Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 7 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
 Temat postu: Kilka dni w Armenii
#1 PostWysłany: 06 Kwi 2016 15:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 2958
Loty: 487
Kilometry: 559 256
platynowy
Po Armenii spodziewałem się, że będzie to Gruzja trochę inaczej. Okazało się, że te różnice są bardzo duże.
Różni są przede wszystkim ludzie. W Armenii głównie starają się nie zwracać na ciebie uwagi. Armenia wydaje się być znacząco biedniejsza niż Gruzja, przy czym stopień nierówności społecznych jest ogromny. Najbardziej typowe samochody to czarny mercedes G Klasy (obowiązkowo z czarnymi szybami) oraz stara Łada, która z mercedesem ma wspólne czarne szyby.

Żeby nie było, że narzekam to mogę spokojnie powiedzieć, że wyjazd uważam za udany, dobrze spędziłem czas, sporo zobaczyłem, choć się nie spieszyłem, sporo się dowiedziałem.

W związku z ostatnimi wydarzeniami w Górskim Karabachu taka mała historia. Jak wspominałem, tubylcy starali się nie okazywać interesowanie turystami. Jednak, kiedy w miasteczku już na południu kraju, w rozmowie ze spotkanym Niemcem poruszyliśmy temat Azerbejdżanu (padło pytanie "czy byłeś w Azerbejdżanie), miejscowy młodzieniec podszedł do nas i zapytał z miną niezbyt zadowoloną dlaczego mówimy o Azerbejdżanie.

