Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 14 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 27 Lut 2016 17:43 

Rejestracja: 04 Mar 2015
Posty: 64
JEDEN DZIEŃ W KRAJU, KTÓREGO NIE MA

Jest taki kraj, który ma swoją walutę, swoją policję, swój parlament, swojego prezydenta, ma wytyczoną granicę, a jednak... oficjalnie go nie ma. Nie istnieje. Formalnie, ponieważ nie jest uznawane przez inne kraje (z drobnymi wyjątkami). Jednocześnie turystyka w tym kraju praktycznie nie istnieje, a gdyby jednak ktoś bardzo chciał tam pojechać to wiąże się to ze sporym ryzykiem, ponieważ jego bezpieczeństwo może być zagrożone. Tak przynajmniej można wyczytać tu i ówdzie w internecie. I chyba najbardziej właśnie to spowodowało, że ten kraj znalazł się na mojej liście must see.

Naddniestrze [Transnistria (ang.) Приднестрове (ros.) bo o nim mowa to separatystyczny region Mołdawii, położony pomiędzy rzeką Dniestr, a Ukrainą.

Image
Źródło mapy: Wikipedia.

Na przestrzeni dziejów tereny dzisiejszego Naddniestrza znajdowały się pod panowaniem Rusi Halickiej, Hospodarstwa Mołdawskiego, a nawet Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Od końca XVIII w. Naddniestrze znalazło się w granicach Cesarstwa Rosyjskiego. W 1792 rosyjski generał Aleksander Suworow założył miasto Tyraspol, jako fortyfikację obronną przed agresją ze strony Turcji. Dzisiaj to ok. 200-tysięczna stolica tego quasi-państwa.

Po rozpadzie Związku Radzieckiego, w latach 1989-1990 niektóre mołdawskie siły polityczne wysuwały plan zjednoczenia z Rumunią. Jednocześnie wprowadzono język mołdawski jako jedyny urzędowy. Zburzyło to dotychczasową zasadę, że to język rosyjski jest uważany za ponadnarodowy w wieloetnicznym kraju, w którym mieszkali Mołdawianie, Rosjanie, Ukraińcy i Gaugazi. Wobec tego w Naddniestrzu zaczęły się pojawiać myśli o szerokiej autonomii, a nawet separatyzmie.
Wiosną 1992 Mołdawia rozpoczyna akcję zbrojną, która ma na celu przywrócenie kontroli nad zbuntowaną republiką. Po kilku miesiącach separatyści otrzymali wsparcie wojskowe w postaci rosyjskiej 14 Armii gen. Lebiedźa i odparto działania militarne wojsk mołdawskich.
Takie status quo pozostaje do dzisiaj. Granic Naddniestrza pilnuje rosyjska armia, oficjalnie zwana siłami pokojowymi. Kraju tego nie uznaje żadne państwo na świecie (z wyjątkiem Abchazji i Osetii Płd. - innych separatystycznych republik nie uznawanych na arenie międzynarodowej).

Oczywiście w internecie dostępne są informacje, że to Rosja utrzymuje garnizon w Tyraspolu, a celem jego powstania było zajęcie roponośnych złóż w Rumunii. Dzisiaj z tego miejsca chce oddziaływać na ten region Europy. W 2006 w Naddniestrzu odbyło się referendum, w którym 97,2% mieszkańców opowiedziało się za niepodległością – nie zostało ono jednak uznane przez społeczność międzynarodową.

Reasumując po przekopaniu internetu odniosłem wrażenie, że Naddniestrze to kraj, w którym rządzi Rosja i Putin, stacjonują rosyjskie wojska, wjazd do tego kraju wiąże się z ryzykiem żądania łapówek w każdym możliwym miejscu (chociaż ostatnio pod tym względem podobno jest już nieco lepiej), obowiązują restrykcyjne przepisy meldunkowe, a jakiekolwiek ich naruszenie wiąże się z poniesieniem opłat rzędu 750 USD.

