Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 47 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 09 Cze 2018 13:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Gru 2014
Posty: 625
Loty: 169
Kilometry: 211 750
srebrny
Cytuj:
Po fiordzie można też pływać mniejszymi jednostkami – nawet kajakami.


Potwierdzam ;) (sprzed miesiąca).

Image
_________________
http://www.zb-szwoch.pl
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#22 PostWysłany: 09 Cze 2018 17:31 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 1340
platynowy
No i jesteśmy w Geiranger. A w zasadzie gdzieś na wodzie, bo jak pisałem wcześniej akurat w tym miejscu nie mogliśmy przybić bezpośrednio do nabrzeża.

Jak to zwykle bywa, dla jednych transport na ląd łodziami ratunkowymi zwanych tenderami jest jakąś dodatkową atrakcją, dla innych utrapieniem ze względu na brak pełnej swobody przy schodzeniu ze statku oraz powrotu.

Aby uniknąć kolejek do tenderów, na kilka godzin przed przybyciem do Geiranger odbyła się dystrybucja darmowych biletów, które określały numer "naszej" łodzi. Obowiązywała tutaj zasada "kto pierwszy ten lepszy", z tym że oprócz biletu na pierwszy dostępny można było wybrać również późniejszy kurs – według własnych preferencji. Bilety obowiązywały przy tym tylko przy drodze na ląd; przy powrocie nie były już wymagane – obowiązywała wówczas wszystkich jedna kolejka aczkolwiek uczciwie trzeba powiedzieć, że powrót tenderami z reguły odbywa się dużo sprawniej ze względu na większe rozłożenie powrotów pasażerów na statek w czasie niż w przypadku schodzenia na ląd.

Statek rzucił kotwicę gdzieś na środku fiordu – na tyle wgłębi, że nie było z niego widać samego Geiranger. Sprawnie spuszczono kilka łodzi na wodę:

Image

Image

Image

Samo zapełnianie łodzi odbywało się bardzo sprawnie i parę minut później byliśmy już w drodze na ląd. Dopiero z tej perspektywy patrząc na mikro-pomost dla tenderów widać ogrom statku:

Image

Po paru minutach dotarliśmy na ląd, gdzie tender zacumował przy nabrzeżu obok innego wycieczkowca:

Image

Na lądzie przywitał nas tradycyjnie jakiś lokalny troll:-)

Image

Pogoda była rewelacyjna tzn. podobna jak w poprzednich dniach. Rano może było trochę chłodnawo, ale potem tylko lepiej z ok. 25-26 st. w środku dnia.

Geiranger to niewielka wioska – jeśli chodzi o obszar jest może większa od Hellesylt ale liczba mieszkańców podobna – niespełna 300. Przybycie dwóch statków dosłownie ją zwielokrotniło :-)

W ramach ciekawostek warto wspomnieć, że nad miejscowością i całym fiordem wisi odroczony w czasie wyrok – uważa się, że jedna z pobliskich gór wcześniej czy później osunie się do fiordu powodując tsunami oraz niszcząc okoliczne osady i prawdopodobnie całkowicie przeobrażając/niszcząc fiord. Na szczęście nie stało się to w czasie naszej wizyty :-)

W samym Geiranger miałem w planie – poza spacerem po wiosce, wybrać się na wycieczkę szlakiem turystycznym i zobaczyć fiord z góry. Wokół Geiranger jest zresztą całkiem sporo szlaków i łazikując po górach można tu spędzić naprawdę dużo czasu. Najważniejsze są zaznaczone na poniższej mapce:

Image

Moim celem było przejście do widocznego na mapie punktu "Vesteras gard" a następnie na punk widokowy "Vesterasfjellet" (punkt B) oraz "Losta" (punkt C). Pierwszy z tych punktów widokowych zlokalizowany jest praktycznie na szczycie wiszącego nad portem klifu – zaznaczyłem go na poniższej fotce:

Image

Ale po kolei…

Samo Geiranger jest miejscowością dość gwałtownie opadającą w dół – w stronę fiordu. Z tego powodu najpierw trzeba podejść wyżej – do miejsca, w którym znajduje się "centrum" osady. Po drodze minąłem stary kościółek z połowy XIX wieku:

Image

…skąd roztacza się całkiem przyzwoity widok na położony poniżej fiord:

Image

Naszego statku na w/w fotce nie widać – był zasłonięty przez drugiego kolosa cumującego w porcie.

Nieco powyżej kościoła można zobaczyć Fjordsenter – duży obiekt o bardzo nietypowym kształcie, w którym można zapoznać się z mapą okolicy, zasięgnąć informacji, skorzystać z jakiejś oferty gastronomicznej, sklepów z pamiątkami, toalet i pewnie czegoś jeszcze.

Image

Dużym powodzeniem cieszy się otoczenie tego obiektu – stanowi ono miejsce do opalania, grillowania oraz wszelkiej maści relaksu.

W okolicach Fjordsenter rozpoczyna się spora część szlaków, w tym mój:

Image

Początkowo droga biegła przez las, który stopniowo przeszedł w łąkę – aż do punktu "Vesteras gard", który okazał się parkingiem ze sporą gospodą. W obiekcie tym zresztą dostępny jest taras dla turystów, z którego roztacza się ładny widok m.in. na Fjordsenter - dopiero stąd można zobaczyć mocno nieregularny kształt tego obiektu:

Image

Dalej przez dłuższy odcinek szlak jest praktycznie płaski i prowadzi przez otwartą przestrzeń:

Image

Po drodze do punktów widokowych można spotkać cały zwierzyniec: pierwsze pojawiły się owce, które było słychać z daleka – owcza młodzież była nieprawdopodobnie rozdarta:

Image

Image

Image

Uzupełnieniem były hasające po wzgórzach lamy (mówiąc szczerze nie wiedziałem, że potrafią osiągać takie prędkości) :

Image

Image

Image

Całości dopełniały kozy.

Niestety obecność tego zwierzyńca miała zasadniczą wadę – ilość "min" na szlaku na tym odcinku jest nieprawdopodobna i trzeba naprawdę uważać, żeby w nie nie wdepnąć:-)

Pierwszy punkt widokowy zlokalizowany jest dosłownie na klifie:

Image

Image

Krawędź klifu jest zabezpieczona częściowo siatką – aczkolwiek otwarte pozostaje pytanie, czy ma ona chronić przed upadkiem turystów czy też liczne owce i kozy szwendające się w jej bezpośrednim sąsiedztwie…

Widok z punktu widokowego jest dosłownie bajkowy. Widać stąd bardzo dobrze cumujący przy rozłożonym nabrzeżu statek jak również sam fiord.

Image

Image


Z punktu widokowego roztacza się zresztą piękny widok nie tylko na sam fiord ale również na góry położone w głębi doliny:

Image

Jak dla mnie jeszcze bardziej bajkowy widok jest tuż przed wejściem na punkt widokowy - pasterska chatka z zielonym dachem oraz zwierzyńcem dookoła:

Image

Image

Image

Przejście do drugiego punktu widokowego dostarcza kolejnych wrażeń:

Image

Image

Tu już nie ma żadnych barierek – trzeba naprawdę uważać.