Pojechałem wiedząc co nieco o historii kraju, ale zgodnie z moimi własnymi zasadami nie miałem żadnego przewodnika.
Zdjęć nie będzie, można je sobie spokojnie wygooglać. Zresztą w Armenii nie ma wielu „zabytkowych zabytków.” Są liczne malownicze klasztory na wzgórzach. W większości rekonstruowane. Jest dużo postsowieckiego syfu w przepięknym otoczeniu gór różnej wysokości.
Podam trochę informacji praktycznych. Z praktycznych informacji w uproszczeniu 1000 AMD to 8 zł.
Dostałem się tam dzięki Ukrainian International Airlines za jakieś 560 zł (to nie była specjalna promocja), przy czym przesiadka w Kijowie w drodze do Erywania była dłuuuuga. Pozwoliło to na wycieczkę do miasta na obiadek.
Byłem pod koniec marca. Jest to termin umiarkowanie komfortowy jeśli chodzi o dostępność komunikacyjną. Drogi potrafią wspinać się wysoko i mogą być nieprzejezdne.
Samolot przylatuje w nocy, więc taksówka to jedyna forma transportu do miasta. Zmęczony oczywiście zrobiłem błąd, pojechałem taksówką bez licznika i pewnie przepłaciłem trzykrotnie. Tutaj mogę poradzić, to co można wszędzie wyczytać. Wypada brać taksówkę z licznikiem i jechać za kwotę jaką on wskaże.
Ale jest lepsza opcja, z której korzystałem w drodze powrotnej. Old Yerevan hostel daje uczestnikom programu genius na booking.com (a pewnie innym też) bezpłatny transfer w cenie noclegu, z czego skorzystałem – transfer miałem o 3:30 w nocy i był w cenie. Właściciel hostelu jak wielu spotkanych Ormian był w Polsce, zna kilka słów („ile to kosztuje?”).
Czyli głupio przepłacony dojazd w jedną stronę plus hostel na pół nocy kosztował mnie 10100 AMD, a nocleg plus dojazd z powrotem 4000 AMD
Rano przeprowadzka do Doubletree. Polecam, cena konkurencyjna zwłaszcza w opcji point+cash (19400 AMD plus 8000 pkt, z czego 2000 wraca). Świetna obsługa, w miarę wygodna lokalizacja plus w bonusie widok na Ararat (jeśli go akurat widać).
Dzień to spacery po Erywaniu, bez specjalnego celu – taki był plan. Miasto jest duże, zanieczyszczone, bez specjalnych zabytków. Bywa całkiem drogo. Ponieważ Armenia to przede wszystkim natura i góry nie polecam zbyt długiego przebywania w Erywaniu. Ja byłem długo, bo plan wizyty obejmował trzy pobyty w Hiltonie dla odnowienia statusu.
Kolejny dzień to wycieczki w okolice Erywania. Najpierw Garni i Gekhard . Pierwsze fajne i płatne 1200 AMD plus ew toaleta 100 AMD, drugie to armeńskie must see.
Dojazd do Garni:
Na początek link do aplikacji, która pozwala zrezygnować z korzystania z taksówek:
https://play.google.com/store/apps/deta ... ort&hl=plg
Nie jest doskonała, zdarzają się błędy w trasach, ale jest bardzo pomocna. Trasy wyznacza się na mapie, więc znajomość alfabetu ormiańskiego jest zbędna.
Jeśli aplikacja to kilka słów o internecie. Ja lupiłem kartę Viva MTS z taryfą w której za 1500 AMD miałem 1 GB internetu i jakąś dużą liczbę minut i SMS do sieci. Zakup w salonie, niezbędny paszport. Salony operatorów w Erywaniu potrafią być czynne całą Dobę. Zasięg potrafił gubić się w górach. W większości Erywania 4G.
Marszrutki do Garni dojeżdżają z „dworca” przy ulicy Gai. Dokładniej ze skrzyżowania Safaryan i Gai. Odjeżdżają kiedy się zapełnią. Koszt pomijalny (250 AMD).
Między Garni a Gekhard (prawdopodobnie) nie ma publicznego transportu. Jest wielu chętnych oferujących podwózkę. Prawdopodobnie można dojechać stopem. Ja ugiąłem się, kiedy kierowca Łady zaproponował mi cenę 2000 AMD za podróż w tę i z powrotem.
Po powrocie wycieczka w drugą stronę. Wagharszapat/Echmiadzin. Nie polecam. Centrum miasta wygląda na opuszczone, a jeśli ktoś chce poznać nowy styl w sakralnym budownictwie armeńskim, wystarczy mu katedra w Erywaniu.
Dojazd w jedną stronę marszrutka z głównego dworca autobusowego (Kilikia) 200 AMD. Powrót do centrum wspólną taksówką za 600 AMD.
Początkowo planowałem przenocować w Wagharszapat, ale miejsce to było tak ponure, że bałem się o własne sny. W efekcie spałem w Erywaniu, w miejscu, które okazało się porażką.
Kolejny dzień to znów Doubletree. A program zwiedzania ograniczony do muzeum ludobójstwa. Muzeum nie jest jakoś nadzwyczaj przemyślane. Ale dla mnie wizyta w kraju, którego symbol leży za jego granicą i przypomina o zbrodniach tureckich, spowodowała , że pobyt w tym muzeum był obowiązkowym elementem wizyty.
Kolejne 2 dni to najdłuższy wyjazd poza Erywań. Ty plany zmieniały się. Początkowo planowałem wypad na narty do Cachadzor, ale okazało się, że niekoniecznie daje się tam jeździć. Po modyfikacji wyszło, że jadę nad jezioro Sewan. Ale w końcu padło na Goris i Tatew.