„Uwaga: Ambasada RP w Kiszyniowie przestrzega obywateli polskich przed podróżami do Naddniestrza. Polacy, którzy na terenie tej separatystycznej republiki wejdą w kolizję z tamtejszym wymiarem sprawiedliwości praktycznie nie mogą liczyć na pomoc i opiekę konsularną polskiej placówki w Kiszyniowie. Polska uważa Naddniestrze za integralną część Mołdawii, natomiast władza Republiki Mołdawii nie rozciąga się na obszar tej prowincji.” Taki komunikat widnieje na stronie polskiego MSZ. No cóż... nie brzmi to zachęcająco, ale z drugiej strony... właśnie cała ta otoczka powoduje, że... może być ciekawie.

Do Tyraspola wyruszam niedługo po 8 rano marszrutką z dworca autobusowego przy Piata Centrala w Kiszyniowie. Marszrutka to leciwy już nieco Mercedes po którym widać i czuć, że niejedno już przejechał. Bilet kupuję w kasie. Cena to 37 lei (1 lei mołdawski = ok. 0,2 PLN). Wyruszamy. Najpierw kilka minut zajmuje nam wydostanie się z okolic dworca ponieważ całe centrum jest sparaliżowane przez odbywający się codziennie wielki bazar, taki przypominający początki lat 90-tych w Polsce. Ubite kury są sprzedawane z kartonów prosto z chodnika, ubrane bardzo skromnie (oględnie rzecz ujmując) babuszki pozbywają się wszelkich dóbr jakie im jeszcze w domach zostały, do tego garnki, patelnie i wiele innych sprzedawane z chodnika między kioskiem z prasą, a przejściem dla pieszych.

60 km do granicy z Naddniestrzem mija całkiem szybko. Jest tylko dość zimno. Nic nie zapowiada tego, że jeszcze tego samego popołudnia będzie ok. 20stC, a aura będzie iście wiosenna.
Dojeżdżamy do granicy. Mijamy pierwszy posterunek wojsk rosyjskich. Żołnierze w uszatkach, kurtkach zimowych, z charakterystycznymi podkoszulkami w biało-niebieskie poziome paski. Przyznam, ze ciśnienie mi nieznacznie wzrasta. Widzę przed sobą obraz, który Polacy z różnych przekazów historycznych raczej nie znoszą najlepiej.

W tyle głowy mam informacje zaczerpnięte wcześniej z internetu, że na granicy powinienem otrzymać coś a'la dokument wjazdu, na którym będzie informacja, że taki, a taki wjeżdża, ale ma w ciągu 10 godzin wyjechać.

Ze mną jedzie kilka osób, jak się domyślam lokalsów, obładowanych siatkami z zakupami poczynionymi prawdopodobnie na opisanym już targu w Kiszyniowie. Na drugim posterunku do marszrutki wsiada lokalny milicjant co wnioskuję po nieco innym umundurowaniu. Zwraca się do pierwszej z brzegu kobiety:

- Покажите мне сумку (pokażcie torby)

Po pobieżnym sprawdzeniu zawartości zagląda jeszcze do bagażnika z tyłu auta, po czym każe jechać dalej. Nie sprawdzał żadnych paszportów, a na mnie nawet nie spojrzał. Pomyślałem sobie, że pewnie będzie jeszcze jakiś jeden posterunek, na którym będą sprawdzać dokumenty. Tak się jednak nie stało, a po kilku minutach wjechaliśmy do przygranicznego miasteczka – Bendery.

Coś jest nie tak – pomyślałem sobie. Idę do kierowcy marszrutki i mówię:

- Я иностранец. Почему никто не проверять документы (jestem obcokrajowcem, dlaczego nikt nie sprawdzał dokmentów)?

Po tych słowach kierowca marszrutki zbladł i powiedział mi, że to ja sam powinienem zwrócić się do milicjanta z taką informacją, a teraz to nie pozostaje mi nic innego jak w Tyraspolu iść na posterunek milicji i zgłosić co i jak. Teraz to ja zbladłem. Przecież wcześniej wiele razy naczytałem się, że załatwianie wszelkich formalności na milicji wiąże się z wymuszaniem łapówek, stwarzaniem różnej maści problemów itd. itp. Nie powiem, krople potu wystąpiły mi na czoło, a ponadto zaczęło mi się robić na przemian – raz zimno, raz gorąco. Mój niepokój wzmagał fakt, że kierowca marszrutki, obok którego jechałem już do samego Tyraspola cały czas ciężko wzdychał.

