Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 33 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 25 Gru 2016 22:48 

Rejestracja: 20 Maj 2011
Posty: 627
Punkty statusowe: 49
srebrny
Wstęp

Podobno wielekroć zgłębiając kielich pór roku można dotrzeć do stanów zjednoczonych duszy. Pomagając sobie odrobiną porto uświadamiam sobie, że w istocie nie ma już we mnie potrzeby jakieś specjalnej potrzeby walki o przyszłość, wystarczy dać ponieść się czasowi i z szyderczym uśmiechem patrzeć z boku na uciekające lata. Nie jest rzecz jasna tak, że na nic nie chcę mieć wpływu, ale drobne ruchy wiosłem dają czasem większą satysfakcję – nie trzeba od razu skakać w nieskończoną dal.

Nie ukrywam, że od lat krążyła mi w głowie myśl o Namibii, aczkolwiek w bieżącym roku niezbyt już usilnie, gdyż zaplanowane uprzednio wyjazdy wykorzystały cały dostępny zapas urlopu płatnego. Marzec stał się jednak miesiącem smutku i radości. Finnair zrezygnował z lotów na Spitsbergen, co zakończyło kartę przygotowań na tę wyprawę, ale otworzyło carte blanche na świat. Kolejne tygodnie upływały jednak pod znakiem walki z pośrednikiem o zwrot pieniędzy za anulowane bilety, a jak wiadomo Edreams łatwym partnerem nie jest. Ostatecznie jednak pomogło skarżenie się na ich profilu fejsowym, wymiana wiadomości zakończyła się uznaniem na karcie na początku sierpnia.

Jednak już w kwietniu wykorzystałem odzyskane dni urlopu kupując bilet z Frankfurtu do Windhoek (1812 zł), wyciskając z nich ile się dało, czyli łącząc z listopadowymi świętami (1-13 listopada, 7 dni urlopu). Dodałbym jeszcze 1 dzień, aby zgarnąć pełną pulę od 29 października, ale niestety bilet w tym okresie był droższy, a co ważniejsze, ani Żona, ani ja już tego ósmego dnia urlopu nie mieliśmy… Do tego biletu bardzo ładnie wkomponowały się doloty Lufą z rodzinnego Poznania (średnia cena ok. 440 zł, wliczając dokupiony w ostatniej chwili jeden bagaż rejestrowany).

Planując tego typu wyjazdy często pytam znajomych, czy nie chcieliby również polecieć, nęcąc ich najlepszymi zdjęciami, jakie udaje mi znaleźć w sieci. W przypadku Namibii było to o tyle proste, że jest to kraj przepiękny, niezwykle różnorodny i bezpieczny – zdjęć miałem więc więcej niż potrzeba. Zwykle dołączam też link do komercyjnej oferty objazdowej, obiecując, że zobaczymy więcej niż jest opisane, przy niższej cenie. Wycieczki po Namibii kosztują zwykle kilkanaście tysięcy, a mój kosztorys, według wstępnych szacunków, nie przekraczał 6 tysięcy… Na nic to. Niestety nikt się ostatecznie nie zdecydował, więc polecieliśmy z Żoną sami.

Dzień pierwszy

O przygotowaniach do wycieczki napiszę jeszcze w dalszej części relacji, na szybko mogę napisać, że kupiłem przewodnik i zarezerwowałem samochód (tytułowego dostawczaka). Tymczasem nadszedł w końcu ten dzień i wylatujemy z Poznania. Mimo iż pani nadająca bagaże widzi naszą rezerwację do Windhoek to, ze względu na dwie osobne rezerwacje, obawia się nadać bagaż od razu do miejsca docelowego.

Załącznik:
1.jpg
1.jpg [ 68.57 KiB | Obejrzany 4069 razy ]


Po drodze mijamy wynurzające się z chmur UFO - dobry znak na dalszą podróż.

Załącznik:
2.jpg
2.jpg [ 17.91 KiB | Obejrzany 4069 razy ]


Załącznik:
3.jpg
3.jpg [ 12.82 KiB | Obejrzany 4069 razy ]


Przesiadka we Frankfurcie upływa na odbiorze bagażu i ponownym jego nadaniu. Tym razem miła pani nie może się nadziwić, że mamy tylko jeden bagaż nadawany. Uświadamiam ją, że mieliśmy lecieć tylko z podręcznym, ale chyba za bardzo mi nie wierzy. Pozostały czas spędzamy w saloniku, który znajduje się przed bramkami bezpieczeństwa (mamy z Żoną osobne karty Priority Pass bez limitu wejść).

W Doha mamy ok. 4 godzin na nocną przesiadkę, przejeżdżamy automatyczną kolejką w okolice sławnego misia z lampą w głowie. Moja Mama śmieje się, że przypomina doktora otolaryngologa :lol:

Załącznik:
4.jpg
4.jpg [ 85.14 KiB | Obejrzany 4069 razy ]


Załącznik:
5.jpg
5.jpg [ 36.14 KiB | Obejrzany 4069 razy ]


Odwiedzamy kolejny salonik "Al Maha Transit Lounge", dość przeciętny - mało miejsca, dużo ludzi (w szczycie trzeba czekać na zwolnienie miejsc przy stoliczkach), fotele małe, twarde i niewygodne. Jedzenie również przeciętne, alkohol na życzenie przynosi kelner (to dość częste w krajach arabskich).

Załącznik:
6.jpg
6.jpg [ 81.49 KiB | Obejrzany 4069 razy ]


Po północy wsiadamy do samolotu i po kilku godzinach snu witamy się ze słoneczną ziemią namibijską!

Załącznik:
7.jpg
7.jpg [ 90.96 KiB | Obejrzany 4069 razy ]


Załącznik:
7a.jpg
7a.jpg [ 79.48 KiB | Obejrzany 3631 razy ]


C.D.N.
_________________
FLY4FREE: Relacja z NAMIBII - dostawczakiem we dwoje


Ostatnio edytowany przez Gleba3 28 Gru 2016 23:21, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Profil Relacje PM off
18 ludzi lubi ten post.
 
      
#2 PostWysłany: 26 Gru 2016 21:30 

Rejestracja: 20 Maj 2011
Posty: 627
Punkty statusowe: 49
srebrny
Dzień drugi

Skoro jesteśmy już na lotnisku, to może opowiem nieco o wizie. Mimo iż jesteśmy (jeszcze) w Unii Europejskiej, to jednak w odróżnieniu od większości jej państw, nie otrzymamy wizy na lotnisku. W Polsce nie ma również ambasady Namibii, najbliższa jest w Berlinie. Można ją załatwiać osobiście, to znaczy wysłać paszporty z wnioskiem wizowym, wpłacić na konto ambasady 50 EUR i po otrzymaniu wizy zamówić kuriera z powrotem. Z uwagi na napięty terminarz lotów i nieznajomość tej procedury (nie wiedziałem na przykład czy wystarczą potwierdzenia hoteli z Booking) wybrałem opcję załatwiania przez pośrednika Aina.pl. Cena wydawała się w miarę rozsądna, bo wychodziło 404 zł na osobę. Jak się później okazało Aina zapomniała uwzględnić w kalkulacji koszt kuriera do Berlina i z powrotem (obecnie liczą za to dodatkowe 360 zł), na szczęście nas już nie mogli tym obciążyć.

W oczekiwaniu na kontrolę paszportową ucinamy sobie miłą pogawędkę z Polakami, którzy przyjechali tu na dłużej i jadą bardziej na południe w stosunku do naszego planu, który przedstawia się mniej więcej tak:

Załącznik:
Plan.jpg
Plan.jpg [ 52.83 KiB | Obejrzany 3929 razy ]


Auto – to jest najważniejsza sprawa w Namibii, odległości są duże, drogi w większości szutrowe, zdecydowanie stawiam więc na większy pojazd 4x4. Pojazdy przystosowane do turystyki, z podwójną kabiną, lodówką i namiotami na dachu kosztują ok. 100 EUR na dobę. My jesteśmy jednak tylko w dwójkę i 5-osobowy pojazd nie jest nam niezbędny. Decyduję się więc na Hiluxa w wersji z pojedynczą kabiną i długą paką na której zamierzamy spać. Pojazd tego typu znajduję w sekcji „pojazdy użytkowe” Hertza – stąd tytułowy „dostawczak”. Najważniejszą jego zaletą jest cena – tylko 40 EUR na dobę, po zaklepaniu rezerwacji na 10 dni czuję się jakbym dostał prezent od losu.

Przeglądając warunki wynajmu znajduję opis, że na wyposażeniu samochodu znajduje się „canopy”, czyli baldachim. Wyobraziłem sobie niskie burty samochodu (takie zdjęcie było na stronie wypożyczalni) i brezentową plandekę na nich. Taką też wizję roztoczyłem przed małżonką, która z kolei przedstawiła mi swoją wizję robaków, skorpionów i innych gadów wpełzających do środka. Konsensus przedwyjazdowy stanął na tym, że kupię dmuchane materace na podłogę, moskitierę i mocne środki odstraszające, tak aby nic nie przerywało nam snu.

Nasze auto nie było gotowe, czekaliśmy pół godziny aż ktoś przyprowadzi je z parkingu znajdującego się w bazie za lotniskiem, ale gdy już przyjechało, to szeroki uśmiech pojawił się na naszych twarzach. Był to bowiem taki samochód:

Załącznik:
9.jpg
9.jpg [ 89.8 KiB | Obejrzany 3929 razy ]


Auto w świetnym stanie, z klimatyzacją, reduktorem, rozłączanym napędem na 4 koła, blokadą dyferencjału i co najważniejsze, z plastikową, przeszkloną „budą” – czyli ze wszystkim co nam było potrzebne. W ramach dokształcania się przed wyprawą poczytałem, iż na terenie piaszczystym warto zredukować ciśnienie w oponach, aby ciężar auta rozkładał się na większą powierzchnię, co zapobiega zakopaniu. No dobrze, mówię sobie, zredukuję ciśnienie, wyjadę, ale jak później będę jechał na takich sflaczałych oponach po twardej drodze? Zabrałem więc ze sobą z Polski stacjonarną pompkę rowerową, którą bardzo dobrze pompuje się koła w samochodzie (testowałem - jest ona jednocześnie lekka i wydajna). Jak się później okazało, nie była ona potrzebna, ale – przezorny zawsze ubezpieczony…

Plan na pierwszy dzień jest prosty – w stolicy wymienić pieniądze, zrobić aprowizację (przede wszystkim dużo wody i wina) i być może wykupić pozwolenia na wjazd do parków narodowych, a na koniec przejechać w okolice Bullsport, gdzie na kolejny dzień zaplanowałem 17-kilometrowy trekking.

Po zrobieniu zakupów pokręciliśmy się jeszcze chwilę po mieście, spotykając między innymi charakterystycznie ubraną kobietę z plemienia Herrero, która jednak nie chciała znaleźć się w kadrze. Tradycyjny strój kobiety pochodzi z XIX wieku. Tak ubierały się żony niemieckich misjonarzy, więc świeżo ochrzczone młode dziewczyny z plemienia Herero chciały się cywilizować i przejęły te stroje. Dzisiaj jest to strój ludowy, który został już tylko u starszych: wiktoriańska suknia składająca się z ogromnej krynoliny, kilku halek, kapelusza w kształcie rogów (do reprezentowania rogów krowy) wykonanego ze zwiniętych tkanin (cytat: Wiki).