W drodze powrotnej warto jeszcze wspomnieć o soczystych, kwiecistych łąkach z widokiem na wielki wodospad w tle:

Image

…oraz wijący się praktycznie przez cały Geiranger wielostopniowy wodospad:

Image

Image

Image

Image

Image

A na samym dole - podobnie jak w Haugesund czy Olden - tuż przy nabrzeżu zlokalizowany jest bardzo duży kemping:

Image

Całość można podsumować bardzo krótko: pobyt w Geiranger – zarówno jeśli chodzi o żeglugę fiordem jak również wycieczkę po okolicy był absolutnie jedną z perełek tego rejsu.

A tymczasem statek podniósł kotwice i wyruszyliśmy w drogę do Bergen…
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#23 PostWysłany: 11 Cze 2018 14:20 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 1340
platynowy
Kolejny nasz postój – w Bergen – był trochę niestandardowy.

Niestandardowość ta wynikała przede wszystkim z tego, że statek zatrzymał się w porcie aż na 2 noce, w efekcie czego mieliśmy do dyspozycji jeden pełny oraz dwa niepełne dni.

Dla części pasażerów (tych, którzy wybrali rejs w wersji tygodniowej) był to jednocześnie koniec rejsu. Z informacji na statku wynikało, że w czasie tych dni ok. 1500 pasażerów kończyło rejs i podobna ich ilość go zaczynała.

Wpłynięcie do portu w Bergen było planowane na godz. 14:00 (faktycznie wpłynęliśmy godzinę wcześniej) więc w sporej części dzień można było poświęcić na relaks. Nie chciałbym się powtarzać ale ponieważ pogoda była podobna jak w poprzednie dni, w związku z czym pokłady zewnętrzne zapełniły się miłośnikami basenów i opalania.

Rano wpłynęliśmy do Hjeltefjorden, na którego którejś odnodze leży Bergen i powolutku wpływaliśmy w głąb fiordu w związku z czym można było też obserwować otoczenie. Ponownie potwierdziło się wcześniejsze spostrzeżenie, że każdy fiord jest trochę inny. W tym przypadku jego zbocza były w większości bardzo łagodne i z intensywną (ale niską – głównie jednorodzinną) zabudową:

Image

Około południa na horyzoncie pojawił się zawieszony ok. 63 metrów nad wodą most Askoybrua łączący Bergen oraz sąsiednie miasto Askoy:

Image

Image

…zaczęła się pojawiać bardziej zwarta zabudowa miasta:

Image

…po czym powoli dotarliśmy na miejsce naszego postoju w porcie w Bergen.

Bergen jest drugim co do wielkości miastem Norwegii i (ok. 280 tys. mieszkańców), którego korzenie tkwią w XI wieku i które niektórzy nazywają "prawdziwą stolicą" Norwegii.

W mieście jest kilka nabrzeży, przy których zatrzymują się statki wycieczkowe. Na nasze szczęście, nasz statek zacumował przy nabrzeżu Bontelabo, które zlokalizowane jest praktycznie na odległość 10-15 minutowego spaceru do najstarszej części miasta – Bryggen.

Ze jednej strony statku roztaczał się widok na zatokę, wokół której zlokalizowana jest najstarsza część miasta:

Image

…z drugiej zaś na jedno z okolicznych wzgórz i leżące u jego podnóża osiedla domków (głównie jednorodzinnych):

Image

Przed wpłynięciem do portu była jeszcze szansa "zaliczyć" makaronową ucztę przygotowaną przez statkowych kucharzy:

Image

Samo Bergen często w różnego rodzaju przewodnikach określane jest mianem "miasta siedmiu wzgórz". Jeśli chodzi o moje zdanie na ten temat, to jest to chyba jakiś PR albo marketing bo wzgórza te ktoś liczył raczej bardzo wybiórczo…ale zawsze to lepiej nie dostrzec jakiejś górki i znaleźć się w nobliwym gronie innych miast z siedmioma wzgórzami – razem z Rzymem, Lizboną czy Atenami :-) W każdym razie mi się wydaje, że tych wzgórz jest znacznie więcej…

Moim celem na pierwszy dzień było właśnie jedno ze wzgórz zaliczanych do tej kanonicznej siódemki: Sandviksfjellet. Jest ono mniej popularne niż Floyen oraz Ulriken, na które można wjechać kolejkami – ale podobnie jak z nich roztacza się z niego przepiękny widok na Bergen.

Sandviksfjellet jest zaznaczony na poniższej fotce:

Image

Dotarcie do Sandviksfjellet z miejsca naszego postoju było stosunkowo proste. O ile centrum miasta i Floyen położone są po prawej stronie po wyjściu z portu, o tyle mój cel położony jest wgłąb – po lewej stronie.

Początkowo droga do mojego celu prowadziła przez osiedla, na których dominuje drewniana zabudowa (ewentualnie murowa z drewnianymi elewacjami):

Image

Image

Image

Kierować należy się na park Stoltzekleiven:


Image

Zainteresowanych wyjściem na to wzgórze uprzedzam, że praktycznie jest to cały czas droga po schodach pod górę:

Image

Schody są różne – kamienne, betonowe lub drewniane, wiele z nich ma bardzo wysokie i niewygodne do wchodzenia stopnie. Pomiędzy ciągami schodów występuję krótkie odcinki łączące jedne schody z drugimi, na których można się zatrzymać i na chwilę odsapnąć.

Samych schodów nie liczyłem ale patrząc na różnicę wzniesień (wzgórze ma wysokość blisko 400 m), można przyjąć że trzeba wyjść na nieco niższą wysokość niż ta, na której położony jest taras widokowy na 125. piętrze najwyższego (póki co przynajmniej) wieżowca świata czyli Burj Khalifa w Dubaju (ok. 450 m). Całkiem sporo…

Co ciekawe, trasa ta jak zauważyłem jest popularnym miejscem jakichś intensywnych treningów, w ramach których wbiega się na szczyt z włączonym stoperem bez zatrzymania. Kondycja niektórych mijanych osób budziła nieprawdopodobny szacunek :-)

A tak wygląda sam szczyt (a w zasadzie punkt widokowy Sandviksfloien – sam szczyt jest położony nieco głębiej):

Image

Image

Image

Poza miejscem, w którym zamontowany jest maszt, szczyt nie jest zabezpieczony żadnymi siatkami ani ogrodzeniem – pomimo, że praktycznie od strony morza występuje tutaj niemal pionowy klif. A ponieważ momentami wieje tu naprawdę nieźle to powiem krótko – trzeba uważać.

Widoki ze wzgórza całkowicie wynagradzają trud wejścia na szczyt.

Ponieważ punkt widokowy Sandviksfloien jest położony bardzo blisko morza (nieporównani bliżej niż wspomniane wcześniej Floyen nie mówiąc o Ulriken), roztacza się stąd najlepszy ze wszystkich wzgórz w Bergen widok na fiord, z widocznymi wyspami oraz słabiej zauważalnym otwartym morzem w oddali:

Image

Można stąd również zobaczyć z góry najstarszą część miasta (to okolice zatoki Vagen położonej na lewo od naszego statku):

Image

Image

Image

Image

Na górze spędziłem prawie godzinę.

