacz Zmobilizowałeś mnie, będzie i dalsza część :D


DZIEŃ 7 – 03.09.2018 (Droga do Yellowstone + Słona Równina Bonneville)
Obiecałem parę słów o samym samochodzie. Dodge może nie jest piękny, ale za to piekielnie użyteczny, ilość schowków w całym samochodzie poraża. Drugi i trzeci rząd siedzeń „chowa się” w podłogę, dzięki czemu jeśli ktoś jedzie we dwójkę, może sobie kupić materac w Wallmarcie i oszczędzić kasę na nocleg, jest tam naprawdę sporo przestrzeni (spotkaliśmy Polaków, którzy tak nocowali). Jeśli siedzenia w drugim rzędzie są rozłożone, w miejscu gdzie chowają się fotele, tworzy się pusta przestrzeń z możliwością schowania czegoś pod podłogę. My wykorzystywaliśmy to miejsce do chowania laptopa lub innych cenniejszych rzeczy, których nie mogliśmy wziąć na szlak. Przy rozłożonych wszystkich rzędach i tak pozostaje masę miejsca na bagaż, nam spokojnie mieściły się 4x mały podręczny + 2x duży rejestrowany + ok. 100 butelek wody.

Nie warto dobierać do tego samochodu nawigacji, Google maps sprawdza się świetnie, ale i tak chyba wszystkie Caravany miały nawigację systemową, która służyła nam głównie do sprawdzania ograniczeń prędkości, jeśli nie zauważyliśmy znaku. W samochodzie jest miejsce na USB, bezproblemowo odtwarzał naszą muzykę.

Za drugim rzędem siedzeń jest miejsce na butelki, praktycznie tuż przy nawiewie. Genialne rozwiązanie na schłodzenie wody, nawiew ustawiony na butelkę i za 20-30 minut woda jest przyjemnie chłodna – darmowa alternatywa dla średnio użytecznej lodówki turystycznej.

Chociaż samochód miał silnik 3.6 albo 3.8 w benzynie to demonem prędkości nie był. Niejednokrotnie miał problemy z większymi górkami, nie było to nic niebezpiecznego, ale nie jestem przyzwyczajony do samochodu, który nie ogarnia różnić w terenie, zaznaczam, bo niektórych może to męczyć.

Automatyczne drzwi tylne są trochę irytujące. Otwierają i zamykają się elektrycznie. Przy częstym wsiadaniu i wysiadaniu denerwuje ciągłe bawienie się z tym guzikiem, tym bardziej, że czasem drzwi się zacinały. Przy czterech osobach i sporym obłożeniu bagażem spalał ok. 10l na 100km.

ALE! Czas wrócić do relacji.
Ruszamy z rana, mamy przed sobą jakieś 1200km do West Yellowstone, zahaczając o Wielką Równinę Solną. Droga mija spokojnie, choć czasem napotykamy na swojej drodze węże


Image


Dojeżdżamy do Równiny.


Image


Wielka Równina Solna to jedno z nielicznych miejsc na których można zobaczyć gołym okiem krzywiznę Ziemi. My nie umiemy patrzeć, albo płaskoziemcy mają rację :D Liczyliśmy, że będą tu jakieś wyścigi, ale nic takiego się nie odbywało. Widziałem jedynie, że dwa samochody wjechały na pustynię i śmigają sobie bez oporów. Podszedłem do sennego dziadka sprzedającego pamiątki i zapytałem się czy trzeba dostać jakieś pozwolenie żeby tu wjechać, ale zaprzeczył głową i poszedł spać dalej. Czas sprawdzić Dodga w ekstremalnych warunkach!


Image

Image

Image


Nie wiem czy da radę zrobić większy pieprznik w środku auta, niż to co mieliśmy my, po tej przejażdżce. Drifting vanem przy prawie pełnym obłożeniu zrobił ładne wrażenie na gapiach. Wracając, czułem się trochę nieswojo kiedy turyści machali nam i robili zdjęcia, a mustangi zjeżdżały, jakby bardziej smutne i trochę mniej sportowe.
Zatrzymuję się na parkingu, wspólnie staramy się odłupać co większe kawałki soli od samochodu. Krótka toaleta i trzeba ruszać dalej.

Wracając z łazienki tarasuje mi drogę dwóch młodych, wysportowanych chłopaków:
- Hej, Ty jesteś kierowcą tego białego vana?

Szlag, albo dziadek zrobił mnie w bambuko i tutaj jest potrzebna jakaś zgoda, albo pozwoliłem sobie zbyt mocno i z przyczajki wyszło dwóch nieumundurowanych policjantów.

- Hej, tak, to ja
- To było naprawdę niezłe! Jak tutaj wjechałeś, trzeba coś zapłacić?