W Tyraspolu, ciągle z kołatającym sercem poszedłem posterunek milicji znajdujący się na dworcu autobusowym.
Wchodzę tam i łamanym rosyjskim przedstawiłem jak wygląda sytuacja. Dwóch milicjantów zmierzyło mnie wzrokiem, po czym jeden z nich gdzieś zadzwonił. Mówił jednak tak szybko, że niewiele mogłem zrozumieć. Słyszałem coś tylko o przekroczeniu granicy, braku karty migracyjnej i trudnej sytuacji.

Gdy odłożył słuchawkę spojrzał na mnie i zapytał:

- Вы служили в армии (Ty służyłeś w wojsku)?

Zanim odpowiedziałem, poczułem jak włos jeży mi się na głowie. Pytanie to skojarzyło mi się z wstępem do jakiegoś przesłuchania na temat czy celem mojej wizyty jest na pewno tylko turystyka.

C.D.N.
_________________
Autobusem z Kuopio na Gibraltar.
Jeden dzień w kraju, którego nie ma.


Ostatnio edytowany przez km040711 27 Lut 2016 21:00, edytowano w sumie 3 razy
Góra
 Relacje PM off
14 ludzi lubi ten post.
radko93 uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 27 Lut 2016 18:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Lis 2012
Posty: 991
niebieski
Jest kilka "krajów które nie istnieją" choć może mniej hardcorowych. Kolejnym Twoim must see powinna być Turecka Republika Cypru Północnego która jest uznawana tylko przez 2 państwa na świecie - Turcję i azerbejdżańskie kolejne państwo którego nie ma :)

Też ma swój hymn, konstytucję, policję, posterunki graniczne z Grekami w tym kilka przechodzących przez samo centrum stolicy Cypru - Nikozji. A czujesz się tam jak w Turcji. I w przeciwieństwie do tej prawdziwej Turcji - nie wymagają od Polaków płatnej wizy Polaków :D wjechałem tam na polskim dowodzie osobistym przechodząc od strony cypryjskich Greków.


Ostatnio edytowany przez kittycate 27 Lut 2016 19:21, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 27 Lut 2016 19:14 

Rejestracja: 03 Lis 2012
Posty: 2656
Loty: 154
Kilometry: 151 837
niebieski
km040711 napisał(a):
Zanim odpowiedziałem, poczułam jak włos jeży mi się na głowie.


Jesteś facetem, czy kobietą? :)

A bynajmniej to nie przynajmniej http://bynajmniej.pl/bynajmniej-to-nie-przynajmniej/

Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.
Góra
 Relacje PM off
grz3slaw lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 27 Lut 2016 22:24 

Rejestracja: 04 Mar 2015
Posty: 64
Cypr Północny - oczywiście, gdy tylko będę na Cyprze muszę być i tam.

Faktycznie wklepałem "poczułam" zamiast poczułem mimo, że w dokumencie tekstowym w którym tę relację spisuję w oryginale jest właściwie. Przynajmniej - bynajmniej, dzięki za zwrócenie uwagi - człowiek uczy się całe życie.

Ciąg dalszy jest w opracowaniu. Postaram się jutro wrzucić kolejną część.
_________________
Autobusem z Kuopio na Gibraltar.
Jeden dzień w kraju, którego nie ma.
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 27 Lut 2016 22:44 

Rejestracja: 14 Mar 2014
Posty: 1238
Loty: 85
Kilometry: 125 454
niebieski
cytat: Reasumując po przekopaniu internetu odniosłem wrażenie, że Naddniestrze to kraj, w którym rządzi Rosja i Putin, stacjonują rosyjskie wojska, wjazd do tego kraju wiąże się z ryzykiem żądania łapówek w każdym możliwym miejscu (chociaż ostatnio pod tym względem podobno jest już nieco lepiej), obowiązują restrykcyjne przepisy meldunkowe, a jakiekolwiek ich naruszenie wiąże się z poniesieniem opłat rzędu 750 USD.
Po co przekopywałeś internet? Wystarczyło poczytać to forum i opisy o Naddniestrzu. Wydaje mi się, że opisując ten region nie jest już konieczne i wskazane to sztuczne budowanie nastroju czegoś niebezpiecznego i wyjątkowego przy okazji odwiedzania tego pseudo państwa. Czasy kiedy nielegalnie pobierali w NADDNIESTRZU ludzkie organy, skończyły się we wczesnych latach 90. Sama relacja ok, czekam na dalszą jej część.
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 29 Lut 2016 19:40 

Rejestracja: 04 Mar 2015
Posty: 64
- Да (tak) – odpowiedziałem lekko dygotającym głosem.