Nie ma tam jakiegoś wielkiego tłoku, co jakiś czas pojawiają się pojedyncze osoby lub rzadziej grupki a samo miejsce jest stosunkowo rozległe (oprócz "właściwego" punktu widokowego dostępnych jest sporo okolicznych skał, na które również można wyjść).

W drodze w dół zmieniłem nieco trasę, aby "wpuścić" się w znajdujące się w tej części miasta bardzo wąskie uliczki z tradycyjną drewnianą zabudową:

Image

Image

…po czym dotarłem do okolicy, w której cumował nasz statek. Akurat w pobliżu znajduje się najstarsze (nieczynne aktualnie) nabrzeże Bergen, wokół którego można zobaczyć kilka odrestaurowanych budynków w klimacie "starego Bergen":

Image

Image

Image

Korzystając z pięknej pogody oraz tego, że dzień jest długi wybrałem się jeszcze na pierwszą wycieczkę do Bryggen – najstarszej dzielnicy Bergen położonej ok. 10-15 minut od miejsca naszego postoju.

Kolorowe drewniane budynki tworzą tutaj pewien ciąg i w świetle wieczornego słońca odsłaniają wszystkie swoje kolory. Towarzyszą im nieco starsze – solidne murowane kamienice:

Image

Image

Będąc w centrum można również zobaczyć jedno ze wspomnianych umownych 7-u wzgórz - najpopularniejsze zresztą wśród turystów wzgórze Floyen, na które prowadzi kolejka przypominająca naszą na Gubałówkę:

Image

Warto również wspomnieć o stojącym przy jednym z nabrzeży starego miasta pięknym trzymasztowym jachcie Statsraad Lehmkuhl zwodowanymw 1914 roku. Do dziś na jego pokładzie odbywają się krótsze i dłuższe rejsy dla turystów – aczkolwiek jak łatwo się domyślić cena niektórych spośród nich jest zaporowa (szczegóły: https://lehmkuhl.no/en/ ):

Image

Do kolekcji kolorowych kamieniczek należy jeszcze obowiązkowo zaliczyć te, które są położone obok targu rybnego (okolice Vagasallmenningen):

Image

…oraz zlokalizowane na ich tyłach klimatyczne uliczki z knajpkami i sklepikami:

Image

Jako ciekawostkę z tych okolic warto wymienić jeszcze prawdziwą minę morską, która pełni obecnie funkcję pomnika-skarbonki i upamiętnia marynarzy norweskich, którzy zginęli na morzach w czasie I Wojny Światowej:

Image

Na dokładniejszą eksplorację tej części miasta zarezerwowałem sobie ostatni dzień naszego pobytu w Bergen, zatem jeszcze do tego wrócę.

Na tym zakończyłem pierwszy dzień pobytu w Bergen. Mówiąc szczerze, dobrze się złożyło, że nasz postój w tym miejscu trwa aż 3 dni ponieważ ilość atrakcji do zobaczenia w okolicy jest naprawdę spora.

Na koniec dnia statkowi akrobaci korzystając z tego, że nie ma najmniejszego ryzyka że statkiem będzie bujało dali naprawdę niezły pokaz w teatrze:

Image

Na następny dzień zaplanowałem wizytę na kolejnych dwóch wzgórzach Bergen – Ulriken i Floyen - a właściwie wędrówkę z jednego na drugie z dala od miejskiego hałasu. Ale o tym napiszę w kolejnej części:

PS. Jeśli chodzi o samo Bergen to wszystkim zainteresowanym, podobnie jak w Kopenhadze polecam świetny przewodnik portowy ze strony https://www.tomsportguides.com/port-guides.html
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#24 PostWysłany: 11 Cze 2018 20:44 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 1340
platynowy
Kolejnego dnia w Bergen zaplanowałem wyjazd kolejką na najwyższe wzgórze w pobliżu miasta czyli Ulriken. Stąd miałem w planie przejście szlakiem turystycznym do Floyen i zejście do centrum miasta.

Oba w/w wzgórza zaznaczone są na załączonym zdjęciu. Dalsze to Ulriken a bliższe to Floyen.

Image

Kolejka linowa na Ulriken zlokalizowana jest w sporej odległości od centrum miasta. Najłatwiej dojechać tam kursującymi praktycznie spod portu autobusami miejskimi nr 2 (kierunek Birkelundstoppen) lub 3 (kierunek Sletten). Z innych lokalizacji w rachubę wchodzi również linia nr 12 (kierunek Montana). Bez względu na wybór linii, z autobusu należy wysiąść obok szpitala na przystanku "Haukeland sjukehus nord", skąd trzeba podejść kilkaset metrów w górę do dolnej stacji kolejki (nie widać jej z drogi). Jednorazowy bilet autobusowy kosztuje 37 koron – można go kupić w automacie na niektórych przystankach lub przez aplikację o nazwie "skyss" zainstalowaną na telefonie komórkowym (aczkolwiek mi ta sztuka się nie udała – aplikacja nie odsyłała SMS niezbędnego do zakończenia rejestracji). U kierowcy można kupić bilet wyłącznie za gotówkę ale wówczas cena wynosi 100 koron.

Ponieważ zaplanowana przeze mnie trasa wymaga dobrych kilku godzin, do Ulriken wybrałem się z samego rana i pod dolną stację kolejki dotarłem ok. 9 – tuż po jej otwarciu. Kolejka do kolejki była póki co minimalna chociaż mogłem pojechać dopiero trzecim wagonikiem:

Image

W momencie, kiedy jednak czekałem już na wagonik, przyjechało kilka autobusów z wycieczkami i obawiam się, że "zakorkowały" one nieco wjazd na górę.

Bilet na kolejkę kosztuje 115 koron w jedną lub 175 koron w obie strony. Przed wyjazdem warto sprawdzić w internecie czy kolejka kursuje (standardowo 9:00-21:00) ponieważ w przypadku silnego wiatru może być wyłączona na część lub całość dnia. Szczegółowe informacje o kolejce na Ulriken można znaleźć tutaj: http://ulriken643.no/en/

W obie strony kursują dwa niewielkie wagoniki (żółty i czerwony):

Image

Po dotarciu na górę roztacza się przed nami zapierająca dech w piersiach panoramę miasta, w tym widok na zatokę przypominającą na pierwszy rzut oka jezioro:

Image

Warto wspomnieć, że Ulriken położone jest stosunkowo daleko od centrum miasta, w związku z tym jest ono widoczne z mniejszymi szczegółami niż z Sandviksfjellet czy Floyen, skąd z kolei tę część Bergen widać zdecydowanie najlepiej (ale o tym później):

Image

Patrząc w lewo – w głąb lądu, można z kolei zobaczyć kilka okolicznych jezior oraz zabudowę pobliskich miejscowości – w tym miasta Arstad:

Image

Sam szczyt Ulriken jest praktycznie goły jak kolano – oczywiście wyłączając zlokalizowany obok górnej stacji kolejki betonowy maszt obwieszony chyba wszystkimi możliwymi rodzajami nadajników i przekaźników:

Image

Image

Podobna (tzn. bez poważniejszej roślinności) jest również zdecydowana większość szlaku pomiędzy Ulriken a Floyen.