Załącznik:
10.jpg
10.jpg [ 87.32 KiB | Obejrzany 3929 razy ]


Załącznik:
11.jpg
11.jpg [ 84.62 KiB | Obejrzany 3929 razy ]


Wizyta w informacji turystycznej utwierdziła nas w przekonaniu, że wszystkie pozwolenia na wstęp do parków narodowych będziemy mogli kupić na miejscu, przy bramach, tak więc po skromnym posiłku udajemy się w końcu poza cywilizację. Pierwsze spotkanie z dziką przyrodą to małpy okupujące przydrożne płoty:

Załącznik:
12.jpg
12.jpg [ 96.34 KiB | Obejrzany 3929 razy ]


Po kilkudziesięciu kilometrach skończył się asfalt i wjeżdżamy po raz pierwszy na sławne namibijskie szutrówki. Jak się wkrótce okazuje można na nich utrzymywać prędkość identyczną jak na asfalcie czyli 100 km/h. Nie jest to zresztą żadne szaleństwo, tylko prędkość określona znakami drogowymi. Trakty te są zaskakująco równe i proste, można po nich jechać kiladziesiąt kilometrów nie spotykając żadnego innego samochodu.

Załącznik:
13.jpg
13.jpg [ 73.14 KiB | Obejrzany 3929 razy ]


Od razu zakochujemy się w krajobrazach, a przy jednej ze skał urządzamy małą sesję zdjęciową:

Załącznik:
14.jpg
14.jpg [ 80.4 KiB | Obejrzany 3929 razy ]


Załącznik:
15.jpg
15.jpg [ 82.24 KiB | Obejrzany 3929 razy ]


Mijamy Bullsport:

Załącznik:
17.jpg
17.jpg [ 88.5 KiB | Obejrzany 3929 razy ]


Gdy do bram parku narodowego zostało nam już tylko kilka kilometrów postanawiamy się zatrzymać na nocleg. Tak po prostu, w pobliżu rosnącego drzewa, w niewielkim zagłębieniu zatrzymujemy się, popijamy kieliszeczek wina i napawamy się zachodzącym słońcem:

Załącznik:
16.jpg
16.jpg [ 63.53 KiB | Obejrzany 3929 razy ]


C.D.N.
_________________
FLY4FREE: Relacja z NAMIBII - dostawczakiem we dwoje
Góra
 Profil Relacje PM off
21 ludzi lubi ten post.
 
      
#3 PostWysłany: 27 Gru 2016 14:46 

Rejestracja: 16 Kwi 2015
Posty: 55
Loty: 46
Kilometry: 98 967
Punkty statusowe: 9
Czekam na ciąg dalszy, żeby porównać wrażenia :) Pozdrawiam
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#4 PostWysłany: 27 Gru 2016 16:05 

Rejestracja: 06 Lis 2013
Posty: 204
Loty: 64
Kilometry: 170 889
Punkty statusowe: 13
niebieski
zapowiada się super! czekam niecierpliwie na dalszą część!
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#5 PostWysłany: 27 Gru 2016 19:07 

Rejestracja: 20 Maj 2011
Posty: 627
Punkty statusowe: 49
srebrny
@‌jprawicki‌ @‌DJADKJGU‌ - dziękuję!!!

Dzień trzeci - Naukluft trail

Poranek zaczynamy od małego śniadania. Ponieważ samochód pozbawiony jest udogodnień turystycznych, całe wyposażenie musieliśmy zabrać ze sobą. Na wyjazdy „w dzicz” zabieram zawsze zestaw do gotowania wody z zapasem paliwa w postaci tabletek. Uszkodzone tabletki kupuję po obniżonej cenie na kilogramy (ok. 35 zł/kg = 200 sztuk) – na podgrzanie kubka 400 ml (jak na zdjęciu) zużywam 2-3 tabletki, w zależności od wiatru i temperatury na zewnątrz. Co ważne, tego typu paliwo można przewozić nawet w bagażu podręcznym.

Załącznik:
3_1.jpg
3_1.jpg [ 123.87 KiB | Obejrzany 3761 razy ]


Przejeżdżamy więc bramę parku, przy której stoi drzewo kołczanowe. Gałęzie tych drzew używane są przez Buszmenów do sporządzania kołczanów. Polega to na wydrążeniu gałęzi w środku (miąższ drzew jest miękki) i zabezpieczeniu jednego końca skórą. Martwe pnie dużych drzew mogą być wykorzystywane jako swojego rodzaju lodówki, ponieważ ich włóknista tkanka przyczynia się do ochładzania wnętrza na skutek przepływu powietrza. Po wydrążeniu środków pni, Buszmeni przechowują w nich wodę, mięso i warzywa (cytat Wiki).

Załącznik:
3_1a.jpg
3_1a.jpg [ 97.93 KiB | Obejrzany 3761 razy ]

Załącznik:
3_2.jpg
3_2.jpg [ 88.02 KiB | Obejrzany 3761 razy ]


Plan na dziś zakłada przejście Waterkloof trail (17 km), rejestrujemy się w dyżurce parku, która jest jednocześnie recepcją pobliskiego kempingu. Jest ranek, przyjemny chłodek, recepcjonista zaleca zabranie 4 litrów wody, nie mamy tylu butelek (tylko duże baniaki), zabieramy więc tyle ile mamy pod ręką - 3 litry.

Załącznik:
18.jpg
18.jpg [ 43.34 KiB | Obejrzany 3761 razy ]


Na dłuższe wycieczki zabieram ze sobą zwykle dwa urządzenia GPS – jeden w tablecie do samochodu, drugi w telefonie. Oba posiadają fizyczny moduł, przy czym ten w telefonie może działać nawet 2-3 doby (przy umiarkowanie częstym włączaniu ekranu), sam telefon działa do 30 dni. Korzystam z darmowego MapFactor Navigator, który (sprawdziłem to uprzednio w Polsce), zawiera również popularne trasy piesze w Namibii. Jesteśmy więc zabezpieczeni pod względem nawigacji i komunikacji (o ile będzie zasięg). Na recepcji dostajemy również mapę papierową.

Załącznik:
3_3.jpg
3_3.jpg [ 135.32 KiB | Obejrzany 3761 razy ]


Pierwsze kilometry mijają w przyjemnym cieniu drzew, wzdłuż rzeki, która z czasem przestaje płynąć (są jeszcze stojące jeziorka), a po pewnym czasie przemienia się w kamieniste koryto. Towarzyszą nam ciekawskie spojrzenia małp, które pożywiają się rosnącymi tu obficie figami. Ja z kolei nie mogę się napatrzeć na kolce akacji – teraz wreszcie rozumiem żyrafy, które spośród nich muszą wybierać liście swoimi długimi językami.

Załącznik:
3_4.jpg
3_4.jpg [ 100.71 KiB | Obejrzany 3761 razy ]


Niestety Żona nie czuje się najlepiej – jak się okazało zatruła się kupionym wczoraj pomidorem, nie chce jednak myśleć o powrocie – wędrujemy więc dalej wśród bogactwa roślin i zwierząt.

Załącznik:
3_5.jpg
3_5.jpg [ 98.6 KiB | Obejrzany 3761 razy ]


Załącznik:
3_6.jpg
3_6.jpg [ 115.05 KiB | Obejrzany 3761 razy ]


Z czasem jednak wody jest coraz mniej, a kanion staje się coraz bardziej suchy i nieprzyjazny. Wzrasta też temperatura, słońce praży, a my dochodzimy do kolejnego charakterystycznego punktu – kolonii wikłaczy, które w jednym, wspólnym gnieździe opiekują się młodymi. Każdy z otworów zamieszkiwany jest przez jedną ptasią rodzinę. Co ciekawe – zaobserwowaliśmy, że prawie wszystkie dorosłe osobniki prawie jednocześnie opuszczają i wracają do gniazda – moje przypuszczenie jest takie, że w ten sposób łatwiej zdezorientować im ewentualnego napastnika.

Załącznik:
3_7.jpg
3_7.jpg [ 105.42 KiB | Obejrzany 3761 razy ]


Gdzie jest życie, jest i śmierć…

Załącznik:
3_8.jpg
3_8.jpg [ 94.96 KiB | Obejrzany 3761 razy ]


Załącznik:
3_8a.jpg
3_8a.jpg [ 164.31 KiB | Obejrzany 3761 razy ]


Załącznik:
3_8b.jpg
3_8b.jpg [ 181.79 KiB | Obejrzany 3761 razy ]


Droga cały czas wiodła w górę (łącznie ok. tysiąc metrów przewyższenia), robiło się coraz cieplej i coraz trudniej (spore progi kamienne). Tym niemniej, mniej więcej w trzech czwartych dystansu, dochodzimy w końcu do najwyższego punktu trasy (według mapy 1910 m npm., według GPS kilkadziesiąt metrów wyżej).

Załącznik:
3_8c.jpg
3_8c.jpg [ 115.37 KiB | Obejrzany 3761 razy ]


Z góry już było łatwiej, mijaliśmy złote drzewa, aby w końcu ulżyć sobie w basenach.

Załącznik:
3_9.jpg
3_9.jpg [ 109.25 KiB | Obejrzany 3761 razy ]


Załącznik:
3_9a.jpg
3_9a.jpg [ 92.88 KiB | Obejrzany 3761 razy ]


Załącznik:
3_10.jpg
3_10.jpg [ 134.58 KiB | Obejrzany 3761 razy ]


Cała trasa to wielkie koło, dlatego też ponownie doszliśmy do doliny którą „płynie” rzeka wzdłuż której szliśmy na początku. Ujrzeliśmy tu drzewo, które przywiało miłe wspomnienia z wycieczki do Angkor Wat. Niestety tu zawierzyłem drogowskazom i poszliśmy nieco okrężną drogą, zamiast skrótem przez teren kampingu. W końcu jednak, bardzo zmęczeni i trochę odwodnieni, trafiamy do punktu startowego gdzie raczymy się zimnym piwem i wodą. Cała wycieczka wiodła bardzo dobrze oznaczonym szlakiem (GPS nie był potrzebny), jednak choroba Żony i brak przyzwyczajenia do upału zrobiły swoje. Dodam też, że przez cały dzień nie widzieliśmy innych turystów, byliśmy całkiem sami na szlaku.

Załącznik:
3_11.jpg
3_11.jpg [ 114.69 KiB | Obejrzany 3761 razy ]


Resztkę dnia wykorzystujemy na przejazd do Sesriem, po drodze spotykając pierwszego oryksa, oraz ponownie kolonię wikłaczy socjalnych na drzewie akacji. Konstrukcje te przypominają wyglądem niedbale wykonane dachy ze słomy, budowane są wspólnie przez całe stado, osiągają średnicę do 4 m i mogą pomieścić do 200 wikłaczy. Stada wikłaczy zajmują gniazda przez cały rok, składając w nich jaja po zakończeniu pory deszczowej (cytat za http://www.kapsztad.com).