- Где (gdzie)? - kontynuował milicjant - покажите мне свой паспорт (pokaż mi swój paszport) – kontynuował.

- Пограничники, но это было очень давно (Straż Graniczna, ale to było bardzo dawno) – odpowiedziałem coraz bardziej zdenerwowany.

Teraz stało się coś co zapoczątkowało całą serię wręcz niewiarygodnych zdarzeń, które spotkały mnie tego samego dnia.

- A пограничник, как и я (strażnik graniczny, tak jak ja). Вы с Польшы (ty z Polski) – po czym mocno uścisnął moją dłoń i w treściwych słowach (po rosyjsku) przekazał mi, że Polacy i Rosjanie to bratnie narody i powinni zawsze trzymać się razem.

Teraz wypisał mi kartę migracyjną 10-godzinną, a przekazując mi ją powiedział całkiem sprawnie po angielsku.

- You're foreigner. You have to during border controll tell to border guard: I'm a foreigner! (Jesteś obcokrajowcem. Podczas kontroli granicznej musisz powiedzieć strażnikowi, że jesteś obcokrajowcem).

- OK! It's my mistake. Sorry. (ok, mój błąd, przepraszam) – odpowiedziałem. Po czym stwierdziłem.

- Your english is quite well (Twój angielski jest całkiem dobry).

W odpowiedzi zobaczyłem bardzo zdziwioną minę Rosjanina i usłyszałem.

- It isn't strange. I work with foreigners. I have to know english (To nic dziwnego. Pracuję z obcokrajowcami, więc muszę znać angielski).
Później dowiedziałem się, że milicjanci mający styczność z turystami korzystają z darmowych kursów angielskiego. Ma to wpływać na lepsze zrozumienie i usprawniać turystykę w tym kraju.

Gdy już szczęśliwy z obrotu sytuacji zamierzałem opuścić posterunek stojący z boku drugi milicjant, który sprawiał wrażenie, że jest przełożonym tego pierwszego rzekł do mnie:

- Давай я покажу тебе город (chodź pokażę Ci miasto).

Sasza (major milicji) zaprosił mnie do swojego, wysłużonego nieco, mercedesa i pojechaliśmy zwiedzać miasto.

Dopiero teraz nieco spokojniej rozejrzałem się po mieście. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy, to bardzo czyste i zadbane miasto (jeśli nie liczyć wszechobecnych ulotek reklamujących wycieczki busami do Moskwy). Widać, że architektura jest typowo sowiecka, brak jakiś nowoczesnych budowli (poza stadionem klubu piłkarskiego Sheriff Tiraspol), ale jednocześnie budynki są zadbane, ulice czyste, nie ma dzikiego handlu mydłem i powidłem – w przeciwieństwie do aspirującego do UE Kiszyniowa.

Nie spostrzegłem również wszechobecnych oznak komunizmu, o których czytałem w innych relacjach z Naddniestrza. Owszem główna ulica nosi imię Lenina, w mieście są jego pomniki, flaga nosi symbolikę sowiecką, ale nie nazwałbym tego wszystkiego wszechobecnym.

Na początek Sasza prowadzi mnie do supermarketu Sheriff. Tutaj wymieniam Euro na naddniestrzańskie Ruble. Sheriff to największa w tym kraju korporacja, do której należy praktycznie każda dziedzina gospodarki, m.in. supermarkety, stacje benzynowe, piłkarski klub sportowy etc. Przechadzamy się sklepem. Co mnie zaskakuje to wszelka dostępność towarów. Co ciekawe jest sporo produktów z Polski. Zastanawia mnie to, bo wcześniej czytałem tu i ówdzie, że w Naddniestrzu większość towarów przechodzi z przemytu, a w kraju panuje ogromna bieda.