Nie wiem skąd jedzie się do Goris. Na pewno nie z Dworca Północnego, do którego co jakiś czas odjeżdżają marszrutki do Sewan. Uwaga, informacja, iż marszrutki do Sevan odjeżdżają z okolic skrzyżowania Teyran i Isakhyan nie jest aktualna.
Ponieważ nie wiedziałem jak pojechać do Goris postanowiłem wybrać opcję 2 w 1 i pojechać do Sewan marszrutką a stamtąd stopem do Goris. Pani w hotelu nawet wydrukowała mi karteczkę z nazwą Goris po ormiańsku.
Do Sewan jedzie się za 600 AMD. Droga jest bardzo dobra.
Jezioro Sewan to spore jezioro, tylko, że położone na wysokości 2000 m, kiedyś większe, ale ZSRR miał to do siebie, że potrafił znikać wodę z jezior.
Moje stopowanie szybko się skończyło. Zatrzymał się taksówkarz, który wytłumaczył mi, że z Sewan w kierunku Goris raczej nikt nie jedzie (prawdopodobnie nawet mnie nie oszukiwał) i za 20 USD plus 1000 AMD za wycieczki po drodze zabrał mnie na drugi koniec jeziora do miejscowości Martuni.
Droga była mocno dziurawa.
W Martuni zacząłem wątpić, czy historie o łatwej jeździe stopem po Armenii są prawdziwe. Czekałem ze 30 minut. Potem okazało się, że istnieje prawdopodobieństw, iż samochód który się zatrzymał był pierwszym jadącym poza Martunii. Droga była dosyć ciężka, bowiem wiodła wysoko przez góry i zima pojawiała się nie tylko po obu stronach drogi lecz również na jezdni. Kierowa był przesympatyczny, znał angielski, ze względu na wygląd w czasie pobytu w Polsce miał sporo problemów w tym związanych z wynajęciem mieszkania. W bonusie miałem zwiedzanie karawan seraju, który znajdował się przy drodze Martuni – Jeghegnadzor. W tej ostatniej miejscowości mój kierowca zostawił mnie udając się do Erywania.
W Jeghegnadzor niespecjalnie się nastopowałem, ponieważ po 2 minutach młodzieniec w dresach zaproponował mi, iż za 10000 AMD podwiezie mnie do Goris. I to był błąd. Jeghegnadzor leży w dolinie. Było tam ze 20 stopni i wiosna w pełni. Goris też leży w dolinie, ale po drodze są góry. A w górach i zima i chmury. Łada mojego kierowcy światła miała oględnie mówiąc słabe. A oprócz mgły były dziury w drodze. Dystans 110 km pokonaliśmy w 3 godziny. W międzyczasie zrobiła się noc. Aż żal mi było myśleć jak mój kierowca wracał do domu.
W Goris byłem głodny, poszedłem do pierwszej restauracji. Słusznie myślałem, że mnie oszukają – mieli menu bez cen. Ale jedzenie było pyszne, tylko okazało się bardzo drogie. Szczęśliwie drogie jak na armeńskie warunki. Potem przyszła pora na nocleg. Po doświadczeniu z restauracją sprawdziłem ceny na booking.com i zrobiłem eksperyment. W hotelu kosztującym 10000 AMD wg booking, Pani po konsultacji podała mi cenę 25 000 AMD, na moją uwagę, ze sprzedają ten pokój znacznie taniej bez problemu wzięła ode mnie niższą kwotę.
Niestety, po tych doświadczeniach doszedłem do wniosku, że nie chcę mieć więcej wspólnego z mieszkańcami tego miasteczka i rezygnuję z moich planów zobaczenia Tatev. W zamian obejrzałem nowe Goris (najbardziej zadbane miasto jakie wudziałem w Armenii) i Stare Goris, które jest niesamowite – nie powiem dlaczego, trzeba to zobaczyć.
Z Goris chciałem wracać stopem, ale zatrzymałem … marszrutkę ze Stepanakertu. To był dobry wybór. Samochód był nowy, kierowca nie bał się dziur w jezdni, więc dystans powrotny do Jeghegnadzor pokonaliśmy w niecałe 2 godziny będąc najszybszym pojazdem na drodze. Koszt 2000 AMD.
Jeghegnadzor to dziwne miejsce. Ze ślicznymi widokami na góry, nieistniejącymi noclegami sprzedawanymi na booking.com i muzeum, o którego istnieniu miejscowi niewiele wiedzą. Nocowałem za 8000 AMD w pokoju z prywatną łazienką znajdującą się jednak parę metrów od pokoju. Spotkani Niemcy za pokój z normalną łazienką płacili 18000 AMD za dwójkę. W cenie pyszne domowe śniadanie. W przeciwieństwie do Goris, ceny niższe niż oferowane przez stronę pośrednika
W przeciwieństwie do Goris tubylcy nie starają się oszukiwać turystów. Z tego powodu wycieczka Ładą do klasztoru Noravank, próbę dostania się do jaskini Areni-1 oraz odwiedzenie lokalnego targu z winem oraz powrót kosztowała 3000 AMD.
Marszrutka Jeghegnadzor – Erywań to koszt 1200 AMD, po drodze widok na Ararat.
Trasa Erywań – Jeghegnadzor obsługiwana jest przez „dworzec” przy ul. Arshakunitas, niedaleko Placu Pracy, jakieś 300 m od następnej po dworcu kolejowym stacji metra.
Ostatni dzień w Erywaniu to poszukiwanie prezentów dla dzieci. Przy okazji wizyta w muzeum Siergieja Paradjanowa. Przy ul. Dzoragyugh. Koszt 700 AMD plus drugie tyle za fotografowanie. Paradjanow był niezwykle interesującą postacią, to samo można powiedziećo jego twórczości. Muzeum jest więcej niż dobre. Dodatkowo budynek w którym ono się mieści plus ze dwa okoliczne budynki są jednymi z nielicznych miejsc, które pozwalają wyobrazić sobie jak wyglądał Erywań kilkadziesiąt lat temu.