Z ciekawostek na Ulriken warto wymienić siłownię "pod chmurką" dającą chętnym spore możliwości treningowe :-)

Image

Image

Według drogowskazów z Ulriken na Floyen jest 13 km, aplikacja GPS w telefonie w praktyce zmierzyła mi 15 km a samo przejście (z postojami na odpoczynek, zdjęcia itp.) zajęło mi równe 4 godziny:

Image

Nie wiem jak jest na co dzień, ale akurat w dniu, w którym ja pokonywałem ten szlak, trudno było go nazwać zbyt popularnym (chociaż co jakiś czas – szczególnie bliżej Floyen – można na nim było spotkać jakieś małe grupki turystów). Ale być może popełniam błąd mierząc popularność liczbą turystów w polskich górach… :-)

Jeszcze jedną ciekawostką, z którą można się spotkać wielokrotnie po drodze są specjalne stanowiska z zaplombowanymi pojemnikami zawierającymi sprzęt na wypadek potrzeby udzielenia komuś pomocy, wypadku itp. Proste i pomysłowe zarazem:

Image

Praktycznie zaraz po wyruszeniu z Ulriken można zobaczyć pierwsze górskie jeziorko/staw – liczba podobnych (mniejszych i większych) po drodze jest równie niepoliczalna jak liczba strumyków i wodospadów podczas podróży fiordem Geiranger:

Image

Po około 45 minutach od wyjścia z Ulriken, na szlaku spotkałem grupkę maluchów z opiekunami. Każdy taszczył ze sobą spory plecak z karimatą. Spytałem się z ciekawości opiekunów skąd wędrują oraz o wiek dzieci. Okazało się, że mają one średnio 5 lat (niektóre były młodsze) i zgodnie z norweskim zwyczajem/modelem edukacji, w ramach oswajania się z naturą spędziły noc w namiotach i wracają na dół – a cały poprzedni dzień wędrowały po górach. Grupie ok. 20 dzieciaków towarzyszyły dwie opiekunki i jak widać dało się. Ciężko mi sobie wyobrazić coś takiego u nas…

Image

Poniżej zamieszczam kilka fotek z trasy. Warto wspomnieć, że niektóre odcinki (przynajmniej o tej porze roku) zawierały resztki śniegu, które zazwyczaj dało się obejść – a dla niektórych jak widać na fotce były one swojego rodzaju atrakcją. Trzeba jednak być na to przygotowanym wchodząc na ten szlak:

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Co ciekawe, w kilku miejscach po drodze trwała budowa (w 100% z drewna) jakichś niewielkich zabudowań. Biorąc pod uwagę, że brak jest tutaj obiektów turystycznych (np. schronisk) prawdopodobnie (ale to tylko moje przypuszczenie) są to jakieś domki pasterskie. Akurat w czasie naszej wizyty w Bergen, na wzgórzach nie spotkałem ani jednej owcy czy kozy, jednak z informacji w przewodniku wynikało, że to powszechni bywalcy w tych okolicach. Swoją drogą budowa w takim odludziu wygląda trochę abstrakcyjnie:

Image

Jeśli chodzi o oznaczenie szlaku to trudno mu coś zarzucić. Co jakiś czas widoczne były kamienne kopczyki, rzadziej drogowskazy:

Image

Wspominałem wcześniej, że liczba jezior, które można zobaczyć po drodze jest naprawdę spora. Dla mnie najbardziej malowniczym był układ trzech jezior położonych na trzech różnych poziomach i połączonych przepustami/strumieniami. Woda z najwyższego przelewała się do środkowego a stąd do najniższego. Dodatkowo na środkowym zbudowana jest zapora (prawdopodobnie z jakąś mikroelektrownią ale tego tylko się mogę domyślać). Zdjęcie niestety było w stanie objąć tylko dwa położone wyżej zbiorniki:

Image

Image

Jak informują tablice informacyjne, woda z jezior i zbiorników jest zdatna do picia – i raczej trudno byłoby w to nie uwierzyć:

Image

Dla "niewiernych" i wątpiących w zapewnienia na tablicach, w kilku miejscach w pobliżu Floyen umieszczono zresztą osobliwe "wodopoje" na kółkach:

Image

Cała trasa (idąc od Ulriken) charakteryzuje się raczej niewielkim stopniem trudności. W zasadzie jedyne istotne podejście pod górę pojawia się już w pobliżu Floyen, kiedy trzeba wejść na wzgórze, na którym zamontowany jest jakiś maszt:

Image

Przy czym umówmy się – nawet jeśli to żadne Himalaje to nie są. Bardziej męcząca może być odległość pomiędzy szczytami i to, że wędrówka prowadzi praktycznie w całości po otwartym terenie – niż stopień trudności samego szlaku.

Po 4-ech godzinach wędrówki dotarłem na Floyen, gdzie przywitał mnie kolejny norweski troll:

Image

…po czym stanąłem przed momentami bardzo zatłoczonym tarasem widokowym na miasto:

Image

Taras jest zlokalizowany tuż obok górnej stacji kolejki na Floyen, która wyrusza praktycznie z centrum miasta:

Image

Z Floyen roztacza się piękny widok na najstarszą część Bergen – Bryggen oraz zatokę Vagen. Dopiero stąd widać jak długie są stojące w szeregu drewniane domki Bryggen, których kolorowe elewacje można podziwiać przy nabrzeżu:

Image

Image

Patrząc w inną stronę można zobaczyć park miejski Byparken, staw z fontanną w centrum miasta oraz kompleks zabudowań muzeum KODE:

Image

Zresztą Floyen to nie tylko górna stacja kolejki oraz taras widokowy ale cały kompleks rekreacyjno-wypoczynkowy, w którym spokojnie można spędzić cały dzień:

Image

Samo zejście z Floyen do miasta odbywa się prowadzącą w większości przez las asfaltową drogą i zajmuje jakieś 40 minut.

Już praktycznie w pobliżu dolnej stacji kolejki minąłem strażnicę strażacką:

Image

…oraz zszedłem w dół ulicą z licznymi zakosami. Ulica może jakaś niezwykła (poza stromizną) nie była – ale już rosnące przy niej drzewa tak. Prawie każde z nich posiadało inne kolorowe "ubranko":

Image

Image

I w ten sposób dotarłem do dolnej stacji kolejki na Floyen:

Image

Powrót na statek z tego miejsca zajął max. 15 minut.

Tym, którzy podczas pobytu w Bergen byliby zainteresowani spędzeniem większej ilości czasu poza miastem, na łonie natury, mogę spokojnie polecić tą trasę. Poza jej długością nie wymaga ona moim zdaniem jakiegoś wielkiego przygotowania fizycznego ani umiejętności. Z drugiej strony można sobie ją jeszcze "podrasować" wchodząc – a nie wjeżdżając jak ja – na Ulriken. Ale to zapewne wydłużyłoby cała wycieczkę o 2-3 godziny i biorąc pod uwagę wysokość Ulriken oraz dość strome podejście, mogłoby dać w kość.