Jedziemy dalej. Sasza mnie pyta co sądzę o paliwach z Orlenu? Skąd to pytanie...? Odpowiada mi, że Sheriff na swoich stacjach benzynowych sprzedaje paliwa z rafinerii Orlenu w litewskich Możejkach...

Mijamy tyraspolską siedzibę FSB (rosyjskiej służby bezpieczeństwa), jednak Sasza wyraźnie zaznacza, że tu nie można robić zdjęć o czym również informują postawione znaki.

Nagle mój „przewodnik” stwierdza, że zaprasza mnie do siebie do domu na „lunch”, on się przebierze i dalej będziemy zwiedzać miasto. Jestem naprawdę zaskoczony, ale z przyjemnością korzystam z zaproszenia. Na miejscu po skorzystaniu z toalety Sasza proponuje mi również prysznic. Po prostu nie wierzę...

Siadamy do posiłku. Sasza przygotował sałatkę warzywną, ziemniaki, potrawkę z kurczaka, bryndzę, suszone śliwki. Wow! Rozmawiamy sobie mieszaniną angielskiego i rosyjskiego, a tu do kuchni wchodzi... piękna dziewczyna. Naprawdę piękna...

Valentina (córka Saszy) ma 19 lat i studiuje historię na Uniwersytecie w Tyraspolu. Jej angielski jest zdecydowanie lepszy niż mój i jak sama mówi, uczy się go od sześciu lat, a jego dobra znajomość jest dla niej bardzo ważna.

Po obiedzie w bardzo sympatycznej atmosferze krzewiliśmy przyjaźń polsko-rosyjską. Swoją drogą w tych rejonach istnieje ciekawa forma przekąski. To nieduża ryba łowiona w Dniestrze, którą po wypatroszeniu wędzi się, a następnie zjada w całości ponieważ wszystkie ości są tak „zasuszone”, że zjadliwe. Muszę jednak przyznać, że trzeba ostro trenować, aby przywyknąć do takiej formy konsumpcji.

Na ścianie wisiała grafika przedstawiająca samolot SU35. Takim samolotem latał ojciec Saszy i jest to dla niego emocjonalny obraz. Po chwili zdjął go ze ściany i przekazując mi powiedział, że to prezent. Byłem tak wzruszony i zaskoczony, że nie wiedziałem co powiedzieć. Najgorsze było to, że nie miałem nic, czym mógłbym się odwdzięczyć. Ostatecznie wpadłem na pomysł, żeby podarować gospodarzom jakiś polski banknot, który nie ma być zapłatą, a formą pamiątki od podróżnika z Polski. Przekazałem 20zł, a Valentina jak przystało na studentkę historii długo przyglądała się banknotowi, starała się odczytać co jest na nim napisane i oczywiście prosiła żeby jej opowiedzieć co nieco o Bolesławie Chrobrym.

Po wszystkim pojechaliśmy do centrum. OD Valentiny dowiedziałem się, że Tyraspol założył rosyjski generał Aleksander Suvorov (później informację tę zweryfikowałem i zgłębiłem w internecie). Od tego momentu zacząłem nieco inaczej postrzegać przywiązanie Rosjan do tego miasta i regionu skoro jego założycielem jest jeden z ich bohaterów narodowych. Jako ciekawostkę dodam, że Suvorov występuje na każdym z nominałów Naddniestrzańskiego Rubla – lokalnej waluty.

Tuż obok znajduje się pomnik mauzoleum poświęcony walkom zbrojnym z wojskami mołdawskimi z początku lat 90-tych. Muszę przyznać, że ponownie zastanowiłem się nad genezą problemu. Pomnik upamiętniał poległych w tych walkach, szczególną zadumę wzbudzała wizualizacja sylwetki młodego chłopaka, który miał zginąć jako pierwszy w tej wojnie – z rąk mołdawskich. Później również zagłębiłem się w historię tematu i dowiedziałem się, że to faktycznie – jako pierwsze uderzyły wojska mołdawskie. Nie staram się tu stawać po żadnej ze stron, ale wydaje mi się, że szczytem cynizmu byłoby w taki sposób upamiętnianie martyrologii, jeżeli to samemu byłoby się jedyną czarną stroną konfliktu.

