Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 10 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 30 Sty 2014 23:17 

Rejestracja: 03 Lis 2011
Posty: 63
Koszty na osobę (w zł.):

2830,13 zł/ os. CAŁOŚĆ WYPRAWY

919,58 zł – bilety na trasie Istambul – Ouagadougou,
205 zł – bilety na trasie Adana-Istambul-Adana,
313,49 zł wiza do Burkina Faso (kilkukrotny przejazd),
167,20 zł wiza do 5-krajów francuskojęzycznych – WKS, Benin, Togo, Niger, Burkina Faso (wliczona łapówka, aby wiza została wydana z dnia na dzień),
263,48 zł noclegi (17 noclegów w tym CS),
pozostałość, czyli 961,38 zł przeznaczona przede wszystkim na transport ok. 3000 km po Afryce zachodniej, jedzenie, woda, drobne pamiątki

Podróż inspirowana znalezionymi biletami na forum fly4free :) Turcja - Burkina faso -niewiele ponad 200 euro RT

Image
Image

Pierwsze moje zetknięcie z Afryką nie mogę porównać do wyprawy w jej zachodnią część. Kiedy w Egipcie czy Tunezji otoczona byłam luksusowymi hotelami, tak w Burkina Faso nie stawialiśmy w ogóle na wygodę. Jedyną rzeczą o którą dbała trójka ubogich studentów był dach nad głową, a po doświadczeniach z pierwszej nocy również wentylator nad czołem. W tym miejscu króciutko opiszę ceny i warunki noclegów! Mam nadzieję, że komuś się przyda, a jeśli nie to zainspiruje do odkrycia tych miejsc.

Krótko podsumowując za 17 noclegów zapłaciliśmy 58,67 euro za osobę co w przeliczeniu na osobę wychodzi 3,46 euro za noc.

A zrobiliśmy to tak …

Burkina Faso – Ouagadougou, Tenkodogo

Data Miejsce Cena (euro/os.) Warunki

04.03.2013 Ouagadougou (CS) ——

05.03.2013 Ouagadougou 6.10 fan, łazienka

Katedra Notre Dame

06.03.2013 Ouagadougou 6.10 fan, łazienka

Katedra Notre Dame

07.03.2013 Tenkodogo Katedra 3.05 klima, wc, fan, łazienka


Couch Surfing :)
Image
Katedra
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
siostra Marina :)
Image
Image
droga do Beninu
Image
Image
szkola
Image


04.03.2013

Pierwszą noc zdecydowaliśmy się spędzić na CouchSurfingu (https://www.couchsurfing.org). Ze względu na to, iż nie mieliśmy zielonego pojęcia o miejscu do którego przylatujemy – chcieliśmy zatem swoje pierwsze chwile spędzić wśród lokalnych. Czy ta decyzja była odpowiednia? Zdecydowanie! Odkryliśmy prawdziwą Afrykę już pierwszej nocy – jej blaski i cienie! Wiedzieliśmy na co zwracać uwagę w przyszłości. Noc spędziliśmy w murowanym domeczku – dwuosobowy materac, który zamieniliśmy jak zazwyczaj w trzyosobowy, przygotowany moskitier oraz sofa plus stoliczek były naszym wyposażeniem. Adze udało się przeżyć i przespać tą noc, ja i Carlos jednak spędziliśmy ten czas na wzdychaniu i ocieraniu potu. Temperatura wewnątrz pomieszczenia przekraczała 35 stopni, toteż nie była już zdziwiona widokiem 10-osobowej rodziny naszego hosta, które spała na materacach wyniesionych przed dom, gdzie wiatr pozwalał na spokojny sen. Nieprzespaną noc wynagrodził nam jednak prysznic umieszczony na zewnątrz! Zimna woda przy 30 stopniowym upale i do tego afrykański wiatr! Niesamowite przeżycie!

05-07.03.2013

Ponieważ przespane noce były gwarancją udanego dnia zdecydowaliśmy się poszukać pokoju z wentylatorem na kolejne noce, wierząc, że dobry sen zaowocuje większą dawką energii w dzień - tak też było! Jeśli noc zamierzasz spędzić w Afryce to zadbaj o dopływ zimnego powietrza! W Katedrze Notre Dame otrzymaliśmy nocleg u siostry Mariny. Trzyosobowy pokój z wentylatorem i prysznicem. Moskitiery nad łóżkiem zapewniały spokojniejszy sen.

07/08.03.2013

Podczas drogi do beninu postanowiliśmy zatrzymać się w Tenkodogo... Ugoszczeni w katolickiem kościele moglismy nocą w kaplicy, ktora umieszczona była na świeżym powietrzu - podziwiać miliony gwiazd - gdyz to właśnie w tej miejscowości widziałam najpiękniejsze dotąd niebo ...


Benin - czas na luksus po 40h podróży

Afryka, Benin, Cotonou

BENIN – 1104 km w drodze + Cotonou

Data Miejsce Cena (euro/os.) Warunki

08.03.2013 1104 km cały Benin (busy, auta) —— ekstremalne

09.03.2013 Cotonou, Hotel Le Cyclope 10.00 Fan,klima, łazienka, wc

10.03.2013 Cotonou, Saint-Michel 3.05 fan

11.03.2013 Cotonou, Saint-Michel 3.05 fan

12.03.2013 Cotonou, Saint-Michel 3.05 fan

Image
Image
Image
Image

8.03.2013

Czas przedzierania się przez szeroką i dziką dżunglę. W pocie czoła uciekaliśmy przed dzikimi małpkami naszym fordem z 1986 roku. Walczyliśmy z brudem i malarią, wypijając hektolitry wody i podziwiając krowy umieszczane na dachach minibusów. Przez okienko auta kupowaliśmy pożywienie od mieszkańców poruszających się z lodówkami czy talerzami ryb na głowach. Z Agą przećwiczyłam tysiące pozycji jogi, dzieląca nasze siedzenia w pięcioosobowym środku lokomocji z 8 innymi osobami. Obserwowaliśmy dzikie kozy, śpiących na motorach ludzi i wcinałyśmy świeże ananaski. Robiliśmy to wszystko – jednak tej nocy nie spaliśmy! Niezapomniane wrażenia pomimo wielkiej męczarni



9.03.2013

Znalezienie czegokolwiek co nie przypominałoby burdelu, w obcym mieście, po zmroku graniczyło z cudem. Nie przebieraliśmy w ofertach ze względu na zmęczenie oraz nasz zapach – za pierwszy hotel – który zapewni nam klimatyzację oraz łazienkę byliśmy w stanie oddać wszystkie nasze pieniądze. Hotel Le Cyclope (C/270V Segbèya, 05 BP 9098, Cotonou) – tutaj postanowiliśmy pozostać na jedną noc. Chyba najbardziej wyczekiwaną w całej podróży. Komfortowe łóżko, klimatyzacja, wentylator, łazienka, ubikacja, baaa a nawet telewizor i lodówka uczyniły nas najszczęśliwszymi ludźmi na świecie!





10-12.03.2013

Kościół Saint-Michel, Cotonou. Miejsce to przypominało ukraińskie hostele. W pokoju mieliśmy ok. 20 łóżek – wszystkie tylko dla nas. Oczywiście skorzystaliśmy z tej okazji i zajęliśmy każde z nich swoimi ubraniami, torbami, plecakami czy notatkami. Prysznice (3) oraz ubikacje (3) znajdowałby się na końcu balkonów w korytarzach. W pokoju znajdował się jeden wentylator, który był powodem małego przemeblowania, którego dokonaliśmy w salce.


TOGO – Lome, Kpalime

Data Miejsce Cena (euro/os.) Warunki

13.03.2013 Lome (CS) —— Powalające z nóg

14.03.2013 Lome (CS) —— Powalające z nóg

15.03.2013 Lome (CS) —— Powalające z nóg

16.03.2013 Kpalime, 5.08 fan, łazienka, wc

Bafama-Bafama Hotel

VooDoo
Image
CouchSurfing
Image
voodoo
Image
Image
Image
Image
Image

13-15.03.2013

Pomimo wcześniejszych doświadczeń zdecydowaliśmy się po raz kolejny zakosztować smaku CouchSurfing’u. Było to niezapomniane wrażenie. Piękny chociaż nieco zaniedbany apartament, wspólne kolacje gotowane przez hostów i odkrywanie ich stylu życia było na tyle ciekawym wydarzeniem, że postanowiliśmy przedłużyć pobyt w tym miejscu. Razem z nami w tym czasie w Lome na CS przebywała para z Niemiec. Mieszane towarzystwo doprowadziło do wielu ciekawych konwersacji J. Wentylatorek wraz z wielką plazmą, która umilała nam wieczory muzyką, a dnie filmami sprawiły, że na obrzeżach Lome w małej afrykańskiej wiosce czuliśmy się jak w europie. Ben + Martin – dziękujemy.





16.03.2013

Bafama-Bafama hotel w Kpalime wyglądem przypominał greckie budynki z białymi ścianami oraz niebieskimi okiennicami – tak było po wkroczeniu na jego podwórze. Recepcja natomiast przesycona była tandetą. Palmy przed wejściem poniekąd ratowały to miejsce. Na recepcji zakupić można było jajka oraz napoje, w tle od ścian odbijał się jazz z lat 80’ natomiast na suficie wisiały kolorowe reklamówki z Bonne Annee oraz dziwaczne łańcuchy. Nasz pokój jednak nie posiadał żadnych wad, prócz tego, że w ubikacji która była na wprost naszego łóżka nie było drzwi, a zasłonka z prysznica posiadała dziurę wielkości 5 centymetrów. Wentylator działał jednak bez zarzutu.