Ostatnio edytowany przez suszek 01 Gru 2016 11:01, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
4 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 06 Kwi 2016 15:30 

pabien napisał(a):
Podam trochę informacji praktycznych. Z praktycznych informacji w uproszczeniu 100 AMD to 8 zł.

Powinno być: 1000 AMD = 8 PLN.
Góra
 PM off
pabien lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 06 Kwi 2016 15:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 2958
Loty: 487
Kilometry: 559 256
platynowy
Zdecydowanie. Zaraz poprawię.
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 06 Kwi 2016 15:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Maj 2012
Posty: 11
Hej, dzięki za dokładną relację! Przy szukaniu noclegów korzystałeś tylko z booking.com, czy może też z Airbnb (bo z couchsurfingu chyba nie, prawda)? Cały maj spędzę w Gruzji i bardzo chciałabym połazikować także po Armenii przez jakie 5 dni; najczęściej używam obu ww. opcji, ale nie jestem pewna, jak to jest z ich popularnością (i wiarygodnością) w Armenii właśnie.
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 06 Kwi 2016 16:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 2958
Loty: 487
Kilometry: 559 256
platynowy
Nie korzystałem z Airbnb, bo mnie zbanowali jakiś czas temu.

Prawdę mówiąc booking.com używałem w sposób pasożytniczy, żeby ustalić gdzie są noclegi. Rezerwacje robiłem bezpośrednio na miejscu. Zresztą to okazało się rozsądne, ponieważ części noclegów oferowanych w necie po prostu nie było.

Trzeba jednak zauważyć, że byłem poza sezonem, więc o miejsca nie było trudno.

Na pewno baza noclegowa a Armenii jest słabo rozwinięta. Warunki nienajlepsze, a ceny stosunkowo wysokie. Być może latem w tych najpopularniejszych miejscach wypada mieć rezerwację.

Na miejscowych nie za bardzo można liczyć jeśli chodzi o pomoc we wskazaniu noclegów, bo oni nie wiedzą.Zresztą nie tylko tego gdzie są noclegi - 50 m od muzeum pytałem, gdzie ono jest i nie potrafiono mi odpowiedzieć. Podobnie, tylko tym razem odległość wynosiła 500 m, było z jaskinią w której znaleziono kilka najstarszych na świecie przedmiotów. Tubylcy jej nie znali.
Góra
 Relacje PM off
bulsara lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 06 Kwi 2016 16:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Lip 2011
Posty: 171
niebieski
pabien napisał(a):
Nie wiem skąd jedzie się do Goris. Na pewno nie z Dworca Północnego, do którego co jakiś czas odjeżdżają marszrutki do Sewan. Uwaga, informacja, iż marszrutki do Sevan odjeżdżają z okolic skrzyżowania Teyran i Isakhyan nie jest aktualna.

Ja do Goris jechałem z Kilikii, to był przełom lipca i sierpnia 2015.
_________________
Image
https://www.facebook.com/polaknapustyni/
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 06 Kwi 2016 17:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 2958
Loty: 487
Kilometry: 559 256
platynowy
To jest pewnie nadal jest właściwy trop. Ja też bym tam się udał, gdyby nie decyzja o jechaniu via Sevan.

Ale w skrócie opiszę jak wyglądała próba ustalenia co i skąd jedzie bo to wersja Radia Erewań.

Pani z recepcji w Doubletree ustaliła, że z Kilikii nie jedzie marszrutka do Goris (może dlatego, że to była Wielkanoc, albo dlatego, że już odjechała). A ponieważ w Erywaniu są 2 dworce autobusowe(bo różne skrzyżowania, plac przed dworcem kolejowym z których to miejsc odjeżdżają liczne marszrutki to nie są dworce ergo nic stamtąd nie odjeżdża), uznała, że musi odjeżdżać z dworca północnego. A tam nie dało się dodzwonić (moim zdaniem na tym dworcu nie ma żadnej infrastruktury, więc nie wiem do czego można byłoby się dodzwonić).
Na dworcu północnym prawdopodobnie nawet nie wiedzieli gdzie leży Goris. Ale marszrutki owszem odjeżdżają, tylko do Sevan i na Północny Wschód. I to nawet często (do Sevan co godzina mniej więcej).
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 7 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group