Po drugiej stronie ulicy stoi pomnik Lenina. Z reakcji Saszy i Valentiny na moje pytanie co sądzą o tej postaci wywnioskowałem, że Stalin to był zbrodniarz, ale Lenin był całkiem w porządku. Chciał on stworzyć dobry i sprawiedliwy system, który Stalin wypaczył. Tutaj ciężko jest mi się z nimi zgodzić, ponieważ to za czasów Lenina została wymordowana rodzina carska, powstała słynna CZEKA i miały miejsce pierwsze zbrodnie systemu komunistycznego. Ale faktycznie, daleko mu do Stalina.

W ścisłym centrum miasta można korzystać z bezpłatnej sieci wifi (nie sprawdzałem, nie było czasu), co nie jest standardem w wielu krajach zachodniej Europy. Po drugiej stronie Dniestru została usypana plaża (ładnie zadbana), a w bezpośrednim sąsiedztwie jest całkiem efektowny kompleks rekreacyjny.

Przechadzając się dalej odwiedziliśmy „Zielony Rynek”, czyli targowisko. Bez porównania w lepszym stanie niż to w Kiszyniowie, a i wiele polskich mogłoby pozazdrościć. Elegancka hala, polbruk zamiast błota – naprawdę pozytywne zaskoczenie.

C.D.N.
_________________
Autobusem z Kuopio na Gibraltar.
Jeden dzień w kraju, którego nie ma.


Ostatnio edytowany przez km040711, 02 Mar 2016 22:13, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
Grzes830324 uważa post za pomocny.
 
 
#7 PostWysłany: 29 Lut 2016 21:17 

Rejestracja: 14 Mar 2014
Posty: 1238
Loty: 85
Kilometry: 125 454
niebieski
Super, za wcześnie poddałem Twoją relację swojej ocenie! ;) Gratuluje przygody.
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 03 Mar 2016 23:09 

Rejestracja: 04 Mar 2015
Posty: 64
Niespodziewanie Sasza przypomniał sobie, że w Tyraspolu jest jakiś kościół katolicki, w którym był jakiś polski ksiądz i muszę go koniecznie zobaczyć. Tylko niestety nie ma zielonego pojęcia gdzie to jest. Zaczął wydzwaniać (chyba do pracy) i kazał sobie zorganizować info na ten temat. Po kilkuminutowych konsultacjach oznajmił – jedziemy. Pojechaliśmy.
Kościół ma na wieży krzyż wyglądający na katolicki, całkiem nowa budowla, jego częścią jest szkoła i coś a'la muzeum, biblioteka. Zamknięte. Pukamy, po chwili drzwi otwiera nam kobieta, chyba zniesmaczona, że ktoś jej w czymś tam przeszkadza.

- Мы хотели бы посетить храм (chcielibyśmy zwiedzić świątynię) – zagaił Sasza

- Не совсем, вам необходимо бронировать заранее (nie bardzo, trzeba się wcześniej umówić) – odpowiedziała kobieta

- Жаль, что с нами турист c Польшы... (szkoda, jest z nami turysta z Polski...) - rzekł Sasza

- Aaaa... c Польшы... конечно, Я приглашаю (aaa z Polski, oczywiście, zapraszam) – kobieta nagle zmieniła zdanie.

Wchodzimy do środka. W zasadzie to nawet nie do kościoła tylko do pomieszczenia które przypomina plebanię.

- Эта католический храм? (to katolicka świątynia?) - zapytał Sasza

- Нет, Aдвентисты... (nie, Adwentystów) - odpowiedziała nieco zdziwiona kobieta.

Valentina i ja omal nie parsknęliśmy śmiechem. Tak bardzo Sasza chciał pokazać mi kościół katolicki, że jego współpracownicy zasugerowali mu świątynię Adwentystów. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło. Zostaliśmy poczęstowani wodą, skorzystaliśmy z toalety. Tylko z początku średnio uprzejma Pani się zaktywizowała, zaczęła zadawać nam mnóstwo pytań, np. jak często czytamy biblię, kiedy się modlimy itp. Tak się rozkręciła, że nieco ciężko nam było opuścić kościół.