Ghana, Cape Coast, Kumasi, Tamale

Data Miejsce Cena (euro/os.) Warunki

17.03.2013 Cape Coast, Hotel Van 6,99 fan, klima, łazienka, wc, lodówka

18.03.2013 Kumasi (CS?) —— fan

19.03.2013 Tamale, 7,20 Wentylator, tv

Christian Council Guest House

Image
Image
Image
"CS"
Image
Image
Image
Hotel...
Image
plakaty w hotelu
Image
Image
Image

17.03.2013

Znalezienie czegokolwiek co nie przypominałoby burdelu, w obcym mieście, po zmroku graniczyło z cudem. Nie przebieraliśmy w ofertach ze względu na brak planu oraz znajomości miasta – za pierwszy hotel – który zapewni nam klimatyzację oraz łazienkę byliśmy w stanie oddać wszystkie nasze pieniądze. Hotel Van (pseudo burdel, obok szkoły podstawowej oraz stacji paliw)– tutaj postanowiliśmy pozostać na jedną noc. Standard pokoju jaki za pierwszym razem pokazał mi recepcjonista utwierdził mnie w przekonaniu, że miejsce to przeznaczone było dla par . Hotel ten jednak dużo wnosił do wychowania seksualnego, gdyż na recepcji można było otrzymać darmowe prezerwatywy, a ściany ozdobione były plakatami ukazującymi przeznaczenie kondomów. Po zapłaceniu jednak otrzymaliśmy czyściutki i wielki nowiutki pokój z wentylatorem, klimatyzacją, telewizorkiem, lodóweczką oraz największą do tej pory łazienką i ubikacją. Łóżko rozmiaru kingsize było w stanie pomieścić 5 osób! Jedyną wadą tej nocy był Carlos śpiący pomiędzy mną, a Agą kradnąc okrywające nas prześcieradło – a tej nocy było wyjątkowo zimno! Nasza sprzeczka w środku nocy (ja wyrzucająca mu po polsku, on mi po hiszpańsku) nie przyniosła pozytywnych rezultatów. Może wystarczyłoby wyłączyć klimatyzację?





18.03.2013

W trakcie autobusowej podróży nocleg w swoim domu w Kumasi zaoferowała nam Leticia oraz jej mąż Stive. Małżeństwo z Ghany dążące do zbudowania wspólnego domu. Mąż pracujący w Kumasi, żona w Cape Coast, a dzieci uczące się Accrze. Niesamowita gościnność i po raz pierwszy zdziwienie na twarzy hostów, kiedy prosimy o jeden pokój dla 3 osób. Mieszkania takiego jak to nie spotkałam do tej pory. Po wejściu przez drzwi frontowe znajdowałeś się na zamkniętym tarasie od którego można było wejść do każdego pokoju z osobna. Salon wyposażony w wielkie głośniki sony, sporych rozmiarów telewizor i skórzane sofy wywołała na naszych twarzach duże zdziwienie. Reszta pokoi była zaniedbana ze względu na to, że nie spędzano w nich czasu, tylko podczas wakacji, jak dzieci wracały na stałe do rodziców. Łazienka nie posiadała światła, toteż dużą pomocą była latareczka, aby się wykąpać trzeba było sięgnąć po wcześniej przygotowane wiaderka. Wentylator działał jednak bez zarzutu.

19.03.2013

Zaraz po dotarciu na stacje autobusową dwie Niemki podały nam instrukcję dotarcia do dwóch chrześcijańskich Guest Hous’ów – Catholic Guesthouse oraz Christian Coucil Guesthouse. Po raz pierwszy odmówiono nam postania w trójkę w jednym pokoju. Zarówno w pierwszym jak i w drugim miejscu. Jak na swój standard noclegi w Ghanie są bardzo drogie. W rezultacie otrzymaliśmy dwa pokoje, wyposażone w telewizory i wentylatory. Łazienki oraz prysznice znajdowałby się na korytarzu. W ogrodzie istniała możliwość rozwieszenia prania, którą wykorzystaliśmy w mgnieniu oka. W nocy zabrakło jednak dostawy prądu, niedziałający wentylator nie przeszkodził jednak w głębokim śnie.


A kiedy nadejdzie czas na powrót ...

Afryka, Burkina Faso, Ouagadougou

20.03.2013

Z Ghany wracamy do punktu wyjścia – Ouagadougou pozytywnie nas zaskoczyło – widzieliśmy rzeczy, które w pierwszych dniach były niezauważalne. Spotkała nas jednak przykra wiadomość – w katedrze nie było już wolnych pokoi. Na terenie katedry znajduje się jednak „Radio Maria”, któro również dysponuje pokojami – i tak oszczędzając jedno euro w porównaniu do noclegu w katedrze, otrzymujemy 3 osobowy pokój z łazienką i ubikacją oraz wentylatorem!

Cenne wskazówki dotyczące odwiedzanego miejsca:

- Szczepienie na żółtą febrę – obowiązkowe
- Szczepienia i leki malaryczne można uzyskać za darmo w Turcji (jakby ktoś przypadkiem się wybierał) w miejscowości Mersin między dworcem a portem znajduje się lekarz medycyny tropikalnej – wystarczy powiedzieć, że jest się Erasmusem :) nie wiem czy w innych placówkach w Turcji, też nie trzeba pokazywać legitymacji – wystarczy tylko paszport
- zabrać ze sobą około 20 zdjęć, wielkości tych do dowodu, należy jednak patrzeć się w obiektyw, mieć odsłonięte uszy, i nie pokazywać ząbków. Zdjęcia są tam potrzebne na każdym kroku. 4 zdjęcia to koszt ok.12 zł – wiec chyba tańsze niż w PL, jednak trzeba tylko pamiętać, że w tych warunkach wygląda się fatalnie, a szkoda też czasu na bieganie za zdjęciami. Chociaż cała procedura jest warta obejrzenia :)
- nie bać się spożywać wody „z woreczków” i lokalnych potraw, u nas zero skutków ubocznych
- nie planować niczego na tip-top, bo tam wszystko się psuje i na wszystko jest czas
- nie jadać w restauracjach, tylko na ulicy, w tych pierwszych jedzenie 10x droższe i 50x gorsze
- zabrać kartę VISA, a nie MASTERCARD itd., VISA obsługiwana w każdym bankomacie,
- noclegów szukać przy kościołach
- ciężko uzyskać wizę do Ghany na miejscu – warto się tym zatem zająć przed przylotem
- jeśli odmówią Wam wizy do Ghany – przejść granicę bez niej można w EHOU, nad Lome (malutkie przejście graniczne z analfabetami na bramkach) przy wyjeździe wystarczy powiedzieć, że zapłaciło się za wjazd do Ghany na granicy
- nie wychodzić z cienia lub klimatyzowanego pomieszczenia pomiędzy godziną 12 a 15

Jeżeli potrzebujecie więcej informacji postaram się opublikować post na inny temat niż noclegi :)
http://www.facebook.com/amyonroad


Ostatnio edytowany przez ama670 31 Sty 2014 00:06, edytowano w sumie 5 razy
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
Arekkk uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 30 Sty 2014 23:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2013
Posty: 413
Zdjęcia poproszę ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 01 Lut 2014 15:42 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2011
Posty: 6822
Pozdrawiam erasmuski z Adany :)
jednak jak już piszesz relacje z nietypowego kierunku to większość osób poza praktycznymi informacjami będzie interesować co warto zobaczyć, odwiedzić itd - tu mamy najwięcej opisów noclegów ;)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 05 Lut 2014 21:19 

Rejestracja: 03 Lis 2011
Posty: 63
(JAK DOSZŁO DO ZAKUPU – spokojnie można przejść do 4.03 NOC)

Image

4.03.2103 (gdzieś nad Libią)

Turkish Airlines, siedzenie 11D : aby jak najbardziej przybliżyć to co mnie czeka za parę
godzin, na ekranie wyszukuję afrykańskiej muzyki.. i zaczynam spisywać kartki pamiętnika.
Image

„Wszystko zaczęło się dość niewinnie. Ze względu na poranną nudę przeglądałam forum fly4free, aby kolejny raz w marzeniach wyruszyć w jakąś podróż. Tak właśnie w jeden z lutowych poranków znajduję bilety do Wagadugu stolicy Burkina Faso. Obecnie przebywam w Adanie (Turcja), bilety natomiast są bezpośrednio z Istambułu co bardzo mnie cieszy. Przeglądam zatem Internet w poszukiwaniu jakichkolwiek informacji o BF. Szukam na próżno, gdyż udaje mi się odnaleźć tylko szczątkowe informacje, jednak to bardziej zaczyna pobudzać moją wyobraźnię i chęć zobaczenia co jeszcze nie jest tak do końca znane.
Znalezienie kompanów do tej podróży nie było łatwe.. W efekcie końcowym Ja, Aga i Carlos zdecydowaliśmy się na kupno biletów.
Pierwszy popełniony błąd … kupujemy bilety w dwóch turach. Ja z Agą , a Carlos następnego dnia. Po paru dniach dostajemy z Aga e-miał zwrotny. W skutek jego przeczytania łzy napływają mi do oczu. Nasza karta nie została zaakceptowana bla,bla,bla … W efekcie na koncie pieniądze zablokowane, brak biletów i póki co tylko Carlom wyleci do Wagadugu… Chyba w życiu tak nie ryczałam, kiedy zobaczyłam, że nie ma już biletów w tej cenie, i kiedy uzmysłowiłam sobie, że to była moja wyprawa, a ja na nią nie pojadę.
Nasz kampus w Adanie był piękny, mieliśmy widok na góry i jezioro. Przesiedziałam w tym miejscu chwilę, poryczałam się straszliwie patrząc na te piękne widoki i myśląc co właśnie mnie omija. Jednak to chyba właśnie ta siła płynąca z gór dała mi solidnego kopniaka, powycierałam zapłakaną twarz, wróciłam do laptopa i … szukałam, szukałam, szukałam.. Aż znalazłam. Nie warto się poddawać. Carlos zapłacił tym razem za nasze bilety. Teraz była już spokojna.
Przygotowania do wyjazdu szły nam opornie, nawet bardzo opornie. Zero wydrukowanych map. Ba! My nawet ich nie przejrzeliśmy. Zero zebranych wiadomości. NIC. 4 dni przed wylotem udało nam się wybrać do Mersin na darmowe szczepienie przeciwko żółtej febrze. Jeśli chodzi o pakowanie było jeszcze gorzej. Mój plecak był gotowy o 2 w nocy przed wylotem … Nocleg znaleziony został u niejakiego Rasmana przed godzina 12 w nocy. No cóż plan był jeden – BRAK PLANU.