Załącznik:
3_12.jpg
3_12.jpg [ 108.09 KiB | Obejrzany 3761 razy ]


Załącznik:
3_13.jpg
3_13.jpg [ 125.58 KiB | Obejrzany 3761 razy ]


C.D.N.
_________________
FLY4FREE: Relacja z NAMIBII - dostawczakiem we dwoje
Góra
 Profil Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
BetUla uważa post za pomocny.
 
      
#6 PostWysłany: 27 Gru 2016 20:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lis 2012
Posty: 1537
Loty: 194
Kilometry: 287 026
Punkty statusowe: 99
złoty
Zapowiada się elegancko. Czekam aż będzie całość.
_________________
Azory => Egzotyka tuż za rogiem, czyli azorski "double decker" :)
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#7 PostWysłany: 28 Gru 2016 19:24 

Rejestracja: 20 Maj 2011
Posty: 627
Punkty statusowe: 49
srebrny
Dzień czwarty - Sesriem i droga do Walvis Bay

Czwartego dnia ustalamy, że pobudka będzie wcześnie rano, aby zdążyć przed tłumami turystów zmierzającymi do jednej z największych atrakcji turystycznych Namibii – Sossusvlei. Mimo iż wyruszyliśmy w zasadzie o brzasku, to jednak przed nami widzieliśmy wiele jadących samochodów. Przy bramie wjazdowej do Parku Narodowego Namib w Sesriem strażnik każe nam wjechać bez formalności wjazdowych (opłata parkowa), które mamy załatwić podczas powrotu.

Załącznik:
4_0.jpg
4_0.jpg [ 91.76 KiB | Obejrzany 3610 razy ]


Załącznik:
4_1.jpg
4_1.jpg [ 64.06 KiB | Obejrzany 3610 razy ]


Przy asfaltowej drodze dobrej jakości wszędzie stoją znaki ograniczające do 60 km/h. Początkowo stosuję się do niej, ale w momencie gdy minęło nas kilka samochodów, podłączam się do grupy i razem jedziemy dwa razy szybciej.

Załącznik:
4_2.jpg
4_2.jpg [ 64.56 KiB | Obejrzany 3610 razy ]


Pierwszy przystanek urządzamy przy sławnej wydmie 45, której nazwa pochodzi od odległości wyrażonej w kilometrach liczonych od bramy parku w Sesriem. Wydma jest łatwo dostępna, jednak wejście na 170 metrowy, piaszczysty pagórek wcale nie jest łatwe. Piach osypuje się, trzeba robić małe kroki, ostrożnie stawiając stopy. Wydma zbudowana jest z piasku zakumulowanego przez Pomarańczową rzekę z pustyni Kalahari i przywianego tutaj. Wiek piasku szacuje się na 5 milionów lat. Zbieganie z góry to już czysta przyjemność zajmująca kilka chwil, pozostaje wytrzepać piach z butów i możemy jechać dalej.

Załącznik:
4_3.jpg
4_3.jpg [ 66.2 KiB | Obejrzany 3610 razy ]


Załącznik:
4_4.jpg
4_4.jpg [ 59.47 KiB | Obejrzany 3610 razy ]


Załącznik:
4_5.jpg
4_5.jpg [ 100.41 KiB | Obejrzany 3610 razy ]


Sossusvlei to kompleks wyschniętych dawno temu jezior, mieszczący się w Namibii, na terenie Parku Narodowego Namib-Naukluft. Nazwa tego miejsca jest tajemnicza i niepokojąca, ponieważ w wolnym tłumaczeniu oznacza „bagno bez wyjścia”. Wszystkie doliny są otoczone przez wysokie, czerwone wydmy – najwyższa z nich, Big Daddy, wznosi się na wysokość 325 metrów. Jedną z najbardziej znanych dolin jest Dead Vlei („martwe bagno”). Jeszcze około 900 lat temu było tu jezioro, nieco później teren ten porastała bujna, zielona łąka. To wtedy również wyrosły drzewa akacjowe, które możemy podziwiać do dziś. To one sprawiają, że Dead Vlei tak bardzo się wyróżnia. Drzewa umarły już dawno temu, jednak wciąż stoją – czarne, twarde jak kamień. Otacza je płaska, popękana warstwa białej gliny. Jest to z pewnością miejsce niezwykle pociągające dla wszystkich fotografów – zarówno amatorów, jak i profesjonalistów (cytat Tripadvisor).

Po dojechaniu na parking przed Dead Vlei spostrzegam przypatrującego się mi wróbelka. Odczytuję z jego wzroku, że czegoś pragnie. Odkręcam więc nakrętkę od pustego baniaka na wodę, napełniam i stawiam przy samochodzie. Tak, o to chodziło! Przylatuje momentalnie z całą ekipą, a w zamian za tą drobną przysługę robię im serię zdjęć, z których jedno wstawiam poniżej.

Załącznik:
4_5a.jpg
4_5a.jpg [ 144.23 KiB | Obejrzany 3610 razy ]



Dead Vlei w całej okazałości oraz Dead Vlei z widokiem na najwyższą wydmę „Big Daddy”:

Załącznik:
4_7.jpg
4_7.jpg [ 69.58 KiB | Obejrzany 3610 razy ]


Załącznik:
4_8.jpg
4_8.jpg [ 79.48 KiB | Obejrzany 3610 razy ]


W drodze powrotnej idę szczytem mniejszych wydm, wśród drzew po prawej stronie (poza kadrem) znajduje się nasz samochód.

Załącznik:
4_9.jpg
4_9.jpg [ 64.9 KiB | Obejrzany 3610 razy ]


Aby dojechać do Dead Vlei należy posiadać samochód z wysokim prześwitem i „prawdziwym” napędem na 4 koła. Droga jest bowiem bardzo piaszczysta i łatwo jest się zakopać. Na parking przed doliną dotarły tylko takie samochody. Po drodze natomiast mijaliśmy dwie zakopane „pseudoterenówki” typu Toyota Rav4. Zdając sobie sprawę z mojego niewielkiego doświadczenia w jeździe po piachu, bałem się zatrzymywać aby zrobić im zdjęcie, ale znalazłem w sieci zdjęcie wykonane przez kogoś innego z tego samego miejsca:

Załącznik:
4_9b.jpg
4_9b.jpg [ 149.16 KiB | Obejrzany 3610 razy ]


Wracając mijamy dwa przechodzące przez drogę piękne oryksy oraz stado strusi:

Załącznik:
4_11.jpg
4_11.jpg [ 125.22 KiB | Obejrzany 3610 razy ]


Oryks południowy (Oryx gazella) (cytat: Wiki):
Suche tereny trawiaste i pustynne południowo-zachodniej Afryki. Głównie Afryka Południowa (RPA, Namibia, Botswana, Angola, Zimbabwe, Tanzania, Uganda) oraz mniej licznie na wschodzie kontynentu (Etiopia, Sudan, Somalia). Obecnie gatunek można odnaleźć również na terenie USA (Nowy Meksyk), dokąd został sztucznie wprowadzony. Oryksy południowe żyją w stadach liczących 30-40 osobników, obowiązuje hierarchia. O. gazella zamieszkuje stepy, sawanny, półpustynie i pustynie; preferuje kamieniste równiny (ze stałym dostępem do wody), ale równie dobrze radzi sobie na terenach górzystych (zarejestrowane na wysokości 900 m n.p.m.) z sezonowym dostępem do wody. Częściej wybiera otwarte, niezarośnięte przestrzenie niż te z bujną roślinnością.
Pożywienie
Żywi się roślinami głównie trawą, ziołami, soczystymi korzeniami, owocami, pąkami drzew i krzewów. Może obejść się bez wody przez kilka dni. Jest ekspertem w znajdowaniu wody, często kopie w wysuszonym korycie rzeki, by uzyskać dostęp do wody zgromadzonej pod ziemią.
Rozmnażanie
Po ciąży, która trwa 240 dni rodzi się jedno młode.
Znaczenie dla gospodarki
O. gazella stanowi ważny element w gospodarce krajów Afryki Południowej. Dla celów ekonomicznych hodowany na farmach, ranczach – rekreacja oraz przemysł spożywczy. Ceniony jako trofeum łowieckie. Mieszkańcy plemion wykorzystują grubą skórę i rogi oryksów do produkcji tradycyjnej broni. Zwierzęta te bywają atrakcją ogrodów zoologicznych.

Załącznik:
4_10.jpg
4_10.jpg [ 90.34 KiB | Obejrzany 3610 razy ]


Przed wyjazdem z parku skręcamy w boczną drogę aby odwiedzić również kanion Sesriem.

Cytat africangamesafari.com:
Tsauchab to rzeka okresowa, niosąca ogromne ilości wody tylko w czasie deszczów w górach Naukluft. Wtedy woda spływa z wyższych partii gór i formuje w ciągu kilku godzin porywistą rzekę. W wyniku takich sporadycznych powodzi na przestrzeni 2 milionów lat powstał kanion Sesriem o długości ponad kilometra i głębokości sięgającej 30 m. Jego ściany zbudowane są ze skał osadowych z dużą ilością kamieni granitowych. Przypomina wyglądem beton. Nazwa Sesriem pochodzi z języka afrikaans i oznacza "sześć rzemieni", a to dlatego, że pierwsi pionierzy musieli łączyć aż 6 skórzanych pasów, żeby zaczerpnąć wody z dna kanionu. W niektórych miejscach kanion ma tylko 2 m szerokości i posiada miejsca, gdzie stale nagromadzona jest woda, wykorzystywana przez zwierzęta.

Załącznik:
4_12.jpg
4_12.jpg [ 94.23 KiB | Obejrzany 3610 razy ]


Załącznik:
4_13.jpg
4_13.jpg [ 109.84 KiB | Obejrzany 3610 razy ]


Załącznik:
4_14.jpg
4_14.jpg [ 111.24 KiB | Obejrzany 3610 razy ]


Na pozostałą część dnia zaplanowałem przejazd nad ocean do Walvis Bay. Droga jest bardzo klimatyczna (jak wszystkie w Namibii), po drodze zatrzymujemy się w kilku miejscach. Pierwszym jest osada Solitaire:

Załącznik:
4_15.jpg
4_15.jpg [ 94.77 KiB | Obejrzany 3610 razy ]


Cytat africangamesafari.com:
Obszar ten został zakupiony od Administracji South West (rząd Namibii w tym czasie) przez osadnika, Willema van Coller Christoffel w 1948 roku - łącznie 33000 ha ziemi - na potrzeby rolnictwa - hodowli owiec karakułów. Ponieważ było to tak odległe miejsce, jego żona nazwała to Solitaire. Joost van Coller zbudował mały, 2-pokojowy dom w pobliżu skrzyżowania gruntowych dróg oraz ranczo. W późniejszych latach dodał mały sklep i pompę ręczną do paliwa. Sklep spełniał zadanie regionalnego urzędu pocztowego, gdzie co tygodniowo dostarczano pocztę. W w 1851 roku powstała niewielka kaplica.