Tak czy inaczej, drugi dzień w Bergen już za mną. Kolejnego dnia zaplanowałem już tylko spacer po mieście – ale o tym napiszę w następnej części :-)
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#25 PostWysłany: 12 Cze 2018 07:56 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 1340
platynowy
Pobyt w Bergen powoli dobiega końca. Na ostatni dzień zaplanowałem spacerek po mieście.

Idąc od miejsca, w którym cumował nasz statek, zacząłem od najstarszej części miasta - twierdzy "Bergenhus Festning", której niektóre obiekty do dnia dzisiejszego zajmuje norweska marynarka wojenna. Warto wspomnieć, że jest to najstarsza i najlepiej zachowana twierdza w Norwegii. Składa się ona z kilku części widocznych na poniższej mapce:

Image

Twierdzę częściowo otaczają mury – być może wystarczające kiedyś, dzisiaj sprawiające raczej wrażenie co najwyżej średniego ogrodzenia.

Image

Większość budynków zlokalizowanych jest w najstarszej części twierdzy:

Image

Wśród nich dominuje Sala Hakkona IV pochodząca z XIII wieku:

Image

Na uwagę zwraca również "zielony domek" czyli dawny bunkier (do dziś zajmowany zresztą przez wojsko):

Image

Praktycznie po sąsiedzku położona jest chyba najbardziej "pocztówkowa" część Bergen – dzielnica Bryggen będąca pewnego rodzaju skansenem niezwykłych drewnianych domków (bo chyba nie można powiedzieć "kamieniczek" :-) ):

Image

Image

Image

Image

Warto wejść pomiędzy budynki. Są one bardzo długie z wąskimi przejściami prowadzącymi do sklepów, knajpek czy małych galerii:

Image

Swoją drogą aż trudno uwierzyć, że przez tyle lat nie naruszył ich żaden pożar.

Nieco dalej, idąc w głąb zatoki Vagen, minąłem rasowe już kamienice z pięknymi fasadami:

Image

Będąc w tej okolicy, warto jeszcze zobaczyć kościół św. Marii, którego początki sięgają XII wieku:

Image

…oraz Bryggens Muzeum prezentujące m.in. początki Bergen:

Image

Punktem obowiązkowym jeśli chodzi o spacer po Bergen jest odwiedzenie otwartego targu rybnego zlokalizowanego u podstawy zatoki Vagen:

Image

Można tutaj zarówno zakupić owoce morza (w mniej lub bardziej przetworzonej postaci) jak również skosztować przygotowywanych na miejscu specjałów:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Umowne centrum miasta stanowi park Byparken ze zjawiskową altanką:

Image

Image

…w pobliżu, której zlokalizowany jest główny budynek Muzeum Sztuki KODE:

Image

W tej okolicy znajduje się również duży staw miejski z fontanną:

Image

…wokół którego można znaleźć pozostałe budynki Muzeum KODE, w tym ten, w którym można zobaczyć zbiór dzieł Muncha:

Image

Uwagę przyciąga również znajdujący się w okolicy budynek teatru (Den Nationale Scene):

Image

…przed którym można zobaczyć kilka pomników, w tym Henrika Ibsena. Jak dla mnie Ibsen jest tutaj wyraźnie czymś poruszony lub przerażony…czyżby jakąś sztuką wystawianą w teatrze ? :-)

Image

Cały czas pozostając w tej samej okolicy, nie sposób nie zauważyć również znajdującego się na wzniesieniu ceglanego kościoła św. Jana:

Image

Spacerując po Bergen cały czas słyszałem dochodzący ze wszystkich stron dźwięk werbli. Akurat będąc w okolicy kościoła św. Jana wyjaśniło się skąd on pochodzi. Otóż akurat w tym dniu, w Bergen obchodzone było święto kadetów (skautów), którego kulminacją jest przemarsz iluś oddziałów chłopców i dziewcząt przez miasto (przy dźwięku werbli oczywiście) uzbrojonych w halabardy, muszkiety, kusze, łuki lub jeszcze coś innego na centralny plac w okolicy Byparken. Święto to jest organizowane raz na 4 lata i ma swoje korzenie w historii miasta.

Pierwszą taką drużynę spotkałem w okolicy kościoła św. Jana:

Image

Z czasem na plac dochodziły maszerujące z różnych stron miasta kolejne oddziały – każda ze swoim sztandarem oraz w innym umundurowaniu – przy warkocie werbli oczywiście. Aktualnie w Bergen jest 12 zespołów chłopięcych i 3 dla dziewcząt więc zajęło to trochę czasu:

Image

Image

Image

Image

Imprezę zamykał konkurs (turniej ?) werblistów, którzy prezentowali swoje umiejętności na scenie oceniani przez jury.

Ze względu na ograniczenia czasowe opuściłem imprezę skautów i wybrałem się jeszcze w kierunku półwyspu położonego naprzeciw Bryggen, gdzie przy Klosterhaugen oraz nieco dalej – w okolicy kościoła Nykirken można zobaczyć dzielnice starych drewnianych domków:

Image

Image

W tej okolicy zlokalizowana jest również twierdza Frediksberg:

Image

…a także bardzo popularne wśród turystów Akwarium (Akvariet Bergen).

W drodze powrotnej na statek spotkałem ponownie skautów, którzy po zakończonej imprezie rozchodzili się do swoich baz:

Image

Image

A tymczasem pobyt w Bergen dobiegł końca i statek wyruszył w stronę następnego naszego celu – Flam. Po drodze minęliśmy kilka malowniczych wysepek:

Image

Image

Ponieważ było dopiero późne popołudnie, a przy tym bardzo słonecznie, w statkowych basenach i jakuzzi zrobiło się naprawdę tłoczno:

Image

…a wygłodzeni po intensywnym zwiedzaniu miasta pasażerowie mogli skorzystać z kolejnego bufetu tematycznego (tym razem mięsnego) przygotowanego przez statkowych kucharzy:

Image

Dzień zakończyło show taneczno-wokalne zatytułowane "Casino":

Image

Pobyt w Bergen trwał jak na rejs statkiem dość długo jednak pomimo tego mówiąc szczerze pozostawił jakiś niedosyt. Z racji tego, że pierwsze dwa dni poświęciłem w zdecydowanej większości na atrakcje położone raczej poza miastem, samo zwiedzanie Bergen pozostało mi na ostatni dzień i jak widać powyżej odbyło się w dość szybkim tempie. Na pewno jest powód, aby tu jeszcze wrócić :-)

A tymczasem na horyzoncie kolejny fiord i położony na jego końcu Flam wraz ze słynną na cały świat i jedyną w swoim rodzaju koleją o nazwie Flamsbana :-)
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
eskie uważa post za pomocny.
 