Image


4.03.2013 NOC
Wagadugu – Burkina Faso


Nie obyło się bez przygód na lotnisku. Carlos przypomniał sobie, że jego żółta książeczka jest w głównym bagażu, a sprawdzana była ona zaraz po wyjściu z samolotu. Nie stanowiło to jednakże żadnego problemu dla kontrolera.
Wiza – nie było to ani tanie, ani proste biorąc pod uwagę, że ani Carlos ani Aga nie mieli ze sobą zdjęć  (aż tak byliśmy niezorganizowani). Ponieważ ani ja ani Aga nie znamy francuskiego – wypełnianie naszych wniosków potrwało około 1h – cena za wizę 75 euro. Skoro nie mieliśmy zdjęć kazano nam przyjść nazajutrz na lotnisko.
Nasz couchsurfer był wytrwały i czekał na nas pomimo sporego opóźnienia. Ze względu na to, że gadaliśmy po angielsku z taksówkarzem, była ona dla nas oczywiście dużo droższa. Ogólnie odnoszę wrażenie, że wszędzie chcą nas oszukać (a Rasman jest z nimi w zmowie). Taksówka w środku nocy kosztowała nas około 10 euro(sic!!), a odcinek przejechany był dość krótki. Po drodze szukamy bankomatu, jak się okazuje Mastercard nie jest ogólnie akceptowana, zatem fundusze jednego z nas odpadają, a pozostała dwójka musi wyrobić się z kasą za wszystkich.
Po dotarciu na miejsce wiem, że mam do czynienia z prawdziwą wioską. Dookoła pustka. Nieco przerażająca, w środku nocy. Przed nami tylko wysokie mury, po ich przekroczeniu widzę ludzi śpiących na ziemi. Ponad 15 osób. Host tłumaczy, że to jego rodzina.
Jako goście mamy spać w pomieszczeniu. Musicie bowiem wiedzieć, że jego dom składał się z paru kwadratowych pomieszczeń, prysznica, który był w środku małego labiryntu, oraz wychodka.
Krótko rozmawiamy jeszcze z Rasmanem (który nie zna słowa po angielsku). Teraz czas na sen. Wchodzimy do pomieszczenia, jest tam materac 3 osobowy, nad którym unosi się moskitiera. Jesteśmy już bardzo zmęczeni. Usypiamy.

Image

OPIS NOCLEGU – couchsurfing
Pierwszą noc zdecydowaliśmy się spędzić na CouchSurfingu (https://www.couchsurfing.org). Ze względu na to, iż nie mieliśmy zielonego pojęcia o miejscu do którego przylatujemy – chcieliśmy zatem swoje pierwsze chwile spędzić wśród lokalnych. Czy ta decyzja była odpowiednia? Zdecydowanie! Odkryliśmy prawdziwą Afrykę już pierwszej nocy – jej blaski i cienie! Wiedzieliśmy na co zwracać uwagę w przyszłości. Noc spędziliśmy w murowanym domeczku – dwuosobowy materac, który zamieniliśmy jak zazwyczaj w trzyosobowy, przygotowany moskitier oraz sofa plus stoliczek były naszym wyposażeniem. Adze udało się przeżyć i przespać tą noc, ja i Carlos jednak spędziliśmy ten czas na wzdychaniu i ocieraniu potu. Temperatura wewnątrz pomieszczenia przekraczała 35 stopni, toteż nie była już zdziwiona widokiem 15-osobowej rodziny naszego hosta, które spała na materacach wyniesionych przed dom, gdzie wiatr pozwalał na spokojny sen. Nieprzespaną noc wynagrodził nam jednak prysznic umieszczony na zewnątrz! Zimna woda przy 30 stopniowym upale i do tego afrykański wiatr! Niesamowite przeżycie!

5.03 WIZOWY DZIEŃ
Wagadugu – Burkina Faso


Budzę się. Jest ciemno, nic nie widzę. Naprawdę nic. Słyszę tylko jakieś szmery. Obudziła mnie duchota tego miejsca. Nie byłam w stanie już usnąć. Powietrz naciskało na moją klatkę piersiową, cała byłam mokra, a do tego jeszcze ten szmer. Nic nie widział, ale czułam jakby ktoś był w tym pomieszczeniu. Po omacku dotarłam do plecaka. Szmery ucichły. Wyciągnęłam portfel, w którym miałam wszystkie dokumenty i położyłam go sobie pod głowę. Starając się zasnąć, zauważam że Carlos zanadto się wierci. Rozmawiamy szpetem, aby nie obudzić Agi ( jak się później okazało dziewczyna śpi jak skała nawet na stojąco ;) :) ) i dochodzimy do wniosku, że jutro musimy znaleźć inny nocleg.
Zasypiamy nad ranem.
Budzi mnie pianie koguta. Wychodzę z dusznego pokoju. Oślepia mnie ostre słońce. Na niebie ani jednej chmury. Na ziemi nie ma już nikogo, materace też zniknęły, teraz biegają tu kury i kozy. Na stołku siedziała matka Rasmana, była do pół naga, obierała jakieś warzywa. Wita mnie Rasman. Jego matka widząc mnie jest zmieszana stara się zakryć biust. Mój wzrok też gdzieś ucieka, nie wiem zbytnio jak się zachować.
Po paru minutach spotyka mnie jedna z najpiękniejszych rzeczy w życiu. Prysznic w labiryncie murów pod gołym niebem w blasku słońca. Wreszcie zmyłam z siebie lepki pot, zimna, orzeźwiająca woda myła moje ciało, a promienie lekko je muskały. Mogłam stać tam wiecznie. Przyjemność trwała jednak tylko kilka chwil.
Image
Po tym jak wszyscy skorzystaliśmy z porannej toalety, wyruszyliśmy razem z Rasmanem i jego angielskojęzycznym kolegą – Lanuidem do fotografa.
4 zdjęcia kosztują od 9 do 12 zł. Sposób ich wykonania jest więcej niż śmieszny. Brak płótna za osobą fotografującą jest zastąpiony czarnoskórym mężczyzną stojącym za fotografowaną osobą, trzymającym w ręku białe prześcieradło. Zdjęcie wykonywane jest zwykłym aparatem cyfrom i drukowane jest w przeciągu paru minut.

Image

Udajemy się po wizę do Burkina Faso, następnie do pięciu krajów francuskojęzycznych.
Na lotnisku dowiadujemy się że wiza wielo przejazdowa kosztuje ok. 360 zł, znów szukamy bankomatu, już czuję , że ta podróż będzie o wiele droższa niż mi się wydawało . Przez godzinę czekamy na paszporty.

Image

Teraz czas na kolejne wizy do Nigru, WKS, Togo i Beninu. Cena takiego kompletu to ok. 150 zł ( w tym już łapówka, aby szybciej została wydana). Na miejscu okazuje się jednak, że zdjęcie Carlosa nie nadaje się do wizy, gdyż uśmiechając się wystawił zęby. Czeka nas zatem kolejna wizyta u fotografa …
Nareszcie czas coś zjeść. Udajemy się do restauracji na ryż z sosem (pyszny!). Zapominam dodać, że ciągle piejmy hektolitry wody, która i jak po paru minutach zamienia się w pot.
Płacimy za obiad nasz i naszych przewodników.
Rasman i Lanuid to dobre chłopaki. Mają około 20 lat, trochę kręcą kiedy pytamy co robią. Dla nas są jednak bardzo pomocni. Zadziwia nas jednak jeden fakt. Są oni bardzo biedni, posiadają natomiast całkiem dobry aparat fotograficzny, telefony, notebooka.
Po chwili ginie telefon Carlosa. Ginie no i … znika do dziś w niewyjaśnionych okolicznościach.
Odwiedzamy bazar w Wagadugu. Jest on sporych rozmiarów, o ile się nie mylę jeden z większych w tej części Afryki. Jestem już dość zmęczona po całym dniu. Słońce bardzo mi dokucza. Znów jestem lepka i ciągle chce mi się pić. Ciężko będzie się przyzwyczaić. Do tego zaczepki na bazarze. „Pooglądaj moje rzeźby… posłuchaj moich instrumentów… zobacz moje kolczyki”. Jestem podenerwowana, nie wiem gdzie będziemy spać. Chcę wziąć prysznic.
Wyjaśniamy Rasmanowi, że nie zostaniemy dziś u niego na noc. Rozumie nasze wyjaśnienia. Zabieramy plecaki i szukamy nowego noclegu. Słońce zaczyna zachodzić. Krążymy po ulicach stolicy Burkina Faso. Naszym oczom ukazuje się wielka Katedra Notre Dame. Tam spotykamy kolumbijską siostrę Marinę, która właśnie zamykała biuro. Zdążyła jednak zaoferować nam nocleg.

Image

Biorę prysznic. Czuję się już dużo lepiej. Jestem jednak zmęczona. Leżę na łóżku, uzupełniam karty pamiętnika. Nagle słyszę swoje imię. To Carlos. Mówi do mnie po hiszpańsku… pytam go co powiedział, on nadal używa słów, których nie potrafię zrozumieć. Źrenice jego oczu uciekają ku górze. Wygląda na bardzo zmęczonego … lub chorego i nie dociera do nie co mówię. Pierwsza moja myśl – TROPIKALNA CHOROBA – kolejna myśl – co teraz? Wygląda fatalnie.
Po chwili okazuje się, że przystojny ( na co dzień) Hiszpan tak reaguje na zmęczenie. Teraz wspominam to z uśmiechem w tamtej chwili była jednaka pewna, że już po nim, albo nas  …
W tym dniu mieliśmy okazję korzystać z tysiąca taksówek. Były one w większości w opłakanym stanie. Często leciała w nich głośna muzyka. Ich cena jest dość niska, wahała się pomiędzy 3 a 10 zł. Za odległości jakie nimi pokonywaliśmy była naprawdę niska. Ten sposób przemieszczania się po Wagadugu bardzo nam odpowiadał.
OPIS NOCLEGU
Ponieważ przespane noce były gwarancją udanego dnia zdecydowaliśmy się poszukać pokoju z wentylatorem na kolejne noce, wierząc, że dobry sen zaowocuje większą dawką energii w dzień - tak też było! Jeśli noc zamierzasz spędzić w Afryce to zadbaj o dopływ zimnego powietrza! W Katedrze Notre Dame otrzymaliśmy nocleg u siostry Mariny. Trzyosobowy pokój z wentylatorem i prysznicem. Moskitiery nad łóżkiem zapewniały spokojniejszy sen. Cena: 6,10 euro


06.03 PRZYBIJ PIĄTKĘ
Wagadugu – Burkina Faso


Budzimy się dość wcześnie. Idziemy zwiedzić miasto. Dochodzimy do miejsca gdzie organizowany był przed kilkoma dniami Festiwal Filmowy.