Przez większą część roku Solitaire było przysłowiowym miastem jednego konia, ale w sezonie turystycznym bywało tu gwarnie, dzięki turystom podróżującym między wydmami a Swakopmund lub Windhoek. Dziś w Solitaire znajduje się restauracja i bar, który serwuje śniadania, lunche i kolacje. Jest pralnia, internet w głównym biurze oraz strzeżony parking.

Solitaire uzyskało dodatkową sławę po ukazaniu się książki "Solitaire" autorstwa Holendra Ton van der Lee. Książka zainspirowała wielu turystów, aby pojechać do tej odległej oazy na pustyni.


Potem robimy sobie pamiątkowe zdjęcia przy tablicy oznaczającej zwrotnik koziorożca:

Załącznik:
4_16.jpg
4_16.jpg [ 87.05 KiB | Obejrzany 3610 razy ]


Mijamy klimatyczny kanion, którego nazwy nie pamiętam:

Załącznik:
4_17.jpg
4_17.jpg [ 122.27 KiB | Obejrzany 3610 razy ]


Zjeżdżając z głównej drogi docieramy do punku widokowego z panoramą na kanion rzeki Kuiseb, która ma około 560 km długości i jest jedną z najsilniejszych okresowych rzek w Namibii. Masy wody płynąc szybko rozbijają solidne, łupkowe, kwarcytowe skały, tworząc piękny kanion Kuiseb. Kanion jest stosunkowo młody w porównaniu do innych, tworzy się dopiero od 4 mln lat. Zdjęcie oczywiście nie oddaje całej przestrzeni i głębokości, ale wierzcie mi, było warto spojrzeć w przepaść!

Załącznik:
4_18.jpg
4_18.jpg [ 110.95 KiB | Obejrzany 3610 razy ]


Jadąc dalej przez przypadek trafiamy do kolejnego pięknego miejsca – Vogelfederberg. Nie jest ono opisane w moim przewodniku, ale warto przespacerować się wśród skał, podziwiając artyzm natury. Tu spotykamy pierwszych turystów, którzy pytają o nasze pozwolenie na wstęp tutaj. Nie wiedziałem, czy nasze pozwolenie z Sesirem obowiązuje również tutaj, ale powiedziałem, że mam.

Załącznik:
4_19.jpg
4_19.jpg [ 97.83 KiB | Obejrzany 3610 razy ]


Załącznik:
4_20.jpg
4_20.jpg [ 111.36 KiB | Obejrzany 3610 razy ]


Pod koniec dnia trafiliśmy nad lagunę w Walvis Bay, podziwiać flamingi. Noc spędziliśmy na kempingu, który opiszę w dalszej części relacji.

Załącznik:
4_21.jpg
4_21.jpg [ 76.12 KiB | Obejrzany 3610 razy ]


Załącznik:
4_22.jpg
4_22.jpg [ 74.47 KiB | Obejrzany 3610 razy ]


C.D.N.
_________________
FLY4FREE: Relacja z NAMIBII - dostawczakiem we dwoje
Góra
 Profil Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
 
      
#8 PostWysłany: 28 Gru 2016 19:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 Wrz 2016
Posty: 13
Loty: 59
Kilometry: 192 682
Punkty statusowe: 2
Właśnie siedzę i knuję wyprawę do Namibii i Botswany na lipiec 2017, więc fajnie zobaczyć jakieś aktualne info. Jak możesz, to wrzuć zdjęcie jak nocowaliście - w aucie, czy na dachu jednak? Druga sprawa, to czy nie mieliście problemów z nocowaniem na dziko - czytam, że to w Namibii nielegalne i można mieć spore nieprzyjemności, więc napisz jak to naprawdę wygląda. Czekam na dalszy ciąg!
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#9 PostWysłany: 28 Gru 2016 19:34 

Rejestracja: 20 Maj 2011
Posty: 627
Punkty statusowe: 49
srebrny
@S&P w podróży
Czasami spaliśmy na dziko, czasami na kempingach, ale zawsze w samochodzie. Raz odwiedziili nas strażnicy wracajacy z bramy w Sesirem, wtedy przenieśliśmy się kilka kilometrów dalej i spaliśmy przy innej, bocznej drodze (na pierwszym zdjęciu z 4 dnia). Nie robili żadnych kłopotów, po prostu powiedzieli, żeby tu się nie zatrzymywać.
_________________
FLY4FREE: Relacja z NAMIBII - dostawczakiem we dwoje
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#10 PostWysłany: 28 Gru 2016 20:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2014
Posty: 233
Loty: 86
Kilometry: 267 704
Punkty statusowe: 54
srebrny
Super alternatywa dla drogich wyprawówek .Gratuluję pomysłu.
Pół roku kombinowałem z autem na wyprawę do Botswany , Zimbabwe, Zambii i ... pojechałem z namiotem :lol:
Czekam z niecierpliwością na dalszą relację.
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#11 PostWysłany: 29 Gru 2016 11:05 

Rejestracja: 29 Gru 2016
Posty: 0
Punkty statusowe: 0
Świetna wyprawa :) Gratuluję odwagi
Szukam takiej kuchenki na tabletki jak pokazałeś na zdjęciu masz może pełną nazwę? model??
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#12 PostWysłany: 29 Gru 2016 11:12 

Rejestracja: 20 Maj 2011
Posty: 627
Punkty statusowe: 49
srebrny
Jasne, to zestaw naczyń do gotowania Super Solo Esbit
np. http://www.sport-shop.pl/zestaw-naczyn- ... -7128.html
_________________
FLY4FREE: Relacja z NAMIBII - dostawczakiem we dwoje
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#13 PostWysłany: 29 Gru 2016 14:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Lis 2011
Posty: 224
Punkty statusowe: 6
A te uszkodzone tabletki do kuchenki gdzie można dostać? Sam korzystam z takiego typu kuchenki będąc w dziczy i sprawdza się świetnie.
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#14 PostWysłany: 29 Gru 2016 14:16 

Rejestracja: 20 Maj 2011
Posty: 627
Punkty statusowe: 49
srebrny
Tu kupowałem:
http://www.wojkom.pl/index.php?page=zamowienie
(na dole strony po 34 zł / kg)
_________________
FLY4FREE: Relacja z NAMIBII - dostawczakiem we dwoje
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#15 PostWysłany: 29 Gru 2016 20:03 

Rejestracja: 20 Maj 2011
Posty: 627
Punkty statusowe: 49
srebrny
Dzień piąty - okolice Swakopmund

Gdy wieczorem dotarliśmy na kemping pomiędzy Walvis Bay a Swakopmund, to przywitał nas strażnik ubrany w watowaną kurtkę, czapkę i rękawiczki, a my byliśmy w podkoszulkach. Trzeba jednak przyznać, że od oceanu rzeczywiście wiało chłodniejsze powietrze. Jak widać na zdjęciu wszystkie miejsca były wolne, każde z dostępem do wody i prądu - oprócz tego prysznice z gorącą wodą. Cały obiekt wyglądał na zbudowany kilka lat temu, jednak od tego czasu raczej popada w ruinę (zaczęły odpadać pojedyncze kafelki, nadmorski basen został podmyty przez wodę) – brak inwestycji wynika zapewne z powodu braku turystów.

Załącznik:
5_1_kemping.jpg
5_1_kemping.jpg [ 68.69 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


Gdy Żona rankiem poszła pod prysznic, to nagle usłyszałem głośny krzyk – okazało się, że w pomieszczeniu z natryskami spała strażniczka. Żona przestraszyła się jej, a ona Żony, ale po chwili obie zareagowały na tę sytuację gromkim śmiechem…

Koszt kempingu 80 NAD (25 zł) od osoby, ale nie mieli wydać, więc łącznie stanęło na 200.

Rankiem pospacerowaliśmy trochę nad oceanem, po czym pojechaliśmy do Swakopmund. Te mewy to moja Małżonka i ja w przyszłym życiu...

Załącznik:
5_2_mewy.jpg
5_2_mewy.jpg [ 67.65 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


W Swakopmund chciałem uzyskać pozwolenie na wjazd do parku narodowego Namib Naukluft – aby przejechać trasę krajobrazową zwaną drogą welwiczji przedziwnej (welwitschia mirabilis). Było jeszcze na tyle wcześnie, że mogliśmy swobodnie pospacerować po mieście, które naprawdę prezentowało się jak czyściutkie europejskie miasteczko w jednym z krajów Europy zachodniej.

Załącznik:
5_3_Swakop.jpg
5_3_Swakop.jpg [ 101.67 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


Załącznik:
5_4_Swakop.jpg
5_4_Swakop.jpg [ 42.19 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


Kręcąc się rankiem trafiliśmy do piekarni sygnowanej swojskim nazwiskiem „Przybylski” – jakie pyszne rzeczy tam mieli! Ciepłe ciasteczka, wypieki, ale najsmaczniejsze były sznycle w bułce! Wszystko można było zjeść na miejscu, mają dwa stoliki dla głodomorów.

Załącznik:
5_5_Przybylski.jpg
5_5_Przybylski.jpg [ 87.15 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


Po śniadaniu chodzimy dalej, oglądamy między innymi przepiękny budynek dawnego dworca kolejowego.

Załącznik:
5_6_Swakop.jpg
5_6_Swakop.jpg [ 83.96 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


Na jednej z ulic widać ekipę sprzątająco – upiększającą, której jedna część zamiata chodniki (na których i tak nie było żadnych śmieci), a druga część maluje krawężniki (na których farba i tak wyglądała bardzo świeżo). A propos ulic – w Swakopmund jest ulica Bismarcka i Heinricha Göringa – pierwszego gubernatora Deutsch-Südwestafrika, prywatnie - ojca słynnego Hermanna, szefa Luftwaffe. Czarnoskórzy Namibijczycy noszą od pokoleń niemieckie imiona – Helg i Helmutów jest więc bardzo dużo.

Załącznik:
5_7_Swakop malowanie.jpg
5_7_Swakop malowanie.jpg [ 86.35 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


Kolejne kroki kierujemy w stronę oceanu, droga prowadzi przez park, na trawniku którego „pasą się” perlice zwyczajne (w wielu krajach afrykańskich udomowione, hodowane dla mięsa i jaj).

Załącznik:
5_7_Swakop perlica.jpg
5_7_Swakop perlica.jpg [ 136.93 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


W tymże parku znajduje się pomnik żołnierzy niemieckich poległych w 1904 roku (jak widać oblany czerwoną farbą symbolizującą krew miejscowych). W latach 1904 - 1908 niemieckie wojska kolonialne wymordowały bądź doprowadziły do śmierci na pustyni i w obozach koncentracyjnych ok. 100 tys. Herero i 10 tys. Namów. Dzisiejsza Namibia była wówczas Niemiecką Afryką Południowo Zachodnią (Deutsch-Südwestafrika). O zbrodni wiedzieli historycy, także niemieccy, ale dopiero w 2004 roku niemiecka minister współpracy gospodarczej i rozwoju Heidemarie Wieczorek-Zeul odwiedzając Namibię przeprosiła za tamte krwawe wydarzenia, a masakrę Herero i Nama nazwała ludobójstwem (za Newsweek).