 
#26 PostWysłany: 12 Cze 2018 16:21 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 1340
platynowy
Flam (lub Flaam – w obiegu są dwie wersje, ja będę trzymał się tej krótszej nazwy) to kolejne miejsce na naszej trasie warte obszerniejszego komentarza. Niewielka wioska (ok. 350 mieszkańców) położona jest na końcu Aurlandsfjordu, będącego z kolei odnogą najdłuższego (ok. 208 km) i najgłębszego (ok. 1300 m) fiordu w Norwegii - Sognefjordu, zwanego również królem norweskich fiordów.

Flam pojawiło się na horyzoncie po 7 rano. Ze statku roztaczał się widok na malowniczą dolinę o długości blisko 20 km oraz okoliczną zabudowę:

Image

Image

Po dokładniejszej eksploracji okazało się później, że widoczna ze statku zabudowa związana jest praktycznie głównie z obiektami portowymi oraz stacją kolejową, którym towarzyszą rozstrzelone po całej okolicy domki. W rzeczywistości jest to jednak tzw. "nowe Flam". "Stare" Flam, z będącym kiedyś centrum wioski kościołem znajduje się ok. 3 km dalej – w głębi doliny.

Po zejściu ze statku przywitał nas oczywiście jeden z licznych trolli strzegących sklepów z pamiątkami:

Image

Wracając do Flam, absolutnie największą jego atrakcją jest linia kolejowa Flamsbana, będąca odnogą linii Oslo-Bergen, uważana za jedną z najbardziej widowiskowych linii kolejowych na świecie. Na odcinku ok. 20 km wyrusza ona praktycznie z poziomu morza, aby po około godzinie dotrzeć do stacji Myrdal na wysokości 866 metrów. Nawet przy dzisiejszym poziomie techniki trudno sobie wyobrazić jak była ona budowana – samych tuneli jest 20, z których większość była kopana ręcznie. Warto przy tym dodać, że w jednym z nich linia zakręca o 180 stopni, a oprócz tuneli dla pociągu wybudowano kilka tuneli wodnych (do których przerzucono bieg rzeki). Biorąc pod uwagę, że linię zaczęto budować około 100 lat temu , to naprawdę aż w trudno uwierzyć jak się to odbywało.

Poniżej przedstawione są główne parametry linii z ulotki dostępnej na dworcu:

Image

Dworzec kolejowy w zasadzie jest dominującą budowlą w "nowym" Flam i po zejściu ze statku nie ma szans, aby do niego nie trafić (pomijając, że prawie wszyscy tam idą :-) ) – jest to zresztą max. 300-400 metrów od nabrzeża.

Na miejscu warto zaopatrzyć się w ulotkę z mapką (jest kilka wersji wielojęzycznych – w tym jedna zawierająca również informacje po polsku):

Image

Co do biletów, kosztują one 390 koron w jedną i 550 koron w dwie strony. Dla dzieci i młodzieży w wieku 4-15 lat jest to odpowiednio 195 i 274 korony.

Samych pociągów w ciągu dnia w sezonie jest sporo:

Image

Każdy pociąg liczy po kilkanaście wagonów czyli na pozór sporo, jednak w praktyce okazało się, że w wolnej sprzedaży jest (w zależności od godziny) nieco mniej biletów – pozostała część jest rezerwowana wcześniej przez grupy (nie tylko statkowe, również zorganizowane wycieczki autobusowe). Akurat w "moim" pociągu jechała bardzo duża grupa Azjatów, których zresztą we Flam była zauważalna nadreprezentacja.

Jeszcze jedna uwaga praktyczna: jeśli ktoś zszedł ze statku od razu po wpłynięciu do portu, nie tylko nie miał problemu z zakupem biletu ale także nie musiał stać praktycznie w żadnej kolejce. W ciągu dnia było już gorzej – ale w godzinach popołudniowych, gdy wracałem (ok. 14-15) pociągi odjeżdżały z dużą ilością wolnych miejsc. Z moich obserwacji wynika zatem, że internetowe legendy mówiące o prawie komitetach kolejkowych za biletami są chyba jedynie legendami :-) Zresztą bilety (ale tylko w jedną stronę) można rezerwować również przez internet – jak się przekonałem później, moim zdaniem dla kogoś, kto chce naprawdę zobaczyć piękno doliny Flam to optymalna opcja. Dlaczego, o tym napiszę nieco dalej.

Oczywiście mój pobyt we Flam musiał obejmować przejażdżkę Flamsbaną – ale ponieważ nie miałem ochoty na sam przejazd pociągiem tam i z powrotem, od samego początku planowałem, że część (lub całość) trasy powrotnej przejdę na piechotę. Mając z kolei na uwadze to, że cały czas pozostała mi do wykorzystania spora część pieniężnego giftu od Costy, który mogłem wydać tylko na statku, a akurat jedna z organizowanych wycieczek wpisywała się w mój plan, nie organizowałem nic samemu tylko poszedłem na łatwiznę i wziąłem wycieczkę ze statku z przewodnikiem.

Po zejściu ze statku, prowadzeni prawie za rączkę dotarliśmy do peronu Flamsbany, gdzie wydzielone były trzy ścieżki: dla grup ze statku, dla pozostałych grup oraz dla klientów zorganizowanych (zdęcie wykonałem po powrocie, stąd podział na ścieżki jest nieco inny):

Image

Image

Miejsca w wagonach mają układ 2+3:

Image

Jeśli chodzi o kwestie praktyczne to jadąc od Flam w kierunku Myrdal, najładniejsze widoki (poza pierwszymi kilkoma kilometrami) są po lewej stronie. Jeśli ktoś się nastawia na robienie zdjęć powinien wziąć pod uwagę dwie kwestie. Po pierwsze, w przypadku wyjazdu z Flam rankiem z lewej strony będzie świeciło słońce i raczej żadne zdjęcie nie wyjdzie. Po drugie, warto usiąść przy oknach, które można otworzyć (w każdym wagonie jest ich tylko kilka-zwykle obok drzwi) – ponieważ w pociągu cały czas świecą się silne lampy, robienie zdjęć przez szybę jest bez sensu bo wyjdą na nich refleksy.

Plan naszej wycieczki był taki, że pociągiem przemieszczamy się z Flam do Vatna-Halsen – ostatniej stacji przez końcowym Myrdal, a następnie schodzimy drogą (nic po niej praktycznie nie jeździ – pełni raczej funkcję szlaku turystycznego) do stacji Berekvam położonej mniej więcej w połowie trasy Flamsbany i tam wsiadamy do pociągu powrotnego do Flam.

Pociąg po drodze zatrzymuje się na kilku przystankach ale aż do Vatna-Halsen nikt (przynajmniej podczas naszej wycieczki) na nich nie wsiadał ani nie wysiadał.

W trakcie podróży, w pociągu były odtwarzane zapowiedzi (w języku angielskim, niemieckim oraz norweskim) nt. tego, co pociąg właśnie mija lub co można zobaczyć po której stronie. Pomocne informacje są również wyświetlane na ekranach umieszczonych w każdym wagonie.