Image
Image

Obserwujemy ludzi, słuchamy reggae, podglądamy szkoły, fotografujemy oraz pijemy, pijemy, pijemy wodę. Dziś czuję się znacznie lepiej. Około 11 godziny chowamy się w cieniu. W ogrodzie jemy rybę.

Image

Po południ kiedy największe słońce przestaje parzyć, spotykamy się z Rasmanem i Lanuidem.

Image

Idziemy odebrać wizę, tam spotykamy polaków, których poznaliśmy w samolocie. Okazuje się, że zawsze jak przylatują w ten rejon wynajmują przewodnika, który jest ich kierowca itd.
Czekamy kilka godzin. W biurze zawieramy znajomości. Obserwujemy jakże śmieszny sposób witania się czarnoskórych. Który podczas czekania na wizy szlifujemy. Na powitanie od najmłodszego do najstarszego ( a w tym wypadku wygląda to naprawdę cool ) przybija się piątkę, a następnie pstryka palcami swoimi oraz osoby z którą się witamy. Często po tym rytuale mężczyźni klepą się po plecach.

Image
Image


07.03 GWIEŹDZISTE NIEBO
Tenkodogo – Burkina Faso


Rano wybieramy się na dworzec autobusowy. Chcemy dostać się do Beninu – bilety bezpośrednie były jednak bardzo drogie, poza tym nie chcieliśmy przegapić miejsc jakie moglibyśmy odwiedzić w trakcie tych kilkuset kilometrów.
Dworzec jest zatłoczony, każdy coś sprzedaje, ludzie z całymi majątkami pakują się do autobusów. Tylko nasze bilety były imienne i to nas pierwszych wołają do autobus. Zajmujemy miejsce z przodu. Dokładnie obserwuję jeszcze przez szybę, czy aby na pewno zapakują nasze plecaki.
Po godzinie wydostajemy się z miasta. Widoki po drodze są niesamowite. Wioski bardzo mi się podobają. Drzewa, skały, kradną moje serce. Najbardziej urzekają jednak kobiety i dzieci, które podczas postojów sprzedają wodę i jedzenie przez szyby autobusu.

Image
Image
Image

Docieramy do Tenkodogo. Przechodzimy przez główną ulicę. Tutaj ludzie bardziej zwracają na nas uwagę. Mijamy liczne stragany i śpiewających oraz tańczących ludzi.
Docieramy do kolejnej katedry. Tam spotykamy księdza mówiącego po angielsku. Oferuje nam nocleg. Zaprasza nas na wieczorne śpiewanie.
Do godziny 15 chowamy się przed słońcem.
Następnie oglądamy miasto , a raczej dużą wieś. Zaczyna się robić ciemno. Zabrakło prądu, do domu wracamy po omacku. Nie działa klimatyzacja, ani wiatrak, na samą myśl o kolejnej duszącej nocy robi mi się niedobrze. W pomieszczeniu jest tak duszno, że postanawiamy wyjść na zewnątrz. Na ławkach siedzą zgromadzeni ludzie ze świecami. Śpiewają do rytmów bębnów. To piękne doświadczenie. Ten wieczór jest cudowny. Piękna muzyka płynie do moich uszu, a oczom ukazują się tylko płomienie świec. Kiedy kończy się modlitwa udajemy się na ławki, które są przed ołtarzem (pod gołym niebem). Kiedy kładę się na ławce moim oczom ukazują się miliardy gwiazd. Najpiękniejsze niebo jakie kiedykolwiek widziałam. Nie byłabym w stanie nigdy policzyć ile ich było. W Tenkodogo zobaczyłam najpiękniejsze niebo w swoim życiu.
OPIS NOCLEGU:
Nowy wyremontowany przestrzenny pokój, duży materac, moskitiera, klimatyzacja i łazienka, cena takiego kompletu 3.05 euro.


08.03 A MOŻE BY TAK POBŁĄDZIĆ ?
Burkina Faso

Wybieramy się do Fady w kierunku Beninu. W połowie drogi jeden z wsiadających pasażerów pyta nas czy jedziemy do Wagadugu bo tam właśnie zmierza ten autobus. ( nie wspominam, że około 10 razy pytaliśmy czy to autokar do Fady..) Zmieszani wysiadamy na pierwszym przystanku. Tutaj czekamy na busik, który ma nas zabrać do wcześniej obranej miejscowości – 12zł za osobę.
Rozmawiamy z miejscowymi, ładujemy aparat i telefony.
Ja z Agą jako kobiety (tak myślę) mamy większy komfort – siedzimy koło kierowcy, Carlom natomiast staje się członkiem zatłoczonego tyłu. Za każdym razem kiedy się obracam widzę go coraz bardziej ściśniętego.
Dojeżdżamy do Nadiagou (BF). Tutaj już jesteśmy prawdziwą atrakcją. Bardzo biedna i brudna mieścina położona przy granicy z Beninem. Czuję się jak w filmie/ westernie, zwolnione tępo, wszystkie oczy skierowane na nas. My kroczymy przed siebie. I tutaj nagle przyspieszenie. Wszyscy zbiegają się w koło nas. Wszyscy na raz mówią. Wszyscy po francusku. Dzieci, dorośli, starsi. Najmłodsi ciągle mnie zaczepiają. Oddaje im puszkę coli.
Jest już szarawo. Widzę na twarzy Carlosa zdenerwowanie. Rozglądam się dookoła, tutaj tylko my i tubylcy. Nagle moim oczom na straganie wśród rupieci ukazują się trzy piękne nowe walizki na kółkach. Zaczynam się śmiać w myślach kiedy dociera do mnie to co przed chwilą sobie wyobraziła. Moja głowa stworzyła szybki przebieg wydarzeń – może przed nami ktoś też tutaj dotarł o zmroku i po nas też zostaną tutaj plecaki ;) .
Zdenerwowanie Carlosa wynikało ze zmęczenia ciągłym tłumaczeniem. Tu słucha, tu mówi nam. Wszyscy chcą nam pomóc, a on przecież wszystkich na raz nie przetłumaczy.
Decydujemy z Agą iść kupić coś do picia i jedzenia, jesteśmy już cały dzień w drodze. Zapada zmrok, a my nie mamy co ze sobą zrobić. Po powrocie Carlos układa swoje myśli i stara nam się wyjaśnić co przed chwilą zaszło. Oto okazało się, że musimy czekać jeszcze w tej wiosce na 3 kolejne osoby, które będą chciały pojechać do Cotonou.
Moje oczy robią się wielkie jak 5 zł. Pytam go czy wie ile to potrwa. Parę godzin, dni, miesięcy? Kto z tej wioski i kiedy zdecyduje się pojechać do Cotonou ? Z Nadiagou nie ma busów, tylko prywatne taksówki. Czekamy zatem…Było już całkiem ciemno – za zadanie otrzymaliśmy pilnowania auta, którym mamy pojechać.
Po chwili wrócił kierowca twierdząc, że już uzbierał pasażerów. Byłam zdumiona. W środku nocy wsiedliśmy do auta, niewiadomo gdzie, z kim i tak naprawdę w jakim kierunku.
Przekraczamy granicę, dwa razy wypełniamy wnioski.
Jest nas 8 osób w starym aucie, w którym prawnie pomieściłyby się 5-ciu pasażerów. 4 osoby siedzą z przodu, 4 z tyłu, wszyscy jesteśmy przytuleni. Jesteśmy już bardzo zmęczeni, jednak głośna muzyka z głośników nie daje zasnąć. Ściśnięci przejeżdżamy autem, któro co chwile podskakuje na kamieniach. Wioski na około nas się palą. Trochę dziwny klimat. W końcu zasypiam.
OPIS NOCLEGU:
Czas przedzierania się przez szeroką i dziką dżunglę. W pocie czoła uciekaliśmy przed dzikimi małpkami naszym fordem z 1986 roku. Walczyliśmy z brudem i malarią, wypijając hektolitry wody i podziwiając krowy umieszczane na dachach minibusów. Przez okienko auta kupowaliśmy pożywienie od mieszkańców poruszających się z lodówkami czy talerzami ryb na głowach. Z Agą przećwiczyłam tysiące pozycji jogi, dzieląca nasze siedzenia w pięcioosobowym środku lokomocji z 8 innymi osobami. Obserwowaliśmy dzikie kozy, śpiących na motorach ludzi i wcinałyśmy świeże ananaski. Robiliśmy to wszystko – jednak tej nocy nie spaliśmy! Niezapomniane wrażenia pomimo wielkiej męczarni