Załącznik:
5_8_ Swakop Niemcy.jpg
5_8_ Swakop Niemcy.jpg [ 122 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


Odwiedzamy też miejscowy targ z pamiątkami, na którym jesteśmy jedynymi z nielicznych turystów – ma to swoje plusy i minusy. Minusem jest to, że wszyscy bardzo nas nagabują, plusem to, że mamy silną pozycję negocjacyjną. W większości pamiątki to bardzo wymuskane, lśniące, pachnące chińszczyzną przedmioty, szukamy czegoś oryginalnego. Znajduję parę rzeźb, jedynych na targu, przykurzonych, popękanych oraz piękną maskę, która w butikach w Windhoek kosztowała setki złotych. Po długich negocjacjach płacimy ok. 400 zł za komplet, łącznie z pakietem innych, bardziej turystycznych drobiazgów.

Załącznik:
5_9a_Swakop rzeźby.jpg
5_9a_Swakop rzeźby.jpg [ 86.29 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


Załącznik:
5_9b_Swakop rzeźby.jpg
5_9b_Swakop rzeźby.jpg [ 65.24 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


Po otwarciu NWR (Namibia Wildlife Resorts) wykupuję papier na wstęp do parku narodowego, a po tym udajemy się do akwarium, prezentującego faunę Atlantyku. Sam obiekt jest mały, składa się w zasadzie z jednego większego basenu przez który prowadzi 10-metrowy tunel (na zdjęciu rekin przepływający nad tunelem). Obiekt wymaga remontu, w basenach z rybami odchodzi farba. Jeśli ktoś kiedykolwiek był innym tego typu obiekcie (np. w Alesund w Norwegii), ten raczej będzie zawiedziony.

Załącznik:
5_9_Swakop akwarium.jpg
5_9_Swakop akwarium.jpg [ 76.75 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


Robimy jeszcze ostatnie zakupy w supermarkecie Spar (zaopatrzenie lepsze niż w Polsce, porównywalne z niemieckim), po czym wyruszamy na pustynię. „Welwitschia plains drive” składa się z kilkunastu „stacji” opisanych w małym przewodniku, z których najciekawsze prezentuję poniżej. Pierwsze przystanki obejmują stanowiska przyrodnicze prezentujące mchy i porosty znoszące trudny pustynny klimat, ale dopiero widok na „księżycową dolinę” zapiera dech w piersiach.

Załącznik:
5_10 Moon valley.jpg
5_10 Moon valley.jpg [ 109.26 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


Podczas kolejnych przystanków podziwiamy okazy welwiczji przedziwnej, która ze względu na swoje osobliwe właściwości została nazwana odpowiedzią świata roślin na dziobaka i kolczatkę. Te dziwne rośliny zaliczane są do drzew niskopiennych, które mogą żyć do 2000 lat. Do przetrwania wystarcza im tylko 25 mm deszczu rocznie, resztę wody czerpią z powietrza. Nasiona welwiczji mają podobno zdolność kiełkowania przez 2000 lat. Welwiczja ma tylko dwa liście sięgające aż do 3 metrów długości, pękają one z powodu wiatrów, tworząc długie wstęgi, nigdy nie usychają i nie odpadają, rosną cały czas. Pomimo że welwiczja nie jest dużym drzewem, może poszczycić się bardzo dobrze rozbudowanym systemem korzeniowym sięgającym na głębokość 30 m.

Załącznik:
5_11_ Welwiczja.jpg
5_11_ Welwiczja.jpg [ 114.94 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


Załącznik:
5_12_ chrząszcz.jpg
5_12_ chrząszcz.jpg [ 44.53 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


Załącznik:
5_13_ welwiczja.jpg
5_13_ welwiczja.jpg [ 129.23 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


Załącznik:
5_14_ welwiczja.jpg
5_14_ welwiczja.jpg [ 103.89 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


Ostatnim punktem na trasie jest była kopalnia rud żelaza, która w większości została splantowana, ale pozostawiono jedną odkrywkę dla turystów.

Załącznik:
5_15 kopalnia.jpg
5_15 kopalnia.jpg [ 133.67 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


Czytając informacje o atrakcjach Swakopmund znalazłem informację o wysoko ocenianej przejażdżce na wielbłądach. Pojechaliśmy więc do domu starszej, miłej Niemki, która opiekowała się kilkoma wielbłądami, organizując przy okazji wycieczki. O ile samo otoczenie było cudowne – bowiem utrzymywała ona piękny ogród z wieloma nieznanymi nam sukulentami (przykład na zdjęciu poniżej) – to jednak sama przejażdżka była marna. Wielbłądy były prowadzone przez pieszego na niewielki, pusty placyk, który znajdował się pomiędzy dwoma szosami, z których jedna była główną szosą biegnącą do stolicy. Daleko więc jej było do naszych wycieczek po wydmach Sahary w Maroku. Tym niemniej opowieści gospodyni i jej zadbane domostwo ratowały sytuację. Można powiedzieć, że z całej wycieczki na wielbłądach najgorsza była sama przejażdżka.

Załącznik:
5_16 wielbłady.jpg
5_16 wielbłady.jpg [ 87.66 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


Załącznik:
5_17 wielbład.jpg
5_17 wielbład.jpg [ 63.79 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


Załącznik:
5_18 sukulent.jpg
5_18 sukulent.jpg [ 126.25 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


Kolejnym punktem naszej wyprawy jest Spitzkoppe, przy asfaltowej szosie mijamy niecodzienny krzyż.

Załącznik:
5_19 krzyż.jpg
5_19 krzyż.jpg [ 85.78 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


Samo zwiedzanie rezerwatu Spitzkoppe planujemy na jutro, dlatego też parkuję w pewnej odległości od gór. Podziwiamy zachód słońca racząc się winem, które w tych okolicznościach przyrody smakuje naprawdę wyjątkowo! Przed wyjazdem słyszeliśmy wiele dobrego o Namibii i baliśmy się, że możemy być rozczarowani. Nic z tych rzeczy! Tu jest naprawdę cudownie, czysto, bezpiecznie i pięknie!

Załącznik:
5_20_Spitzkoppe.jpg
5_20_Spitzkoppe.jpg [ 89.15 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


Załącznik:
5_21_Spitzkoppe.jpg
5_21_Spitzkoppe.jpg [ 63.36 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


Załącznik:
5_22_Spitzkoppe.jpg
5_22_Spitzkoppe.jpg [ 75.42 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


Załącznik:
5_23_Spitzkoppe.jpg
5_23_Spitzkoppe.jpg [ 62.45 KiB | Obejrzany 3383 razy ]


C.D.N.
_________________
FLY4FREE: Relacja z NAMIBII - dostawczakiem we dwoje
Góra
 Profil Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
      
#16 PostWysłany: 30 Gru 2016 22:20 

Rejestracja: 20 Maj 2011
Posty: 627
Punkty statusowe: 49
srebrny
Dzień szósty - Spitzkoppe i Cape Cross

Rześki poranek wita nas ponownie widokiem na górę Spitzkoppe (1784 m npm) nazywaną „Matterhornem Afryki”, która co prawda nie jest najwyższą górą Namibii, ale na pewno najpopularniejszą. Granitowy wierzchołek wznosi się 700 metrów ponad płaską powierzchnię pustyni, nie planujemy jednak wspinaczki a jedynie spacery wśród formacji skalnych u podnóża. Kręcono tu ujęcia do filmu 2001: Odyseja Kosmiczna.

Załącznik:
6_1 Spitzkoppe.jpg
6_1 Spitzkoppe.jpg [ 77.68 KiB | Obejrzany 3289 razy ]


Załącznik:
6_2 Spitzkoppe konie.jpg
6_2 Spitzkoppe konie.jpg [ 110 KiB | Obejrzany 3289 razy ]


Załącznik:
6_3 Spitzkoppe kulki.jpg
6_3 Spitzkoppe kulki.jpg [ 91.11 KiB | Obejrzany 3289 razy ]


Załącznik:
6_4 Spitzkoppe luk.jpg
6_4 Spitzkoppe luk.jpg [ 92.38 KiB | Obejrzany 3289 razy ]


Góralek przylądkowy to ssak z rodziny góralkowatych zamieszkujący kontynent afrykański, Półwysep Arabski i Bliski Wschód aż po Turcję. Prowadzi osiadły tryb życia. Jak wszystkie góralki przypomina świnkę morską. Jest jednak od niej znacznie większy; dorosły osobnik mierzy 40–60 cm. Ma niewielki ogon i krótkie uszy. Żyje w stadach (inaczej hordach) do 26 osobników. Nie kopie nor, ale chętnie wykorzystuje wykopane przez inne zwierzęta, takie jak prosięta ziemne czy surykatki.

Góralek przylądkowy jest zwierzęciem bardzo szczególnym, przede wszystkim ze względu na budowę anatomiczną. Zoologowie porównują ogólną budowę ciała góralka do budowy ciała słonia lub konia. Mózg góralka przylądkowego oraz kły przypominają budową mózg i kły słonia. Podobnie jak słonie góralki mają doskonałą pamięć. Jego żołądek ma budowę podobną do budowy żołądka konia, zaś struktura tylnych kończyn zbliżona jest do struktury tylnych kończyn tapira. Górne siekacze przypominają siekacze gryzoni, górne uzębienie jest podobne do górnego uzębienia nosorożca a dolne przypomina uzębienie hipopotama.

Góralki, produkują dużą ilość substancji zwanej hyraceum, która zalega wokół ich siedlisk (mieszanina uryny i odchodów). Robią tak zapewne ze względu na jej właściwości zapachowe. Hyraceum działa jak feromon, przez co spełnia funkcję socjalną. Służy również do oznaczania terytorium okupowanego przez hordę. Tysiące lat mieszkańcy Afryki i Bliskiego Wschodu używali hyraceum jako antidotum na epilepsję, konwulsje i problemy hormonalne u kobiet. Wierzono również, iż hyraceum przeciwdziała jadowi żmii (cytat: operonracing.com).

Cieszyliśmy się więc widokiem tych przezabawnych zwierzaków (które zidentyfikowałem dzięki obrazkom w przewodniku „Namibia”, wydawnictwo Bradt):

Załącznik:
6_5 Spitzkoppe goralki.jpg
6_5 Spitzkoppe goralki.jpg [ 151.41 KiB | Obejrzany 3289 razy ]


Hasały one wesoło wśród przepięknych formacji skalnych:

Załącznik:
6_6 Spitzkoppe kamienie.jpg
6_6 Spitzkoppe kamienie.jpg [ 115.96 KiB | Obejrzany 3289 razy ]


Załącznik:
6_7 Spitzkoppe skala.jpg
6_7 Spitzkoppe skala.jpg [ 96.22 KiB | Obejrzany 3289 razy ]


Ze względu na swój wygląd i położenie rejon Spitzkoppe wzbudzał zainteresowanie (i może trwogę, tajemniczość) już u ludów zamieszkujących te tereny tysiące lat temu. Pozostawili oni po sobie liczne ryty naskalne, które jednak można oglądać tylko z przewodnikiem w grupach zorganizowanych. Wynika to z faktu iż niektórzy turyści polewali je wodą, a także colą (!) aby były lepiej widoczne. Jako, że zwiedzaliśmy ten rejon na własną rękę nie mogliśmy do nich podchodzić, jednak wykonałem kilka zdjęć z pewnego oddalenia.