Po wyjściu z Kościoła Adwentystów chciałem jeszcze kupić na pamiątkę jakąś gazetę z tego kraju. Rozpoczął się objazd wszystkich możliwych miejsc, gdzie mógłbym kupić prasę :-) Niestety był to dzień wolny od pracy (Święto Obrońcy Ojczyzny – rocznica powstania Armii Czerwonej) i było to zadanie cokolwiek trudne. Jedną z gazet jaką udało mi się kupić to „Человек и его права” (Człowiek i jego prawa).

Sasza oznajmił mi: Это оппозиционная газета, что-то вроде когда-то Валеса в Польше... (To opozycyjna gazeta, wiesz, coś jak kiedyś Wałęsa w Polsce...). No proszę... W Naddniestrzu takie wydawnictwo...

Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Na koniec Sasza i Valentina odwieźli mnie na przystanek autobusowy tuż przed granicą. Tam czekali, aż przyjedzie marszrutka, która zabierze mnie do Kiszyniowa. Przy pożegnaniu wyściskaliśmy się jakbyśmy byli przyjaciółmi od co najmniej kilkunastu lat, a mi było autentycznie żal, że już muszę wracać.

Reasumując, wszyscy znamy oblicze Rosji z przekazów medialnych. Można dyskutować, czy są one w pełni prawdziwe, czy czasami naciągane. Dobrych ludzi i przyjaciół można znaleźć jednak wszędzie. Czasami nawet w miejscu, w którym się tego w ogóle nie spodziewacie.
Samo Naddniestrze, podobnie jak Białoruś, którą kiedyś odwiedziłem jest krajem raczej biednym. Wiele do życzenia pozostawia stan tamtejszych dróg. Jednak panuje tam czystość i porządek, które nie zawsze są powszechne w rzekomo bardziej cywilizowanych krajach. Zaskakuje bardzo dobre zaopatrzenie sklepów, a ceny wielu artykułów są dość atrakcyjne, mimo że ogólnie ceny są wyższe niż w Kiszyniowie.
Kraj na pewno inny, ciekawy, szczególnie dla tych, którzy jeszcze na "wschodzie" nie byli.
_________________
Autobusem z Kuopio na Gibraltar.
Jeden dzień w kraju, którego nie ma.
Góra
 Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
Grzes830324 uważa post za pomocny.
 
 
#9 PostWysłany: 04 Mar 2016 00:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Sty 2012
Posty: 702
Loty: 140
Kilometry: 159 280
niebieski
Dobra relacja, szczególnie, że pojutrze planuję być w Nadniestrzu.
Połowę przygotowań zajęło mi zgłębianie spraw związanych z przekraczaniem granicy. Chcę pojechać rano i wrócić wieczorem, czyli wyjdzie więcej, niż 10 a mniej, niż 24h. Nie znam rosyjskiego. Na kwicie mam wpisać coś specjalnego, czy skoro nie nocuję, a przekraczam 10h, wystarczy np. adres dworca?
_________________
Piłkarskie podróże - groundhopping i groundspotting
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 04 Mar 2016 12:05 

Rejestracja: 14 Mar 2014
Posty: 1238
Loty: 85
Kilometry: 125 454
niebieski
kwit na podstawie paszportu wypisuje komputerowo milicjant na granicy i chyba z urzędu daje 10 godzin, pyta się o cel podróży, jak ja powiedziałem turist to wpisali mi tranzyt i 10 godzin.
Góra
 Relacje PM off
Grzes830324 lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 08 Mar 2016 16:43 

Rejestracja: 04 Mar 2015
Posty: 64
Na koniec jeszcze parę fotek.

Załącznik:
P1010402-web.JPG


Załącznik:
P1010418-web.JPG


Załącznik:
P1010413-web.JPG


Załącznik:
P1010422-web.JPG


Załącznik:
P1010429-web.JPG


Załącznik:
P1010430-web.JPG


Załącznik:
P1010431-web.JPG


Załącznik:
P1010433-web.JPG


Załącznik:
P1010438-web.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Autobusem z Kuopio na Gibraltar.
Jeden dzień w kraju, którego nie ma.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
bialy695 uważa post za pomocny.
 