Image
Image
Image

9.03 CZTERDZIEŚCI GODZIN W AUCIE
Benin



2.30-6.00 mamy postój na prześmiesznym parkingu gdzieś w Beninie. Jest to środek miasta. Dokoła nas chodzą kozy. Oddają dziwne dźwięki i jedzą wszystko co zobaczą na drodze. Zjadamy świeże ananasy (1 zł za 2 duże).
Poznajemy Modhestusa. To biznesmen z Nigerii. Jak się później okazało zostaje naszym przyjacielem i zakochuje się w Adze ;) . Opowiada nam wiele ciekawych rzeczy.
Ludzie nas zaczepiają. Jest fantastycznie. To jedno z tych miejsc gdzie uświadamiasz sobie, że nie wiesz jak się tutaj znalazłeś i dlaczego w ogóle tutaj jesteś, ale pomimo tego, że wszystko jest inne, Ty czujesz się spełniony i zadowolony. Jesteś zmęczony i brudny, ale szczęśliwy.
Podjeżdża po nas kolejne auto (90 zł), zbiera się nowa ekipa, Modhestus oczywiście jedzie z nami. Od kiedy wsiadamy do tego pojazdu zaczyna się fala nieszczęść, która nas zalewa. Auto psuje się średnio co 15 minut. Modhestus na jednym z postojów kupuje nam ciastka i wodę. Bardzo się cieszy, że nas poznał. Po około 2h postoju wszyscy pasażerowie (oprócz jednego, który śpi gdzie popadnie, na kamieniu, na drzewie, na masce samochodu) są zmęczeni i zdenerwowani, ciągłymi postojami, a ten jest już naprawdę długi.
Czekamy w cieniu, gromadzą się wkoło nas dzieci, śpiewają piosenki, recytują wiersze, w zamian za to dajemy im puzzle, które wcześniej kupiliśmy.
Po kłótni z kierowcą, który nie chce nam oddać pieniędzy łapiemy płatnego stopa (6 zł), który podwozi nas na wielki dworzec ( nie mam pojęcia gdzie ). Auto jest super długie, na jakieś 4 siedzenia i szerokie na 3, a co najśmieszniejsze nie ma przedniej szyby. Na szczęście siedzimy z tyłu, także nasze twarze, nie są aż tak zdeformowane przez wiatr jak twarz kierowcy.
Na dworcu dowiadujemy się, że mamy jeszcze 4h drogi do Cotonou. Jest około 4 popołudniu. Od dwóch dni jesteśmy w drodze, nie jedliśmy normalnego posiłku, nie myliśmy się. Jest Fajnie . Za namową Modhestusa znów korzystamy z prywatnego auta (kolejny błąd). To też co chwilę się psuje. Jakby tego było mało półgodziny od wyruszenia w drogę łapiemy gumę. Kierowca zmienia oponę my mamy czas, aby zjeść świeże owoce. Nasza skóra pokryta jest czerwonym pyłem. Jesteśmy bardzo lepcy, na tyle, że jak siadamy jedno koło drugiego, staramy się nie dotykać. Nie jest to miłe uczucie.
Droga jest niebezpieczna. Widzimy przed nami jadące pochylone ciężarówki, które wyglądają jakby za sekundę miały się przewrócić. Robi się ciemno, nie wszystkie auta mają przednie światła. Została nam godzina drogi. Nagle auto staje w polu. Zabrakło paliwa. Jestem już tak zmęczona, że wszystko mi jedno.
Do Cotonou dojeżdżamy o 23.00. Carlos nie jest w stanie sobie odpuścić i kłóci się z kierowcą, który ostatecznie opłaca nam busa do centrum miasta. Razem z Modhestusem błądzimy po mieście szukając noclegu. Bierzemy 1szy lepszy hotel.
Kiedy widzę w pokoju prysznic, jestem najszczęśliwszym człowiekiem. Nie będę opisywać jak długo musiałam się myć i jaki kolor miała woda…
Zasypiam w parę sekund.
OPIS NOCLEGU:
Znalezienie czegokolwiek co nie przypominałoby burdelu, w obcym mieście, po zmroku graniczyło z cudem. Nie przebieraliśmy w ofertach ze względu na zmęczenie oraz nasz zapach – za pierwszy hotel – który zapewni nam klimatyzację oraz łazienkę byliśmy w stanie oddać wszystkie nasze pieniądze. Hotel Le Cyclope (C/270V Segbèya, 05 BP 9098, Cotonou) – tutaj postanowiliśmy pozostać na jedną noc. Chyba najbardziej wyczekiwaną w całej podróży. Komfortowe łóżko, klimatyzacja, wentylator, łazienka, ubikacja, baaa a nawet telewizor i lodówka uczyniły nas najszczęśliwszymi ludźmi na świecie! Cena 10 euro.


10.03 PIERWSZE ZETKNIĘCIE Z OCEANEM
Benin, Cotonou

Modhestus dzień wcześniej obiecał, że przyjdzie rano, aby pomóc nam znaleźć tańszy nocleg, przedstawić nas swojemu ziomkowi, pokazać miasto.
Punkt dwunasta jest on już na recepcji.
Najpierw wybieramy się do Sacre Cure – tam niestety nie ma już miejsca. Pierwszy raz widzę mszę taką jak ta. Pełna pieśni, oklasków, radości. Kto wie, jakby tak wyglądało to w Polsce, może też zaczęłabym chodzić do kościoła ;) . Pełniący tam obowiązki kapłan poleca nam inny nocleg, gdzie znajdujemy schronienie.
Cena wody w Cotonou to 3zł za 1,5l.
Strasznie chciałabym się wykąpać w oceanie, nigdy wcześniej nie miałam do tego okazji. Piechotą przemierzamy miasto. Oceniam je jako dużo bardziej rozwinięte niż Wagadugu. Dochodzimy do plaży. Tam rozciągają się piękne kompleksy hoteli, naprzeciwko których stoją rudery biednych mieszkańców Cotonou. Jest to przykry widok.
Fale są bardzo mocne. Nie wyobrażam sobie wejścia do oceanu, który może mnie połknąć w przeciągu paru sekund. Modhestus mnie uspokaja – oznajmia, że prowadzi nas na specjalnie przygotowaną plaże, do kąpieli.
Wejście na El Dorado Beach kosztuje 9zł ( był to weekend w tygodniu cena była znacznie niższa). Zażywamy kąpieli, jest cudownie.

Image

Poznany na plaży mężczyzna odwozi nas do domu ( o 18 zamykają plażę).
Wieczorem umawiamy się na kolacje z Modhestustem i jego przyjacielem Jetro.

Image

OPIS NOCLEGU:
Kościół Saint-Michel, Cotonou. Miejsce to przypominało ukraińskie hostele. W pokoju mieliśmy ok. 20 łóżek – wszystkie tylko dla nas. Oczywiście skorzystaliśmy z tej okazji i zajęliśmy każde z nich swoimi ubraniami, torbami, plecakami czy notatkami. Prysznice (3) oraz ubikacje (3) znajdowałby się na końcu balkonów w korytarzach. W pokoju znajdował się jeden wentylator, który był powodem małego przemeblowania, którego dokonaliśmy w salce.
Image

11.03 A CO TO JEST BODY SALOON? COLA czy COKE?
Cotonou, Benin


Śpimy, aż do 15. To grzech!
Kolejne 3 h spędzamy na El Dorado Beach.

Image
Image

Tam spotka nas Jetro, który przynosi nam w podarunku colę. Wczoraj dowiedzieliśmy się, że Jetro prowadzi Body saloon – nie wyjaśnił jednak co kryje się pod tym pojęciem. Myśleliśmy o SPA, Fitness. Myliliśmy się bardzo!
Kiedy docieramy na miejsce, okazuje się, że to garaż, w którym mieści się sklep z płytami CD i DVD (Nigeryjskimi), sprzedaje się buty, a Jetro jest w nim ekspedientem oraz fryzjerem i golibrodą, Korzystamy u niego z Internetu, a Carlom korzysta z Jetra usług.
Cena papierosów 3zł paczka .
Modhestus nie może dziś do nas dołączyć. Spędzamy wieczór z Jetro. Jest to bardzo ciekawe spotkanie. Jetro opowiada nam o związkach starych białych kobiet z młodymi czarnoskórymi, twierdzi, że połączyła ich wielka miłość. Staramy się go nieco naprostować.
Jesteśmy w barze, tutaj na kelnerki się cmoka. Zamawiamy po kolejce Sorabi. Bardzo mocy trunek.

Image
Image

Kiedy pytamy Jetro o colę – odpowiada, że raczej nie ma jej tutaj, ale gdzieś podskoczy. Nie ma go około 30 min. Ludzie na stołach dokoła nas sączą colę bez problemu – jesteśmy nieco zmieszani. Kiedy wraca Jetro – trzyma w ręce mały pakunek. Okazuje się, że COLA to gorzkie orzeszki, a na napój mówi się COKE ;) .
Próbujemy dorwać taksówkę, nic z tego, jest już bardzo późno. Łapię stopa, po chwili zatrzymuje się auto. Kierowca odwozi nas za darmo do miejsca gdzie śpimy. Jak się okazuje kiedyś pracował w europie, wypytuje nas co tu robimy. Na końcu wyjaśnia, że zatrzymał się tylko dlatego, że zobaczył blondynkę 


12.03 CO MA W GŁOWIE MODHESTUS?
Cotonou, Benin


Na naszych kartach pamięci nie ma już miejsca. Szukamy kafejki internetowej, aby zrzucić zdjęcia do Internetu. Prędkość jednak nie powala. Kupujemy dodatkowego pendrive.
1 h Internetu – 3 zł.
Jetro obiecał nas zabrać do Nigeryjskiej restauracji. Tam po raz pierwszy próbujemy Ebę, lokalne piwo i pepper soup.

Image
Image

1x napój, pepper soup, 4x eba, 3x piwo – 30 zł. Płacimy za rachunek w ramach wdzięczności za poświęcony nam czas. Jetro czuje się nieco urażony.
Ponieważ czas ucieka nam nieubłaganie, musimy szukać busa do Lome, gdzie mamy załatwiony CS.
Tutaj następuje jedyna w tej podróży sprzeczka między nami. Busy, którymi wcześniej się przemieszczaliśmy kosztuje 18 zł, natomiast, luksusowy autokar z klimatyzacja, TV itd. 72 zł, ja z Agą nie mamy problemu w podjęciu decyzji, wiemy, że tylko nasze karty działają w bankomatach, a już same nie jesteśmy pewne ile na nich mamy. Jednakże Carlos stawia przy swoim. Chce wygody. Postanawiamy odłożyć tę dyskusję na później.
Udajemy się do salonu Jetra, dookoła są małe stragany. Jemy UDARA – małe owoce podobne do mirabelek – 6 szt 30 gr FCA (przepyszne). Woreczek suszonych bananów 50 gr
Na kolację wybieramy się do Tacos. Jemy tam przepyszne mięso przygotowane na kształt donera. Na murku obok leży zaniedbany ok. 4 letni chłopak. Oddajemy mu jednego donera.
Dołącza do nas Modhestus. Zaczynamy parogodzinną konwersację. Jest bardzo ciekawie. Okazuje się że marzą oni o białych żonach, które szukają przez Internet.
W ich mniemaniu kobiety, są stworzone tylko do rodzenia dzieci, nie mogą wychodzić ze znajomymi. Nie rozumieją oni, że powinno się płodzić tyle dzieci ile jest się w stanie utrzymać. Podczas rozmowy z nimi dochodzę do wniosku, że trzeba wieków, aby to społeczeństwo zrozumiało wiele istotnych problemów.
Modhestus utrzymuje, że czatuje z J. Lopez, pyta czy może znamy tą piosenkarkę.
Kiedy wyjaśniamy Modhestusowi , że wrestling to bardziej gra aktorska niż walka, wydaje się załamany.
Okazuje się, że jeden skręt najlepszej marihuany kosztuje 50 groszy.
W tej rozmowie wiele było takich sytuacji kiedy nie wiedziałam, czy sobie z nas żartują, czy mówią poważnie.