Już za kilka minut widziałem, jak swoją terenówką wjeżdżali na pustynię. Cholera, chyba zapomniałem im powiedzieć, żeby nie otwierali szyb...

Pro tip:
1) Podczas jazdy nie wystawiajcie aparatu zza szyby, sól będzie w każdym możliwym miejscu aparatu i samochodu.
2) Sól będzie na całym samochodzie, w ilościach niezmierzonych. Mimo „odłupywania” soli spod lusterek, nadkoli itp., do końca podróży tym samochodem odpadały nam ogromne kawałki (bryły na 10-15 cm to nic nadzwyczajnego).
3) Patrzcie na temperaturę płynu chłodzącego!!! Zabawa prawie „na odcięciu” i temperatury rzędu 30 stopni robią swoje. Czasem samochód musi chwilę odsapnąć :D

W przyrodzie musi panować równowaga, nie może być tak, że po świetnej wizycie w Bryce, mamy równie dobrą zabawę na pustyni i jeszcze wybierzemy sobie jakąś fajną knajpę na obiad. Od tego momentu zaczyna się tragedia rozpisana w trzech aktach. Przypomnieliśmy sobie, że przecież Pizza Hut pochodzi ze Stanów, więc trzeba wpaść. Już przy pierwszym kontakcie z obsługą, zauważyliśmy, że jest tutaj trochę inaczej niż u nas. Dostaliśmy pożółkłe talerze, które dla zmniejszenia kontrastu, miały żółtą obwolutkę dookoła. Sztućcy nie podano, można sobie je wziąć przy wejściu. Jakiekolwiek byśmy nie wybrali, były po prostu brudne, chusteczki, którymi je czyściliśmy wręcz przyklejały się do nich, ale nie zraziliśmy się. Co do samej pizzy… Zamówiliśmy super supreme, ale ani z wyglądu, ani ze smaku super nie była. Jeśli miałbym jakoś recenzować tę restaurację, to powiedziałbym tylko, że cała nasza czwórka miała mniejsze lub większe problemy żołądkowe. Kolega doszedł do siebie dopiero na wieczór kolejnego dnia.

NIE POLECAM: Pizza Hut, 2840 Pocatello Ave, American Falls, ID 83211, Stany Zjednoczone


Image
_________________
Image

Relacje:
1) USA - Zachodnie Wybrzeże (2018)
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
farmer uważa post za pomocny.
 
 
#19 PostWysłany: 14 Maj 2019 11:41 

Rejestracja: 20 Wrz 2011
Posty: 71
Swietna relacja :) dziel sie wiecej wlasnymi spostrzezeniami i wrazeniami prosze :)

Gdzie wypozyczales auto i jaka to klasa?
Góra
 Relacje PM off
szajbek lubi ten post.
 
 
#20 PostWysłany: 15 Maj 2019 17:55 

Rejestracja: 17 Kwi 2017
Posty: 78
Loty: 24
Kilometry: 61 281
niebieski
@froggy89 Dzięki! Samochód z Alamo, przez pośrednika Rentalcars, z kategorii rodzinne (wybacz, ale nie ogarniam tych literek rezerwacyjnych).


Dzień 8 – 04.09.18 (Yellowstone)

Moja P. budzi nas wszystkich przed świtem, szaleje. Od zawsze marzyła, żeby tu przyjechać, więc ciśnie nas ostro na możliwe szybkie opuszczenie pokoju. Czy to, aby na pewno nie sen? Kurde, jesteśmy parę kilometrów, a może odpowiedniej byłoby napisać mil, od Yellowstone. Park znany nam od dzieciństwa, przecież wychowaliśmy się na Misiu Yogim.

Kiedy wypożyczaliśmy samochód w słonecznej Kalifornii mieliśmy niezły ubaw, w naszym Dodgu były nie tylko podgrzewane szyby, ale także kierownica! Kto by pomyślał, że teraz zaoszczędzi to nam skrobania szyb i odmarzniętych dłoni – termometr pokazuje -4 stopnie, a przecież jeszcze tydzień temu mieliśmy ponad 40 stopni. Z rana jest tu okrutnie zimno, szczególnie gdy zdążyliśmy już przywyknąć do gorąca. Mimo wszystko byliśmy na to przygotowani, kilka warstw na siebie i ruszamy w teren.

Szczerze przyznam, że na początku można poczuć lekkie rozczarowanie – jak to nie ma bizona na każdym zakręcie? Czemu zwierzaki nie wychodzą? No chociaż mały lisek… Przecież jedziemy dość wcześnie, oprócz nas nie ma żadnych samochodów (jeszcze), co jest nie tak?
Na szczęście trwa to tylko chwilę. Po przejechaniu kilku kilometrów mamy przed sobą małą panoramę parku. Od tej pory, to uczucie nie dopadło mnie już ani razu. W oddali widać było lasy, rozległe łąki i… mgłę. Ogromną parę wodną unoszącą się kłębami nad ziemią, przykrywającą drzewa i pagórki. Czy jest coś piękniejszego niż tak rozległy teren okryty „w chmurkę”? Każdy byłby tym widokiem oczarowany.