 
#12 PostWysłany: 19 Mar 2016 20:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Sty 2012
Posty: 702
Loty: 140
Kilometry: 159 280
niebieski
km040711 napisał(a):
Ze mną jedzie kilka osób, jak się domyślam lokalsów, obładowanych siatkami z zakupami poczynionymi prawdopodobnie na opisanym już targu w Kiszyniowie. Na drugim posterunku do marszrutki wsiada lokalny milicjant co wnioskuję po nieco innym umundurowaniu. Zwraca się do pierwszej z brzegu kobiety:

- Покажите мне сумку (pokażcie torby)

Po pobieżnym sprawdzeniu zawartości zagląda jeszcze do bagażnika z tyłu auta, po czym każe jechać dalej. Nie sprawdzał żadnych paszportów, a na mnie nawet nie spojrzał. Pomyślałem sobie, że pewnie będzie jeszcze jakiś jeden posterunek, na którym będą sprawdzać dokumenty. Tak się jednak nie stało, a po kilku minutach wjechaliśmy do przygranicznego miasteczka – Bendery.

Coś jest nie tak – pomyślałem sobie. Idę do kierowcy marszrutki i mówię:

- Я иностранец. Почему никто не проверять документы (jestem obcokrajowcem, dlaczego nikt nie sprawdzał dokmentów)?

Po tych słowach kierowca marszrutki zbladł i powiedział mi, że to ja sam powinienem zwrócić się do milicjanta z taką informacją, a teraz to nie pozostaje mi nic innego jak w Tyraspolu iść na posterunek milicji i zgłosić co i jak. Teraz to ja zbladłem. Przecież wcześniej wiele razy naczytałem się, że załatwianie wszelkich formalności na milicji wiąże się z wymuszaniem łapówek, stwarzaniem różnej maści problemów itd. itp. Nie powiem, krople potu wystąpiły mi na czoło, a ponadto zaczęło mi się robić na przemian – raz zimno, raz gorąco. Mój niepokój wzmagał fakt, że kierowca marszrutki, obok którego jechałem już do samego Tyraspola cały czas ciężko wzdychał.

Pomny tej przygody, gdy marszrutka minęła posterunek, zacząłem się przeciskać do kierowcy, że potrzebuję tę kartkę z datą powrotu. Okazało się, że granica była kilometr dalej i prawie połowa osób musiała pofatygować się do okienka. Więc nie wiem jak jechałeś i nikt nie wysiadał :)
U mnie na granicy bez problemów. Pogranicznik dziwił się tylko, że Polak nie zna rosyjskiego. Angielski mu nie pasował, ale dogadaliśmy się jakoś po polsku.
_________________
Piłkarskie podróże - groundhopping i groundspotting
Góra
 Relacje PM off
Grzes830324 lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 19 Mar 2016 22:06 

Rejestracja: 10 Maj 2013
Posty: 1911
Loty: 108
Kilometry: 105 297
srebrny
I słusznie. Chyba tylko dyletant będzie używał angielskiego w krajach słowiańskich, gdzie nawet mówiąc tylko po polsku w zdecydowanej większości przypadków się porozumiemy...
Góra
 Relacje PM off  
 
#14 PostWysłany: 20 Mar 2016 19:50 

Rejestracja: 04 Mar 2015
Posty: 64
Donovaninho napisał(a):
Pomny tej przygody, gdy marszrutka minęła posterunek, zacząłem się przeciskać do kierowcy, że potrzebuję tę kartkę z datą powrotu. Okazało się, że granica była kilometr dalej i prawie połowa osób musiała pofatygować się do okienka. Więc nie wiem jak jechałeś i nikt nie wysiadał :)
U mnie na granicy bez problemów. Pogranicznik dziwił się tylko, że Polak nie zna rosyjskiego. Angielski mu nie pasował, ale dogadaliśmy się jakoś po polsku.


Tak jak pisałem wcześniej, w mojej marszrutce jechało troje lokalsów z siatkami z bazaru. Tylko ja byłem obcokrajowcem. Ale widać tak miało być, a konsekwencje były ciekawe...
_________________
Autobusem z Kuopio na Gibraltar.
Jeden dzień w kraju, którego nie ma.
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 14 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group