13.03 COUCHSURFING W TOGO
Lome, Togo

Po długiej rozmowie, jedziemy droższym autokarem …

Image

Chipsy ananasowe 1,5 zł, Cola 2zł.
Autobus spóźniony jest 3h. Czekamy rozmawiając z właścicielem firmy, który jest wykształconym człowiekiem. Razem oglądamy mecz.
Paul (właściciel) bardzo cieszy się, że korzystamy z jego usług. Robi z nami zdjęcia i zapewnia, że umieści je Ne swojej stronie internetowej. Cieszy się, iż z jego przewozów nie będą korzystać tylko Nigeryjczycy. Jak dowiedziałam się parę dni temu Modhestus nawiązał kontakt z Paulem i otworzyli nowe połączenie pomiędzy BF a Beninem.
Autobus był naprawdę komfortowy. Podczas jazdy leciał nigeryjski film (jeden taki dostaliśmy od Jetra w prezencie). Sama komedia niezbyt mnie śmieszyła, jednak zachowanie ludzi, którzy ją oglądali, już tak. Głośne śmiechy, bicie ręką w kolana, oklaski. Całkiem ciekawe widowisko.
Docieramy na granicę. Na przejściu sprawdzają szczepienia. Za półdarmo rozdają prezerwatywy. W budce celników w TV leci porno. Ciężko się skupić na wypełnianiu druczków.
Dojeżdżamy do Lome, stolicy Togo. Nigdzie nie zauważamy naszego hosta z CS. Wyruszamy za tłumem. Po chwili jednak ktoś krzyczy za nami. Poznajemy Bena właściciela mieszkania oraz Annę i Iva ( Niemcy), którzy właśnie przebywają na CS u naszego hosta.
Wieczór spędzamy w towarzystwie Bena, niemieckiej pary i Matiasa ( który jest współwłaścicielem domu).
Standardy domu są bardzo wysokie. Mathias przygotowuje dla nas kolacje. Ich lodówka po brzegi wypełniona jest alkoholem najwyższej klasy, który co chwile wciskają nam do rąk. Wieczór upływa na ciekawej dyskusji, dotyczącej wszystkich sfer ludzkiego życia.
Ben jest typowym artystą rastamanem. Dzień zaczyna i kończy jointem.
OPIS NOCLEGU:
Pomimo wcześniejszych doświadczeń zdecydowaliśmy się po raz kolejny zakosztować smaku CouchSurfing’u. Było to niezapomniane wrażenie. Piękny chociaż nieco zaniedbany apartament, wspólne kolacje gotowane przez hostów i odkrywanie ich stylu życia było na tyle ciekawym wydarzeniem, że postanowiliśmy przedłużyć pobyt w tym miejscu. Wentylatorek wraz z wielką plazmą, która umilała nam wieczory muzyką, a dnie filmami sprawiły, że na obrzeżach Lome w małej afrykańskiej wiosce czuliśmy się jak w europie. Ben + Martin – dziękujemy.

Image
Image

14.03 CZY TO SŁOŃCE MOŻE ZABIĆ ?
Lome, Togo

Do południa śpimy. Około 13 wybieramy się ze wszystkimi na obiad. Po raz kolejny stwierdzam, że między 12, a 15 nie mogę przebywać na słońcu. Czuję jakbym za chwile miała zejść.
Na szczęście docieramy już na stołówkę. Zjadamy przepyszne Fu-Fu (kasawa z sosoem) z rybą.

Image

Staram się dojść do domu o własnych siłach. Ląduje w łóżku i znowu śpię. Wieczorem razem z Agą błądzimy po obrzeżach Lome. Oglądamy wioski, rozmawiamy z ludźmi.
Wieczorem hości zabierają nas na koalcję. Spaghetti z naleśnikiem i majonezem – ciekawe połączenie.
Po powrocie do domu znów długo wymieniamy zdania.


15.03 VOO-DOO
Lome, Togo


Dziś wstajemy wcześnie rano. Odwozimy Niemców na dworzec, sami natomiast wybieramy się do ambasady Ghany po wizę. Nie udaje nam się jej załatwić. Urzędniczka twierdzi, że bez problemu dostaniemy ją na granicy.
Wracamy do domu. Czeka na nas domowy obiadek.
Popołudniu wybieramy się na plaże, tutaj fale zdają się być jeszcze bardziej porywcze niż, te w Cotonou. Ocean jest bardzo ciepły. Siadam na plaży i obserwuję ludzi. Tutaj steki mężczyzn ćwiczy. Stwierdzam, że ciała czarnoskórych są bardzo dobrze zbudowane, aż miło popatrzeć. Co do kobiet, są naprane piękne. Rzadko gdzie widziałam tyle pięknych twarzy.

Image
Image

Kolejnym punktem jest bazar VooDoo. Ciekawe przeżycie. Obdarte ze skóry kości, sproszkowane czaszki, zasuszone zwierzęta. Każda z tych przerażających rzeczy ma jakieś zastosowanie w medycynie czy tez w stosunkach międzyludzkich. Aż dziw, że ludzie w to wierzą. Po obejściu bazaru, mamy okazję spotkać się z szamanem w ciemnym namiocie – to najbardziej ekscytująca część dzisiejszego dnia. Rozpalone świece, zwoływanie duchów, dziwne zaklęcia.
Cena za całość – 18zł.

Image
Image
Image

Po powrocie dopadają mnie skutki uboczne zażycia leku na malarie – nie jest to ciekawe doświadczenie. U mnie objawiały się niepokojem i stanem lękowym.


16.03 $150 ZA WJAZD DO GHANY
Kpalime, Togo


Plany trafił szlag. Nasza wizyta powoli dobiegała końca. Dzięki parze Niemców dobrze zaplanowaliśmy nasz pobyt w Ghanie. Na granicy celnik krzykną sobie od nas po 150$ za pieczątkę. W tył zwrot i totalna zmiana planów. Nie odpuścimy sobie Ghany po tym co opowiadała nam Anna. Ruszamy w kierunku innego przejścia (12zł). Tam również nie udaje się przekroczyć granicy.

Image (inna pasażerka :) )

Robi się ciemno. Zatrzymujemy się w hotelu.
Nie możemy znaleźć żadnej jadłodajni przy ulicy. Wchodzimy do „Happy Yourself” ( jak wychodziłam byłam raczej unhappy). Jak na ogólnie panujące tutaj standardy – wydaje się, że będzie drogo. Jesteśmy jednak głodni i zmęczeni po całym dniu. Przed wyjściem płacimy 84 zł za 3 fu-fu i 3 cole – najgorsze jedzenie jakie jadłam w tej podróży.

Image

Wieczorem wypijamy piwko - 3zł.
OPIS NOCLEGU:
Bafama-Bafama hotel w Kpalime wyglądem przypominał greckie budynki z białymi ścianami oraz niebieskimi okiennicami – tak było po wkroczeniu na jego podwórze. Recepcja natomiast przesycona była tandetą. Palmy przed wejściem poniekąd ratowały to miejsce. Na recepcji zakupić można było jajka (?) oraz napoje, w tle od ścian odbijał się jazz z lat 80’ natomiast na suficie wisiały kolorowe reklamówki z Bonne Annee oraz dziwaczne łańcuchy. Nasz pokój jednak nie posiadał żadnych wad, prócz tego, że w ubikacji która była na wprost naszego łóżka nie było drzwi, a zasłonka z prysznica posiadała dziurę wielkości 5 centymetrów. Wentylator działał jednak bez zarzutu. Cena 5.08 euro.



17.03 JAK NIELEGALNIE ZNALEŹĆ SIĘ W GHANIE
Ehou, Togoi


8 rano pobudka. Kupujemy świeże owoce.

Image
Image

Umawiamy się, że dziś jest ostatni dzień kiedy próbujemy przedostać się do Ghany. Zgarnia nas mini bus do EHOU (9 zł). W busie jest co najmniej 2x więcej osób niż powinno, dach zapakowany jest dorobkiem pasażerów. Widywałam już busy na dachach których przymocowane były krowy. Po pierwsze zastanawiałam się jak one się tam znalazły, a po drugie co się dzieje kiedy czują potrzebę… Okna w busach rzadko kiedy można było zamknąć…
Przejeżdżamy małymi dróżkami. Otaczają nas bananowce, tropikalne drzewa, wodospady. Wspinamy się ku górze, przepakowanym autem. Pierwszy raz powietrze jest takie rześkie.
Dojeżdżamy do przejścia granicznego Togo – Ghana. Po stronie pierwszego państwa, w małej budce wita nas stary analfabeta. Przepisanie 3 linijek z naszego paszportu zajmuje mu ok. 30 min. Ludzie w busie zaczynają się na nas denerwować. Jesteśmy pośrodku jakiegoś lasu. Dobrze wiemy, że nie mamy wizy do Ghany, a ludzie już za nami nie przepadają.
W końcu wsiadamy do busa. Po stronie Ghany rozbudowane przejście. Nowoczesny budynek, czterech umundurowanych strażników. Oglądają nigeryjski serial. Nie mogą oderwać oczu i zachowują się podobnie do ludzi z autokaru na trasie Cotonou - Lome. O nic nas nie pytają, sami wypełniają wszystkie druczki. My też się nie odzywamy. Zauważam, że celnik, który zajmuje się moja wizą, właśnie otworzył paszport na stronie wizy do Burkina Faso i jej numery wpisuje jako wizy do Ghany. Milczę. Wszyscy milczymy.
Zabieramy paszporty, uśmiechamy się, wsiadamy do busa. Po chwile wybuchamy śmiechem. Teraz jesteśmy szczęśliwi – nie zdajemy sobie sprawy z tego co czeka nas przy wyjeździe.
Jadąc przez Ghanę, widać że to bogaty kraj. Porządne mosty, nowe budynki.
Bilet do Accry kosztuje nas 20 zł. Wszędzie mówią po angielsku – JUUUPPIII  teraz my załatwiamy wszystkie sprawy. Dajmy odpocząć Carlosowi.
W godzinach popołudniowych dojeżdżamy do Accry. To miasto jednak nas przytłacza. Jest nowoczesne. Wielkie budowle, piękne ambasady, nowoczesne samochody.
Naszym celem jest Cape Coast. Chwile bujamy się po stolicy, szybko jednak znajdujemy busa do Cape Coast ( 8 zł + 4 zł bagaż). Teraz czeka nas 3 godziny drogi.
W tym starym busie przeżywam znów jeden z piękniejszych momentów wyjazdu. Słońce znika za horyzontem, oglądam jego zachód i piękne domy oraz pagórki, które dotyka swoimi ostatnimi promieniami. W radiu leci spokojna piosenka, a siedzący obok mnie pasażer zaczyna ją nucić. Kiedy mija 20 sekund, cały bus nuci tą piosenkę. Wszyscy mają ładne głosy, a zachód słońca dodaje temu chórowi niezwykłego uroku.