A jak wygląda płynąca rzeka, nad którą unoszą się małe obłoki? Nieziemsko!


Image


Plan nie był nadto skomplikowany – zatrzymywać gdzie się da i oglądać co się tylko da. Widoki były nie do ogarnięcia, ciężko przewidzieć co czeka na nas za rogiem. Najpierw bajkowa kraina, z przepięknymi lasami i zielenią, a później sceny grozy, niczym z post apokaliptycznego filmu.


Image

Image


Pragnę Was uczulić, jeśli już się tu znajdziecie, żeby uważać na każdym swoim kroku. Nigdy nie wiadomo gdzie nagle „urodzi” nam się gejzer. Lepiej więc pilnować wyznaczonej ścieżki i z niej nie schodzić.


Pierwszym z naszych dłuższych przystanków było Norris Geyser Basin – bardzo przyjemna i generująca fantastyczne wrażenia pętelka :D Po drodze liczne gejzery, wspaniałe widoki (jak cały czas tutaj!). Spotkaliśmy nawet Panią, która skrupulatnie zapisywała w kajeciku godzinę i czas trwania erupcji.


Image


Zobaczyliśmy tutaj również pierwsze „kolory” przy termicznych źródłach. A to tylko przedsmak…


Image

Image

Image


W pewnych momentach, kiedy gejzer mocno „buchał” można było odnieść wrażenie jakby spacerowało się po chmurze.


Image


Pytanie – jak wyobrażaliście sobie wybuch gejzera? Bo ja zawsze żyłem w przeświadczeniu (pewnie po misiu Yogim), że to duży strumień wody strzelający w niebo. Otóż nie… Wybuch gejzera to mnóstwo kłębów pary i woda bryzgająca w każdym możliwym kierunku. Może dla jednych to oczywiste, dla mnie to było niesamowite, nowe wrażenie :D


Image


Kiedy będziecie spacerować po parku i usłyszycie dziwne „strzelanie” jakby prądem – spoko, to nic groźnego. Ot, robale.


Image


Kierowaliśmy się w kierunku Grand Canyon of Yellowstone i do trasy Uncle Tom’s Trail, która niestety okazała się zamknięta… mimo tego wcale się jednak nie nudziliśmy i było co zwiedzać ;)


Image

Image

Image


Wielki Kanion Yellowstone jest naprawdę przepiękny chociaż nie jest aż tak wielki jak Wielki Kanion oczywiście ;) Największe wrażenie robią chyba te białe skały. W połączeniu z zielenią drzew i niebieską rzeką robią odlotowe widoki!


Image

Image

Pojechaliśmy dalej zwiedzać, a wodospad i rzeka odprowadzały nas jeszcze spory kawał dalej :D A co tam dalej było? Ano właśnie… Łąki. A na łące… czyje wprawne oko dostrzeże tam bizona?


Image


Później, jeśli chodzi o bizony, było już zdecydowanie lepiej. Faktycznie chodziły sobie po drodze, co okazało się niebezpieczne, a ludzie bez wyobraźni…


Image


No bo przecież nie kto inny jak Chińczyk pomyślał, że przecież mu smutno, bo bizon idzie do niego tyłem. No to trąbnął sobie żeby zwrócić na siebie uwagę (może bizon się odwróci?), a zwierz był na wysokości naszych drzwi. Nie chce sobie wyobrażać, co by się stało, gdyby się wystraszył/zdenerwował/zirytował i dał nam z dyńki…

Ostatnim punktem naszego dnia było miejsce Mommoth Hot Springs – miejsce gdzie wesoło płyną sobie gorące źródełka. Wszystko wygląda naprawdę przepięknie kiedy widzi się wodą spływającą po różnie wyrzeźbionych skałach, dostrzega się multum barw i do tego wszystko błyszczy.


Image

Image

Image

Image


Wracaliśmy do pokoju jak już się ściemniało, a potem było już kompletnie ciemno.

Tutaj należy BARDZO UWAŻAĆ na zwierzaki! Dopiero wtedy naprawdę się uaktywniają. A spotkanie na swojej drodze ogromnego bizona nie będzie należało do najprzyjemniejszych… Bizon nie musi być nawet na drodze, wystarczy, że będzie szedł blisko poboczem a Wy się wystraszycie. No i uważajcie na małe liski! Takie też wyskakują!
_________________
Image

Relacje:
1) USA - Zachodnie Wybrzeże (2018)
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
farmer uważa post za pomocny.
 
 
 [ 28 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group