Po mniej więcej 40-u minutach podróży, zapowiedziano że zbliżamy się do wodospadu Kjos, przy którym pociąg ma zaplanowany 5-minutowy postój, podczas którego można wyjść na platformę widokową i zrobić zdjęcia. Jest to o tyle ciekawe miejsce, że początek i koniec pociągu stoją w tunelach (tam też można wysiąść i przejść wąskim peronem do platformy), jedynie z kilka wagonów w środku składu jest bezpośredni widok na wodospad:

Image

Image

Image

Image

Sam wodospad robi spore wrażenie. Warto wspomnieć, że to co widać to końcowy jego stopień. Sam wodospad zaczyna się około 100 metrów wyżej – wypływa on z górskiego jeziora Reinunga, a następnie wpada do podziemnego tunelu, gdzie woda napędza turbiny elektrowni wodnej.

Image

Image

Dodatkową atrakcją był połączony z muzyką (którą ledwo było słychać – szum wodospadu był nieprawdopodobny) taniec ubranej na czerwono nimfy:

Image

Drobna uwaga praktyczna dla tych, którzy mając ograniczoną ilość czasu mogą się spieszyć: na platformie jest baaaardzo ślisko i trzeba się tam liczyć z mżawką – prysznicem. Trzeba po prostu uważać – ale naprawdę warto :-)

Flamsbana w większości miejsc (będzie to widać na dalszych zdjęciach) porusza się brzegiem zbocza, często bezpośrednio przy klifie – niemal na krawędzi skały:

Image

Poniżej załączam kilka zdjęć pociągu na trasie:

Image

Image

Image

Image

W miejscach niebezpiecznych (np. zagrożonych lawinami), Flamsbana porusza się z kolei w specjalnych galeryjkach (takich niby-tunelach) – co ciekawe, w większości drewnianych:

Image

Image

Po około 50 minutach dotarliśmy do przystanku docelowego naszej wycieczki - Vatna-Halsen:

Image

Image

Vatna-Halsen jest przystankiem położonym na wysokości 811 metrów, zatem łatwo się domyślić, że idąc w stronę Flam można schodzić tylko w dół :-)

Nazwanie trasy spacerową nie oddaje moim zdaniem stopnia jej łatwości. Praktycznie na całym odcinku (w sumie do Berekvam przeszliśmy ok. 11 km) droga schodzi mniej lub bardziej łagodnie w dół a szlak prowadzi utwardzoną drogą dostępną wyłącznie dla służb technicznych oraz nielicznych mieszkańców:

Image


Image

Na całym odcinku był tylko jeden fragment, gdzie konieczne było podejście w górę – maksymalnie do wysokości pierwszego piętra – i tylko po to, aby pokonać wjazd do tunelu Flamsbany.

Warto jeszcze wspomnieć, że na sporym odcinku nasza wędrówka nie biegła wzdłuż trasy, którą wcześniej pokonaliśmy pociągiem – w związku z tym widoki są inne niż te, które widać podróżując Flamsbaną.

Zaraz po wyjściu z Vatna-Halsen ukazała się pierwsza, dosłownie zapierająca dech w piersiach panorama doliny Flam:

Image

…oraz pierwszy odcinek schodzącej do doliny zakosami drogi, po której była poprowadzona nasza trasa:
Image

Kilka dni wcześniej, płynąc przez fiord Geiranger pisałem, że ilość strumieni i wodospadów w tym fiordzie jest niepoliczalna i trudno sobie wyobrazić większą. Po wizycie w dolinie Flam mogę powiedzieć, że są miejsca, w których jest ich jeszcze więcej i takim miejscem na pewno jest wspomniana dolina. Niektóre z wodospadów mają wysokość kilkuset metrów a rekordzista ma swój pierwszy stopień na wysokości ok. 1600 metrów. Wszystkie wcześniej czy później wpadają do biegnącej doliną rzeki:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Wodospad wodospadowi jest oczywiście nierówny i każdy może tworzyć swój ranking. Mi najbardziej podobał się ten:

Image

Mniej więcej w połowie drogi, dotarliśmy do wielkiej hali (oczywiście z dziesiątkami spadającymi do niej strumieni i wodospadów):

Image

Image

Nasz punkt końcowy – przystanek Berekvam był coraz bliżej:

Image

Cała wędrówka w bardzo spokojnym tempie (przewodnicy nie narzucali tempa, całość wycieczki rozciągnęła się na jakieś 2 km) zajęła nam niespełna 3 godziny, po których dotarliśmy do Berekvam:

Image

Berekvam na trasie Flamsbany pełni szczególną rolę: to jedyne miejsce, gdzie wybudowano dwa tory, dzięki czemu na tym przystanku mogą minąć się dwa pociągi zmierzające w przeciwnych kierunkach:

Image

Jeszcze jeden widok na dolinę Flam – już na końcowym odcinku z okna pociągu:

Image

Do "starego" Flam można wybrać się pieszo z portu. Na poniższych fotkach można zobaczyć jego panoramę – z kościołem i niezbyt intensywną zabudową:

Image

Image

Po dotarciu do Flam i zakończeniu naszej wycieczki rozejrzałem się jeszcze po samej wiosce. Jedyne, o czym warto wspomnieć, to informacja, że praktycznie naprzeciwko statku obok dużego pola kempingowego znajduje się plaża, na którą akurat w tym dniu wybrało się sporo osób:

Image

Po 18 wypłynęliśmy z Flam – rozpoczęła się żegluga wspomnianym na wstępie Aurlandsfjordem a następnie Sognefjordem:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Na koniec jeszcze kilka zdań o statkowych atrakcjach zaplanowanych na ten dzień.

Akurat wieczora, kiedy wypływaliśmy z Flam, na statku była organizowana tradycyjna "biała noc" z pokazem rzeźbienia w lodzie i dużą imprezą. Była ona o tyle nietypowa, że pomimo, że zaczęła się o 23, było jeszcze całkiem jasno…

Pokaz rzeźbienia w lodzie jest swojego rodzaju tradycją na statkach Costy. Kucharz w ciągu 15 minut zamienia bryłę lodu w mniej lub bardziej udaną rzeźbę:

Image

Image

Ta była na pewno bardziej udana :-)

Image

Image

A tymczasem na pokładzie basenowym (i w barach na dole) rozpoczęła się "białonocna" impreza:

Image

Wracając do Flam: jest to miejsce absolutnie warte zobaczenia. Widoki, które można zobaczyć po drodze (zarówno podczas podróży pociągiem jak również wędrówki doliną) są trudne do uwiecznienia najlepszym nawet aparatem. Następnym razem (wierzę, że taki będzie) wybiorę się na podobną wycieczkę z tą drobną korektą, że podjadę do końcowego przystanku – stacji Myrdal, skąd wrócę pieszo do Flam. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że warto :-)

A tymczasem płyniemy dalej.

Kolejny przystanek na naszej trasie to Haugesund, które odwiedziliśmy po raz pierwszy nieco ponad tydzień wcześniej.
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
brzemia uważa post za pomocny.
 
 
#27 PostWysłany: 12 Cze 2018 18:50 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 2303
platynowy
Normalnie czuję się jak z indywidualnym przewodnikiem. 24h wcześniej mam dokładny opis wraz ze zdjęciami. Prawdopodobnie nawet trawa jest z tego samego koszenia, a i ekspedientka w kasie pewnie ta sama. Jeszcze raz dzięki. Właśnie wypływam z Olden i jutro będe we Fläm.