Image

Kiedy dojeżdżamy do Cape Coast panuje już zmrok. Łapiemy taksówkę za 14 zł która wozi nas od hotelu do hotelu. Ceny są bardzo wysokie od 140 do 200 zł za noc od osoby. Nareszcie znajdujemy Hotel Vec (burdel) noc kosztuje 90 zł ( cały pokój ). Przy wejściu rozdawane są darmowe kondomy. Kiedy po chwili schodzę na recepcję, aby kupić coś do picia zauważam kobietę, która świadczy pewną usługę mężczyźnie siedzącemu w fotelu – i tutaj po raz kolejny nie wiem jak się zachować.
OPIS NOCLEGU:
Hotel Van (pseudo burdel, obok szkoły podstawowej oraz stacji paliw)– tutaj postanowiliśmy pozostać na jedną noc. Standard pokoju jaki za pierwszym razem pokazał mi recepcjonista utwierdził mnie w przekonaniu, że miejsce to przeznaczone było dla par . Hotel ten jednak dużo wnosił do wychowania seksualnego, gdyż na recepcji można było otrzymać darmowe prezerwatywy, a ściany ozdobione były plakatami ukazującymi przeznaczenie kondomów. Po zapłaceniu jednak otrzymaliśmy czyściutki i wielki nowiutki pokój z wentylatorem, klimatyzacją, telewizorkiem, lodóweczką oraz największą do tej pory łazienką i ubikacją. Łóżko rozmiaru kingsize było w stanie pomieścić 5 osób! Jedyną wadą tej nocy był Carlos śpiący pomiędzy mną, a Agą kradnąc okrywające nas prześcieradło – a tej nocy było wyjątkowo zimno! Nasza sprzeczka w środku nocy (ja wyrzucająca mu po polsku, on mi po hiszpańsku) nie przyniosła pozytywnych rezultatów. Może wystarczyłoby wyłączyć klimatyzację? Cena 7 euro.

Image
Image


18.03 NATIONAL PARK
Cape Coast, Ghana


Budzimy się bardzo wcześnie rano i dochodzimy do wniosku, że mamy już bardzo mało czasu i chyba musimy odpuścić sobie Cape Coast na rzecz innych miejsc.

Image

Tym którzy mają czas polecamy Escape – Game over – ponoć piękna plaża i wielu młodych ludzi.
Internet w Ghanie kosztuje 1 zł za 30 min.
Decydujemy się na zobaczenie Kakum – national park. Nie możemy znaleźć busów. Bierzemy taksówkę spod hotelu która dowozi nas na miejsce za 70 zł/3 os. (pośpiech robi swoje)
Wejście do parku kosztuje 30 zł.
Czekamy na swoją turę zwiedzania. Przed wejściem mamy czas pooglądać sklep z pamiątkami, czy też zjeść coś w barze.

Image
Image
Image

Razem z nami park zwiedza grupa z Austrii i Nigerii. Czas zwiedzania to około 1h czasu. Przechodzimy trasą 7 mostów zawieszonych około 40 m nad ziemią. Mosty się chwieją. Jedna z Nigeryjek płacze. Dla mnie ciekawe przeżycie być tak wysoko ponad wszystkim, na cieniutkim mostku. To właśnie Conopy walk.
Istnieje opcja spania w parku i obserwowania zwierząt.
Nam udało się tylko spotkać skorpiona, który według naszej przewodniczki był w stanie powalić konia.
Wracamy busikiem za 5 zł (bez komentarza). Jesteśmy na dworcu. Kupujemy ryż z sosem rybnym od małego chłopca 3 porządne porcje kosztują 8 zł. Bawimy się z dziećmi, wręczamy im zabawki.

Image

Znajdujemy busy do Kumasi – z klimatyzacją 24 zł bez 18 zł. Jedziemy około 3-4h. W busie poznajemy Leticie, która po rozmowie zaprasza nas do siebie na noc, szybko się zgadzamy. Ze stacji odbiera nas jej mąż. Ubrany w garnitur, czeka na nas duże BMW – nowiutkie i czyściutkie. Po drodze kupują nam kolacje. Wieczorem rozmawiamy o sytuacji w jakiej właśnie się znaleźli. Letticia wyprowadza nas na spacer aby przedstawić nas sąsiadom. 
OPIS NOCLEGU:
W trakcie autobusowej podróży nocleg w swoim domu w Kumasi zaoferowała nam Leticia oraz jej mąż Stive. Małżeństwo z Ghany dążące do zbudowania wspólnego domu. Mąż pracujący w Kumasi, żona w Cape Coast, a dzieci uczące się Accrze. Niesamowita gościnność i po raz pierwszy zdziwienie na twarzy hostów, kiedy prosimy o jeden pokój dla 3 osób. Mieszkania takiego jak to nie spotkałam do tej pory. Po wejściu przez drzwi frontowe znajdowałeś się na zamkniętym tarasie od którego można było wejść do każdego pokoju z osobna. Salon wyposażony w wielkie głośniki sony, sporych rozmiarów telewizor i skórzane sofy wywołała na naszych twarzach duże zdziwienie. Reszta pokoi była zaniedbana ze względu na to, że nie spędzano w nich czasu, tylko podczas wakacji, jak dzieci wracały na stałe do rodziców. Łazienka nie posiadała światła, toteż dużą pomocą była latareczka, aby się wykąpać trzeba było sięgnąć po wcześniej przygotowane wiaderka. Wentylator działał jednak bez zarzutu.

Image


19.03 NAJLEPSZE FU-FU
Tamale, Ghana


O 6 rano mamy pobudkę. Zjadamy pozostałości kolacji. Zabieramy zapas wody w woreczkach, a mąż Lettici odwozi nas na stację. Czekają tam na nas wielkie pomarańczowe autobusy. Bilet z Kumasi do Tamale kosztuje 26 zł plus 2 zł bagaż.
Jesteśmy zapakowani po brzegi. Podglądamy ludzi. To bardzo ciekawe zajęcie, nie wiedziałam, że człowiek może wydawać takie odgłosy…
6 godzin jazdy. W połowie drogi mamy zapewnioną przerwę. Kupujemy 6 worków owoców (ananasy i mango ) całość kosztuje nas 6 zł.
Kontynuujemy drogę. Widzimy autobus który się zepsuł. Zabieramy ludzi z tamtego pojazdu, jest jeszcze ciaśniej.

Image
Image
Image

Jesteśmy w Tamale. Na dworcu spotykam dwie Niemki. Zaczynamy rozmawiać. Nasza trójka wybrała się do Tamale, aby zobaczyć park, który jest tam nieopodal. Pytam Niemki czy wiedzą coś na jego temat. Jednak z nich była w nim już parę razy, ale mówi, że pomimo to, iż jest on blisko, potrzebujemy całego dnia, żeby do niego dotrzeć, i całego aby go zwiedzieć, no a trzeci dzień potrzebny jest na powrót. Nie mamy tyle czasu. Bierzemy od nich namiary na noclegi. Jesteśmy nieco smutni, że tak naprawdę zmarnowaliśmy czas w Ghanie.
W hotelu robimy pranie.
Zwiedzamy okolicę, korzystamy z Internetu.
Szukamy kolacji. Tutaj przy drodze zjadam przepyszne Fu-Fu za 3 zł. Ludzie w kolejce robią sobie ze mnie żarty 
OPIS NOCLEGU:
Zaraz po dotarciu na stacje autobusową dwie Niemki podały nam instrukcję dotarcia do dwóch chrześcijańskich Guest Hous’ów – Catholic Guesthouse oraz Christian Coucil Guesthouse. Po raz pierwszy odmówiono nam pozostania w trójkę w jednym pokoju. Zarówno w pierwszym jak i w drugim miejscu. Jak na swój standard noclegi w Ghanie są bardzo drogie. W rezultacie otrzymaliśmy dwa pokoje, wyposażone w telewizory i wentylatory. Łazienki oraz prysznice znajdowałby się na korytarzu. W ogrodzie istniała możliwość rozwieszenia prania, którą wykorzystaliśmy w mgnieniu oka. W nocy zabrakło jednak dostawy prądu, niedziałający wentylator nie przeszkodził jednak w głębokim śnie. Cena 7.20 euro.