Załącznik:
6_8 malunki.jpg
6_8 malunki.jpg [ 114.14 KiB | Obejrzany 3289 razy ]


Kolejne godziny spędzamy na oglądaniu formacji skalnych, przyrody (tak jak agama poniżej), wchodzimy na niewielkie pagórki. Nie dziwię się wcale, że niektórzy zostają tu na kilka dni. Teren jest zagospodarowany turystycznie, wiele dróżek prowadzi do ustronnych miejsc, gdzie znajdują się miejsca biwakowe z sanitariatami. Na niektórych skałkach można uprawiać wspinaczkę o czym świadczą zamontowane na stałe haki asekuracyjne.

Załącznik:
6_9 agama.jpg
6_9 agama.jpg [ 149.09 KiB | Obejrzany 3289 razy ]


Załącznik:
6_10 kwiatki.jpg
6_10 kwiatki.jpg [ 103.06 KiB | Obejrzany 3289 razy ]


Załącznik:
6_11 luki.jpg
6_11 luki.jpg [ 99.81 KiB | Obejrzany 3289 razy ]


Trzeba przyznać, że nie wybrałem trasy optymalnie, bowiem znów kierujemy się nad morze, chyba najszerszą drogą jaką przyszło nam dotychczas jechać.

Załącznik:
6_12 szosa.jpg
6_12 szosa.jpg [ 64.12 KiB | Obejrzany 3289 razy ]


Cofamy się na Wybrzeże Szkieletowe – leżące w północnej części Namibii i rozciągające się na długości ponad 500 km między rzeką Kunene, pustynią Namib a ujściem rzeki Swakop. Miejsce to było często nawiedzane przez portugalskich żeglarzy, którzy nazwali ten rejon „bramą do piekła” ze względu na panujące w nim silne prądy morskie oraz liczne płycizny, stanowiące śmiertelną pułapkę dla przepływających tam statków. Prądy te powodują, że jakkolwiek można wylądować na wybrzeżu to jednak odpłynięcie od niego łodzią napędzaną tylko siłą mięśni nie jest możliwe (cytat Wiki).

Wybrzeże charakteryzuje obecność wraków wielu statków (ponad tysiąc), jednak są one dość trudno dostępne, poza stosunkowo świeżym wrakiem „Zeila”. Trawler rybacki, który został sprzedany jako złom do indyjskiego przedsiębiorstwa przez Hangan Fishing z Walvis Bay utknął na mieliźnie 25 sierpnia 2008 r., po zerwaniu się z liny holującej, podczas swojego ostatniego rejsu do Bombaju.

Oczywiście szkielet marynarza to żart grupy miejscowych, sprzedających kamienie półszlachetne (nie ukrywam, że coś tam wzięliśmy dla świętego spokoju).

Załącznik:
6_13 trup.jpg
6_13 trup.jpg [ 109.96 KiB | Obejrzany 3289 razy ]


Załącznik:
6_14 wrak.jpg
6_14 wrak.jpg [ 88.34 KiB | Obejrzany 3289 razy ]


Załącznik:
6_14 Zeila.jpg
6_14 Zeila.jpg [ 75.92 KiB | Obejrzany 3289 razy ]


Kolejnych kilkadziesiąt minut mija na przejazd na Cape Cross.

Przylądek Krzyża jest domem dla kolonii uchatek ( Arctocephalus pusillus ), największego z 9 znanych gatunków. Występują one tylko na wybrzeżu południowej Afryki od południowej Angoli, w dół wybrzeża Namibii aż do Algoa Bay w Republice Południowej Afryki. W listopadzie i grudniu, kiedy młode przychodzą na świat, aż 250 tysięcy uchatek gromadzi się na jednej skale. Samce, które mogą ważyć do 360 kg , zaczynają przybywać w październiku aby zarezerwować ziemię dla swoich samic, po czym, około 90% młodych rodzi się w ciągu 34 dni. Kiedy matka powraca z morza po obiedzie, głosem podobnym do szczekania nawołuje jej szczeniaka, który odpowiada za beczenie, dopóki nie rozpozna jej, zazwyczaj po zapachu (cytat: africangamesafari.com).

Wstęp na teren rezerwatu jest płatny. Urocze są małe foczki biegnące w poszukiwaniu swoich mam na karmienie. Można by tam siedzieć godzinami, trochę przeszkadza jedynie zapach uryny. Poniżej kilka wybranych zdjęć, w tym płetwa foki z pazurkami.

Załącznik:
6_15 foka.jpg
6_15 foka.jpg [ 104.66 KiB | Obejrzany 3289 razy ]


Załącznik:
6_16 foczki.jpg
6_16 foczki.jpg [ 136.62 KiB | Obejrzany 3289 razy ]


Załącznik:
6_17 lapa foki.jpg
6_17 lapa foki.jpg [ 159.21 KiB | Obejrzany 3289 razy ]


Załącznik:
6_18 foczka.jpg
6_18 foczka.jpg [ 102.45 KiB | Obejrzany 3289 razy ]


Załącznik:
6_18a Pysio.jpg
6_18a Pysio.jpg [ 99.48 KiB | Obejrzany 3289 razy ]


Przed zachodem słońca wyruszamy w kierunku Twyfelfontein, naszego kolejnego celu. Mijamy fabrykę soli (uzyskiwanej przez odparowywanie wody morskiej), a w jej pobliżu zauważamy desperata – japońskiego samuraja na rowerze. Namibia jest przepiękna, ale odległości między atrakcjami są potworne – czasami i 200 km prostą jak stół drogą – klimatyzowanym autem jedzie się dwie godzinki, ale rowerem ?! Jest upał, nad morzem wieje bardzo silny wiatr, który rowerzystom zawsze wieje w twarz, a jego rower z ekwipunkiem wyglądał na bardzo ciężki… Jednocześnie go podziwiam i mu współczuję…

Załącznik:
6_19 desperado.jpg
6_19 desperado.jpg [ 59.87 KiB | Obejrzany 3289 razy ]


W momencie gdy zaczęło się robić ciemno nasze auto dopada awaria. Zaczyna na czerwono migać lampka uszkodzonego napędu 4x4 (w momencie gdy jechaliśmy z uruchomionym napędem tylko na jedną oś - tylną)… Zatrzymujemy się w najbliższym dogodnym miejscu, sprawdzam, że nie ma żadnych wycieków oleju przekładniowego, sprawdzam instrukcję auta. Mówi ona, że można kontynuować jazdę w kierunku najbliższej stacji diagnostycznej. Ponieważ jesteśmy daleko od stolicy, po prostu postanawiam rano jechać dalej, napęd na 4 koła nie powinien być nam więcej potrzebny…

Załącznik:
6_20 zachod.jpg
6_20 zachod.jpg [ 87.35 KiB | Obejrzany 3289 razy ]


C.D.N.
_________________
FLY4FREE: Relacja z NAMIBII - dostawczakiem we dwoje
Góra
 Profil Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
 
      
#17 PostWysłany: 31 Gru 2016 12:16 

Rejestracja: 07 Lut 2012
Posty: 110
Punkty statusowe: 7
@‌Gleba3‌ - gratuluję żony!
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#18 PostWysłany: 04 Sty 2017 22:26 

Rejestracja: 20 Maj 2011
Posty: 627
Punkty statusowe: 49
srebrny
Dzień siódmy - Damaraland

Pół nocy zastanawiałem się jak tu i teraz wyeliminować tę migoczącą ikonę wskazującą na awarię napędu na cztery koła… Jedyne co mi przyszło do głowy, to odłączenie akumulatora na noc, może to zresetuje system sterowania – o ile oczywiście była to awaria chwilowa. Bo jeśli nie, to choćbym czekał i tydzień, to i tak to „radosne” mruganie pojawiłoby się znowu. Już kiedyś auto mi się samo „naprawiło” – w Chile po wjechaniu na 4200 m n.p.m., silnikowi, podobnie jak nam, zaczęło brakować tlenu i zażółciła się dioda „check engine”. Po zjechaniu z gór i trzykrotnym uruchomieniu, dioda zgasła, dobrze, że nie trzeba było okadzać i wołać szamana…

Rankiem odłożyłem pomysł odłączania akumulatora ad calendas Graecas, to znaczy przynajmniej do czasu powrotu do Windhoek, robienie tego na pustyni byłoby zbyt ryzykowne. A nóż jakiś immobilizer by się aktywował?....

Ruszamy więc dalej, a białe drzewa świadczą o tym, że wjeżdżamy na tereny ludów Damara. Pamiętam z dzieciństwa, że bieliliśmy drzewa w sadzie po to, aby nie nagrzewały się one zbytnio wczesną wiosną, bo w nocy, po spadku temperatury, mogłyby popękać i przemarznąć. Tutaj zapewne natura wymyśliła naturalne bielenie przeciwko operującemu tu słońcu – odbijają wtedy więcej promieni słonecznych. Niestety nadal nie wiem co to za gatunek.

Załącznik:
1_7 białe drzewo.jpg
1_7 białe drzewo.jpg [ 109.12 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Namibia zaskakuje – tym razem postawiła na naszej drodze duży kamyk z dziurką. Widocznie w pobliżu mieszka jakiś olbrzym i zapomniał zabrać ze sobą swoje żarna.

Załącznik:
2_7 dziura.jpg
2_7 dziura.jpg [ 123.98 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Po kilkunastu kilometrach docieramy rankiem do Twyfelfontein, prawie równocześnie z autobusem wiozącym pracowników i przewodników obsługujących to miejsce. Byliśmy tego dnia pierwszymi turystami a każdy odwiedzający musi zwiedzać teren z przewodnikiem. Nam przypadła miła przewodniczka, która jednak po paru minutach została z niewiadomego powodu odwołana i przyszedł równie sympatyczny przewodnik – Cecil.

Załącznik:
3_7 a przyjazd.jpg
3_7 a przyjazd.jpg [ 123.36 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Twyfelfontein (tłum. Niepewne źródło) – stanowisko archeologiczne położone w regionie administracyjnym Kunene w Namibii, będące jedynym na terytorium tego kraju obiektem wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNESCO, od 2007. Jego najważniejszymi elementami są ok. 2 tysiące petroglifów, pochodzących z pierwszego tysiąclecia przed i pierwszego tysiąclecia naszej ery.