Czuje się zobowiązany na najblizszym spotkaniu postawić jakieś dobre piwo.


Wysłane z taptaka.
Góra
 Relacje PM off
greg2014 lubi ten post.
 
 
#28 PostWysłany: 12 Cze 2018 19:11 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 1340
platynowy
Polecam się na przyszłość:-) Mam nadzieję, że pogoda we Flam dopisze Wam tak samo jak mi.
Góra
 Relacje PM off
brzemia lubi ten post.
 
 
#29 PostWysłany: 12 Cze 2018 19:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 4596
HON fly4free
Zazdroszczę Wam tej pogody. Gdyby nie śnieg na niektórych zdjęciach, możnaby odnieść wrażenie, że rejs był gdzieś po Adriatyku :)
Kto wie, może i nam się poszczęści od 20.06...


Wysłane z mojego P9 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off  
 
#30 PostWysłany: 12 Cze 2018 21:09 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 1340
platynowy
-- 12 Cze 2018 21:06 --

@tropikey - z tego co pamętam ty lecisz chyba do Alesund. Zakładam, że to raczej nie jest miejsce na początek jakiegoś rejsu. Na długo ?
Planujesz coś stacjonarnego czy jakaś objazdówka/opływówka :-) ?

-- 12 Cze 2018 21:09 --

brzemia napisał(a):
Czuje się zobowiązany na najblizszym spotkaniu postawić jakieś dobre piwo.


Dobrego piwa nie mam w zwyczaju odmawiać :-)
Bywasz może w Krakowie ?
Góra
 Relacje PM off  
 
#31 PostWysłany: 12 Cze 2018 21:13 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 4596
HON fly4free
Niestety, nie rejs - a po tym, co tu (i u @brzemia) przeczytałem, to mocno żałuję. Ale i na to przyjdzie pora :)

My w Alesund mamy bazę z Airbnb + auto. Przez 6 dni mamy zamiar skupić się na okolicach Alesund, a tych nie brakuje :)
Góra
 Relacje PM off
brzemia lubi ten post.
 
 
#32 PostWysłany: 13 Cze 2018 08:27 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 2303
platynowy
Norwegia z każdego środka lokomocji jest przepiękna. W tym roku pogoda jest wyjątkowa, myślę ze i tobie dopisze słońce przez 20h dziennie ;)

Wysłane z taptaka.
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
 
 
#33 PostWysłany: 13 Cze 2018 08:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 4596
HON fly4free
Niestety, prognozy są bardzo kiepskie. Już pal licho, że ma być 15 - 16 st. C (w sumie, na zwiedzanie to lepsze, niż 30), ale chmury i deszcze to prawdziwa zmora :(
Po cichu liczę na to, że w ciągu tygodnia te złowieszcze zapowiedzi się choć ciut zmienią. Oby...

Wysłane z mojego P9 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off
brzemia lubi ten post.
 
 
#34 PostWysłany: 13 Cze 2018 09:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Lis 2013
Posty: 460
Loty: 151
Kilometry: 350 524
niebieski
Super relacja. Zaniepokoił mnie tylko jeden znak na Twoim zdjęciu, ten na trasie z zakazem rozbijania namiotu. Tak jest na całym szlaku czy tylko przy tym jeziorku ? Zamierzamy jedną noc spędzić gdzieś na wzgórzach w okolicy Bergen ale w pobliżu Sandvikspilen. Wiadomo, że trzeba się trochę oddalić od głównego szlaku, ale czy nie jest to teren jakiegoś Parku Narodowego? Pozdrawiam i życzę sobie takiej pogody jaką mieliście ;)
_________________
http://swiatwmoimzasiegu.blogspot.com/

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#35 PostWysłany: 13 Cze 2018 09:27 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 1340
platynowy
@tropikey - W ciągu tygodnia to prognoza może się jeszcze zmienić kilka razy; na tym etapie bym się nie przejmował - za wcześnie.

@mmaratonczyk - Podobne znaki widziałem wyłącznie w okolicach większych jezior - poza nimi nie przypominam sobie ani jednego. Poza tym na trasie Ulriken-Floyen widziałem dwa lub trzy rozbite namioty - nie wspominając o dzieciakach, o których pisałem - według relacji jednej z ich opiekunek nocowały one również w namiotach gdzieś w tej okolicy. Przewodnik, z którym miałem wycieczkę w Olden mówił, że w Norwegii prawo dopuszcza rozbijanie na jedną noc namiotów oraz rozpalanie ognia wszędzie (również na terenach prywatnych) za wyjątkiem tych, które wyraźnie zostały oznaczone zakazem - nakłada jednocześnie obowiązek posprzątania po sobie ale to raczej oczywiste.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
mmaratonczyk uważa post za pomocny.
 
 
#36 PostWysłany: 13 Cze 2018 09:37 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 2303
platynowy
Odnośnie flamsbahny. Stoje przy kasach. Jest godzina 9.00. I na dzis nie ma juz biletów.Image

Wysłane z taptaka.
Góra
 Relacje PM off  
 
#37 PostWysłany: 13 Cze 2018 09:47 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 1340
platynowy
No to powiem, że szok...ok. dwa tygodnie temu z biletami nie było problemów (akurat ja korzystałem z wycieczki ale byłem sprawdzić z ciekawości).
Wygląda na to, że legendy internetowe na ten temat wbrew temu co napisałem są prawdziwe... :-(
Góra
 Relacje PM off  
 
#38 PostWysłany: 13 Cze 2018 09:58 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 2303
platynowy
Dopytałem w informacji. Wygląda to tak, że są bilety na 12.00 ale w 1 stronę lub powrót 3h później. Jako ze mydral to tylko stacja kolejowa i nic więcej, siedziec tam 3h i czekac na powrót to średnia atrakcja.
Śewdnia wieku kupujących bilety to 70lat. Wątpię ze będą schodzić na dół.

Wysłane z taptaka.
Góra
 Relacje PM off  
 
#39 PostWysłany: 13 Cze 2018 10:11 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 1340
platynowy
Możecie zrobić coś podobnego jak ja - wyjechać albo do końca albo do przedostatniej stacji, zejść ze dwie stacje niżej i wsiąść do pociągu powrotnego. Między Vatnahalsen a Blomheller jest ok. 7-8 km naprawdę lajtowej trasy. Jakiś kilometr wcześniej jest Kardal ale chyba trzeba odejść gdzieś od drogi w bok. Blomheller i Berekvam są bezpośrednio przy drodze, którą się schodzi z Myrdal/Vatnahalsem w dół.
Góra
 Relacje PM off  
 
#40 PostWysłany: 13 Cze 2018 10:13 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 2303
platynowy
Ja mam bilety kupione przez Internet. Z ciekawosci chciałem sprawdzić te teorie. Jak widac, częściowo są prawdziwe. Jeśli ktoś chce czekać kilka godzin na stacji to moze. Lepiej jednak zejść pieszo na dół.

Wysłane z taptaka.
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 47 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Bing [Bot], Brandwatch [Bot], CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group