20.03 JAK WYDOSTAĆ SIĘ Z GHANY
Paga, Ghana


Musimy już wracać. Jest nam smutno, że większość czasu spędziliśmy w busach. Z drugiej strony jestem radosna, bo właśnie tam poznałam najlepszych ludzi. Każda podróż uczy czegoś. Ta nauczyła, aby się nie spieszyć i w ten rejon wylecieć co najmniej na parę miesięcy.
Bus do Bolge kosztuje nas 14 zł.
W Bolge zaczynamy planować co z naszymi wizami do Ghany. Jedząc przepyszny ryż z kurczakiem i sałatką (4 zł), dochodzimy do wniosku, iż musimy dostać się na małe przejście graniczne. Podobne do tego w Ehou.
Na dworcu wyjaśniają nam, że jedyne przejście z BF to Paga. No cóż jakoś trzeba wrócić do domu. Plan jest jeden – nie znamy angielskie. Sprawdzałam ten sposób już w Egipcie wyjechałam tam mając 18 lat i mój pobyt wydłużył się z 2 tygodni do 4 miesięcy. Pełno miałam w gaciach jak złapała mnie policja. Ale udawany brak znajomości języka pomógł bardzo. Musiał pomóc i teraz.
Minibusy do Wagadugu kosztowały 96 zł / za 3 osoby. Były jedyną rozsądną opcją.
Pierwszy raz nie czekamy na odjazd busa i co ciekawe jest w nim mało pasażerów.
Dojeżdżamy do przejścia. Trochę nie chce uwierzyć w to co widzę. Wypasione przejście, kamery, pełno celników. Myślę … będzie ciekawie, Wchodzimy, oddajemy paszporty, kierują nas do odosobnionego pokoju. Pomieszczenie należało chyba do kogoś ważnego. Skórzane sofy, zdjęcia, ordery, komputery. Wita nas czarnoskóry, gruby urzędnik. Gada i gada, my tylko z głupim uśmiechem kiwamy głową. Pyta nas gdzie nasze wizy. Nie odzywamy się, nadal tylko się uśmiechamy. Po chwili mówię głośno i wyraźnie.
MY: WE NO ENGLISH
Urzędnik: Ohh u dont speak english, I understand. VISA ? VISA GHANA?
M: NO VISA, NO. STAMP, MONEY, MONEY, GO.
U: Ohhh .. you paid for the entrance ?!
M: Hmm.. pay ??? no. pay no, money yes.
U: Ok so you paid.
M: no pay, money money
U: YS, YS, ok. How much ?
Ja: Aga ! Ile mu mówimy ? 150 dolarów ? Nie wiem kurde
AGA: no ja nie wiem, a mów ile chcesz
Patrzę na urzędnika i pokazuje, że potrzebuje długopis.
Rysuje 150 dolarów.
Urzędnik trochę się zdenerwował. Chwycił za telefon i dzwoni gdzieś. Mówi, że jest skandal, ktoś od 3 turystów zabrał 450$ bezprawnie, krzyczy, że zrobi z tym porządek. Bierze nasze paszporty, kseruje. Patrzy na nas i mówi : All is Okey. So u liked Ghana?
M: Good Ghana Good!
Pozwala nam odejść z paszportami, żegna nas, coś wspomina, że jego przyjaciółka z polski miała na imię Agnieszka.
Ocieramy pot z czoła i wskakujemy do busa do Wagadugu, znów wybuchamy śmiechem.
Oglądam zachód słońca. Przed oczami przemykają mi dni jakie tutaj przeżyliśmy. Czuję niedosyt. Nie chcę wracać. Kolejnego dnia wieczorem wracam do Istambułu, naprawdę tego nie chcę.
Wieczorem kupujemy 16% (7 zł) browary, wypijamy po 2 takie. Był to ciężki wieczór.
OPIS NOCLEGU:
Z Ghany wracamy do punktu wyjścia – Ouagadougou pozytywnie nas zaskoczyło – widzieliśmy rzeczy, które w pierwszych dniach były niezauważalne. Spotkała nas jednak przykra wiadomość – w katedrze nie było już wolnych pokoi. Na terenie katedry znajduje się jednak „Radio Maria”, któro również dysponuje pokojami – i tak oszczędzając jedno euro w porównaniu do noclegu w katedrze, otrzymujemy 3 osobowy pokój z łazienką i ubikacją oraz wentylatorem!

21.03 NIE PIJCIE ALKOHOLU!
Wagadugu, Burkina Faso


Poranek jest jeszcze gorszy. Głowa mi pęka, a mamy dziś zrobić zakupy na bazarze. Wychodzę na słońce i przysięgam, że jeśli kiedykolwiek tutaj wrócę, nigdy nie napiję się alkoholu.
Na śniadanie jemy omlety oraz ryż z sosem 3 zł.
Upał nie z tej ziemi. Na bazarze znów każdy nas zaczepia. Każdy nas zna, chce z nami rozmawiać, pokazać na swój sklep. Chodzimy jak te osiołki w poszukiwaniu prezentów. Carlos poszukuje materiału na tradycyjny strój, który chce sobie uszyć. Całość takiej pamiątki wyniesie do 90 zł.

Image
Image
Za pięć figurek różniej wielkości płacimy 18 zł. Kolczyki 3 zł.
Wszystkie sklepiki są naprawdę podobne a cenę można stargować do 1/5.
Image
Image

Przy obiedzie dosiada się do nas człowiek, który wcześniej próbował nam sprzedać kartki. Jest to Książe KAYA rodu w Wagadugu. Ma około 40 rodzeństwa, nie zna wszystkich. Jego twarz szpeci wielka blizna na policzku. Zostało mu zrobiona w wieku 2 miesięcy, był najstarszy z rodu i tak został naznaczony. Nie potrafi liczyć.

Image

Wieczorem czekamy na samolot.

Image

Niestety to już koniec.


Koszty na osobę (w zł.):

ok. 2830 zł/ os. CAŁOŚĆ WYPRAWY

919,58 zł – bilety na trasie Istambul – Ouagadougou,
205 zł – bilety na trasie Adana-Istambul-Adana,
ok. 400 zł wiza do Burkina Faso (kilkukrotny przejazd),
167,20 zł wiza do 5-krajów francuskojęzycznych – WKS, Benin, Togo, Niger, Burkina Faso (wliczona łapówka, aby wiza została wydana z dnia na dzień),
263,48 zł noclegi (17 noclegów w tym CS)
pozostałość, czyli 961,38 zł przeznaczona przede wszystkim na transport ok. 3000 km po Afryce zachodniej, jedzenie, woda, drobne pamiątki

Cenne wskazówki dotyczące odwiedzanego miejsca:

- Szczepienie na żółtą febrę – obowiązkowe
- Szczepienia i leki malaryczne można uzyskać za darmo w Turcji (jakby ktoś przypadkiem się wybierał) w miejscowości Mersin między dworcem a portem znajduje się lekarz medycyny tropikalnej – wystarczy powiedzieć, że jest się Erasmusem nie wiem czy w innych placówkach w Turcji, też nie trzeba pokazywać legitymacji – wystarczy tylko paszport
- zabrać ze sobą około 20 zdjęć, wielkości tych do dowodu, należy jednak patrzeć się w obiektyw, mieć odsłonięte uszy, i nie pokazywać ząbków. Zdjęcia są tam potrzebne na każdym kroku. 4 zdjęcia to koszt ok.12 zł – wiec chyba tańsze niż w PL, jednak trzeba tylko pamiętać, że w tych warunkach wygląda się fatalnie, a szkoda też czasu na bieganie za zdjęciami. Chociaż cała procedura jest warta obejrzenia
- nie bać się spożywać wody „z woreczków” i lokalnych potraw, u nas zero skutków ubocznych
- nie planować niczego na tip-top, bo tam wszystko się psuje i na wszystko jest czas
- nie jadać w restauracjach, tylko na ulicy, w tych pierwszych jedzenie 10x droższe i 50x gorsze
- zabrać kartę VISA, a nie MASTERCARD itd., VISA obsługiwana w każdym bankomacie,
- noclegów szukać przy kościołach
- ciężko uzyskać wizę do Ghany na miejscu – warto się tym zatem zająć przed przylotem
- jeśli odmówią Wam wizy do Ghany – przejść granicę bez niej można w EHOU, nad Lome (malutkie przejście graniczne z analfabetami na bramkach) przy wyjeździe wystarczy powiedzieć, że zapłaciło się za wjazd do Ghany na granicy
- nie wychodzić z cienia lub klimatyzowanego pomieszczenia pomiędzy godziną 12 a 15

Jeżeli potrzebujecie więcej informacji
http://www.facebook.com/amyonroad
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 01 Sty 2015 16:06 

Rejestracja: 20 Sty 2014
Posty: 277
niebieski
Solidna relacja. Zrobiliście mi ochotę na Afrykę Zachodnią.
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 07 Sie 2017 15:34 

Rejestracja: 01 Mar 2013
Posty: 217
niebieski
Czy posiada ktoś jakąkolwiek informację dotyczącą wizy (jednej) do wymienionych krajów Afryki Zach? Mam na myśli WKS, Burkinę, Togo, Benin.
Jakieś doświadczenia z wizą do Ghany?

W listopadzie mam w planach WKS, Togo, Benin, Ghanę, Liberię i Sierra Leone... ale z wizami będzie niezły zachód :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 07 Sie 2017 16:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Gru 2011
Posty: 5600
Loty: 169
Kilometry: 241 913
HON fly4free
Wizę do WKS (niestety nie dla mnie) załatwiałem w ambasadzie Francji.
https://pl.ambafrance.org/Wizy-do-krajow-afrykanskich
_________________
Blbec je blbec a blbcem zůstane
Ja tu tylko sprzątam
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 16 Wrz 2017 22:03 

Rejestracja: 01 Mar 2013
Posty: 217
niebieski
Prawie wszystkie załatwiam w oparciu o londyńskie ambasady, dam znać wkrótce jak to wyszło.
Góra
 Relacje PM off
Arekkk lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 09 Lut 2018 23:04 

Rejestracja: 07 Lut 2014
Posty: 519
niebieski
Pozi, dasz jakiś cynk jak z wizami na przejściach granicznych poza tym co robiłeś w Lądku;)? Kupiłem dziś ten błąd z Paryża do Abidżanu i zastanwiam się, czy robić wizę entente w Hiszpanii, czy płacić na przejściach?

Pzdr i dzięki, Art.
Góra
 Relacje PM off
Arekkk lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 15 Kwi 2019 11:00 

Rejestracja: 27 Mar 2014
Posty: 2799
srebrny
Przynajmniej trzy osoby juz załatwiały wizę do WKS, w tym obejmującą pięć krajów. Może któraś z tych osób, podzieli się doświadczeniem i wiedzą, której sami szukali?! ;)
Góra
 Relacje PM off
Arekkk lubi ten post.
 
 
 [ 10 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group