Petroglify zostały wykonane przez zamieszkujące ten rejon ludy zbieracko-łowieckie i miały znaczenie kultowe. Grafiki przedstawiają lwy, nosorożce, słonie, strusie i żyrafy, a także odbicia ludzkich stóp i zwierzęcych łap. Niektóre spośród nich ukazują sceny transformacji człowieka w zwierzę. W skład stanowiska wchodzi również sześć dawnych schronień ludzkich, udekorowanych malowidłami w kolorze ochry, przedstawiającymi ludzi. Na terenie Twyfelfontein znaleziono również drobne przedmioty, m.in. różnego rodzaju kamienne artefakty (cytat: Wikipedia).

Poniżej 4 zdjęcia, począwszy od planu ogólnego stanowiska, kończąc na detalu

Załącznik:
3_7 szeroki plan.jpg
3_7 szeroki plan.jpg [ 115.99 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Załącznik:
3_7a bliski plan.jpg
3_7a bliski plan.jpg [ 121.07 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Załącznik:
4_7 lew.jpg
4_7 lew.jpg [ 102.84 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Załącznik:
4_7 slon.jpg
4_7 slon.jpg [ 93.72 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Cecil opowiadał bardzo ciekawie o tym miejscu, oraz uczył nas języka Damara, który oprócz afrykańsko brzmiących głosek używa również czterech różnych „klików”, z których jeden przypomina nasze mlaskanie językiem o podniebienie, a pozostałe trzy były nie do powtórzenia. Odtwarzamy to sobie w domu, aby poprawić sobie humor przy zimowej plusze…

Na koniec krótka wizyta w miejscowym sklepie, reprezentującym moim zdaniem mistrzostwo architektoniczne – cały zrobiony z surowców wtórnych (beczek przerobionych na różne sposoby) i naturalnych kamieni, których w okolicy nie brakuje.

Załącznik:
5_7 recepcja.jpg
5_7 recepcja.jpg [ 100 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


W pobliżu Twyfelfontein znajduje się jeszcze kilka innych atrakcji, z których pierwsza to Organ pipes (piszczałki organowe) – formacja skalna, której nazwa mówi sama za siebie. Celowo starałem się nie umieszczać żadnych punktów odniesienia, aby nie popsuć wrażenia. Organy są bowiem stosunkowo niewielkie, najwyższe pojedyncze kolumny mają 2-2,5 metra. Żadnego porównania z islandzkim Svartifoss, który odwiedzaliśmy rok wcześniej.

Załącznik:
6_7 organy.jpg
6_7 organy.jpg [ 125.87 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Załącznik:
7_7 organy2.jpg
7_7 organy2.jpg [ 160.04 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Pozostała jeszcze „spalona góra” znajdująca się u podnóża 12-kilometrowego uskoku wulkanicznego. 15 sierpnia 1956 została uznana za narodowy pomnik przyrody, ze względu na unikalną grę kolorów na swych zboczach wyróżniających się na tle jałowego krajobrazu Twyfelfontein. Brzmi to bardzo wzniośle, ale osobiście to widziałem w niej raczej hałdę żużla, wyeksportowanej spod jednej z polskich elektrowni węglowych.

Załącznik:
7_8 spalona góra.jpg
7_8 spalona góra.jpg [ 111.58 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Wkrótce docieramy do wioski ludu Damara.

Damara (Bergdama) - lud afrykański zamieszkujący Namibię, liczebność ok. 70 tys. (lata 90. XX w.); sąsiadują z Buszmenami i Hotentotami; posługują się językiem Hotentotów (grupa językowa khoisan). Damara są pod silnym wpływem kultury Hotentotów; niegdyś zamieszkiwali tereny między kotliną Kalahari a Oceanem Atlantyckim, prowadząc wędrowny, zbieracko-łowiecki tryb życia; obecnie stanowią niejednorodne kulturowo grupy: zbieracko-łowieckie, składające się z rodzin, w których obowiązuje wielożeństwo i stosunki patriarchalne, oraz rolników i hodowców preferujących monogamię; grupy wędrujące pozostają przy tradycyjnych wierzeniach (najwyższy bóg i przodek ludu), rolnicy przejęli elementy wierzeń Hotentotów (m.in. kult przodków i wiara w duchy) (cytat: encyklopedia PWN).

Panie recepcjonistki:

Załącznik:
7_9 recepcja.jpg
7_9 recepcja.jpg [ 95.11 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Zalotny uśmiech naszej przewodniczki:

Załącznik:
7_10 powitanie.jpg
7_10 powitanie.jpg [ 115.75 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Podczas zwiedzania mieszkańcy pokazywali nam tradycyjne życie w wiosce, między innymi rozpalanie ognia. Byłem pod wrażeniem, na zakończenie kupiłem sobie takie drewienka, mam nadzieję, że uda się to powtórzyć gdy pogoda w Polsce będzie bardziej sprzyjająca.

Załącznik:
7_11 rozpalania.jpg
7_11 rozpalania.jpg [ 117.62 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Załącznik:
7_11a rozpalania2.jpg
7_11a rozpalania2.jpg [ 97.13 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Następnie odbył się pokaz tańca

Załącznik:
7_12 tańce.jpg
7_12 tańce.jpg [ 129.13 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Załącznik:
7_12a tańce 2.jpg
7_12a tańce 2.jpg [ 119.88 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


W chatach dziewczyny rzeźbiły figurki dla turystów

Załącznik:
7_13 narzędzia.jpg
7_13 narzędzia.jpg [ 96.98 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Ale najbardziej podobało mi się urządzenie do usuwania sierści

Załącznik:
7_14 siersc.jpg
7_14 siersc.jpg [ 83.99 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Załącznik:
7_14a siersc2.jpg
7_14a siersc2.jpg [ 77.43 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Na zakończenie udaliśmy się na „spacer po buszu”, w rzeczywistości spacer do najbliższych kilku drzew. Nasza przewodniczka pokazywała do czego są wykorzystywane różne części roślin, a nam sam koniec rzucaliśmy dzidą do pozorowanego zwierzaka.

Załącznik:
7_15 a ziola.jpg
7_15 a ziola.jpg [ 84.17 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Załącznik:
7_15 polowanie.jpg
7_15 polowanie.jpg [ 142.19 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Wioska stanowi jeden z elementów programu „living museum” (żyjące muzeum), szeregu miejsc w Namibii prezentujących tradycyjne życie miejscowych plemion. Mimo iż jest w pełni komercyjna („mieszkańcy” przychodzą tu do pracy, a sami mieszkają w „nowoczesnej” wiosce, położonej niedaleko), to jednak sprawiła bardzo dobre wrażenie, ludzie byli naturalni, cieszyli się naszą radością i odwzajemniali nasze zainteresowanie. Nie czuło się sztuczności tego miejsca, w odróżnieniu od innych takich miejsc jakie odwiedzaliśmy np. na Borneo czy Bali.

Pełni wrażeń ruszamy w stronę „skamieniałego lasu”

Można tu zobaczyć szczątki drzew zmytych przez olbrzymią powódź około 280 milionów lat temu. Rośnie tu też kilka małych welwiczji i innych lokalnych roślin. Pnie drzew, które leżąc przez miliony lat pod zwałami mułu, gliny, a niegdyś, w czasie zlodowacenia, pod liczącą tysiąc metrów warstwą lodu, doskonale się zachowały. W sumie doliczono się pozostałości po około pięćdziesięciu drzewach przyniesionych przez wezbrane wody z centralnej Afryki. Sprawiają wrażenie, jakby były pozostałością po nie tak dawnej powodzi, ale wystarczy postukać i widać wyraźnie, że drzewo zamieniło się w kamień (cytat africangamesafari.com).

Załącznik:
7_16 skamienialy las.jpg
7_16 skamienialy las.jpg [ 147.9 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Załącznik:
7_17 skamienialy las2.jpg
7_17 skamienialy las2.jpg [ 129.29 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Załącznik:
7_18 skamienialy las3.jpg
7_18 skamienialy las3.jpg [ 142.21 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Trzeba przyznać, że drzewa wyglądają tak, jakby za chwilę można było nimi napalić w kominku – wystarczy jednak próbować podnieść taki kawałek drzewa, żeby zrozumieć, że to potwornie ciężki kamień, mający z drzewem tylko wspólny wygląd.

Po południu ruszamy na północ, ponownie mijając nieziemskie krajobrazy, a pod jedynym „poważnym” drzewem przy drodze urządzamy piknik. Na wyprawę zabraliśmy zestaw 12 podwójnych liofilizowanych zestawów TRAVELLUNCH – po zalaniu wodą i odczekaniu kilku minut cieszyliśmy się naprawdę smacznym, gorącym obiadem. Mój pracodawca przekazuje pracownikom co miesiąc punkty do programu MyBenefit, które mogłem wydać właśnie na to jedzenie, dlatego też nie znajdziecie ich w podsumowaniu kosztów wyprawy. Dzięki mój … . pl ! (autocenzura kryptoreklamy)

Załącznik:
7_19 krajobraz.jpg
7_19 krajobraz.jpg [ 90.6 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Załącznik:
7_20 obiad.jpg
7_20 obiad.jpg [ 146.3 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Syci i zadowoleni ruszamy dalej, jednak nadchodząca scena zjeża nam włosy na głowie. Samochód który nas mijał podczas jedzenia leży na poboczu zniszczony w wyniku dachowania - na szczęście pasażerowie są żywi. Łuk drogi był bardzo łagodny, być może starszy pan się zagapił lub wystrzeliła mu opona. To jednak uzmysławia nam jak łatwo radość może zmienić się w płacz. Co więcej – ratunek może być problematyczny, dopiero godzinę później mijamy karetkę jadącą na miejsce wypadku, od momentu wypadku do momentu dotarcia na miejsce minęły przynajmniej 3 godziny.

Załącznik:
7_21 wypadek.jpg
7_21 wypadek.jpg [ 124.63 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Jadąc dalej widzimy oddalającą się burzę a na drodze jej skutki – suche koryto momentalnie wypełniło się wartkim strumieniem wody a niebo zostało przecięte łukiem tęczy.

Załącznik:
7_22 po deszczu.jpg
7_22 po deszczu.jpg [ 83.82 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Załącznik:
7_23 tecza.jpg
7_23 tecza.jpg [ 71.72 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Tuż przed zachodem słońca zatrzymujemy się jeszcze przy termitierach.

Załącznik:
7_24 termitiera.jpg
7_24 termitiera.jpg [ 132.7 KiB | Obejrzany 3118 razy ]


Wieczorem docieramy do Opuwo, noc spędzamy na kempingu. O tym wkrótce w dalszej części opowieści.

C.D.N.
_________________
FLY4FREE: Relacja z NAMIBII - dostawczakiem we dwoje
Góra
 Profil Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
      
#19 PostWysłany: 05 Sty 2017 22:41 

Rejestracja: 20 Maj 2011
Posty: 627
Punkty statusowe: 49
srebrny
Dzień ósmy - Himba i wodospady Epupa

Noc spędzamy w Opuwo Country Lodge – jedynym kempingu na naszej trasie, na którym było wielu turystów. Gdy dojeżdżaliśmy do miasta, to robiło się już ciemno, a samo miasto Opuwo wyglądało na zaniedbane i niebezpieczne (jedyne miejsce w Namibii gdzie się tak poczuliśmy). Na stacji benzynowej otoczyli nas żebracy, pod sklepem żebracy, na skrzyżowaniach żebracy. Wszędzie śmieci i stojące grupki miejscowych młodzieńców, najwyraźniej nas obgadujących. Po zrobieniu szybkich zakupów szukamy miejsca na nocleg i pierwszym miejscem, które sprawiało dobre wrażenie był właśnie Opuwo Country Lodge. Położony na wzgórzu kemping i hotel otoczone były solidnym murem, a bramy pilnowali strażnicy. Cena dwa razy wyższa w porównaniu do poprzednich miejsc, a warunki podobne. Tym niemniej na sąsiednich stanowiskach Hiszpanie grillowali i pili wino, więc od razu poczuliśmy się raźniej. Rano udało mi się nawet uratować od pożarcia sympatyczną dziewczynę – do damskiej łazienki przeleciała bowiem 10-centrymetrowa szarańcza, wywołując zrozumiałą panikę. Po kąpieli szybko wyjeżdżamy po uzupełniające zakupy i ruszamy na północ, w stronę wodospadów Epupa, z nadzieją na spotkanie po drodze przedstawicieli ludu Himba.

Załącznik:
1 opuwo.jpg
1 opuwo.jpg [ 100.71 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Załącznik:
2 opuwo.jpg
2 opuwo.jpg [ 109.38 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Załącznik:
3 opuwo.jpg
3 opuwo.jpg [ 132.67 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Jedziemy przez region Kunene w Namibii - od lat afrykańskie plemię koczowniczych pasterzy, znanych jako Himba, przyciąga fotografów do jałowej północno-zachodniej Namibii. Kobiety Himba nakładają otjize (pasta z masła z dodatkiem czerwonej ochry - czasem uzupełniana pachnącą żywicą aromatyczną) codziennie rano na skórę i włosy, nadając im charakterystyczny czerwony odcień.

Powstało wiele spekulacji na temat pochodzenia tej praktyki, niektórzy twierdzą że ma chronić skórę przed słońcem, lub odstraszać owady. Same Himba są zdania, że jest to dla estetyki, rodzaj tradycyjnego makijażu nakładanego każdego ranka w zachodniej kulturze. Mężczyźni nie stosują otjize.
Mimo, że Namibia szybko się rozwija, większość ludzi Himba prowadzi tradycyjny styl życia, który pozostał niezmieniony od pokoleń, pomógł przetrwać wojnę i suszę. Himba budują chaty z gałęzi drzew i liści palmy makalani, umacniając całą konstrukcję spoiwem z odchodów bydła i kóz.

Życie Himba obraca się wokół hodowli bydła. W centrum wioski jest zagroda, gdzie cielęta, owce i kozy są chronione, podczas gdy duże zwierzęta są bezpieczniejsze i mogą wędrować same. Każdego ranka, po rytuale nakładania otjize, kobiety doją krowy, następnie młodzież wyprowadzi je z wioski w poszukiwaniu trawy.
Najważniejszą częścią wsi Himba jest okuruwo czy święty ogień. Utrzymywany stale płonący, święty ogień zapewnia łączność z przodkami, którzy działają jako pośrednicy do Boga zwanego Mukuru . Dom wodza jest jedyny, którego drzwi skierowane są w kierunku ognia – wszystkie inne domy są odwrócone (cytat: africangamesafari.com).

Poniżej moja fotorelacja z odwiedzonej wioski:

Załącznik:
4 wioska Himba.jpg
4 wioska Himba.jpg [ 100.56 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Załącznik:
5 Himba.jpg
5 Himba.jpg [ 91.21 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Załącznik:
6 włosy.jpg
6 włosy.jpg [ 116.84 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Załącznik:
7 dziecko.jpg
7 dziecko.jpg [ 74.34 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Załącznik:
8 głowa.jpg
8 głowa.jpg [ 121.2 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Załącznik:
9 młodzieniec.jpg
9 młodzieniec.jpg [ 98.96 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Załącznik:
10 tańce.jpg
10 tańce.jpg [ 135.63 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Załącznik:
11 Himba.jpg
11 Himba.jpg [ 95.15 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Załącznik:
12 Himba on.jpg
12 Himba on.jpg [ 74.75 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Załącznik:
13 Himba ona.jpg
13 Himba ona.jpg [ 84.06 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Załącznik:
14 grupa.jpg
14 grupa.jpg [ 121.25 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Załącznik:
15 Himba.jpg
15 Himba.jpg [ 103.08 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Wioska którą odwiedziliśmy również znajduje się pod patronatem namibijskiej organizacji „living museum”. Byliśmy jednak bardzo zadowoleni z wczorajszej wizyty u ludów Damara, dlatego też postanowiliśmy zatrzymać się właśnie tutaj (po drodze mijaliśmy też inne drogowskazy wskazujące drogę do wiosek Himba). Ludzie, z którymi spędziliśmy prawie 3 godziny nie znali angielskiego (tłumacz jako jedyny był w stroju klasycznym, europejskim). Miejscowi, na co dzień żyjący w okolicznych wioskach, chętnie pokazywali nam czym na co dzień się zajmują, metody mielenia kukurydzy, przygotowywania posiłków, wyrobu drewnianych narzędzi. Osobną część pokazu stanowiły tańce i gry, Żonę smarowali ochrą oraz okadzali dymem pod pachami (taki dezodorant). Tutaj też nauczyliśmy się że owoc baobabu jest ożywczo cytrusowy.

Wstęp do wioski był biletowany według cennika, a kosztował ok. 65 zł / osobę - znacznie mniej od cen, które znałem w internecie. Ten cennik był zresztą bardzo złożony, można było zamówić wycieczkę po buszu, polowanie a nawet ślub. W sumie taka przejrzystość bardzo nam się podobała i a pewna sztuczność całego przedsięwzięcia była całkowicie niezauważalna – to w końcu byli prawdziwi Himba, nie chodzący do szkoły, nadal zachowujący swoje zwyczaje (jeszcze! – choć kobiety nie miały już tradycyjnie wybitych zębów – jedynek i dwójek). Naprawdę wrażenia pozostaną na całe życie!

Po obiedzie ruszamy na północ, pod granicę z Angolą. Mijamy cmentarz z ciekawym nagrobkiem jakiegoś wodza.

Załącznik:
16 cmentarz.jpg
16 cmentarz.jpg [ 102.69 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Załącznik:
17 drzewo.jpg
17 drzewo.jpg [ 82.07 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Wodospady Epupa znajdują się na rzece Kunene, na granicy Namibii i Angoli. W języku Herero nazwa "Epupa" oznacza "pianę". Szerokość rzeki wynosi w tym miejscu około 500 metrów (w porze deszczowej) i tworzy szereg wodospadów na odcinku 1,5 km, z których najwyższy ma około 37 metrów. W czasie naszej wizyty wody było znacznie mniej, ale i tak sprawiała piorunujące wrażenie. Niestety zdjęcia nie oddają tej wielkości, ale i tak udało się uchwycić piękno tego miejsca.

Załącznik:
18 Epupa.jpg
18 Epupa.jpg [ 92.29 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Załącznik:
19 Epupa.jpg
19 Epupa.jpg [ 137.42 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Załącznik:
20 dolina.jpg
20 dolina.jpg [ 164.88 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Załącznik:
21 kwiat.jpg
21 kwiat.jpg [ 89.6 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Załącznik:
22 wodospad.jpg
22 wodospad.jpg [ 117.76 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Po opuszczeniu tego miejsca miał się rozpocząć najbardziej dziki etap naszej wycieczki – przejazd drogą D3700 do wodospadów Ruacana. Droga ta dostępna jest (według map i przewodników) tylko dla samochodów z napędem na 4 koła (a nasza dioda wskazująca na uszkodzenie tego napędu nadal migała). Stwierdziłem, że jeśli będzie za ciężko, to zawrócę i pojedziemy naokoło (objazd to dodatkowe 170 km). Zaraz za wodospadami zatrzymaliśmy się w pięknym palmowym zagajniku w celu zrobienia sesji zdjęciowej.

Załącznik:
23 Angola 2.jpg
23 Angola 2.jpg [ 127.54 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Załącznik:
23 Angola.jpg
23 Angola.jpg [ 84.46 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Ruszamy i jedziemy dalej. Jedziemy i jedziemy, droga jest w porządku, nie można jechać 100 km/h, ale 60-70 km/h już tak. Droga prowadzi wzdłuż rzeki granicznej, opada w dół, wznosi się w górę. Widoki są przepiękne. Przejeżdżamy przez małe strumyki, zwalniamy na ostrych zakrętach, ale nigdzie nie ma potrzeby ani na chwilę uruchamiać napędu na 4 koła. Okazało się, że klasa drogi została podniesiona – jest ona obecnie poszerzona i wyrównana. W niektórych miejscach została wytyczona nowym śladem (pokazuje to GPS, i widać w terenie stary szlak) – musiało to nastąpić całkiem niedawno, bowiem w wielu miejscach są jeszcze ślady gąsienic spychaczy. W sumie więc nici z wielkiej przygody, ale może to i dobrze, bo nie wiadomo jak by się zachował samochód z uszkodzonym napędem.

W połowie drogi zatrzymujemy się przy monumencie upamiętniającym “wędrujących farmerów” (Dorslandtrekkers) – osadników z RPA podejmujących ekspedycje pod koniec XIX i na początku XX wieku.

Załącznik:
24 monument.jpg
24 monument.jpg [ 124.1 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Jaszczurka zlewała się z pomnikiem.

Załącznik:
24a jaszczurka.jpg
24a jaszczurka.jpg [ 85.02 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Zmrok w Namibii zapada dość gwałtownie i wiem że wkrótce nastąpi ten czas. Nawigacja pokazuje, że w pobliżu znajduje się kilka kempingów – zjeżdżamy na jeden z nich, który znajduje się przy samej rzece. Jesteśmy jedynymi gośćmi i może dlatego udaje nam się wytargować niższą cenę. Prąd w ośrodku zapewniają panele słoneczne, a w nocy generator spalinowy. Całość jest ogrodzona i pilnowana, jest ciepła woda, plastikowe stoliki, grill – wszystko czego nam potrzeba. Mimo przepływającej rzeki nie ma komarów! Fantastyczne miejsce!

Załącznik:
25 droga.jpg
25 droga.jpg [ 94.45 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


Załącznik:
26 kemping.jpg
26 kemping.jpg [ 137.58 KiB | Obejrzany 3065 razy ]


C.D.N.
_________________
FLY4FREE: Relacja z NAMIBII - dostawczakiem we dwoje
Góra
 Profil Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
      
#20 PostWysłany: 05 Sty 2017 23:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 Wrz 2016
Posty: 13
Loty: 59
Kilometry: 192 682
Punkty statusowe: 2
Skoro wspomniałeś o komarach - daj znać jak chroniliście się przed malarią (leki? DEET?). Super zdjęcia!
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 33 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group